1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wstyd – najbardziej destrukcyjna emocja

Wstyd – najbardziej destrukcyjna emocja

Ludzie o mocno ukształtowanym wstydzie inaczej reagują na traumatyczne zdarzenia, czy to losowe, jak choroba, wypadek, czy związane z regularną dyskryminacją w rodzinie, czy w szkole. Oni przeżywają takie doświadczenia silniej i dłużej, czasem latami. (Ilustracje: Beata Śliwińska "Barrakuz")
Jeżeli coś nie dzieje się po naszej myśli, to podejmujmy konstruktywne działania, a nie wycofujmy się! To dobra ochrona przed wstydem – mówi psycholog Daniel Jerzy Żyżniewski.

W książce „Emocje i nastrój” (Wydawnictwo Zwierciadło) pisze pan, że emocje nie są wrodzone, tylko nabyte. Jak wobec tego nabywa się wstyd?
Poprzez płynące z otoczenia komunikaty: słowa, miny, gesty, ciała osób, które mają na nas regularny wpływ.

Są gesty stricte związane ze wstydem?
Jeśli pyta pani o przejawy wstydu, to są: chowanie się, kulenie się, zginanie ciała wpół, plus negatywne myślenie o sobie.

A jakieś typowe wypowiedzi?
Deprecjonujące opisywanie siebie: „Do niczego się nie nadaję”, „Jestem złym człowiekiem”, „Wszystko robię źle” i tym podobne. Uczymy się wstydu przede wszystkim poprzez to, jak ludzie regularnie mający na nas wpływ reagują na nasze błędy i przeżywanie trudności.

Wstyd wzmacnia nieustanna krytyka?
Tak. Jednak wstydu nie odczuwamy od razu. Najpierw jest poczucie winy, ale do tego potrzebna jest świadomość, że zrobiliśmy coś niezgodnie z czyimś oczekiwaniem. Kiedy więc spóźniamy się na spotkanie, wiedząc, że ktoś tego nie lubi, ta świadomość jest podstawą do czucia się źle. Chcemy to jednak zmienić. To zwykłe poczucie winy, które motywuje nas do zredukowania napięcia. A to najlepiej zrobić, naprawiając popełniony błąd. Mówimy „przepraszam” albo robimy coś, co wskazuje nam się jako jedną z możliwości. Frustracja słabnie, poczucie winy znika. Nie ma miejsca dla wstydu.

A kiedy jest?
Jeśli podjęte działania naprawcze zostaną odrzucone. Ktoś mówi, że nic niewarte są nasze przeprosiny, cokolwiek zrobimy, i tak tego nie naprawimy, obraża się. Chodzi o komunikaty zamykające, które utrudniają lub uniemożliwiają naprawę. Tu istotną rolę odgrywa krytyka deprecjonująca całościowo. Kiedy osoba odrzucająca nasze próby naprawy umniejsza nas różnymi etykietami, na przykład: „Jesteś beznadziejny”, „nienormalny”. Jeśli sytuacje takiego odrzucenia i deprecjonowania są regularne, to prędzej czy później sami tak o sobie zaczynamy myśleć. Wtedy poczucie winy przechodzi we wstyd.

Może się pojawić, kiedy na przykład sami zaniechamy naprawy, bo kalkulujemy, bo się boimy?
To, o czym pani mówi, jest już skutkiem wstydu, a nie przyczyną. Jeżeli uznaliśmy, że nie warto podejmować działań naprawczych, to znaczy, że już jesteśmy w stanie myślenia o sobie całościowo umniejszającego. Uważamy, że takie działania nic nie dadzą, więc po co się starać, i tak będą o nas myśleć źle. To jest już posługiwanie się wstydem.

A może lękiem przed odrzuceniem?
To jest ze sobą powiązane. Tam, gdzie kształtowany jest wstyd, tam jest kształtowany też lęk przed odrzuceniem. Działania umniejszające, upokarzające, zamykające, autorytarne, które sprawiają, że człowiek się kuli, chowa w poczuciu, że jest nie taki, jaki być powinien, rodzą wraz ze wstydem strach, że zostanie się odrzuconym, nawet mimo starań o akceptację. Takie działania dają potem myślenie: „Jestem do niczego”, „Raczej mi się w życiu nie uda” i tym podobne. A z drugiej strony – kształtują postawy unikania, niepodejmowania nie tylko działań naprawczych, kiedy coś można naprawić, lecz także nierozwiązywania różnych problemów, kiedy trzeba je rozwiązać. To znamienne dla ukształtowanego wstydu – rzadziej wtedy chcemy coś naprawić i rzadziej mierzymy się z istniejącymi trudnościami.

Są różne rodzaje wstydu?
Nie, wstyd jest jeden.

A wstydzenie się u ludzi wysokowrażliwych? Na przykład unikanie zabierania publicznie głosu.
To nie musi być wstyd. Może być onieśmielenie, strach, zwykły stres albo jeszcze inna przyczyna. Ludzie nieśmiali unikają zbyt dużej liczby bodźców, ich nagromadzenia, gęstości, intensywności. Unikają nie dlatego, że źle myślą o sobie. Mogą chwilowo nie mieć odwagi, siły.

Nieśmiałość często jest mylona ze wstydem, podobnie jak poczucie winy. W gabinecie spotykam ludzi, którzy mówią, że czują się winni tego, iż nie są wystarczająco dobrzy w związkach, w rodzicielstwie, w pracy. A doświadczają wstydu.

Co o tym świadczy?
To, że mówią o sobie całościowo źle: „Jestem do niczego”, „Nie powinnam być matką, partnerką”, „Znowu nawaliłem”, „Do niczego się nie nadaję”. Dominuje u nich wstyd rozumiany psychologicznie, choć nazywają go potocznie poczuciem winy. To jeden z głównych symptomów, na przykład w depresji. W systemie edukacji podstawowej nie ma przedmiotu „kompetencje emocjonalne”, co jest poważnym zaniedbaniem społecznym. Uczymy się więc własnej i cudzej emocjonalności w sposób chaotyczny i potoczny, a nie uporządkowany i naukowy. I co gorsza, w strukturze wartościowania ludzi w schemacie dobry versus zły, na przykład ocenami szkolnymi.

Istnieje choćby różnica między zażenowaniem a onieśmieleniem. Gdy uświadomimy sobie, że ktoś przypadkowy lub grupa ludzi nam się przygląda albo nasz rozmówca intensywnie wpatruje się w nas, to naturalnie wzrasta nasze napięcie i odczuwamy zażenowanie. Podejmujemy jednak próby zredukowania tego napięcia, na przykład poprawianiem włosów, ubrania, ale nie wychodzimy z kontaktu, nie uciekamy. Jeśli jednak to się nie uda, to frustracja wzrasta i dążymy do wydostania się z danej sytuacji, na przykład myślimy, że nie damy rady, dłużej nie wytrzymamy i tym podobne. Wtedy to może być nieśmiałość, choć często myśli się, że to strach.

Jeśli mówimy dziewczynce, że brzydko jest biegać po domu na golasa, to otwieramy drogę do kształtowania u niej wstydu?
Na pewno hamujemy w ten sposób spontaniczność. To naturalne, że uczymy się również poprzez granice, które wyznacza otoczenie. Jeśli jednak te komunikaty zawierają ocenę deprecjonującą, na przykład: „Jesteś okropna, wstrętna”, to wtedy jest to szkodliwe. Krytyka deprecjonująca sprzyja rozwojowi wstydu. Stawianie granic nie jest samo w sobie destabilizujące, wręcz przeciwnie, ale destabilizujące może być to, jak te komunikaty brzmią i jakie gesty im towarzyszą. Jeśli jeszcze robimy to ze złością, z wytykającym palcem, to wtedy kształtujemy skłonność do całościowego myślenia o sobie w kategorii porażki.

Złe myślenie całościowe o sobie to jest ten wyróżnik wstydu?
Tak, to podstawowe kryterium. Ktoś, kto się wstydzi, mówi o sobie: „Jestem brzydkim, niedobrym, okropnym, niegodnym człowiekiem”. Natomiast ktoś, kto ma poczucie winy, wskazuje swoje konkretne niedobre zachowania, które stara się naprawić.

Pisze pan, że wstyd jest najbardziej destrukcyjną emocją. Dlatego że nie dajemy sobie szans?
Dlatego że sprowadzamy się do poziomu gorszości. A to skutkuje tym, że częściej w sytuacjach nie po naszej myśli reagujemy poczuciem porażki, które wypływa z ukształtowanego wstydu. Dziewczynki kształtowane we wstydzie częściej reagują smutkiem, wycofaniem, uległością. Natomiast chłopcy w takich sytuacjach częściej przejawiają destrukcyjną złość, to znaczy robią groźne miny, wyrażają agresję, na przykład rzucając przedmiotami. Ta różnica jest znamienna i dotyczy większości, ale są wyjątki. Podobieństwo jest takie, że u jednych i drugich przeważa myślenie porażkami nad myśleniem możliwościami.

Skutki wstydu zawsze są opłakane?
Tak. Ludzie o mocno ukształtowanym wstydzie inaczej reagują na traumatyczne zdarzenia, czy to losowe, jak choroba, wypadek, czy związane z regularną dyskryminacją w rodzinie, czy w szkole. Oni przeżywają takie doświadczenia silniej i dłużej, czasem latami. A to dlatego, że na przeżywanie traumy ma wpływ złe myślenie o sobie i z tej perspektywy interpretują to, co się wydarzyło. Lokują w sobie uzasadnienie doświadczanego zła. Uważają, że na to zasłużyły. W przemocy płynie przecież wyraźny komunikat: jesteś nikim.

Ci, którzy wymachują kobietom wstydem nad głową, wiedzą więc, co robią.
„Wstydź się” znaczy: jesteś kimś gorszym. Przypomina mi się opowieść artystki Mariny Abramowić o swoim dzieciństwie i matce, która wchodziła do jej pokoju w środku nocy i sprawdzała, czy prześcieradło, na którym spała jej córka, jest zmiętoszone. Jeśli było, to budziła ją, kazała je naciągać i nie pozwalała zasnąć, dopóki nie uznała, że jest dobrze. W moim gabinecie usłyszałem kiedyś podobną historię. Matka w pokoju swojej córki w środku nocy, kiedy to dziecko było pogrążone w głębokim śnie, otwierała jej szafę z ubraniami i wszystko z niej wyrzucała na środek podłogi. W tym czasie już budziła córkę, włączając światło i robiąc hałas. Następnie kazała jej układać ubrania tak długo, dopóki nie stwierdziła, że jest porządek. Robiła to regularnie, tak jak matka Mariny Abramowić. Te sytuacje wyraźnie pokazują, że rodzice dysfunkcyjni, zaburzeni, mogą kształtować deprecjonujące myślenie dzieci o sobie już tylko własnym zaburzonym nastrojem i wynikającą z niego impulsywnością.

To tortury, sadyzm!
Sadyzm w sensie psychologicznym jest wtedy, gdy człowiek, który się znęca, czerpie z tego przyjemność, zadowolenie. Jeżeli nie ma tego kryterium, to mamy do czynienia z przemocą, okrucieństwem bez sadyzmu.

Czasem sami jesteśmy dla siebie okrutni, na przykład źle oceniamy siebie za to, że kogoś oszukaliśmy i że chcemy to ukryć.
W życiu są różne sytuacje. Problem jest wtedy, kiedy w naszym doświadczeniu przeważa poczucie odrzucenia. Jeżeli coś zepsuliśmy, ale staramy się to naprawić, to wciąż chronimy się przed wstydem. Osoby z przewagą poczucia odrzucenia, kiedy coś robiły inaczej, niż się spodziewano, to w różnych trudnościach życiowych często reagują wycofaniem lub destrukcyjną złością. Przewaga szkód naprawionych nad nienaprawionymi chroni przed wejściem na ścieżkę wstydu. Ale czasem jedno trudne doświadczenie może nas w nie wpędzić na długo – i nie wszystko można naprawić.

Kiedy to możliwe?
Gdy ktoś jest bardzo zaabsorbowany jednym zachowaniem. Pracowałem kiedyś z kobietą, która bardzo cierpiała z powodu negatywnej oceny samej siebie, bo miała romans, będąc jednocześnie w długoletnim związku. Mimo że zakończyła ten romans, to przez lata żyła w poczuciu wstydu. Środowiskowo była tak ukształtowana, że zareagowała piętnowaniem siebie. I tak się złożyło, że poważnie zachorowała. Wtedy była przekonana, że choroba jest karą za zdradę, której się dopuściła. To częste u osób z ukształtowanym nadmiarowym wstydem.

Narzucony wstyd musi być jakoś uwewnętrzniony, żeby narobił szkody?
Kiedy wpędza się nas w regularne poczucie winy, odmawia się nam działań naprawczych, krytykuje, umniejszając, dyskryminuje, to wtedy wstyd staje się motorem napędzającym stany depresyjne lub agresywną wrogość. Myślimy porażkami, życie wydaje się nam ciężkie, myślimy źle o sobie i z tego poziomu reagujemy na innych. To główne przejawy zinterioryzowanej krytyki deprecjonującej i wynikłego z niej wstydu.

Wstyd kobiet jest inny niż mężczyzn?
Jest taki sam, tylko może inaczej się manifestować. Źródło tej różnicy leży w stereotypach płci. Kiedy chłopcu nie idzie coś po jego myśli i się złości, to traktuje się to jako reakcję właściwą. Krytykuje się go wtedy, gdy się smuci lub boi. Natomiast gdy dziewczynka się złości z tego samego powodu, to już nie dostaje przyzwolenia, tylko nakaz smutku lub strachu. W takiej sytuacji komunikat, na przykład: „Wstydź się, że się tak zachowujesz”, nabiera innego znaczenia dla dziewczynki, a innego dla chłopca. Proszę więc zauważyć, że pełne wstydu mogą być nie tylko osoby zazwyczaj wycofane, lecz także osoby aktywne. Pierwszych wstyd zamyka na działanie, a drugich zamyka na działanie konstruktywne, napędzając złość destrukcyjną i autorytarny styl komunikacji z otoczeniem, na przykład nakazowo-zakazowy. W obliczu trudności trzeba działać, ale konstruktywnie, to znaczy bez krzywdzenia po drodze innych. Nie warto mówić do dzieci: „Wstydź się”. Nie warto odrzucać działań naprawczych.

Daniel Jerzy Żyżniewski psycholog, neuropsycholog, terapeuta, historyk sztuki, autor książki „Emocje i nastrój” (Wydawnictwo Zwierciadło).

Emocje i nastrój Daniel Jerzy Żyżniewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze