1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. W małżeństwie dojrzałym… Jak się kłócić? 

W małżeństwie dojrzałym… Jak się kłócić? 

W kłótni nie musi być wygranych i przegranych. Oboje możemy zgodzić się na kompromis. Oboje możemy zobowiązać się, że będziemy bardziej się starać. Oboje możemy przyznać, że popełniliśmy błąd. (Fot. iStock)
Każdy kto podjął kiedyś tę szalenie odważną decyzję, to wyzwanie, by zawrzeć związek małżeński marzy o jednym – aby była to relacja udana, dojrzała. Taka, która dodaje nam siły, a nie nam ją odbiera.  Tylko nikt z nas nie ma złotej recepty jak taki efekt osiągnąć…

Zacznijmy od tego czym w ogóle jest dojrzały związek? Jak przekonuje w swojej książce „Małżeństwo dla zaawansowanych” Judith Viorst: „W małżeństwie dojrzałym zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy, i nie powinniśmy być, nauczycielem, rodzicem, redaktorem, nadzorcą ani architektem współmałżonka. Małżeństwo dojrzałe pozwala znaleźć równowagę pomiędzy niezależnością a więzią.

W małżeństwie dojrzałym stopniowo nabieramy niechętnej tolerancji dla ograniczeń i niedoskonałości drugiej osoby.

W małżeństwie dojrzałym nie gramy na punkty – a przynajmniej nie liczymy ich na głos.

W małżeństwie dojrzałym mamy świadomość, że nie zawsze musimy być w sobie zakochani. Co więcej, doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze możemy być w sobie zakochani. Jednak małżeństwo dojrzałe pozwala nam, kiedy się odkochamy, wytrzymać przy swoim boku do chwili ponownego zakochania.

W małżeństwie dojrzałym umiemy przeprosić, kiedy się mylimy, i darować sobie triumfowanie, kiedy mamy rację. Potrafimy także przyjmować przeprosiny, które nie wiążą się z całkowitym poniżeniem (pod warunkiem, że niewiele im do tego brakuje).

W małżeństwie dojrzałym jest więcej śmiechu niż żalu.

W małżeństwie dojrzałym nauczyliśmy się wybaczać i zapominać. No, może zapominać niekoniecznie.

W małżeństwie dojrzałym potrafimy się ze sobą komunikować i wiemy, kiedy najlepiej będzie trzymać język za zębami.

W małżeństwie dojrzałym jesteśmy świadomi, że małżeństwo nie nada nam tożsamości, nie pozwoli uniknąć smutków i bólu, a nawet nie uchroni nas na zawsze przed samotnością.”.

To wszystko brzmi pięknie, niczym przepis na sukces właśnie. Jednak życie zwykle stawia przed małżonkami wiele przeszkód do pokonania, a wtedy zaczynamy się… kłócić.

Marzenia vs rzeczywistość

„Choć to trudne do uwierzenia, jest też boleśnie oczywiste, że małżeństwa potrafią uprawiać wojnę równie zaciekle jak miłość” pisze Judith Viorst.

„Większość małżonków, rzecz jasna, mieszka razem. A podczas wspólnego mieszkania narzucamy sobie wzajemnie swoje poglądy, potrzeby, wymagania i wolę. Ograniczamy się i przeszkadzamy sobie nawzajem. Co dzień natykamy się wzajemnie na swoje słabości, niedoskonałości i braki. Możemy starać się wytrzymywać lub ignorować rzeczy, które nam się w małżonku nie podobają, jednak często mamy za złe, że musimy je znosić, mamy dość takiej sytuacji i przestajemy się na nią godzić.

A wtedy zaczynamy się kłócić. O pieniądze, seks, krewnych, podział obowiązków, dzieci i o to, czy obraz nad sofą powinien wisieć siedem centymetrów niżej. O to, kiedy jeść i gdzie mieszkać, jaki film obejrzeć i czy spać przy otwartym czy przy zamkniętym oknie. O to, że ty mnie nie słuchasz, ty mnie nie szanujesz, jesteś niechlujem, zapomniałeś o moich urodzinach, za mocno mnie kontrolujesz. Kłócimy się, bo – pomimo miłości, którą do siebie czuliśmy i nadal czujemy – mamy bardzo wiele powodów do kłótni.”.

(…)

Psychiatra Leston Havens pisze: „Większość kochających się par wchodzi w związek ze stanowczym postanowieniem, aby czcić się i szanować wzajemnie. A jednak ledwie wyjdą z kościoła lub z urzędu, powolność jednego lub pośpiech drugiego, niespełnienie jakiegoś oczekiwania lub niepożądane spełnienie innego sprawiają, że budzi się warcząca bestia.”. Jak ją w sobie zwalczyć albo chociaż nie dać jej zawładnąć sobą bez reszty?

Jak się kłócić skoro nie kłócić się nie da

„Kłócimy się wciąż o to samo, dekada za dekadą, bo żadne nie chce odpuścić ani ustąpić i obojgu wydaje się, że to drugie w końcu zrozumie swoje błędy. W każdej dekadzie kłócimy się też o nowe rzeczy, bo czas przynosi zmiany, życie przynosi zmiany, on się zmienia, ona się zmienia, ich małżeństwo się zmienia, a dawne kompromisy, ustalenia i ustępstwa przestają działać.

Niektóre kłótnie małżeńskie są paląco ważne. Inne – całkowicie absurdalne. Niektóre są celowe. Inne – zbyteczne. Zdarzają się kłótnie, których nie da się – i nie powinno się – unikać, warto jednak nim przypuścimy atak – lub odpowiemy ogniem – zadać sobie pytanie: czy ta kłótnia jest konieczna? Przez „konieczna” rozumiem: czy ta kłótnia rozwiąże aktualny problem, zapobiegnie przyszłemu lub posłuży do niezbędnego rozładowania emocji? Czy tylko przyniesie ból nam obojgu? Czasem – choć nie zawsze – jeśli uznamy, że kłótnia może przynieść jedynie szkody, możemy przekonać samych siebie, by jej poniechać.

Z drugiej strony, niezależnie od tego, czy kłótnia jest konieczna, jeśli już do niej dojdzie, warto przestrzegać pewnych reguł walki. Wraz z zamężnymi i żonatymi przyjaciółmi ułożyliśmy je na przestrzeni lat i choć sami nie zawsze ich przestrzegamy – kiedy nam się to udaje, pomagają nam kłócić się bardziej fair, konstruktywnie i dojrzale.”.

Oto kilka zasad do przestrzegania podczas kłótni, które autorka książki uważa za arcyważne:

  • Nigdy nie powinniśmy całkowicie tracić panowania nad sobą. Powstrzymajmy się przed fizyczną przemocą, zastraszaniem i wymuszaniem, pamiętając, że słowa mogą boleć nie mniej niż ciosy, a rany zadane przez nie sercu i duszy mogą nigdy się nie zagoić. Niezależnie od tego, jak brutalna jest walka, jak głośno warczy bestia, jak bardzo my mamy rację, a nasz małżonek się myli, jak bardzo uprawnieni, czy nawet zmuszeni się czujemy, by rozbijać i niszczyć, zawsze możemy pohamować się i wykazać opanowanie.
  • Pamiętajmy, że prawdopodobnie nie zawsze będziemy czuć się tak, jak w tej chwili. Jedną z przyczyn, dla których nie powinniśmy mówić rzeczy takich jak: „Nienawidzę cię, brzydzę się tobą, nie kocham cię, życzę ci śmierci” – a, owszem, nawet najmilszym osobom zdarza się je wypowiadać – stanowi fakt, że takie negatywne uczucia często są przejściowe. Choć w trakcie kłótni nie mieści nam się w głowie, czemu poślubiliśmy tak odpychającą, roszczeniową, samolubną, nieczułą, krytyczną, dominującą, skrytą osobę, jest szansa, że później przypomnimy sobie powody.
  • Choć wolelibyśmy tego uniknąć, musimy przyjąć odpowiedzialność, jeśli leży ona po naszej stronie.
  • Jeśli to możliwe, obróćmy sprawę w żart. Fakt, że mąż prosto z pracy przyjechał do domu, zapominając po drodze odebrać córeczkę ze żłobka, jest oburzający i nieodpowiedzialny, ale może również wydać nam się zabawny. Albo i nie.
  • Nie powinniśmy zwlekać zbyt długo z mówieniem, co nas boli. Pamiętajmy o dżinnie z butelki, który przez pierwszy tysiąc lat niewoli myśli: „Kiedy ktoś mnie wypuści, spełnię jego trzy życzenia”, a przez drugi tysiąc: „Kiedy ktoś mnie wypuści, zabiję go”. Często, podobnie jak ten dżinn, stajemy się tym bardziej złośliwi i tym groźniejsi, im dłużej trzymamy w zamknięciu nasze pretensje.
  • Uważajmy, zanim zaczniemy czynić małżonkowi wyrzuty, mówiąc: „Gdybyś mnie kochał...”. Może się zdarzyć, że ona, choć kocha męża, zapomni wysłać zeznanie podatkowe, które wypełniał przez całą noc. On, mimo miłości do żony, może nie domyślić się, co chciałaby dostać na urodziny. Wiele konfliktów zaognia się, bo ich prawdziwą przyczynę, budzącą w nas gniew i sprawiającą ból, stanowi przekonanie, że gdyby małżonkowie naprawdę nas kochali, żona na pewno pamiętałaby o wysłaniu zeznania, a mąż potrafiłby czytać żonie w myślach.
  • Postarajmy się trzymać meritum. Jeśli kłócimy się o to, jak mąż skrytykował nas przed przyjaciółmi na wczorajszym przyjęciu, nie pomoże nam w argumentacji jednoczesne wypominanie mu debetu na koncie i mówienia z pełnymi ustami.
  • Postarajmy się trzymać chwili obecnej. Perspektywa historyczna to wspaniała rzecz. Pamięć absolutna robi wielkie wrażenie. Z pewnością wzbogacają one życie. Jednak wyciąganie z przeszłości zbrodni małżeńskich popełnionych wiele lat temu podczas kłótni o występek sprzed dwóch minut, może jedynie – wiem z doświadczenia – przysporzyć kłopotów.
  • Nie wolno atakować pięty achillesowej. Jeśli mąż wyznał, że w liceum okrutni koledzy przezywali go „włochaczem”, a w dorosłym życiu nadal obawia się, że ma bujniejsze owłosienie niż większość ludzi, w przypływie wściekłości możemy przezywać go na rozmaite sposoby, ale nie tak.
  • Wyolbrzymianie swoich urazów może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Choć możemy odczuwać pokusę, by zdobyć kilka punktów podczas utarczki, jęcząc: „Podaj mi leki – ból mnie oślepia”, nie jest dobrym pomysłem udawanie, że małżonek przyprawia nas o migrenę, jeśli nie cierpimy na nią naprawdę. Warto też, mimo pokusy pokazania partnerowi, że zachowuje się bestialsko, powstrzymać się od wybuchania płaczem. Wyolbrzymianie urazów to nie tylko cios poniżej pasa – może też stracić skuteczność szybciej, niż nam się wydaje. Jeśli chcemy uświadomić małżonkowi, że posunął się za daleko, to musimy postarać się zachować wiarygodność.
  • Choć takie rozwiązanie może kusić, nie powinniśmy powoływać się na autorytety. Mówiąc mężowi, że według wszystkich znanych nam osób jest w błędzie, nie przekonamy go, że się myli. Cytowanie kilkunastu artykułów, aby dowieść słuszności naszej racji, nie przekona o niej żony. Nie wiem, czemu mężowie i żony nadal zachowują się w ten sposób mimo przytłaczających dowodów nieskuteczności takiego działania. Wiem jednak, że powołanie się na autorytety może jedynie nasilić ich upór.
  • Nie możemy jedynie mówić; musimy także słuchać. Nie przerywaj mężowi w pół słowa – zachowaj milczenie, by mógł dokończyć wypowiedź. Nawet jeśli zrozumiałeś już, co chce powiedzieć ci żona, powinieneś wysłuchać jej do końca.
  • Powinniśmy szanować nie tylko fakty, ale też uczucia. Nie wolno nam, kiedy mąż mówi, że czuje się ignorowany, stwierdzić: „To niemożliwe”, a kiedy żona skarży się, że czuje się poniżana, odpowiedzieć: „To absurd”. Możemy uznać, że nasz małżonek jest przewrażliwiony lub mylnie interpretuje sytuację, ale musimy przyjąć do wiadomości jego odczucia.
  • Czasem musimy pogodzić się z tym, że nie dojdziemy do porozumienia. Choć nieco to potrwało, w końcu doszliśmy z mężem do wniosku, że nie musimy zgadzać się we wszystkich kwestiach dotyczących gustu. Jemu wolno nie znosić filmów, które uwielbiam, mnie – uznać za nudną książkę, którą on uważa za „porywającą”.
  • Po skończonej kłótni powinniśmy zaprzestać docinków. Kiedy po długich dyskusjach zgadzamy się pójść na proszoną kolację, nie powinniśmy z nadąsaną miną dodawać: „Powiedziałem, że pójdę, ale nie powiedziałem, że będzie mi się podobać”, ani patrzeć smętnie przed siebie, a zapytani, co się dzieje, odpowiadać: „Widać moje rany nie zabliźniają się równie szybko jak twoje”.
  • Nie musi być wygranych i przegranych. Oboje możemy zgodzić się na kompromis. Oboje możemy zobowiązać się, że będziemy bardziej się starać. Oboje możemy przyznać, że popełniliśmy błąd. Da się przegrać, nie postrzegając swojej porażki jako druzgocącej. Da się też wygrać – choć wymaga to wielkiej klasy – nie chełpiąc się zwycięstwem i nie traktując go jako wielkiego triumfu.

Więcej w książce „Małżeństwo dla zaawansowanych” Judith Viorst.

Małżeństwo dla zaawansowanych Judith Viorst Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze