1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Księżniczka i prostak – jak wpływa na nasze życie pochodzenie przodków?

Księżniczka i prostak – jak wpływa na nasze życie pochodzenie przodków?

Wydaje się, że w dzisiejszych czasach coś takiego jak mezalians nie ma racji bytu. A jednak ma! (fot. iStock)
Mówiąc o uleczeniu przeszłości, zwykle skupiamy się na własnej historii. A jednak – jak zauważa Mateusz Ostrowski, terapeuta POP – może się okazać, że to, co się z nami działo w dzieciństwie, wcale nie tłumaczy naszych reakcji. Czy mentalne cofnięcie się do czasów naszych przodków może pomóc w przepracowaniu współczesnych problemów?

Wciąż słyszymy, żeby być tu i teraz. Ale to, jak doświadczamy teraźniejszości, jest przecież w pewien sposób uwarunkowane naszą przeszłością. Czy to znaczy, że ciągle trzeba do niej wracać, czy można ją odciąć raz na zawsze?
Świat jest tak skonstruowany, że doświadczamy upływu czasu. Mamy pamięć. Kontakt z przeszłością może nas wzmacniać, bo dobre wspomnienia są jak korzenie, które zasilają i karmią, czyli pozwalają ugruntować tożsamość. Ale jest i ciemna strona, w której przeszłość ściąga nas w dół. Jeśli znajdują się w niej bardzo trudne wydarzenia, wszelkiego rodzaju traumy – przeszłość będzie wpływała na nasze tu i teraz w negatywny sposób. Będzie nakładała na nasze zachowania filtry i blokady, każąc powtarzać schematy stosowane przez rodziców, dalszych przodków, a czasami wręcz całą społeczność czy naród. Naukowo udowodniono też, że przeszłość zapisuje się w genach. Tym samym traumy doświadczone przez przodków odciskają biologiczny ślad na kolejnych pokoleniach.

Jak rozpoznać takie sygnały?
Warto zacząć od obserwacji samego siebie, spróbować zrozumieć procesy, które w nas zachodzą. Może się okazać, że to, co się z nami działo w dzieciństwie, wcale nie tłumaczy wszystkich naszych reakcji. Wtedy warto poszukać dalej, słuchając intuicji – ona często podpowiada nam obszary, w które warto się zagłębić.

Kolejna możliwość to badanie przeszłości rodziny, rozpisanie genogramu, przyglądanie się zależnościom i schematom, które powtarzały się przez pokolenia. Jest jeszcze trzecia droga – czasem przeszłość może nam się przyśnić na jawie. Coś będzie nas ciągnęło w jej stronę bez żadnego racjonalnego wyjaśnienia. Nagle zaczniemy się interesować jakimś tematem, będziemy go chcieli zgłębiać, a jednocześnie będziemy go traktować bardzo osobiście. Warto wtedy zadać sobie pytanie: dlaczego to dla nas takie ważne? Co to o nas mówi? To, że coś nas silnie angażuje emocjonalnie, może być sygnałem, że to nasza wewnętrzna historia.

Spotkałam jakiś czas temu człowieka, który zajmuje się przywracaniem pamięci po zapomnianych uczestniczkach powstania warszawskiego. Jak sam mówi, nie wie, dlaczego zajął się tą tematyką, ale jest to silniejsze od niego.
Tu pojawia się pytanie, na ile jest to indywidualny proces tego człowieka, dzięki któremu rozwija się, realizuje i wzrasta, a na ile efekt działania czegoś większego od nas, pola, które dopomina się, by je zauważyć. Przeszłość chce być pamiętana. Sam również znam takie historie. Poznałem mężczyznę, któremu regularnie śniły się hebrajskie napisy w miasteczku, w którym mieszka, przedwojennym sztetlu. Teraz jest lokalnym pasjonatem kultury żydowskiej, chroni przeszłość przed zapomnieniem. Nie robi tego tylko dla siebie, ale dla społeczności, która już nie istnieje. Jakby ona go do tego wezwała.

Istnieje w końcu koncepcja nieświadomości zbiorowej, do której każdy z nas jest podłączony. Czasami ludzie mają dziwne doświadczenia z pogranicza snu, jakby nienależące do nich. Warto się wtedy przyjrzeć temu, co próbuje się dobić do świadomości. Może się okazać, że to dotyczy przeszłości innych.

Myślę, że bardziej racjonalnym osobom może być trudno uwierzyć, że istnieje pole albo że przeszłość innych osób, nawet przodków, ujawnia się w snach…
Oczywiście, to są przecież rzeczy, które się nie śniły filozofom. I można to tłumaczyć na metafizycznym poziomie, co zresztą wielu osobom nie będzie obce. Katolicy modlą się przecież do i za zmarłych; ci, którzy praktykują szamanizm, mogą kontaktować się z krainą przodków. Inne wytłumaczenie, bardziej racjonalne, to traktowanie przodków jako rodzaj wewnętrznych postaci przekazanych nam w procesie socjalizacji lub genetycznie. Niezależnie od tego, w co wierzymy, praca z przeszłością, dotknięcie tego tematu, przyniesie w naszym życiu zmianę.

Ktoś kiedyś ładnie opisał, na czym polegała różnica między Freudem a Jungiem. Freud pytał, dlaczego coś się stało, a Jung – po co. Oczywiście możemy próbować znaleźć przyczyny pojawienia się tematu z przeszłości w naszym życiu. Ale lepiej po prostu coś z nim zrobić. Przyśnił nam się sen? Fajnie, spróbujmy z nim popracować, zintegrować go ze sobą. Potraktujmy to jak szansę. Najważniejsze jest to, że przeszłość zaprasza nas, by coś odmienić i uzdrowić.

Ciekawa jestem, w jaki sposób odzywa się w teraźniejszości nasza pańszczyźniana przeszłość.
Choćby na poziomie naszej relacji z władzą. Niezależnie od tego, czy chodzi o urzędnika, czy policjanta, jest w niej coś mocno hierarchicznego. Zagraniczni psychologowie, z którymi współpracuję, podkreślają, że Polacy, na tle innych narodów, mają wyjątkowo opresyjnego wewnętrznego krytyka. Znajoma opowiadała mi zaś, jak na kursie jogi w Indiach nauczyciel mówił do międzynarodowego towarzystwa: „zróbcie teraz tę asanę, ale Polacy i Rosjanie – na 60 proc.”. Bo mamy w sobie siłę, która każe siebie samych dociskać, zupełnie jakby nasz wewnętrzny pan musiał gnębić wewnętrznego chama.

Z kolei w kontekście narodowego problemu z alkoholizmem poruszyła mnie kiedyś informacja o propinacji (wyłączne prawo właściciela dóbr ziemskich do produkcji i sprzedaży piwa, gorzałki i miodu w obrębie jego dóbr – przyp. red.), w myśl której szlachta miała nie tylko monopol na produkcję piwa czy gorzałki, ale chłopi mieli też obowiązek kupować ich określoną ilość. Przymus spożywania alkoholu był niejako wbudowany w system.

A czy nasze pochodzenie znajduje odzwierciedlenie w relacjach?
Oczywiście. Wielu terapeutów ma doświadczenie pracy z parami, podczas której okazuje się, że na konflikt między partnerami wpływa nie tylko schemat wyniesiony od rodziców, ale również ranga pochodzenia, czyli to, do której grupy społecznej należeli ich pradziadek lub prababka. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach coś takiego jak mezalians nie ma racji bytu. A jednak ma!

Osoba z tzw. lepszym pochodzeniem w związku może np. mówić: „ja się tym nie będę zajmować”. A osoba z pochodzeniem chłopskim będzie się złościć i mówić: „nie bądź księżniczką, nie bądź księciem”. Takie zachowania naprawdę mogą mieć zahaczenie w dalekiej przeszłości przodków. I faktycznie, gdy popytać ludzi, z jakich rodzin pochodzą, okazuje się, że ma to na nich wielki wpływ. Oczywiście na relację wpływają także np. wykształcenie, płeć czy zasoby emocjonalne. Zdarza się jednak, że to właśnie pochodzenie wysuwa się na pierwszy plan.

Jak je więc przepracować, żeby nas nie niszczyło?
Pierwsza najprostsza rzecz to uświadomić sobie, że pochodzenie przodków na nas wpływa. To potrafi już bardzo wiele zmienić, bo dostrzegamy swój wzorzec postępowania i nabieramy do niego dystansu. Zaczynamy mieć wpływ na to, czy będziemy chcieli go podtrzymywać, czy wypracujemy nowy nawyk, co często oczywiście wiąże się z ciężką pracą. Gdy uświadomimy sobie, że nasze emocje dotyczą przeszłości, to zaczniemy sobie zdawać sprawę z tego, że one do końca nie są nasze. Kiedy się uruchomią, możemy ze spokojem powiedzieć: „znowu mi się to włączyło, więc oddaję to tamtemu czasowi”.

Kolejny sposób to zrobienie czegoś z historią, która na nas wpływa na bardziej podświadomym, sennym poziomie, tym samym, na którym znajdują się mity i baśnie. Możemy tę historię odegrać, wyobrazić ją sobie z nowym zakończeniem.

Jak to może wyglądać?
Prowadziłem kiedyś cykl spotkań poświęconych uzdrawianiu traumy narodowej. Nigdy nie zapomnę spotkania dotyczącego pańszczyzny. W grupie bardzo szybko ujawnił się schemat z tamtych czasów, ale jednocześnie pojawiła się przestrzeń do rozmowy. W pewnym momencie ta część uczestników, która reprezentowała stronę szlachecką, pod wpływem impulsu postanowiła przeprosić za krzywdy. Padli na kolana. Wtedy osoby reprezentujące chłopów również padły na kolana. Ten gest całkowicie odmienił atmosferę w grupie. Uczestnicy naprawdę stali się sobie równi. W tamtym momencie hierarchiczny schemat relacji przestał obowiązywać. Oczywiście taki wewnętrzny proces można też wykonać samodzielnie.

W jaki sposób?
Istotne jest zrozumienie, że jeśli tak bardzo przeżywamy temat pańszczyzny, oznacza to prawdopodobnie, że mamy w sobie obydwie reprezentacje – i pana, i chama, oprawcy i ofiary. Można spojrzeć na nie jak na swoje wewnętrzne figury. Stanąć w tych rolach i zobaczyć, jak się one przez nas objawiają. Być może mogą ze sobą porozmawiać? Co sobie powiedzą i do czego to doprowadzi? Może się dogadają, a może rozejdą? Może historia znajdzie nowe rozwiązanie? Praca z wewnętrznymi uosobieniami tych struktur może nam przynieść wewnętrzny spokój. Historii już nie zmienimy, ale możemy zmienić nasze podejście do niej. Przestaniemy się tak zapalać na samo hasło „pańszczyzna”. Podobne działanie można analogicznie przeprowadzić z każdym innym tematem dotyczącym przeszłości.

A czy bardziej symboliczne rozwiązanie tej kwestii może przynieść ulgę? Czy postawienie pomnika chłopom pańszczyźnianym albo przeczytanie kolejnej książki o pańszczyźnie nie będzie jakimś rodzajem przepracowania tej kwestii?
Oczywiście. Ostatnio wiele dzieje się w Polsce w temacie pańszczyzny. Tak jakby ta kwestia naprawdę chciała być uleczona. Pamiętajmy, że psychoterapia jest tylko dodatkiem życia. Wszelkie życiowe kwestie przepracowujemy na różne sposoby: robimy wystawy, piszemy książki, jedziemy w jakieś miejsce, by złożyć kwiaty czy pomodlić się w intencji ofiar. Takie symboliczne działania naprawdę pomagają. Sprawiają, że przeszłość przestaje nas ciągnąć za koszulę do tyłu

Mateusz Ostrowski: psychoterapeuta w Instytucie Psychologii Procesu. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu oraz Stowarzyszenia Mężczyzn.

Obciążający spadek - ciekawostka

Traktowane przez wiele lat sceptycznie pojęcie transmisji międzypokoleniowej (dziedziczenie cech i zmian biologicznych związanych z doświadczeniem traumy lub silnego stresu) jest już uznane w literaturze naukowej.

Badania, które prowadzi m.in. dr Ali Jawaid z Uniwersytetu Zuryskiego, wskazują, że zjawisko może być związane ze zmianami ekspresji genów wywołanych czynnikami zewnętrznymi. Tak zwane dziedziczenie metaboliczne zostało potwierdzone w badaniach na myszach, a pierwsze zweryfikowane podobieństwo procesów zachodzących w komórkach osieroconych dzieci sygnalizuje, że ten sam mechanizm może dotyczyć też ludzi. (źródło: Fundacja na rzecz Nauki Polskiej)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze