1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jedz, odpoczywaj i kochaj… siebie! Dla wyczerpanych emocjonalnie

Jedz, odpoczywaj i kochaj… siebie! Dla wyczerpanych emocjonalnie

Czy w twoim życiu jest miejsce na własne potrzeby, oczekiwania, na wyrażenie siebie? (Fot. iStock)
„Trzeba znaleźć swój sposób na wyciszenie i traktować go jak mycie zębów! Żyjemy w czasach, kiedy to jest absolutnie konieczne. To może być coraz bardziej popularna i rzeczywiście skuteczna metoda mindfulness, medytacja, wizualizacja, ćwiczenia oddechowe. Cokolwiek, co pomoże nam umieć bywać „tu i teraz”, co pomoże wyplenić nam ze swojego życia choć część automatyzmów i zastąpić je świadomymi zachowaniami.”, przekonuje Adriana Klos, psychoterapeutka.

„Nic nie waży tyle, co zmęczone serce.”, to słowa, które powiedział José de San Martin, argentyński generał. Zatem nawet żołnierz narażający życie na froncie w wyczerpującej walce stwierdza, że to właśnie zmęczenie „emocjonalne” jest tym najtrudniejszym…
I wiele w tym prawdy. Jesteśmy wtedy przeciążeni, pozbawienie energii, nic nam się nie chce, to jest taki stan, kiedy – mówiąc obrazowo – życie nas nie cieszy. I powiem od razu, na wstępie, że to jest sytuacja, do której warto nie dopuszczać. Oczywiście, z tego też można się jakoś „wygrzebać”, ale droga jest długa i trudna. Zdecydowanie lepiej jest siebie tak nie zaniedbywać, być ze sobą w kontakcie, nauczyć się czytać sygnały, które znacznie wcześniej wysyła nam nie tylko „dusza”, ale także i ciało.

A my często wiążemy je z chorobą, zamiast pomyśleć o naszych emocjach.
Sygnałem alarmującym są także irytacja, fakt że zaczynamy izolować się od świata, od ludzi, nie robimy tego, na co mamy ochotę albo wręcz przestajemy czuć że mamy ochotę na cokolwiek. Gorzej śpimy – to znaczy, że kiedy jesteśmy na tak zwanym „luzie”, czyli kładziemy się do łóżka, by w teorii odpocząć, zaczyna się gonitwa myśli. Razem z zachodem słońca znikają rozpraszacze, a w naszej głowie zamiast ciszy aż huczy…
Pojawiają się też czasem, zupełnie nieuzasadnione, bo nie ma żadnej konkretnej przyczyny, napady lęku. Nagle zaczynamy się bardzo bać, dopada nas panika, niepokój.
No i wspomniana psychosomatyka. Dolegliwości psychosomatyczne to dziś niemal codzienność. Bóle i zawroty głowy, drżenia i drętwienia kończyn, bóle brzucha, odruchy wymiotne, a nawet wszelkiego rodzaju wysypki.

Wtedy pędzimy do dermatologa i chcemy dostać receptę na maść, po której wysypka zniknie.
Tak. Zrobię USG, badanie krwi, rentgen, a potem niech doktor mnie wyleczy. Stosujemy całą masę mechanizmów obronnych, więc korzystamy również z tego – by nie konfrontować się z trudnymi emocjami – „rządamy” od lekarza recepty na ból głowy. Doszukując się choroby dajemy sobie czas, odwracamy uwagę od meritum. Jeszcze przez kilka tygodni, miesięcy możemy zająć się ciałem, pochodzić po lekarzach – bo to zwykle maraton – jeden mówi, że ciało jest zdrowe, więc szukamy kolejnego, który się już „nie pomyli”.

Tymczasem z ciała płyną jasne sygnały: „Zatrzymaj się, zobacz jak żyjesz!”. Często jest tak, że nasze trudności emocjonalne, nasza nieumiejętność radzenia sobie w życiu związana jest z tym jak zostaliśmy wychowani, jakie przekazy mamy w sobie „zanotowane” Na przykład mężczyźni wdrukowane mają, że zajmowanie się swoją „duszą” jest niemęskie: „chłopaki nie płaczą”, „okazywanie słabości jest dla mięczaków”, itd. Tym bardziej tkwić będą w nieprawdzie, że ból brzucha czy wysypka z pewnością są objawem choroby, a nie wołaniem psychiki o pomoc.

Zamiast rozpakować ciężar…
Bo tego bardzo się boimy, boimy się – oczywiście podświadomie – że jak już do tego plecaka z kamieniami zajrzymy, emocje nas zaleją, że to co znajdziemy w naszej „duszy” będzie nie do opanowania. Lepiej nie ruszać.

Takim bardzo utrudniającym przekonaniem o życiu, które wielu z nas nosi w sobie jest to, że zmiany są trudne, więc lepiej siedzieć w miejscu. Jeśli w taki sposób zostaliśmy wychowani przyjrzenie się temu, co tak naprawdę nam doskwiera jest arcytrudne. Będziemy cierpieć, ale to jest „znajome zło”, hodować ból, ale nie poprosimy o pomoc. Z taką postawą łatwo dorobić się wyczerpania emocjonalnego.

Jest też grupa ludzi, których nazywamy „zadowalacze innych” (z angielskiego „people pleaser”), taki rys to też idealny „podkład” pod emocjonalny ból. Trzeba być za wszelką cenę grzecznym, kulturalnym, nikogo nie ranić, każdemu pomóc. To osoby, które nie potrafią stawiać granic, stawiają wyłącznie na innych, nie chroniąc siebie. Bo to inni są ważniejsi, inni mają rację, a ja muszę swoją postawą wciąż pracować na akceptację całego świata. To prosta droga do emocjonalnego wyczerpania, nadużycia.

A czy są wśród nas ci którym, niezależnie od tego jak toczy się ich życie, nie grozi emocjonalne wyczerpanie, bo są wyposażeni w taką zbroję, że nic ich nie poruszy?
Nie wydaje mi się możliwe, żeby dało się przejść przez całe życie „suchą nogą”. Z pewnością są osoby, które mają bardzo przyzwoite zasoby, by radzić sobie z trudnościami, ale nie uwierzę, że są ludzie „ze stali”.

Wspomniała pani o tym, że najlepiej byłoby nie dopuszczać do emocjonalnego przeciążenia. Rozumiem, że jak chociażby w przypadku dbania o zęby, tu też ważna jest profilaktyka.
Arcyważna, kluczowa!

Co się do niej zalicza?
Polecam zawsze, by zrobić taki przegląd swoich przekonań o świecie, życiu i innych ludziach. Jaki stosunek do siebie samego wyłania się z naszych przekonań? Czy jest tu miejsce na własne potrzeby, oczekiwania, na wyrażenie siebie? Jeśli nie, pierwszym krokiem jest praca nad przekonaniami. Zmiana ich w taki sposób, by kierować się zasadą, że nasze potrzeby i nasze zdanie nie są mniej ważne od potrzeb i zdania wszystkich dookoła. Czasem taką rewolucję da się przeprowadzić samemu, czasem konieczna jest pomoc fachowca. Wszystkim, którzy potrzebują takiej przemiany polecam doskonałą książkę „Jak być dobrym dla siebie. Życie bez presji otoczenia, przygnębienia i poczucia winy”, autorstwa dr Kristin Neff . Choć tytuł wydaje się odrobinę infantylny, zawartość jest doskonała. Autorka pokazuje jak ważne jest to, by mieć dla siebie współczucie w sytuacjach, kiedy coś nam nie wychodzi, a nie okładać się jeszcze kijem – co jest skłonnością wielu z nas. Dlaczego tak łatwo nam o współczucie dla innych, a z tak dużym trudem przychodzi nam okazanie odrobiny wyrozumiałości i czułości wobec siebie samego.

Kolejnym krokiem w profilaktyce jest zmiana języka w jakim się do siebie samych zwracamy. Mam na myśli zmianę tych wszystkich słów: muszę, powinnam, nie wypada, nie wolno na: chcę, mogłabym, decyduję się, itd. Moich pacjentów śmieszy, kiedy pytam w jaki sposób siebie nazywają, w większości nie rozumieją w ogóle o co mi chodzi, i jeszcze bardziej dziwi ich, jak opowiadam, że mówię do samej siebie na przykład wieczorem: „Dobranoc”.

W ramach profilaktyki warto też obniżyć odrobinę swoje często wygórowane oczekiwania wobec samego siebie. Jeśli stawiamy sobie poprzeczkę pod chmurami, skazujemy się jednocześnie na falę niespełnień i rozczarowań. A może lepiej narzucić sobie trochę mniej, ale, po pierwsze, móc to osiągnąć, po drugie, móc poczuć dumę z dobrze wykonanego zadania?

Nie bez znaczenie są też takie pozornie błahe rzeczy jak na przykład nasza dieta czy styl życia. Potrzebujemy karmić siebie nie byle czym, potrzebujemy ruszać swoje ciało. To może być taniec, joga, rower – cokolwiek.

Potrzebujemy się też regularnie wyciszać.
Tak! Warto znaleźć swój sposób na wyciszenie i traktować go jak mycie zębów! Żyjemy w czasach, kiedy to jest absolutnie konieczne. To może być coraz bardziej popularna i rzeczywiście skuteczna metoda mindfulness, medytacja, wizualizacja, ćwiczenia oddechowe. Cokolwiek, co pomoże nam umieć bywać „tu i teraz”, co pomoże wyplenić ze swojego życia choć część automatyzmów i zastąpić je świadomymi zachowaniami, co nauczy nas uważności.

Skutecznym wentylem dla emocji jest także coś, co nazywamy pisaniem terapeutycznym. Spisywanie wszystkiego, co krąży po naszej głowie przynosi ulgę, pomaga poukładać myśli, to taki rodzaj sprzątania, porządkowania umysłu. Ponadto taka czynność minimalizuje też lęk, kiedy napiszemy o tym, czego się boimy, co nas trapi, jednocześnie odbieramy temu część mocy.

Bardzo ważnym zadaniem jest także nauczenie się, by przeżywać wszystkie emocje. Jasne, każdy z nas woli czuć tylko te „przyjemne”, ale zapominamy, że te „nieprzyjemne” są cennym sygnałem, alarmem, że coś niedobrego dzieje się z nami. Jeśli będziemy je wypierać, oddalać konfrontację, bardzo szybko doprowadzimy siebie do emocjonalnego przeciążenia. Dlatego nie ma innej dobrej drogi – trzeba wszystko dostrzegać i przeżywać. Dobrze jeść, spać i kochać siebie! To wszystko pozwoli nam uniknąć emocjonalnego rozczarowania! To da się zrobić, by potem nie czuć ciężaru zmęczonego serca!

Adriana Klos - psycholożka i psychoterapeutka. Pracuje z dorosłymi w terapii indywidualnej oraz terapii par. Pomaga uporać się z depresją, lękiem, kryzysem, skutkami traumy. www.strefazmiany.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze