1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Jak przyjąć krytykę od swojego dziecka?

Warto być otwartym na krytykę ze strony dziecka i po wysłuchaniu zapytać, co się stało, że tak myśli. (Fot. iStock)
„Mamy być gotowi na wysłuchanie dziecka, gdy mówi, co mu się w nas, rodzicach, nie podoba…” – podkreśla dr Tomasz Srebnicki, psycholog, psychoterapeuta dzieci i młodzieży.

– Jesteś niesprawiedliwa! Lepiej, żebym się nie urodził, bo mnie nie kochasz!
– Córeczko, co cię doprowadziło do takich wniosków?
– Nie pozwoliłaś mi wczoraj oglądać filmu na Netfliksie!

Umieć zachować taki spokój jak rodzic z mikrodialogu, który przywołujemy powyżej… Byłoby fajnie. Zazwyczaj jednak, kiedy słyszymy coś złego o sobie od własnego dziecka, czujemy gniew. A ty mówisz, że mamy się zgodzić na to, żeby „gówniarz nas pouczał”?
Mamy się na to zgodzić. Gdy słyszymy: „Jesteś niesprawiedliwa!”, „Jesteś niedobra!”, „Lepiej, żebym się nie urodził, bo mnie nie kochasz”, czyli kiedy dziecko nam wygarnia, trzeba w pokorze je wysłuchać. I próbować zrozumieć sedno problemu, który nam w ten sposób sygnalizuje. To znaczy, że kiedy się wygada, zapytamy: „Synku, córeczko, co cię doprowadziło do takich wniosków?”. I zazwyczaj to będzie bardzo prosta odpowiedź w stylu: „Nie pozwoliłaś mi wczoraj oglądać filmu na Netfliksie” albo: „Nie kupiłaś mi nowego roweru!”.

Aha!
No właśnie. W słuchaniu nieprzyjemnych rzeczy na swój temat trzeba przyjąć, że dziecko w pewnych okresach swojego życia, zazwyczaj w wieku 8–9 lat, zaczyna już krytycznie na nas patrzeć i może jakieś nasze niedoskonałości nam wytykać.

Trzeba więc być wtedy gotowym na przyjęcie krytyki. Trzeba też się zastanowić, czy nie jesteśmy zbyt sztywni w roli rodzica. Miałem sam dowód na to, że w roli ojca czuję się chodzącą mądrością motoryzacyjną. Maks mi kiedyś powiedział: „Tata, dymi ci się z samochodu”, a ja mu na to: „To normalne w tej marce”, po czym się okazało, że pękł termostat i stąd był ten dym. Maks to zobaczył, bo wysiadł z auta, a ja w nim cały czas siedziałem. Uznałem jednak z góry, że ponieważ to ja jestem mądry i to ja się znam na samochodach, Maks musi się mylić. A poza tym, jaki dym? Przecież ja dbam o to auto!

To wydarzenie nauczyło mnie, że warto pozwolić sobie przeglądać się w oczach dziecka. Że warto traktować poważnie to, co mówi dziecko, bo jeśli nie, to możemy spłonąć we własnym aucie.

Bardzo pouczające, panie doktorze!
Właśnie. Warto też pozwalać dziecku, żeby przypominało nam w sklepie o tym, co mamy kupić. Ale też wziąć pod uwagę swoje wady, na przykład wtedy, kiedy dziecko, znając mamę, mówi: „Mamo, znowu się spóźnimy!”. Na co matka odpowiada: „Zdążymy!”.

Akurat!
Na pewno matka, która zaprzecza bez zastanowienia, zabija komunikację. Lepiej by zrobiła, przyjmując, że dziecko też się troszczy o różne sprawy i się z nią tym dzieli.

Może przestać się dzielić.
Tak, dlatego, kiedy mój syn tak mówi, odpowiadam: „Już idę, już pędzę”, czyli uwzględniam jego troskę o to, żeby być punktualnie. Traktuję ją poważnie.

A jeśli dziecko się spóźnia?
To nie czekaj na niego w drzwiach, żeby od razu na niego nawrzeszczeć, ale zadzwoń i zapytaj: „Synku, czy coś się stało? Miałeś być o 12.00, a jest 12.05?”. I poczekać na odpowiedź. Czasami rodzice nie uwzględniają w swoim zacietrzewieniu, że dziecko mogło złamać nogę i dlatego się spóźnia, i tylko w skupieniu obmyślają karę.

Pytanie w SMS-ie: „Czy wszystko w porządku?” irytuje, bo zostaje uznane za kontrolę?
Młodzież ma tendencję, żeby wszystko traktować jako przejaw kontroli i braku zaufania. Dlatego dobrze, aby dziecku wprost powiedzieć, że pewne komunikaty są wyrazem troski o nie, a nie o mnie. „Martwię się o ciebie, kiedy się spóźniasz. Zastanawiam się, czy coś się stało, czy nie potrzebujesz pomocy. Czy jesteś bezpieczny?”.

Nawet jeśli czujemy złość i myślimy, że robi to na przekór?
Tak! Niezależnie od tego, co myślimy, tak naprawdę pod spodem jest lęk o dziecko. A jeśli chcemy, by z nami rozmawiało, musimy się do tego lęku przyznać. Podobnie postępujmy, gdy chcemy przekazać dziecku jakąś krytyczną informację – starajmy się podkreślić, że chodzi o jego dobro.

Więcej w książce: „Cyfrowe dzieci” Beaty Pawłowicz i Tomasza Srebnickiego

Dr n. med. Tomasz Srebnicki: adiunkt w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, specjalista psychoterapii dzieci i młodzieży, certyfikowany superwizor-dydaktyk, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, wykładowca w Szkole Psychoterapii Centrum CBT-EDU. Pracuje w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego w Warszawie. Prywatnie ojciec 11-letniego Maksa.

Cyfrowe dzieci Beata Pawłowicz, Tomasz Srebnicki Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze