1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Być jak woda, czyli urzeczywistnić swoje pełne, naturalne i prawdziwe ja – nauki Bruce’a Lee

Być jak woda, czyli urzeczywistnić swoje pełne, naturalne i prawdziwe ja – nauki Bruce’a Lee

Jednym z założeń Bruce'a Lee było: Wykorzystuj „bezdroże” jako drogę, mając brak ograniczeń za jedyne ograniczenie. (Fot. iStock)
Bruce Lee to postać ikoniczna, zasłynął na całym świecie z mistrzowskiego opanowania kung-fu i innych sztuk walki i pozostawił po sobie niezapomniane filmowe dziedzictwo. Ale był również filozofem, wielkim myślicielem, który już w bardzo młodym wieku zrozumiał, że sztuka walki to coś więcej niż tylko ćwiczenie technik i dyscyplina – to głęboka metafora spełnionego życia. Córka Bruce'a Lee, Shannon Lee, postanowiła przybliżyć myśli i nauki swojego ojca. Pokazuje, że sztuki walki są doskonałą metaforą rozwoju osobistego, i wyjaśnia, jak można je praktykować w codziennym życiu.

Fragment pochodzi z książki Shannon Lee „Bądź jak woda, przyjacielu” , wyd. Rebis.

Chłopiec, mistrz kung-fu i łódź

Ojciec rozpoczął naukę Wing Chun kung-fu w Hongkongu w wieku trzynastu lat. Jego sifu (czyli nauczycielem) był człowiek o imieniu Yip Man (również Ip Man). Był on bardzo utalentowanym mistrzem, który nie tylko rozwijał techniki fizyczne, ale także wplatał w swoje lekcje filozofię taoistyczną oraz zasady yin i yang. Często ilustrował nauki przypowieściami o naturze, na przykład wskazując na różnicę między dębem a bambusem, by wykazać słuszność swojej tezy (dąb w końcu się złamie pod naporem silnego wiatru, podczas gdy bambus wytrzyma, ponieważ potrafi podążać za wiatrem).

Mój ojciec był oddanym uczniem i szybko przyswajał sobie nauki. Gdy tylko mógł, ćwiczył poza zajęciami i zaczął się wyróżniać na tle innych uczniów. Ale był także nastolatkiem, którego przezwisko z dzieciństwa brzmiało Mou Si Ting, co można przetłumaczyć jako „Ten, co nie usiedzi spokojnie”, a którego późniejsze przezwisko i pseudonim artystyczny brzmiał Siu Loong, czyli „Mały Smok”. Urodzony w godzinie i roku smoka młody Bruce Lee cały był ogniem – cały po stronie yang. A Yip Man próbował nauczyć tego zapalczywego nastolatka znaczenia delikatności, płynności i elastyczności, a nie tylko siły i przebiegłości.

Trzeba przyznać, że mój ojciec wsłuchiwał się w jego nauki i podejmował próby ich stosowania, ale jego zapał (i temperament) przeważyły. A poza tym zastanawiał się, czy nie lepiej zawsze wygrywać, nie zważając na sposób, w jaki odniesie się zwycięstwo. Jak tak naprawdę ma się łagodność do wygrywania? Pewnego dnia Yip Man próbował nauczyć młodego Bruce’a sztuki rozluźnienia i wyciszenia umysłu, zapomnienia o sobie i skupienia się zamiast tego na ruchach przeciwnika. Zasadniczo próbował go zmusić do ćwiczenia sztuki dystansowania się – do intuicyjnego reagowania na przeciwnika zamiast zamykania się tylko we własnej strategii i obsesyjnego koncentrowania na własnych ciosach i ruchach. Gdy mój ojciec nie mógł poradzić sobie sam ze sobą, ewidentnie skrępowany swoim sprytem i wojowniczością, ze strużkami potu spływającymi po zmarszczonych brwiach, Yip Man przerywał mu raz po raz i mówił, żeby oszczędzał energię, podążając za naturalną koleją rzeczy. „Nigdy nie przeciwstawiaj się naturze” – radził. „Nigdy nie stawaj frontem w kontrze do problemu, ale kontroluj go, podążając za nim”. W końcu złapał chłopaka za ramię i powiedział: „Nie ćwicz już w tym tygodniu. Idź do domu i zastanów się nad tym, co mówiłem”.

„Nie ćwicz już w tym tygodniu?!” To tak, jakby powiedzieć mojemu ojcu, żeby przez tydzień nie oddychał. Wyproszony z sali Bruce nadal ćwiczył na własną rękę, medytował i trenował w samotności, aby zrozumieć, co nauczyciel próbował mu przekazać. Sfrustrowany, rozpierany energią, we właśnie odkrytym, pełnym urazy wolnym czasie, jakim nagle dysponował, postanowił pewnego dnia popłynąć łódką do portu w Hongkongu.

Po chwili przestał wiosłować i po prostu położył się w łódce, pozwalając jej unosić się na falach. Gdy tak się kołysał, zaczął na nowo przypominać sobie wskazówki nauczyciela i cały czas, jaki spędził na treningu. Co robił źle? Dlaczego nie mógł pojąć, czego chce od niego nauczyciel? To nie miało żadnego sensu! Jego frustracja narastała. Wychylił się z łodzi i z wściekłością kilkakrotnie uderzył pięścią o taflę Morza Południowochińskiego.

Nagle przyszła mu do głowy myśl, spojrzał na mokrą dłoń. Pisał o tym później w swoim eseju:

Czyż woda nie ukazała mi przed chwilą zasady kung-fu? Uderzyłem ją, ale jej nie zraniłem. Znowu uderzyłem w nią z całej siły, lecz nie skaleczyłem jej! Potem spróbowałem jej zaczerpnąć rękoma, ale okazało się to niemożliwe. Woda, najdelikatniejsza substancja na świecie, która zmieściłaby się w najmniejszym naczyniu, która wydaje się tak słaba w rzeczywistości może przeniknąć do wnętrza najtrwalszych substancji. To było to! Chciałem podążyć za naturą wody.

Po raz drugi doznał objawienia chwilę później, gdy obserwował przelatującego nad głową ptaka i jego cień na tafli wody:

Czy myśli i emocje, które odczuwam, gdy stoję przed przeciwnikiem, nie powinny przepływać jak cień ptaka lecącego nad wodą? Właśnie to mistrz Yip miał na myśli, mówiąc, że jest człowiekiem, w którym emocje nie są lepkie ani zablokowane. Aby się kontrolować, muszę najpierw zaakceptować siebie, postępując zgodnie ze swoją naturą, a nie wbrew niej.

I tak rozpoczął się długi i osobisty związek mojego ojca z wodą, żywiołem miękkim, ale silnym, naturalnym, lecz takim, którym można kierować, niezależnym, ale potężnym, a przede wszystkim niezbędnym do życia.

Doświadczenie w sztukach walki nie jest konieczne

W tym momencie możesz pomyśleć: „Nie jestem mistrzem sztuk walki. Jakie znaczenie ma ta książka dla mnie i dlaczego ma mnie obchodzić objawienie jakiegoś siedemnastolatka sprzed ponad sześćdziesięciu lat?”. Niepotrzebnie się tym martwisz. Chociaż od czasu do czasu będziemy rozmawiać o sztukach walki, będzie to jedynie metafora i ilustracja pojęć, które odnoszą się do całego ludzkiego doświadczenia. Czasami łatwiej jest przetrawić abstrakcyjne idee dzięki przykładowi bardziej zakorzenionemu w fizycznym doświadczeniu. Dlaczego ma nam zależeć na tym, żeby podążać drogą wody? Filozoficzne idee mojego ojca w połączeniu ze sposobem, w jaki żył, zainspirowały ludzi na całym świecie, w tym mnie, by zmienić życie na lepsze. A on w życiu wzorował się właśnie na naturze wody.

W swojej istocie woda płynie. Znajduje drogę, omijając (lub nawet przenikając przez) przeszkody. Mój ojciec nazwałby to „brakiem ograniczeń”. Woda dostosowuje się do warunków i otoczenia i jest gotowa ruszyć w dowolnym kierunku, w którym po prostu będzie mogła płynąć. Ta otwartość i elastyczność oznaczają, że jest w stanie permanentnej gotowości, ale jest to gotowość naturalna, ponieważ po prostu jest sobą. Być jak woda znaczy urzeczywistnić swoje najbardziej pełne, naturalne i prawdziwe ja, które pozwoli ci najgłębiej zanurzyć się w strumieniu życia, gdy będziesz szukał własnej ścieżki.

Zaufaj mi, gdy mówię, że na tych stronach znajdziesz coś dla siebie, niezależnie od tego, czy jesteś sportowcem, zajmujesz się domem i dziećmi, jesteś studentem, muzykiem, księgowym, przedsiębiorcą, policjantem czy kimkolwiek innym. Pamiętaj jednak, że zarazem nie wszystko w tej książce musi być dla ciebie. Nigdy nie należy przyjmować wszystkiego na wiarę tylko dlatego, że ktoś powiedział ci, że to prawda. To, co jest prawdą dla jednego, nie musi nią być dla drugiego – lub też ścieżka prowadząca do wspólnej prawdy może wyglądać zupełnie inaczej dla ciebie niż dla kogoś innego. Nie ma jednej rady ani jednego zestawu narzędzi, które będą równie użyteczne dla każdego. Nie mogę ci powiedzieć, co zadziała w twoim przypadku – tylko ty będziesz to wiedział, gdy spróbujesz niektóre z tych nauk zastosować. Podzielę się tu historiami dotyczącymi mojej rodziny oraz własnymi przemyśleniami, doświadczeniami i ideami. Reszta należy do ciebie. A jeśli nie znajdziesz tutaj nic pomocnego, nie poddawaj się. Na tym świecie jest wiele możliwości. Szukaj dalej, a znajdziesz to, czego szukasz.

Pokłońmy się więc sobie – metaforycznie. Każda lekcja sztuk walki zaczyna się od ukłonu. To nie kwestia podległości, lecz intencji. Jestem tutaj. Przyszedłem. Słucham uważnie i jestem gotowy zacząć.

Dziękuję, że tu jesteś. Zacznijmy od poznania kilku prawd o wodzie.

Brak ograniczeń

Dlaczego koncepcja, żeby być jak woda, była tak ważną zasadą dla mojego ojca? Przecież jego podstawowe założenie, do którego doszedł, streszczające jego sztukę i życie, było w rzeczywistości takie:

Wykorzystuj „bezdroże” jako drogę, mając brak ograniczeń za jedyne ograniczenie.

Ale czyż nie oddaje to doskonale natury wody? Dla każdego, kto kiedykolwiek miał do czynienia z zaciekiem, najbardziej zaskakujące było to, jak woda dostała się do środka i pojawiła tam, gdzie się pojawiła. Czasami trzeba skuć całą ścianę albo sufit, żeby się dowiedzieć, gdzie jest źródło zacieku i którędy woda przesącza się dalej.

Niedawno doświadczyłam tego w moim biurze. Byliśmy pewni, że woda dostała się do środka od strony dachu, ale nie kapała tylko stamtąd. Pojawiała się w najróżniejszych miejscach i spływała po ścianie na piętrze. Właściciel trzykrotnie wzywał fachowca, żeby temu zaradził, ale ponieważ nie wiedzieliśmy, w którym miejscu woda dostaje się do środka, próby naprawy nie zlikwidowały źródła problemu. Cały czas więc podkładaliśmy na piętrze plandeki i wiadra, sądząc, że na dole wszystko jest względnie bezpieczne.

Potem spadł ulewny deszcz. A ponieważ woda znalazła już drogę do ściany na piętrze, po prostu kontynuowała swoją podróż w dół, trafiła na sufit pod spodem i popłynęła wzdłuż belek. Gdy wróciliśmy do biura następnego dnia, po belkach stropowych na pierwszym piętrze spływała woda – w środku dosłownie padał deszcz.

Było to dla nas stresujące, ale dlaczego zarazem tak godne podziwu z punktu widzenia wody? Cóż, była nieustraszona. Zamierzała znaleźć drogę, a nawet wiele dróg. Dążyła przed siebie, aż napotkała przeszkodę, a następnie, jeśli zachodziła taka potrzeba, zmieniała kurs i płynęła dalej. „Bezdroże” było jej drogą. Innymi słowy: wykorzystywała wszelkie sposoby. I płynęła bez ograniczeń. Mimo że od tego czasu załataliśmy dach, deszczówce nadal nie przeszkadza to w poszukiwaniu dróg, chociaż teraz robi to na zewnątrz budynku, a nie w środku. Na szczęście.

Oto podstawowa zasada, jaką kieruje się woda. Jest nie do powstrzymania. I choć słowo woda nie pada w przytoczonym wcześniej podstawowym założeniu mojego ojca, wyrażenie to doskonale reprezentuje jedną z najważniejszych prawd o wodzie. Chcę, żebyśmy razem z tym posiedzieli – woda jest niezłomna. Przez wieki rzeźbi kaniony w górach. A gdy mówię, że chcę, żebyśmy „z tym posiedzieli”, chodzi mi o to, że mamy nie tylko o tym myśleć. W końcu życie to nie jedynie ćwiczenie umysłowe. Gdy mówię „posiedź z tym”, mam na myśli: bądź z tym – rozważ to, zauważ, doświadcz tego, poczuj to i uwewnętrznij.

Myślmy o wodzie jako o niepowstrzymanej, podobnie jak wielu ludzi uważa Bruce’a Lee za niepowstrzymanego. Niezależnie od tego, czy wiesz coś o nim, czy nie, prawdopodobnie nosisz w sobie obraz heroicznego, utalentowanego twardziela, który kładł na deski swoich przeciwników – czy to w prawdziwym życiu, czy w filmach.

Polecamy: Shannon Lee „Bądź jak woda, przyjacielu”, wyd. Rebis. (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze