1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pozwolić sobie na rozpacz po stracie bliskiej osoby – dlaczego to tak ważne?

Pozwolić sobie na rozpacz po stracie bliskiej osoby – dlaczego to tak ważne?

Mówmy o śmierci. Zapraszajmy ją do codziennego życia - radzi psychoterapeutka Anna Dodziuk. (fot. iStock)
W rozpaczy trzymają nas niezałatwione sprawy emocjonalne. Nie zdążyliśmy się pożegnać. Nie wyraziliśmy uczuć miłości, gniewu, złości, żalu. Mamy poczucie krzywdy albo nie zadośćuczyniliśmy krzywdzie, którą my wyrządziliśmy. Czujemy się winni. To boli. Ale ból pojawia się po to, by odpłynąć − mówi Anna Dodziuk, psychoterapeutka pracująca z ludźmi w żałobie, autorka książek „Nie bać się śmierci” i „Żal po stracie”.

Można myśleć pozytywnie o śmierci?
Jak najbardziej. Lęk przed śmiercią robi nam w życiu wiele złego. Wiem po sobie, że odkąd oswajam śmierć, bo pracuję z ludźmi, którzy przeżywają ból po stracie, coraz lepiej mi się żyje.

Spokojniej?
Jestem bardziej ożywiona i radosna.

Dzwonię do znajomej, która pięć lat temu straciła męża, i słyszę w jej głosie tę samą rozpacz, co na początku żałoby. Inna kobieta po dwóch miesiącach od straty ukochanego mężczyzny jest spokojna i pogodna. Od czego to zależy?
Od sposobu przeżywania żałoby. Ci, którzy wyrażają uczucia, żal, smutek, ale i złość, znacznie szybciej dochodzą do siebie po stracie. Szczególnie złość jest „nielegalna” w naszej kulturze. A przecież, gdy odchodzi ktoś bliski, często się pojawia, bo „jak on mógł mnie zostawić?”, „jak Bóg mógł do tego dopuścić?”. Żyjemy w takiej kulturze, która każe na wszystkie lęki i każde cierpienie, także na ból po stracie, brać środki uspokajające. Po śmierci bliskiej osoby zbyt szybko musimy się zbierać i żyć dalej, jakby nic się nie stało. Nosimy w sobie żal po stracie, nieprzeżytą żałobę. To jest bardzo często ból po kimś, kto umarł dość dawno, nawet 20, 30 czy więcej lat temu. Moja mama umarła, gdy miałam dziewięć lat. Przeżyłam żałobę dużo później, grubo po trzydziestce.

Ile trwa żałoba?
Z niektórych doświadczeń terapeutycznych wynika, że jeśli odchodzi ktoś z bliskiego otoczenia, człowiek może potrzebować nawet 200 godzin rozpaczania. Wiele zależy od intensywności. Znam kobietę, która w tragiczny sposób straciła męża i przez dwa tygodnie płakała bez przerwy, mówiła o swoim bólu wszystkim, którzy chcieli słuchać. Potem w sposób naturalny zajęła się bieżącymi sprawami, dzieckiem, myśleniem o przyszłości.

Jedni płaczą dwa tygodnie, inni dwa lata.
W rozpaczy trzymają nas niezałatwione sprawy emocjonalne. Nie zdążyliśmy się pożegnać. Nie wyraziliśmy uczuć, jakie przeżywaliśmy wobec zmarłej osoby: miłości, gniewu, złości, żalu. Mamy poczucie krzywdy albo nie zadośćuczyniliśmy krzywdzie, którą my wyrządziliśmy. Męczy nas poczucie winy. Coś istotnego nie zostało nazwane i wypowiedziane. Zdarza się, że proces zamykania przeszłości następuje spontanicznie. Ludzie w żałobie jeżdżą do miejsc dzieciństwa i tam symbolicznie żegnają zmarłą osobę, piszą do niej listy, rozmawiają z nią, płaczą, siedząc przy grobie. Znacznie krócej przeżywają żałobę także te osoby, które wpuściły śmierć do codziennego życia, rozmawiają z bliskimi o tym, że przecież kiedyś trzeba będzie się rozstać, bo to jest nieuniknione. Wtedy nie odkładają spraw istotnych, przestają zajmować się głupstwami. Odkrywają na przykład, jakie to fantastyczne uczucie codziennie mówić bliskim, że się ich kocha, i jakie to szczęście, że możemy być razem. Świadomość, że zegar tyka - a tyka cały czas - zachęca do codziennej uważności.

Rozmawiać o śmierci nawet gdy ma się 30 lat?
Znajoma 35-latka powiedziała do męża: „Chciałabym, abyś po mojej śmierci przez trzy lata z nikim się nie wiązał, to dla mnie ważne”. On się zgodził, a ona poczuła ulgę. Wiele kobiet obawia się swojej śmierci ze względu na dzieci: kto się nimi zajmie? Warto, aby pomyślały, kto byłby do tego najbardziej odpowiedni, i porozmawiały z tą osobą. Gdzie chcę być pochowana? A może pragnę, aby moje ciało zostało skremowane? Kto ma dostać moje najcenniejsze rzeczy? Rozmawiajmy o śmierci za życia. Boimy się, że będziemy umierać w cierpieniu. Ale przecież o to także można zadbać zawczasu: umówić się z kimś, aby zatroszczył się o odpowiednią ilość morfiny, znaleźć lekarza, pod opieką którego chcemy umierać. Gdy skonfrontujemy się z lękami, wtedy zostaje więcej przestrzeni na bycie w teraźniejszości, wyrażanie dobrych uczuć, planowanie przyszłości.

„Dobre wspomnienia dają mi siłę” – słyszałam od ludzi w żałobie. Inni mówili: „Gdy kontaktuję się z tym, co było piękne między nami, ból i rozpacz jeszcze się potęgują”.
Bo wtedy wzbudzają się uczucia żalu po stracie, ale wzbudzają się po to, żeby odejść. Ból pojawia się i po pewnym czasie - wyrażony - może odpłynąć. Jeśli pozwolimy sobie na rozpacz, będzie jej coraz mniej, zaczniemy odczuwać spokój, a nawet radość. Jeśli mamy dobre wspomnienia, to znaczy, że wykorzystaliśmy czas na to, co najważniejsze – na miłość. A wtedy rzeczywiście jest się z czego cieszyć.

Fragment książki Renaty Arendt-Dziurdzikowskiej „Możesz odejść bo cię kocham. O śmierci, pożegnaniach i nowym życiu.”

Kiedy nadchodzą te najtrudniejsze momenty paraliżuje nas lęk i przerażenie. Jak pogodzić się z odchodzeniem ukochanych ludzi? Jak uporać się z żałobą po ich śmierci? Renata Dziurdzikowska w swojej książce ukazuje śmierć, jako integralną część naszego życia.

Możesz odejść, bo Cię kocham Renata Arendt-Dziurdzikowska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze