1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Atak paniki – skąd się bierze i jak mu zapobiec?

Atak paniki – skąd się bierze i jak mu zapobiec?

Napady paniki są całkowicie uleczalne. Najlepsze skutki przynosi terapia poznawczo-behwioralna. (Fot. iStock)
Urywany oddech, ból w klatce piersiowej, dreszcze, drętwienie ciała… Spokojnie, to tylko... napad paniki.

To był zimowy poranek. W tramwaju ścisk i duchota. Nagle poczułam, że brakuje mi powietrza. Uczucie nagłe i gwałtowne, myśl: „za chwilę osunę się na podłogę”. Rozpięłam kurtkę, zdjęłam czapkę. Serce biło jak oszalałe, na czoło wystąpił pot, oddech zrobił się krótki i łapczywy, czułam mrowienie na całym ciele. Powtarzałam sobie w myślach: „wytrzymaj tylko do następnego przystanku”. Gdy motorniczy otworzył drzwi, z trudem wydostałam się na zewnątrz. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Musiałam kucnąć. „Boże, co się ze mną dzieje?!” – powiedziałem łamiącym się głosem. Przez tych kilka minut jazdy wydawało mi się, że umieram.

Czy ja wariuję?

Miałam klasyczny napad paniki. Dzisiaj to już wiem. Objawy zaczęły się bowiem powtarzać. Najbardziej przerażające było poczucie nierzeczywistości, drętwienie ust i kołatanie serca. I lęk. Myślałam, że jeśli potrwa dłużej, to zwariuję.

Przeczytałam artykuł w piśmie medycznym, potem mądrą książkę, która przede wszystkim nazwała to, co czułam i uspokoiła, że jest to uleczalne. Z jej pomocą podjęłam autoterapię. Zaczęłam rozmawiać z głosem, który pojawiał się w mojej głowie. Kiedy mówił: „Zaraz zemdlejesz!”, odpowiadałam: „Nie zemdleję. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło”. „Już robisz się coraz słabsza” – kontynuował. „Nawet jeśli coś mi się stanie, to przecież ktoś mi pomoże, wezwie karetkę lub ocuci”– mówiłam. Z czasem zrobiłam się bardziej harda: „Zemdleję?! Czyżby?! No proszę, czekam…” – rzucałam mu wyzwanie, a on nigdy nie miał odwagi go podjąć. Wypowiedziałam mu wojnę, skrzętnie relacjonowaną w moim „dzienniku panicznym”. Zrozumiałam też przyczynę lęku.

Byłam wtedy tuż po studiach, niepewna przyszłości i samej siebie. Nie udało mi się zdobyć pracy, o jakiej marzyłam, a w tej, którą dostałam, musiałam zmierzyć się z nieznanym mi dotąd tematem. Zaczęłam myśleć, że nigdy niczego nie osiągnę, że jestem na to za głupia. I najgorsze, przestałam wierzyć w swoje marzenia. Przygotowałam sobie idealne podłoże do depresji.

Jak grom z nieba

Podobno około jedna trzecia populacji ludzi przyznaje się do ulegania sporadycznym napadom paniki. Tym, co różni je od klasycznych fobii, jest mało oczywista przyczyna ich występowania. Mamy do czynienia z napadami nagłymi, spadającymi na człowieka jak grom z jasnego nieba i przez to bardziej niezrozumiałymi i przerażającymi. Powodem może być stres w pracy, problemy w rodzinie, śmierć bliskiej osoby. Napady mogą być też początkiem albo maską depresji.

– Proste napady paniki należą do zaburzeń lękowych. Pojawiają się u osób z predyspozycją do lęku, z różnych względów: osobowościowych czy sposobu przeżywania siebie i tego, co dzieje się wokół, ostrożnych, myślących o świecie jako o miejscu mało bezpiecznym albo osób przekonanych, że sobie w życiu nie radzą – mówi lek. med. Joanna Michałowska z Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej w Warszawie. – Napady wywołuje jakaś konkretna sytuacja. Są gwałtowne i przeważnie krótkotrwałe.

Według oficjalnej definicji opracowanej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, podczas napadu paniki powinny wystąpić co najmniej 4 spośród 13 rodzajów wskazanych symptomów:

  • przyspieszona akcja serca,
  • pocenie się,
  • drżenie bądź roztrzęsienie,
  • trudności w oddychaniu (krótki, rwący się oddech),
  • duszności,
  • ból (dyskomfort) w klatce piersiowej,
  • mdłości (rozstrój żołądka),
  • zawroty głowy, utrata równowagi,
  • poczucie nierzeczywistości (wyobcowania),
  • zdrętwienie, mrowienie skóry,
  • dreszcze lub nagłe zaczerwienienie,
  • strach przed śmiercią,
  • strach przed obłędem lub utratą kontroli.

– Interpretacja tego, co się dzieje, jest jednak przesadzona, przerysowana i od niej właśnie zależy intensywność doznań – tłumaczy Michałowska. – Jeżeli towarzyszące napadowi paniki zawroty głowy czy ból serca potraktujemy jako obawy groźnej choroby, która może doprowadzić do śmierci, nasz lęk będzie się nasilał. Bardzo często napady paniki łączą się z agorafobią, czyli lękiem przed przebywaniem w otwartych przestrzeniach lub w wielkich skupiskach ludzkich, takich jak na przykład centra handlowe.

Lęk przed lękiem

Jest kilka mechanizmów podtrzymujących stany lękowe. Jednym z nich jest sam lęk przed lękiem. Osoby cierpiące na to zaburzenie z niepokojem zastanawiają się, kiedy nastąpi kolejny atak i obawiają się jego skutków: śmierci, utraty samokontroli, obłędu, wymiotów, omdlenia czy biegunki. Drugi mechanizm to unikanie sytuacji stresogennych. Podatni na stany lękowe wychodzą więc z domu tylko w towarzystwie, piją alkohol w celu rozluźnienia się, stronią od czynności sprzyjających pojawieniu się fizycznych symptomów paniki (np. od seksu), często mierzą sobie tętno, a w restauracji siadają w pobliżu wyjścia.

Jeszcze innym zachowaniem zabezpieczającym jest noszenie ze sobą talizmanu: leków, pieniędzy, telefonu komórkowego, butelki z wodą itp. Z czasem chorzy uzależniają się od ich posiadania i potrafią wpaść w panikę już z samego powodu ich braku.

– Nie jestem przeciwniczką wykorzystywania takich talizmanów w pierwszej fazie leczenia – komentuje Joanna Michałowska. – Wolę, żeby pacjent miał przy sobie butelkę wody, jeśli mu to pomaga jechać zatłoczonym tramwajem czy autobusem, niż by był niewolnikiem swojego lęku.

Potrzebna terapia

Napady paniki są całkowicie uleczalne. Najlepsze skutki przynosi terapia poznawczo-behwioralna. Jest zwykle krótkotrwała: obejmuje od kilkunastu do dwudziestu kilku spotkań. – Wszystko zależy od tego, na ile objawy i przekonania pacjenta zostały utrwalone. Jego zdolność do zmiany wyznacza tempo i czas trwania terapii – mówi Michałowska.

Na czym polega leczenie? To przede wszystkim edukacja, czyli zaznajomienie pacjenta z faktami na temat jego zaburzenia. Ale też zmiana przekonań poznawczych – uczulenie leczonego na to, by był bardziej świadomy własnych przekonań lękowych i potwierdzenie lub zanegowanie ich słuszności. Ekspozycja na sytuacje wywołujące strach. Zwykle robi się to małymi krokami. Ktoś, kto panicznie boi się supermarketu, najpierw udaje się tam z bliską osobą, potem sam – w pobliże sklepu, potem wchodzi do jego wnętrza na pięć minut, a stopniowo na coraz dłuższy czas. Ekspozycja na doznania wywołujące strach, czyli wywoływanie symptomów podobnych do tych podczas ataku, poprzez na przykład siedzenie na szybko obracającym się krześle (zawroty głowy) czy jogging (kołatanie serca). I wreszcie ćwiczenia relaksacyjne, czyli wszystko, co pozwala osiągnąć stan odprężenia i może być wykorzystane podczas sytuacji coraz bardziej ogarniającego lęku. – W bardzo utrwalonych objawach lękowych często decydujemy się na włączenie tzw. leków serotoninowych, czyli o działaniu przeciwdepresyjnym i przeciwlękowym. Pomagają pokonać ten pierwszy, największy lęk. Potem, kiedy robi się znośny, wyłączamy je – dodaje Michałowska.

W terapii najważniejsza jest konceptualizacja, czyli odtworzenie przyczyn występowania stanów lękowych. Czasem trzeba się cofnąć nawet do dzieciństwa, bo większość przekonań wywołujących lęk mogli zaszczepić nam rodzice, dziadkowie... Dobre skutki daje też zmiana stylu życia na spokojniejszy, w harmonii z naturą, wypełniony aktywnością fizyczną.

Mnie udało się samodzielne ustalić źródło lęku i pozbyć się wywołujących go przekonań. Nie wszyscy są na tyle silni lub zdeterminowani, dlatego dobrze, by zwrócili się po profesjonalną pomoc. I tak, koniec końców, sami będą musieli stawić czoło własnym lękom. Największa korzyść jest taka, że sami staną się też własnymi bohaterami.

Warto przeczytać: Martin M. Anthony i Randi E. McCabe, „10 prostych sposobów radzenia sobie z paniką”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2010, R. Granet, „A jeśli to… napady paniki”, Prószyński i S-ka 2001.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze