1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Mądra dieta – jak odnaleźć swój indywidualny, właściwy sposób odżywania?

Mądra dieta – jak odnaleźć swój indywidualny, właściwy sposób odżywania?

Jedzenie nade wszystko jest jedną z najprostszych i najbardziej dostępnych życiowych przyjemności. Wyraża naszą miłość do świata. Jest prawdziwym prezentem, jaki możemy podarować sobie i innym, gdyż niesie ze sobą potężny ładunek emocji i wspomnień. (Fot. iStock)
Powiedz nam, jak jesz – a powiemy ci, jak żyjesz! Chrupiesz, smakujesz, pożerasz? Nie lubisz brokułów, śledzia? Wspomnienia dzieciństwa smakują jak rosół czy jak budyń? To wszystko sygnały duszy, dane o tobie i drogowskazy w poszukiwaniu najlepszej diety. Bo każdy ma własną!

Historia naszego jedzenia jest historią tego, jak żyjemy i tego, kim jesteśmy – twierdzi słynna Nigella Lawson, guru kulinarne wielu kobiet na świecie. Ma na myśli nie tylko kuchnię narodów, konkretnych rodzin, ale też tę indywidualną, właściwą każdemu z nas. Co się na nią składa? Zwyczaje i smaki związane z miejscem, w którym się wychowaliśmy: określonym punkcikiem na mapie, regionem, strefą klimatyczną, ale i konkretnym adresem przy ulicy takiej a takiej. O czym świadczą? O stosunku do tradycji, ekologii, zdrowia, trybie życia, podróżach, nawykach. O tym, kim jesteśmy.

Jem, czyli jestem

– Spożywanie określonych potraw, typowych dla rodzinnej i rodzimej kuchni, jest pewnego rodzaju demonstracją – zauważa Anna Januszewicz, psycholog z wrocławskiego oddziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, specjalistka w dziedzinie psychodietetyki. – W ten sposób pokazujemy, że przyznajemy się do swojego pochodzenia, że identyfikujemy się z określoną tradycją. Przez jedzenie możemy też wyrażać poglądy, na przykład dla wegetarianów rezygnacja z mięsa jest formą okazywania miłości do zwierząt, sprzeciwu wobec ich krzywdy.

Jemy, by zaspokoić głód. Jemy, by uczcić ważne wydarzenia – wesela, chrzciny, komunie, urodziny, awans w pracy, święta w rodzinnym gronie. Jemy, bo czujemy się szczęśliwi, ale jemy też, gdy jest nam źle, gdy ogrania nas samotność i smutek. Jemy dla samej rozkoszy jedzenia, połączenia określonych smaków i zapachów, ale też jemy, by wpasować się w określone towarzystwo, modę. Jemy szybko, łapczywie, jemy powoli, smakując każdy kęs. Jemy zdrowo, świadomie i jemy niewłaściwie: za dużo, za mało, za tłusto czy za monotonnie… Sposób odżywiania jest elementem indywidualnej tożsamości, definiuje nas bardziej, niż byśmy tego chcieli. Mówi, czego pragniemy na poziomie o wiele głębszym niż samo przegnanie głodu.

– Jedzenie zaspokaja rozmaite ludzkie pozabiologiczne potrzeby, w tym także pragnienie bliskości – potwierdza Anna Januszewicz. – Kojarzy się z miłością i bezpieczeństwem. Większość momentów, podczas których spotykamy się z tymi, których kochamy, to są właśnie obiady, kolacje, śniadania. Cały dzień chodzimy swoimi ścieżkami, by wreszcie zasiąść przy wspólnym stole i nad talerzem opowiedzieć sobie o smutkach i radościach.

Rosół pocieszyciel

Pierogi babci, budyń z sosem malinowym, marchewka z groszkiem albo pajda chleba z cukrem jedzona na podwórku – jesz i czujesz się jak w domu. Każdy ma żelazny zestaw potraw, które przenoszą go do czasów dzieciństwa i dobrych, słonecznych chwil. Spece od żywienia znaleźli nawet specjalne określenie – comfort food, czyli jedzenie wprawiające w dobry nastrój. Nazwali tak potrawy przyrządzane według tradycyjnych receptur, do których mamy nostalgiczno-sentymentalny stosunek.

Na szczycie listy najpopularniejszych „pocieszycieli” znajduje się domowy rosół, podawany w wielu rodzinach nie tylko podczas niedzielnych obiadów, ale też serwowany w okresach przeziębień i gryp. Czy pamiętasz, jak twoja babcia wnosiła do pokoju parującą misę aromatycznego bulionu, który przywracał ci nie tylko drożność dróg oddechowych, ale i dobre samopoczucie? Większość przepisów, które można by zaliczyć do kategorii comfort food, jest nieskomplikowana, bo przeważnie są to dania, które wymyślały mamy, babcie i różne ciotki i raczyły nas nimi w dzieciństwie. Znajdzie się tu więc i gotowany ryż z jabłkiem, kogel-mogel, grzanki w jajku czy krówki ciągutki z patelni.

Dania na pocieszenie są pyszne, proste w wykonaniu i podobno potrafią zniwelować poczucie osamotnienia. Jak podaje „Psychological Science”, w badaniu dr Shiry Gabriel z University of Buffalo osoby, którym podczas eksperymentu podano domowy rosół, częściej myślały o swoich związkach i rodzinach. – Ponieważ jedzenie kojarzy nam się z bliskością, stąd kiedy brakuje nam kontaktu z innymi, możemy po nie sięgnąć i przywołać obraz ukochanych osób, smakując potrawy, które nam się z nimi kojarzą – wyjaśnia Anna Januszewicz.

Czemu nie spróbować? Zwłaszcza gdy masz zły dzień albo jesteś daleko od domu i usychasz z tęsknoty za bliskimi. Pomyśl, co w zimne, deszczowe dni serwowała mama, by odgonić dziecięce smutki, albo co gotowała babcia, kiedy przyjeżdżałaś do niej na wakacje. Oczywiście najlepiej byłoby gotować w ich towarzystwie. Ale jeśli czas lub odległość to uniemożliwiają, znajomy zapach i smak potrawy potrafi wskrzesić magię dawnych czasów.

„Śmiem twierdzić, że gdy przywołujemy w pamięci najbardziej doniosłe chwile naszego życia, które łączą się ze wspomnieniem posiłku, nie myślimy natychmiast: Miało tyle a tyle kalorii…” – pisze Sophie Dahl, była modelka, obecnie autorka programu kulinarnego „Apetyczna panna Dahl” i książki pod takim samym tytułem. „W moim smakowym banku pamięci mieści się tyle drobiazgów: agrestowy fool mojej mamy, jedzony w ogrodzie w upalnym bezruchu letniej nocy; tata robiący tost z jajecznicą w swojej kuchni z kolorowym linoleum na podłodze i jego wredny kocur Norman podejrzliwie przyglądający się temu z boku (…) czy długie leniwe śniadania okresu narzeczeństwa, kiedy liczy się nie tyle smak, ile szalone bicie serca pełnego oczekiwań i nadziei” – pisze dalej.

Karmiąc się takimi potrawami, karmimy się najlepszymi chwilami w naszym życiu. Tylko czy…, no właśnie, czy mogą one stanowić podstawę naszej codziennej diety?

Umiar i równowaga

Marta Gessler, restauratorka i designerka, twierdzi, że tak jak dorastamy i rozwijamy się, tak też dojrzewamy w sprawach jedzenia: – Na początku wybieramy to, co nam smakuje plus to, co jada się u nas w domu – tak wygląda podstawa naszego żywienia. Potem zaczynamy zwracać uwagę, że może w tym daniu jest za dużo cukru, a przecież w badaniach wyszedł nam podwyższony poziom, z kolei w tamtym można by zrezygnować z tłuszczu, bo cholesterol już nie jest w normie…

W konsekwencji dochodzimy do smutnego wniosku, że to, co nas wynosiło na szczyty kulinarnej rozkoszy, stało się przyczyną naszej zdrowotnej klęski i postanawiamy przejść na dietę.

– Jemy to, co lubimy, ale z drugiej strony bez przerwy walczymy z nadwagą – przyznaje Marta Gessler. – Wiecznie miotamy się pomiędzy tym, co zdrowe, a tym, co smaczne.

Zaczynamy ulegać podszeptom znajomych, ekspertów i książek o kolejnej diecie cud. Wkraczamy w świat wyrzeczeń. Rezygnujemy z mięs, chleba, ciast – bo tuczące. Żujemy sałatę, przegryzając ją chrupkim pieczywem i popijając świeżo wyciśniętym sokiem z selera. Wytrzymujemy dzielnie do momentu, w którym to, co tak kochane, a zakazane, skusi na dobre. I tak do kolejnej diety. Jak przerwać ten zaklęty krąg?

„Nie wierzę w słuszność wykluczania pewnych grup pokarmów ani w konieczność podporządkowywania się drakońskim, restrykcyjnym dietom” – pisze Sophie Dahl. „Wierzę natomiast w umiarkowanie i równowagę, ponieważ dobrze mi służą i staram się dzień w dzień podążać tym tropem”.

Umiarkowanie i równowaga to nic innego niż stosowanie się do klasycznej piramidy żywieniowej, której wielu z nas musiało się uczyć na pamięć w szkole. Wyglądała następująco: jej podstawę stanowiły produkty, które trzeba było jeść codziennie, a w miarę zbliżania się ku wierzchołkowi – te, które można było jeść rzadziej, aż po te, od których trzeba było stronić. I tak od dołu do góry były to kolejno: produkty mączne, czyli pieczywo, makarony, ryż i kasze, potem warzywa i owoce, następnie mięso i nabiał, a na samym szczycie zakazane tłuszcze i słodycze.

Po latach niektóre produkty zamieniły się swoimi miejscami, np. zgodnie z sugestią dra Waltera Willeta z Uniwersytetu Harvardzkiego, produkty z mąki pszennej, czerwone mięso i tłuszcze nasycone przeniesiono na niechlubny wierzchołek, natomiast na dole piramidy zatriumfowały produkty z mąki pełnoziarnistej i oleje roślinne (zaleca się na przykład spożywać dziennie dwie łyżki stołowe oliwy z oliwek, choć coraz częściej mówi się, że od oliwy lepszy jest olej rzepakowy). Kolejną grupą, wskazaną do częstego spożycia, są warzywa, które można jeść w dowolnej ilości codziennie (najlepiej zielone i pomarańczowe), choć nie należy przesadzać z warzywami strączkowymi. Dzienna dawka owoców to z kolei dwie garście, i im ciemniejsze, tym podobno lepiej. Na tym poziomie piramidy znajdują się też orzechy i nasiona. Kolejna korzystna grupa – białko, czyli chude mięsa, ryby i jajka. Najlepiej wybrać spośród nich dziennie 2–3 produkty, choć nie trzeba jeść ich każdego dnia. Sery, które zawierają więcej tłuszczy nasyconych, zostały przesunięte w górę piramidy, zresztą nabiał w ogóle powinno się ograniczyć do 1–2 porcji dziennie. Na samym szczycie piramidy znalazły się zaś produkty najbardziej szkodliwe: czerwone mięso, słodycze, fast foody, produkty pszenne, tłuszcze trans, sól i masło.

Za absolutną podstawę zdrowego żywienia uznano… aktywność fizyczną i kontrolowanie wagi. To plus umiejętne bilansowanie diety, czyli dbanie, by w każdym posiłku znajdowały się pokarmy z najniżej umiejscowionych w piramidzie grup, ma gwarantować zdrowe ciało i umysł.

Własny kulinarny świat

Zdrowie i wartości odżywcze swoją drogą, ale przecież tak w życiu, jak i w kuchni liczy się przede wszystkim smak. Prawdziwy i czysty – bez polepszaczy, dodatków, wzmacniaczy. Wtedy można poznać, czy ten smak jest nasz, czy nam odpowiada.

W celu większego „poczucia smaku” Marta Gessler poleca od czasu do czasu zastosować dietę oczyszczającą: – Detoksy cudownie oczyszczają kubki smakowe. Kiedy ostatnio zafundowałam sobie taką dietę, następnego dnia po jej zakończeniu poszłam na targ i wiedziałam dokładnie, na co mam apetyt i czego mój organizm potrzebuje.

Mówi, że zbyt często zagłuszamy swój smak, przytłumiany różnymi wypełniaczami, dodatkami, ale też chęciami i marzeniami. Nie zawsze traktujemy posiłki jako coś, co ma odżywiać, ale raczej jako coś, co ma nas zapchać, wypełnić.

– Cudownie jest mieć swój własny kulinarny świat, wolny od presji zewnętrznego świata, tak jak miała go bohaterka filmu „Czekolada” – mówi Marta Gessler. Restauratorka namawia do odkrywania dawnych smaków, próbowania rzeczy, których się nigdy nie jadło, ale też tych, o których myślało się, że nam nie smakują. – Może się okazać, że do smaku danej potrawy tęskniliśmy przez całe życie – twierdzi.

Zresztą jeden z nowszych trendów w kuchni – stanowiący przeciwwagę do comfort fooddiscomfort food – to właśnie zachęta do próbowania potraw, które wytrącają z poczucia kulinarnego bezpieczeństwa, do łączenia rzeczy z pozoru do siebie niepasujących, jak dajmy na to kalmary i czekolada. Po co? By poznać bogactwo smaku, wyjść poza zestaw mielony plus buraczki, zaryzykować, przeżyć prawdziwą kulinarną przygodę.

Sztuka kompromisu

Dokąd może doprowadzić to smakowanie? Otóż, prawdopodobnie właśnie do znalezienia indywidualnego przepisu na dietę. „Choć udajemy, że tak nie jest, przeczuwamy, co jest dla nas dobre, co sprawia, że czujemy się pełni energii, zdrowi i w najlepszej formie” – pisze Sophie Dahl. Twierdzi, że apetyt daje nam cenne wskazówki, i zaleca, by niczego sobie nie odmawiać, ale też nie folgować nadmiernie zachciankom. Jeść produkty wiadomego pochodzenia, jak najmniej przetworzone, lokalne.

Psychodietetyk Anna Januszewicz też stawia na rozwagę: – Mądre jedzenie powinno być kompromisem pomiędzy stosowaniem zasad zdrowego odżywiania, czyli odpowiedniej ilości energii oraz proporcji białka, węglowodanów, tłuszczy, witamin i minerałów, a dobrostanem psychicznym. Nie jesteśmy robotami, które mogą stale odżywiać się według ściśle określonych reguł, przestrzeganych co do joty. Z pożywienia – oprócz wartości odżywczych – dobrze jest czerpać także przyjemność, radość i energię. Nie powinno nas frustrować, a tak może się stać, gdy będziemy sobie wiecznie zabraniać czegoś, na co mamy ochotę.

– Po dobrym posiłku czujesz zadowolenie, bo jedzenie uszczęśliwia, bawi, otula – potwierdza Marta Gessler.

A tak może być jedynie wtedy, gdy będziemy odbierać potrawy wszystkimi zmysłami i przestaniemy ganić się za odstępstwa od ustalonej diety.

– Gdybyśmy chcieli żywić się racjonalnie i dostarczać organizmowi wszystkich wartości odżywczych, pewnie łykalibyśmy jakieś pigułki, zawierające idealną mieszankę niezbędnych substancji – mówi restauratorka. – Tylko że ja, a przypuszczam, że także mnóstwo innych osób, wolę czuć smak i zapach pomidora zerwanego prosto z krzaka, widzieć kolor i substancję czarnej porzeczki, czuć, jak rozpływa się na języku.

Bo jedzenie nade wszystko jest jedną z najprostszych i najbardziej dostępnych życiowych przyjemności. Wyraża naszą miłość do świata. Jest prawdziwym prezentem, jaki możemy podarować sobie i innym, gdyż niesie ze sobą potężny ładunek emocji i wspomnień. I może w tym całym zamieszaniu na temat jedzenia – pamiętając o modach, tradycji i zaleceniach żywieniowców – najlepiej jednak zaufać własnemu smakowi? Na pewno nie zwiedzie nas na manowce.

ABC dobrej diety

Beata Piłka dietetyk, specjalista żywienia człowieka.

Chcesz zmienić swoją dietę na zdrowszą? Pamiętaj o kilku zasadach:

  1. Przed podjęciem jakichkolwiek działań powinnaś się przede wszystkim zastanowić, czy jesteś zdrowa. Jeśli masz jakieś dolegliwości zdrowotne, szczególne ze strony układu pokarmowego, czujesz dyskomfort podczas posiłków lub po nich, zgłoś się do lekarza, by zrobić odpowiednie badania.
  2. Kolejna ważna kwestia to twoja aktywność fizyczna, czyli tryb życia, jaki prowadzisz: czy przez cały dzień siedzisz za biurkiem, czy raczej przemieszczasz się z miejsca na miejsce, oraz jak często uprawiasz sport. Pozwala to określić, ile dziennie potrzebujesz energii.
  3. Nie myśl, że to, co zdrowe, musi być niedobre. Mądra dieta pozwala na wybranie z grupy pokarmów korzystnych, jak dajmy na to pełnoziarniste produkty – tych, na myśl o których cieknie nam ślinka. Nie lubisz nieoczyszczonego ryżu? Zastąp go orkiszowym makaronem i dodaj do niego ulubione warzywa.
  4. Podstawą jest różnorodność spożywanych pokarmów (powinniśmy zjadać około 60 różnych produktów w tygodniu). Ważne, by zawierały wszystkie składniki: białka, węglowodany, zdrowe tłuszcze, całą gamę witamin i składników mineralnych. Nie ograniczaj się więc do kilku ulubionych zestawów, postaraj się codziennie jeść coś nowego. Ważne jest też umiejętne przygotowywanie dań, które zabezpiecza pokarm przed utratą cennych składników odżywczych. Postaw na gotowanie (ale nie przegotowywanie), gotowanie na parze oraz pieczenie. Kiedy możesz, rezygnuj ze smażenia i odgrzewania potraw w mikrofalówce.
  5. Znaczenie ma nie tylko to, które z produktów wybierasz, ale również czas: kiedy je spożywasz (staraj się jeść dużo do południa, a ostatni posiłek najpóźniej 2 godziny przed snem) i częstotliwość (absolutne minimum to cztery posiłki dziennie, idealna liczba – pięć).

Anna Januszewicz psycholog z wrocławskiego oddziału SWPS, specjalistka w dziedzinie psychodietetyki.

Marta Gessler restauratorka, designerka, właścicielka restauracji Quchnia Artystyczna i kwiaciarni Warsztat Woni.

Artykuł archiwalny.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze