1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Co mi służy?

(Fot. iStock)
Poznać siebie – brzmi jak luksus w dzisiejszych czasach, kiedy z każdej strony zarzucani jesteśmy całą masą „dobra”. Co wybrać, co nam służy, a co wręcz szkodzi albo po prostu nic nam nie daje? By to wiedzieć, konieczna jest wspomniana znajomość siebie. O tym, jak sobie pomóc, pisze Michał Niewęgłowski w książce „Polubić poniedziałki”.

”Pewnego całkiem zwyczajnego dnia szedłem po schodach do mieszkania mojego wspólnika i zastanawiałem się, po raz kolejny w życiu, dlaczego zdając sobie sprawę ze szkodliwości pewnych rzeczy, ciągle je robię. Dlaczego wracam do niewspierających nawyków mimo mniej lub bardziej bolesnych lekcji, które dostaję w konsekwencji swoich wyborów. I na tych schodach, ot, tak, coś mi kliknęło. Był to RAP, czyli reduktor aktywnych pragnień – tabelka, która pozwala odróżnić potrzeby od pragnień.

Na początku, w krótkich żołnierskich słowach, przypomnę różnicę między nimi. Potrzeby płyną naturalnie z wewnątrz i są głosem służącym zadbaniu o siebie w sprzyjający nam sposób. Pragnienia zaś są wynikiem przyjęcia zewnętrznej narracji, na przykład oczekiwań rodziców lub norm społecznych, i uznania ich za własne.

Słuchanie i realizacja naturalnych potrzeb wspiera nas (choć często bywa mało efektowna), a próba zadośćuczynienia pragnieniom (choć bywa efektowna) nie przynosi bliskości ze sobą i trwałej satysfakcji…” –tłumaczy autor.

Życie w rytmie RAP

O co chodzi? By zrozumieć ideę Michała Niewęgłowskiego, trzeba wiedzieć, że możemy wyróżnić cztery kategorie działań, wyborów:

1. LiS – lubię i mi służą.

To może być niewyczynowe, regularne bieganie. Gotowanie w domu zdrowych potraw. Taniec, joga, spacery. Spędzanie wartościowego czasu z dziećmi. Może praca na etacie, bo bycie przedsiębiorcą nadmiernie stresuje, a może właśnie własny start-up, bo praca dla kogoś męczy. Słowem: coś, co lubisz robić w danym momencie i jednocześnie służy ci długofalowo.

W tej kategorii są: potrzeby w równowadze.

2. NLaS – nie lubię, ale mi służą.

Nie da się zorganizować życia tak, żeby było tylko fajnie. Życie to taniec przeciwieństw. Jeśli wybrałeś w kategorii pierwszej pracę na etacie, to pomimo niechęci do porannego wstawania masz świadomość, że z tym wiąże się etat, który ci służy.
Jeśli masz własny start-up, to choć księgowość i przepisy podatkowe nużą cię potężnie, to ich znajomość i ogarnianie jest nieodzowne do prowadzenia biznesu – przynajmniej dopóki nie będzie cię stać na kogoś, kto zrobi to za ciebie. Jeżeli służą ci bieganie i dobra forma, to biegasz, gdy jest słota, choć tak naprawdę nie przepadasz za taką pogodą. Innymi słowy: w tej kategorii są rzeczy, które wymagają od ciebie pewnej dyscypliny, mogą nie dawać szczególnej frajdy, ale ich robienie ci służy.

Są to: potrzeby w dyscyplinie.

3. LaNS – lubię, ale mi nie służą.

W tej kategorii jest mnóstwo ciekawych rzeczy, często takich, które budzą uznanie innych. Lubisz się napić, ale na drugi dzień masz kaca, a dzieci dziwnie na ciebie patrzą. Kręci cię przygodny seks, choć już przez to rozbiłeś dwie rodziny. Netflix do trzeciej nad ranem to sztos, ale potem jesteś śnięty w pracy. Kochasz rywalizację i ambitne cele zawodowe, przez co ostatnio w ogóle nie masz czasu dla siebie, dla rodziny. Lubisz rozmyślać o oświeceniu, a w tym czasie twoje długi rosną. Uwielbiasz nieróbstwo, ale czujesz potem duże zamulenie. Kręci cię dzianie się, choć finalnie robisz się nerwowy i nie możesz się na niczym skupić. Spędzasz dwie godziny dziennie na Instagramie, a potem brak ci czasu na basen, który cię uspokaja. Masz czteropokojowe mieszkanie na Mokotowie, choć kredyt snuje się za tobą jak cień. Lubisz się izolować od świata mimo poczucia nieuczestniczenia w życiu… Chcesz podać przykłady ze swojego życia? W tej kategorii są rzeczy, których robienie lub nierobienie, owszem, dostarcza początkowo przyjemności, jest jednak opodatkowane i ostatecznie, z perspektywy czasu, koszt jest większy niż przyjemność. Chwilowa przyjemność zamiast trwałej satysfakcji.

Do tej kategorii zalicza się: pragnienia podkręcające.

4. NLiNS – nie lubię i mi nie służą.

Przykłady: Tkwienie w toksycznej relacji – nie jest dobrze ani teraz, ani nie będzie później. Praca, do której chodzisz od roku z ciężkim sercem, dodatkowo nie przynosi żadnego spełnienia ani żadnych perspektyw. Uzależnienia – kiedy zażywanie danej substancji już nawet nie cieszy, a tylko mocniej pogrąża w nałogu. Uparte trwanie w jakimś konflikcie. Odruchowe skrolowanie Facebooka, które głównie tylko wkurza albo otępia. Słowem: rzeczy, których robienie nie daje ci przyjemności i zarazem długofalowo nie wspiera.

Są to: pragnienia dołujące.

Kiedy już stworzysz autorską tabelę z czterema obszarami: lubię/nie lubię oraz służy/nie służy i wypełnisz ją szczerze, bez hackowania siebie (co zaznacza autor), możesz ocenić: „Gdzie lokujesz energię. Działania z której kategorii zajmują ci najwięcej uwagi, czasu. Czy w kategoriach, które ci służą, czy nie? Jesteś bliżej potrzeb czy pragnień? Jak to dotychczas wyglądało w twoim życiu? Co z tego, co robisz teraz, może wpłynąć na ciebie w przyszłości?

RAP nie jest żadną sztywną regułą czy metodologią. Każdy ma swoje życie i swoją szczerość do dyspozycji, dzięki której może poczuć, co mu służy, a co nie. W jakich proporcjach i kiedy zastosować to w swoim życiu lub tego nie zastosować. Sprawy z tabeli mogą też migrować między polami w zależności od tego, co z tym robimy, i ze względu na dany życiowy etap. Zrobienie RAP-u pomaga odsiać, lub przynajmniej zrobić krok w kierunku odsiania, tego, co naturalnie nasze, od tego, co zrosło się z nami, a jest wynikiem interioryzacji zewnętrznej narracji: na przykład rodzinnej czy społecznej…” – pisze Michał Niewęgłowski.

„Policz” zasoby

„Kiedy już uporządkowałeś to, co ci służy, co nie służy, umiesz dosłyszeć sygnały, warto zastosować tę wiedzę w zarządzaniu… czterema podstawowymi zasobami. W gruncie rzeczy w życiu istotne są cztery zasoby: czas, pieniądze, zdrowie i miłość (miłość jako postawa).

Dlaczego nazywamy je zasobami? Każdym z nich można zarządzać. Jeśli da się czymś zarządzić, możemy to nazywać zasobem, nawet jeśli, jak w przypadku zdrowia i miłości, jest to mało policzalne. Na co dzień bardzo często nie zauważamy, jak wiele sprowadza się do zasobów. Jeśli mamy odłożony kapitał finansowy, to sześć miesięcy przerwy w przychodach spowodowanej koronawirusem jest łatwiejszych do zarządzania niż przy braku zasobów. Przy dobrym zdrowiu łatwiej przejdziemy różne choroby czy skutki zmęczenia. Skumulowany kapitał spokoju daje większą łatwość nawigacji między życiowymi wyzwaniami.

Czas – gdy go brak i jeszcze dodatkowo dzieje się coś niespodziewanego i ważnego, to zaczyna palić nam się grunt pod nogami. By wrócić na dobry tor, potrzebujemy zasobów spokoju, pieniędzy lub zdrowia, kompensując brak czasu i konsekwencje z tego wynikłe. Gdy mamy zapas czasu, jest z czego czerpać. Kiedy dzieje się coś niespodziewanego, a my mamy rezerwę czasową, większość spraw załatwimy bez dodatkowego napięcia.

Braki w którymkolwiek z zasobów będziemy kompensowali innymi zasobami. Jeśli jest z czego. Dlatego dobrze, gdy między zasobami panuje równowaga. Ta równowaga jest dynamiczna, zależna od etapu w życiu, nie jest wartością stałą. Ponadto gdy brakuje któregoś z zasobów, nie osiągniemy pełnej satysfakcji. Czas i pieniądze przy braku miłości to życie mało soczyste. Gdy miłość kwitnie i pieniądze są, a czasu deficyt, to nie ma kiedy się tym wszystkim cieszyć. Bez pieniędzy zaś bujamy w obłokach i, najprawdopodobniej, unikamy odpowiedzialności za siebie. Bez zdrowia trudno w pełni cieszyć się pozostałymi zasobami” – pisze autor.

Więcej znajdziesz w książce „Polubić poniedziałki” Michała Niewęgłowskiego.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze