1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Szkoła charakteru na wyjeździe – czego możesz dowiedzieć się o sobie w drodze

Szkoła charakteru na wyjeździe – czego możesz dowiedzieć się o sobie w drodze

Każda podróż zaczyna się od przekroczenia jakiejś granicy – tego, co znane i nowe. Niektóre prowadzą też do przekroczenia granic w sobie. (Fot. iStock)
Bywa, że w trakcie podróży musisz przełamać się, by zjeść dziwny, lokalny przysmak, albo zmienić podejście do higieny. Ciemne strony wypraw w nieznane? Irytują, ale potrafią odkryć wiedzę o sobie.

Każda podróż zaczyna się od przekroczenia jakiejś granicy – tego, co znane i nowe. Niektóre prowadzą też do przekroczenia granic w sobie.

– Zawsze marzyłam o wyprawie do Portugalii, ale nie mogłam znaleźć towarzysza podróży. Gdy w końcu trafiłam na okazyjne ceny biletów, postanowiłam zaryzykować. Pojechałam sama, choć spędzanie czasu z samą sobą to ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę – opowiada Basia Zając, 33-letnia fotografka i blogerka.

Zawsze przebywała w czyimś towarzystwie. – A tu nagle okazało się, że jadę w samotną podróż! Z kim ja będę rozmawiać, śmiać się, przeżywać? Na wszelki wypadek wzięłam iPoda i mnóstwo książek. Niepotrzebnie. Nie skorzystałam ani z jednego, ani z drugiego – dodaje.

Na początku czuła się dziwnie. Sama na lotnisku, sama do odprawy, w hostelu zarezerwowała łóżko w dużym pokoju sypialnym, bo nie było jedynek. Ale gdy wieczorem wybrała się na spacer po tętniącej życiem Lizbonie, poczuła się wolna. Żadnych zobowiązań, żadnych pytań: „co teraz robimy?”. W zamian – przestrzeń dla siebie w pięknym mieście. Okazało się, że w Portugalii nie tylko odkryła swój azyl na ziemi, ale też zaprzyjaźniła się z nielubianą dotąd osobą – z sobą samą.

– To wspaniałe, kiedy nagle jestem zależna tylko od siebie i mogę na sobie polegać. Robić to, na co mam ochotę, słuchać tego, co lubię. To było odkrycie, ale też lekcja odwagi, a ja z natury odważna nie jestem – śmieje się.

Dziennikarka Marzena Filipczak od dobrych kilku lat podróżuje samotnie. Efektem pierwszej długiej wyprawy po Azji była książka „Jadę sobie”, rezultatem podróży ostatnich lat – zbiór tekstów „Lecę dalej. Tanie podniebne podróże”. Jak mówi, początki były trudne: – Kiedyś nie wyobrażałam sobie samotnego podróżowania. Pamiętam taki wypad z 10 lat temu, kiedy z koleżanką wybrałyśmy się na kenijskie wybrzeże, skąd chciałyśmy przedostać się do Nairobi, które jest jednym z najbardziej bandyckich miast świata, nazywanym często „Nairoberry”. Byłyśmy zupełnie nieprzygotowane. Kiedy wysiadłyśmy z nocnego autobusu, zamiast poczekać w nim – wzorem miejscowych – aż się rozjaśni, na ulicy zaatakowało nas kilku mężczyzn z nożami. Ukradli nam pieniądze, paszporty, aparaty. Po tym incydencie podróżowałam tylko po Europie, bałam się zapuszczać dalej. Ale w końcu postanowiłam, że pojadę. Wybrałam Azję, bo jest bezpieczna, tania, łatwa w podróżowaniu, a jednocześnie egzotyczna – opowiada.

Przyznaje, że na początku bała się choroby i kradzieży: – Przytrafiło mi się jedno i drugie. W Wietnamie okradł mnie taksówkarz, ale straciłam tylko podręczny portfel z dzienną porcją gotówki. W Indiach miałam problemy z dziąsłami, gdzie indziej pogryzły mnie małpy i musiałam wziąć zastrzyki przeciw wściekliźnie. I jedno, i drugie udało się załatwić dzięki ubezpieczeniu i pomocy życzliwych ludzi. Po każdej takiej przygodzie czuję się silniejsza, bo dałam radę.

Potrzebę przeżycia przygody na własnych warunkach tłumaczy psychoterapeutka Grażyna Wasilewska-Boroń, z Ośrodka Psychoterapii Gestalt SADY w Warszawie na Sadach Żoliborskich: – Im większe poczucie bezpieczeństwa mamy w sobie, tym przyjemniej zanurzać się w przygodę podróży. Gdy podróżujemy, niejednokrotnie przekraczamy granice tzw. strefy komfortu. Zdarza się, że musimy pokonać próg zmęczenia, wytrzymałości fizycznej, przetrwać trudy podróży. Niejednokrotnie przekraczamy też granice własnego tchórzostwa, stawiając czoła jakiejś niespodziewanej sytuacji, zagrożeniu czy też wyzwaniu. Ale takie doświadczenia nas wzmacniają – dodaje.

Dotknąć egzotyki

W nepalskiej restauracji. Iwona Koć-Wang śmiało zamawia nieznane potrawy, próbuje nowych smaków. Kiedyś najlepiej czuła się w miejscach już oswojonych, nie eksperymentowała z nowościami, zwłaszcza kulinarnymi. Dziś jest zupełnie inaczej, podejście do tego, co na talerzu, zmieniła po podróży do Chin.

– Wszystko mnie tam zaskakiwało, miałam wrażenie, że na każdym kroku obcuję z totalną egzotyką, począwszy od śniadania aż do wieczornej toalety – mówi. Podczas trzytygodniowej podróży po Chinach (ojczystym kraju swojego męża) próbowała m.in. świerszczy i ślimaków, często też nie była pewna, co właściwie znajduje się na jej talerzu.

– Chińczycy są dumni ze swojej kuchni, jedzenie jest zawsze świeże, sporo osób kupuje i spożywa je od razu na ulicy. To było dla mnie nowe: przełamać się do jedzenia potraw, których wcześniej bym nie tknęła, a także jeść z kociołka prosto na ulicy – dodaje.

Kolejnym problemem okazała się higiena. – Chińczycy dbają o jakość i świeżość potraw, ale brudną podłogą w restauracji czy śmierdzącą toaletą już się nie przejmują – śmieje się Iwona. – Na początku nie wierzyłam, że z takiej łazienki w ogóle skorzystam. Ale po wizycie w toalecie pod Wielkim Murem, gdzie zamiast europejskiego standardu znalazłam dziurę w ziemi, bez możliwości umycia rąk – musiałam zmienić swoje oczekiwania.

Trudy bytowania w innym kraju można włożyć między żarty z podróży, ale na dłużej zostają zupełnie inne przeżycia. – Niejednokrotnie podczas podróżowania, zwłaszcza do egzotycznych krajów, musimy pokonać w sobie obrzydzenie, zgadzając się przespać, myć czy jeść w warunkach kompletnie innych niż te dla nas typowe – tłumaczy psychoterapeutka Grażyna Boroń. – Z drugiej strony chcemy zobaczyć inny krajobraz, poczuć inne zapachy, zobaczyć innych ludzi. Pragniemy innego tempa życia, innego rytmu dnia. To właśnie jest smak, kwintesencja podróży.

Oswoić strach

Basia po Portugalii wybrała się z grupą znajomych na trekking w północnej części Birmy. Pierwszy dzień był wspaniały, choć wspinaczka po górach okazała się męcząca. Drugiego dnia zaczął padać deszcz. Trasa zamieniła się w kleistą i śliską breję, w każdej chwili kolejny krok groził upadkiem. W pewnym miejscu trzeba było przejść chybotliwą kładką z bambusa. – Przewodnik podał mi rękę i przeszłam, nie patrząc w dół. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Pomyślałam, że to nie dla mnie – wspomina.

Grażyna Boroń tłumaczy: – Niekiedy przekroczenie granic komfortu jest zbyt silnym przeżyciem. Dzieje się tak wtedy, gdy nie uwzględniamy własnych możliwości fizycznych i psychicznych. Wtedy przekraczamy siebie na siłę i to nie jest dobre doświadczenie.

– Bałam się kilka razy przed podróżą, ale nie w jej trakcie – przyznaje Marzena Filipczak. – Gdy pierwszy raz spałam sama w namiocie w lesie, bardzo to przeżywałam. W Gruzji na mojej drodze spotkałam wilka. Dobrze, że wędrowałam przez las z psami gospodarza, u którego spędziłam noc, więc go pogoniły. Wcześniej bałam się jeździć stopem, poprosić obcego człowieka o podwózkę, teraz głównie tak właśnie podróżuję. Wiem, że pod każdą szerokością geograficzną trafiają się pomocni ludzie.

Podróżowanie uczy zaufania do innych, do losu, ale i do samych siebie. – Jeśli nie zawodzimy się na sobie, nie opuszczamy się w trudnych sytuacjach, jesteśmy sami dla siebie wsparciem, potrafimy się uspokoić, ukoić, docenić wytrzymałość, zaradność, dodać otuchy innym albo potrafimy powiedzieć „to było trudne, ale dałam radę” – wyjdziemy wzmocnieni psychicznie, bogatsi, z poszerzoną świadomością siebie – mówi Grażyna Boroń.

Jaka naprawdę jesteś

– Dla mnie podróż to przede wszystkim wyjście poza nasze ramy czasu i znalezienie się w przestrzeni, która rządzi się innymi prawami, według innego rytmu, w której nie obowiązują nasze standardy i wartości. Wychodzisz ze swojej roli, z tempa życia, w którym wyrosłaś i które traktujesz jako naturalne i zostajesz sama ze sobą. Bez żadnego koła ratunkowego – mówi Ala Pękalska, właścicielka kawiarni Kępa Cafe na warszawskiej Saskiej Kępie. Rok temu spakowała rzeczy do plecaka i wyjechała na pół roku. Nie była pewna, czy jeszcze wróci do Polski i swojej kawiarni. Najpierw trafiła na Sri Lankę, potem na indyjską farmę, plantację herbaty, jedną, drugą… Dziś mówi, że potrzebowała poukładać sobie, czego chce od siebie i od przyszłości. Podczas podróży okazało się, że musi przede wszystkim stawić czoła... sobie.

– Funkcjonując w naprawdę nowych realiach, gdzie nie sprawdzają się nasze wyuczone sposoby na ucieczkę przed samą sobą, musisz zmierzyć się z zupełnie inną rzeczywistością, na którą nie jesteś do końca przygotowana, dzięki czemu masz szansę zobaczyć siebie z nowej perspektywy, może taką, jaka jesteś naprawdę? – opowiada Ala, patrząc na swoją podróż z perspektywy roku. – Medytować, ćwiczyć jogę, przekraczać swoje granice można wszędzie. Ale to, co mi się wydaje w życiu ważniejsze, a co może dać długa, samotna podróż, to właśnie nowe, świeże spojrzenie na samą siebie. Nie to, co ty robisz ze sobą, ale jaka okazujesz się bez tego całego kaftana bezpieczeństwa, jakim jest dla nas nasza kultura i społeczeństwo.

Czego się boisz? Jak reagujesz? Jakie podejmujesz decyzje? Czego pragniesz? Od czego uciekasz? – z takimi pytaniami Ala nadal mierzy się po powrocie z wyprawy. Wróciła do swojej kawiarni, ale zmieniła ją nie do poznania. Na plus. Ma do życia większy dystans i podejmuje trafniejsze decyzje. Ustaliła swoje priorytety, znajduje większą przyjemność w pracy nad własnymi słabościami i spędzaniu czasu tylko w swoim towarzystwie. Stara się co jakiś czas wyjeżdżać gdzieś sama. Mówi, że przywraca jej to wewnętrzną równowagę po miesiącach spędzanych w stolicy.

Basia nauczyła się czerpać przyjemność z bycia sam na sam ze sobą, z chodzenia własnymi ścieżkami, decydowania się na towarzystwo czy bycie z kimś na swoich warunkach, a nie dlatego, że cisza za głośno brzęczy w uszach.

Marzena twierdzi, że podróże pozwoliły jej przełamać się w kontaktach z ludźmi. – Bałam się targować, pytać nie tylko o cenę, ale też o różne ważne dla mnie sprawy. Teraz podchodzę do tego pragmatycznie i bez emocji: jak nie zapytam, to się nie dowiem. Najwyżej ktoś mi odpowie „nie”. Jak coś mi nie odpowiada, to po prostu w tym nie uczestniczę.

Uważa, że samotne podróże paradoksalnie nauczyły ją żyć z innymi. I jeszcze czegoś: – Wielu ludzi narzeka, że nie mają szczęścia, że nie dostali od życia nic za darmo. Ja też tak miałam, aż coś zrozumiałam. To, że się urodziłam w świecie Zachodu, zdrowa, silna, wolna – jest jak szóstka trafiona w totka – dla milionów ludzi na nieosiągalna.

Artykuł archiwalny

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze