1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Szkoła Myślenia Pozytywnego: wsparcie dla uczniów i dla nauczycieli

Szkoła Myślenia Pozytywnego: wsparcie dla uczniów i dla nauczycieli

Szkoła Myślenia Pozytywnego to pierwszy krok do mówienia o zdrowiu psychicznym w szkole. Program jest skierowany zarówno do nauczycieli, jak do uczniów i ich rodziców. (Fot. iStock)
Mówimy: zdrowie psychiczne. Myślimy: depresja, nerwice. Ważne, by rozumienie tego pojęcia zmienić. Żeby nie kojarzyło nam się z problemami, z chorobami. Dlatego powstała Szkoła Myślenia Pozytywnego. Dla uczniów, ale też dla nauczycieli. I rodziców. To program, który pomaga dbać o dobrostan psychiczny dzieciaków od najmłodszych lat. Żeby czuli się dobrze i bezpiecznie, w szkole i poza nią. – Tak jak ćwiczymy ciało, żeby mieć kondycję i mocne mięśnie, tak ćwiczymy, żeby mieć mocne mięśnie psychiczne – mówi Małgorzata Nowicka, Prezes Fundacji „Instytut Edukacji Pozytywnej”. Każda szkoła może wziąć udział w programie.

Szkoła Myślenia Pozytywnego – brzmi dobrze, ale właściwie co to takiego?
To jedno z głównych działań Fundacji „Instytut Edukacji Pozytywnej”. Zaczęliśmy cztery lata temu. O co chodzi? O profilaktykę i promocję zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, o to, żebyśmy zaczęli o zdrowiu psychicznym mówić i myśleć także w sposób pozytywny, nie tylko w kontekście chorób, żebyśmy nauczyli się wspólnie o nie dbać. W 2017 roku pierwsze szkoły przystąpiły do naszego programu i trwa to do dzisiaj.

Czemu zajęła się pani „pozytywnym myśleniem” w szkole?
Głównym motorem było to, że jako pedagog miałam spojrzenie na edukację jako na całościowy proces. No i – to dziś nie jest żadne odkrycie – to, jak się czujemy, jaki mamy szeroko pojęty dobrostan psychiczny, wpływa na nasze osiągnięcia. Więc zadbanie o to, żeby dzieci w szkole czuły się bezpiecznie, żeby dostawały tam różnego typu wsparcie w swoim rozwoju społecznym i emocjonalnym, gwarantuje też, że będą miały lepsze wyniki w szkole. Że lepiej będzie postępował rozwój relacji, kompetencji społecznych.

Widziała pani, że tak się nie dzieje?
Często wiemy, jaka jest waga dobrostanu, ale wiedza ta nie ma do końca wpływu na to, co się dzieje z dziećmi w szkołach. Często dlatego, że nie ma w szkole przestrzeni i czasu, by się tym zająć, a wychowawcy, pedagodzy, psychologowie, którzy jakoś próbują się coś robić, nie dostają wsparcia.

Czy „myślenie pozytywne” w waszym programie dotyczy każdego poziomu edukacji, czy jest zastrzeżone np. dla najmłodszych? Albo dla nastolatków?
Program jest otwarty dla placówek, w których są dzieci i młodzież w każdym wieku szkolnym. Kiedy zaczęliśmy myśleć nad koncepcją, zastanawialiśmy się, który etap jest tu najbardziej adekwatny. I stwierdziliśmy, że to błędna droga. Nie ma takiego momentu, kiedy możemy powiedzieć: nie, to już niepotrzebne. Oczywiście jeśli zaczniemy pracować z małymi dziećmi, jest duża szansa, że kiedy będą starsze, ta praca wyda owoce. Ale młodzież, nastolatkowie borykają się ze swoimi problemami, wyzwaniami i też powinni dostać wsparcie.

A pandemia pokazała, że te problemy bywają naprawdę poważne.
To prawda. Obserwujemy, jak zmieniają się problemy czy wyzwania. Takim wyzwaniem była edukacja zdalna. Wyraźniej wtedy pewne sprawy zobaczyliśmy.

Trudności, które gdzieś tam były, ale uśpione, zaostrzyły się podczas izolacji?
Na pewno. Ale też mogliśmy obserwować, że była grupa dzieci, która w edukacji zdalnej czuła się pewniej, bezpieczniej. To oczywiście też niepokojący sygnał, bo oznacza, że środowisko szkolne dla tych dzieciaków nie jest bezpieczną przestrzenią. Robimy badania diagnostyczne, ustalamy, jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy. W badaniach klimatu szkoły wychodzi masa różnych problemów, ale także mocnych stron placówek. Możemy dowiedzieć się, jakie są obawy, niepokoje, nieprawidłowości. Dotyczące nie tylko dzieci, ale i nauczycieli i rodziców, którzy czasem czegoś po prostu nie widzą. Wtedy możemy powiedzieć: spójrzcie tu, zwróćcie uwagę na tamto, może coś wam w natłoku codziennych zadań i kłopotów umknęło?

Porozmawiajmy o konkretach. Jak w praktyce wygląda wasz program?
Szkoła Myślenia Pozytywnego to pierwszy krok do mówienia o zdrowiu psychicznym w szkole. Chodzi o to, by uświadamiać całą szkolną społeczność, jak to jest ważne i co możemy zrobić – na każdym kroku, w codziennej pracy – by było lepiej. Szkoły zgłaszają się do rocznego programu. Otrzymują od nas paczki z pakietem startowym do realizacji. W każdym miesiącu mają dwa zadania. Mogą wybrać albo zrobić oba. Dodatkowo korzystają z dedykowanych szkoleń dla nauczycieli i rodziców czy lekcji wychowawczych dla uczniów i uczennic. Mają wsparcie ekspertów i są obejmowani dodatkowymi programami, np. z wdrożenia mediacji w szkole czy komunikacji bez przemocy. Otrzymują narzędzia do pracy samodzielnej i wsparcie całego środowiska Szkół Myślenia Pozytywnego.

Czy jeśli szkoła się zgłasza, znaczy to, że każda klasa i każdy nauczyciel biorą w tym udział?
Tak byłoby idealnie, ale w praktyce nasz wymóg to co najmniej trzy klasy. Choć oczywiście są szkoły, gdzie angażują się wszyscy. Naszym marzeniem jest, żeby tak działo się jak najczęściej.

Czy rodzice muszą wyrazić zgodę?
Realizację programu akceptuje dyrekcja szkoły, rada rodziców jest informowana i akceptuje działania, nie mieliśmy sytuacji, żeby postawili weto. Nam przede wszystkim chodzi o to, żeby odczarować sformułowanie „zdrowie psychiczne”. Żeby nie kojarzyło się z brakiem tego zdrowia, czyli chorobami, depresjami, nerwicami itd. Trzeba stworzyć dobry klimat, zaangażować całą społeczność, by zacząć o tym mówić w sposób pozytywny – i do tego są niezbędni także rodzice.

Żeby w ogóle zacząć o zdrowiu psychicznym myśleć…
Tak, ale nie od święta, raz na jakiś czas na lekcji wychowawczej. W tym roku każdy miesiąc poświęcamy innemu tematowi. Mówimy np. o rozwoju swoich talentów, o działaniach ekologicznych, o zdrowiu fizycznym i odżywianiu. Czyli patrzymy na dobrostan psychiczny bardzo szeroko i kompleksowo. W naszych szkołach zdrowie psychiczne to coś, o co dbamy cały czas, o czym myślimy, zanim zaczną się problemy. Tak jak ćwiczymy ciało, żeby mieć kondycję i mocne mięśnie, tak ćwiczymy, żeby mieć mocne „mięśnie psychiczne”.

Jakiś przykład zadań, które dajecie szkołom?
Zawsze jest ten sam temat dla każdego poziomu edukacji, zmienia się tylko sposób realizacji. Na przykład zadanie dotyczące uważności. Nauczyciele dostali dostęp do aplikacji „dziennik wdzięczności”, filmy, jak się taki dziennik prowadzi i wspólnie z dziećmi tworzyli swoje dzienniki wdzięczności, uważności na to, co dzieje się wokół mnie. Docenienia dobrych, a drobnych rzeczy. Były szkoły, w których prowadzono dzienniki klasowe, w innych uczniowie robili swoje, indywidualne.
Czasem zadania są łatwe, np. ankieta on line – robi się ją na lekcji. Czasem rzeczy bardziej skomplikowane.
W zeszłym roku mieliśmy dużo zajęć dotyczących stresu egzaminacyjnego i wchodzenia w nowe środowisko. Dotyczyło to głównie klas ósmych i maturalnych, mieli specjalne zajęcia. Mamy też zajęcia z radzenia sobie z konfliktami, mediacyjne, z komunikacji bez przemocy. Czy dotyczące kreatywności – szeroko rozumianej.

Nauczyciele przygotowują się na bieżąco? Nie muszą wcześniej chodzić na żaden kurs?
Nie. Nie muszą kończyć kursów. Chcemy pokazać, że każdy nauczyciel, uczący dowolnego przedmiotu, sam staje się tą zmianą. Mamy oczywiście dla nich specjalne szkolenia – ale nie są obowiązkowe. Zachęcamy do nich, bo ważne, żeby nauczyciel się nie wypalił, żeby sam czuł się dobrze. Hitem w czasie edukacji zdalnej były zajęcia on line z jogi śmiechu. Na początku nauczyciele podchodzili do tego sceptycznie, a potem opowiadali, jak przyłączały się do nich ich rodziny, jak wszyscy razem wykonywali ćwiczenia, ile im to dało. Potem robili to też z uczniami. Nauczyciele muszą poczuć, że my dbamy nie tylko o dzieci, ale o nich też. Że zależy nam na tym, żeby praca była dla nich frajdą. I oczywiście żeby wiedzieli, jak pomóc dziecku. Często zgłaszają się do nas, kiedy widzą, że coś niedobrego się dzieje, a oni nie wiedzą, co robić. Brakuje im narzędzi – my im je dajemy. Bo Szkoła Myślenia Pozytywnego to nie jest sam program i szkolenia, ale też cała społeczność, która się wspiera. Wiedzą, że zawsze mogą do nas zadzwonić. Poradzić się. Poprosić o pomoc. W każdej szkole jest nauczyciel koordynator. Mają specjalny program, spotykaliśmy się w ubiegłym roku on line – nie po to, by się szkolić, ale by sobie nawzajem powiedzieć, co słychać, zapytać, co u ciebie, czy czasem czegoś nie potrzebujesz? Staramy się dawać wsparcie kompleksowo.

Korzystają z tego?
Tak. Często pierwsze, co robią, kiedy widzą problem, to telefon do nas: słuchajcie, jest tak a tak, co dalej? A nasz zespół specjalistów jest od tego, żeby dać wsparcie, pokazać kierunek. Oczywiście bywa, że to bardzo trudne sytuacje. Dotyczące na przykład zachowań autodestrukcyjnych u dzieci. Ale czasem – tak było w pandemii – dzwonili z prośbą o radę w sprawach mniejszego kalibru. Na przykład: w mojej klasie dzieciakom bardzo brakuje spotkań na żywo. Jak to zorganizować? I szukamy możliwości. Mieliśmy klasę, która raz w miesiącu spotykała się w parku. Stali w bezpiecznych odległościach od siebie i gadali. Wygłupiali się. Byli razem, marzli, czasem w śniegu, czasem w deszczu, ale nikt nie chciał z tego zrezygnować. Mieli okazję nawzajem sobie powiedzieć: „widzę cię” „słyszę cię” „jestem”. Czasem więcej niż niejedna super przygotowana lekcja wychowawcza daje poczucie wspólnoty, nawet w trudnych warunkach i gdy stawiamy czoło nowym wyzwaniom.

Macie już doświadczenie kilku lat – widzicie, jak pod wpływem tego, co razem robicie, zmieniają się dzieci, nauczyciele, społeczności szkolne?
Mamy dzieciaki, które z nami zaczynały, teraz są już w innych szkołach, niebiorących udziału w programie. I mówią nam, że było im łatwiej wejść w inne środowisko, zaadaptować się do nowych warunków dzięki temu, co do tej pory dostały. Jedna z uczennic opowiadała nam na przykład, jak w szkole ponadpodstawowej namawiała dyrektora, żeby zgłosił liceum do programu. Wie, jak to działa i chciałaby dalej brać w tym udział.

Widać też dużo zmian, jeśli chodzi o aktywność społeczną. My jej nie organizujemy, generalnie chcemy pokazać, że oni sami najlepiej widzą, jakie potrzeby są w ich otoczeniu, w ich środowisku. I że aktywność społeczna może wychodzić poza mury szkoły.

Powstało 60 klubów liderów myślenia pozytywnego, tworzy je młodzież, sami wymyślają, co stworzyć, jakie projekty byłyby dla nich interesujące, tych pomysłów mają naprawdę wiele. A my jesteśmy elastyczni, przecież każda szkoła jest inna, każdy ma swoje potrzeby, nie da się wymyślić jednego uniwersalnego modelu dla wszystkich. Była kiedyś klasa z problemami. Źle się tam działo, dzieciaki się nie dogadywały, wciąż wybuchały konflikty. Co miesiąc przychodził więc pedagog z „misją naprawczą”. I kazał uczniom robić ciągle to samo ćwiczenie. Znane, skuteczne. Na kartce umieszczono rysunek drzewa i ludzików w różnych w stosunku do tego drzewa ustawieniach. Każdy musiał zaznaczyć, którym ludzikiem jest on sam, a którymi inne osoby z klasy. Okazało się, że pewne ustawienia ludzików skutkowały dodatkowymi sesjami z panią pedagog. Dzieciaki szybko zorientowały się, o co chodzi i wymyśliły metodę. Dzieliły się tymi „niedobrymi” ustawieniami, w efekcie co miesiąc kto inny lądował na dodatkowych zajęciach. Kiedy z nimi rozmawiałam, zaczęli się śmiać: pani pedagog chyba nie rozumie, że my to już rozpracowaliśmy! – usłyszałam. Okazuje się więc, że czasem to, co robimy i co generalnie działa, w jakiejś grupie nie działa. Trzeba zdobyć wiedzę, żeby umieć dopasować narzędzia do sytuacji. Często teoria jest opanowana, ale w praktyce coś nie działa… W tamtej sytuacji ostatecznie pani pedagog osiągnęła cel: dzieciaki się zintegrowały, buntując się przeciw czemuś co miało im pomóc. Udało się, choć chyba nie taki scenariusz na początku przewidywała…

A jak w Szkole Myślenia Pozytywnego zmieniają się nauczyciele?
O ile na początku bywali sceptyczni, to z czasem sami zgłaszają nam swoje pomysły, wymyślone przez siebie zadania, opowiadają, jak dbają o siebie, kontaktują się ze sobą „międzyszkolnie”, radzą sobie nawzajem, dzielą się pomysłami, materiałami. Po roku, dwóch nabierają swobody w pracy ze zdrowiem psychicznym, wielu spraw nie musimy już tłumaczyć. Potrafią sami szukać inspiracji, czasem nam też coś podsuwają. Program staje się naszym wspólnym dziełem – to chyba nasz największy sukces. I, co najważniejsze, są zmotywowani, chętni, nie boją się nowości i są z nami cały czas.

Znam dobre warszawskie liceum, w którym dyrekcja dostaje gęsiej skórki na hasło „dobrostan ucznia”. Chyba ciągle, zwłaszcza w liceach właśnie, pokutuje przekonanie, że szkoła ma jedno zadanie: przygotować uczniów tak, by dostali się na najlepsze uczelnie?
Tylko pytanie, co znaczy dla nas „dobra szkoła”. My w programie mamy rzeczywiście mniej – choć też są – szkół wysokorankingowych. I rzeczywiście najważniejszym motorem jest dyrektor. W szkole może być grono nauczycieli pasjonatów, świetny pedagog czy psycholog – ale jeśli dyrektor pozostaje sceptyczny w stosunku do naszego programu, nic z tego nie wyjdzie. Jeśli lider nie jest otwarty na zmiany, te zmiany się nie wydarzą. A przecież – już to mówiłam, ale powtórzę, bo to naprawdę ważne – kiedy uczeń, który ma lepszy dobrostan psychiczny, będzie mieć lepsze wyniki. I szkoła będzie wyżej w tych upragnionych rankingach. Kiedy czujemy się bezpiecznie, możemy rozwijać swoje talenty iść do przodu. To prosta zależność. Ale wiadomo – nie wprowadzimy do szkoły naszego programu na siłę.

A czy nauczyciele na początku nie widzą tego jako kolejnego dodatkowego obowiązku? A przecież tych obowiązków i tak mają sporo…
Zawsze! To główna obawa. Znowu coś mi dołożą, znowu będą papiery, formalności… Tak nie jest. Papiery ograniczamy do minimum, jesteśmy elastyczni, jeśli chodzi o realizację programu. Jeśli w którymś miesiącu się nie da – różne mogą być powody – mówimy: piszcie do nas, dajcie znać, pomyślimy, jak was wesprzeć, w czym pomóc. W zeszłym roku w jednej ze szkół uczennica uległa poważnemu wypadkowi. Nauczyciel zadzwonił: słuchajcie, jestem w takiej rozsypce, wszyscy jesteśmy, że nie damy rady wykonać zadania. Objęliśmy szkołę wsparciem, wysłaliśmy psychologów. Potem powiedzieli nam: po raz pierwszy zobaczyliśmy, że nie chodzi o zadanie, tylko o otwartość.

Jak radzili sobie nauczyciele z waszych szkół podczas pandemii, nauczania zdalnego? To był nietypowy czas, generujący dużo problemów…
Na pewno nasi nauczyciele byli bardziej uważni na to, co dzieje się z uczniem po drugiej stronie kamerki. Wiadomo, że nie każdy nie zawsze miał tę kamerkę włączoną, są różne powody, dla których nie chcieli tego robić. Ale nauczyciele byli na to wyczuleni, kiedy sytuacja się powtarzała, pytali, interesowali się. Byli otwarci na wyzwania, jakie przyniosła edukacja zdalna. Byliśmy pod wrażeniem ich pomysłów. Choćby otwieranie pokojów live w Internecie i takie spotkania – po lekcjach – z uczniami. Żeby razem napić się herbaty i pogadać. Albo wspólnie obejrzeć film. W jednej ze szkół nauczyciele przed świętami pod drzwiami każdego z uczniów zostawili prezent-niespodziankę. To wzruszało wszystkich i uczniów i nauczycieli i rodziców. To drobna sprawa, ale w tamtym czasie budujący niesamowity potencjał i relacje jakie potem tylko procentują. Widzieliśmy dużo drobnych gestów, które budują dobrostan uczniów. Ich poczucie, że są zadbani.

Jest pani optymistką?
Zawsze. Tak już mam, ale też myślę, że to ważne w edukacji. Kiedy rozmawiam z dzieciakami, tłumaczę im, że w każdym człowieku jest coś dobrego, wartościowego. Naszym zadaniem jest to coś zobaczyć i pomóc mu wzrastać.

Czyli pozytywne spojrzenie na świat pomaga nie tylko uczyć się i rozwijać, ale i żyć.
Jestem o tym przekonana. Widzimy to po naszych dzieciakach i nauczycielach. Bo uważne patrzenie na innych ludzi, dalekie od uogólnień, od schematów, jest najważniejsze. Dzięki temu zobaczymy, że czasem Janek, który „nie uważa” na naszej lekcji, nie chce wcale nas obrazić, nie jest „niegrzeczny”, tylko ma problem. Może chce zostać zauważony? Może ma taki bagaż doświadczeń, z którym sobie nie radzi? Zauważymy – możemy zmienić. To jest najfajniejsze! I pozytywne właśnie.

A my jesteśmy od tego, żeby pomagać. Fundacja prowadzi też poradnię zdrowia psychicznego on line. Bezpłatnie. Dla wszystkich, nie tylko dla szkół należących do projektu. Dla dzieci, młodzieży, nauczycieli, rodziców. W naszej poradni pracują wolontariacko pedagogowie i psychologowie. Bywają przecież miejsca w Polsce, gdzie dostęp do fachowej pomocy nie jest prosty. U nas jest. W dodatku za darmo. Kto potrzebuje, niech się zgłasza przez stronę www.programsmp.pl – wystarczy wypełnić prosty formularz i stać się częścią tej zmiany.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze