1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Sojuszniczki, nie rywalki. Rozmowa z autorkami pierwszego w Polsce raportu o siostrzeństwie

„Najlepsza dieta na świecie: daj wsparcie drugiej kobiecie”. Cytat z Marty Frej.(Fot. iStock)
Krąg przemocy, której doświadczamy od innych kobiet, może zostać przerwany. Każda z nas może to zrobić – przekonują doktor Sandra Frydrysiak z Uniwersytetu SWPS i Marta Majchrzak z Herstories, które wspólnie z agencją Zymetria przygotowały pierwszy w Polsce raport na temat siostrzeństwa.

Jak wynika z waszego raportu, wprawdzie tylko 27 proc. badanych słyszało o siostrzeństwie, ale za to 45 proc. przeczuwa, czym ono jest, albo na co dzień je praktykuje. Jak to jest badać coś, co jest, a jednocześnie go nie ma?
Marta Majchrzak: Na pewno jest ciekawie. I pioniersko. Zacznijmy od samego słowa „siostrzeństwo”, które w języku polskim do tej pory nie tyle było nieobecne, ile raczej nie było używane. I – co potwierdził nasz projekt – jest w jakimś sensie nadal puste. Kiedy ludzie słyszą „siostrzeństwo”, mają głównie skojarzenia z rodziną czy rodzeństwem, czyli z więzami krwi, a konkretnie z więzią siostrzaną.

Sandra Frydrysiak: Ale kiedy przedstawiałyśmy im znaczenie tego słowa, czyli: wspólnotę, porozumienie i solidarność między kobietami, niezależnie od stopnia spokrewnienia, odpowiadali: „Aaa, to ja wiem, o co chodzi”. Stąd te 45 proc.
Tymczasem z moich notatek na podstawie hasła Agnieszki Mrozik dla siostrzeństwa w „Encyklopedii gender” wynika, że już w pierwszej połowie XIX wieku poetka Narcyza Żmichowska opisywała specyficzny typ więzi i przyjaźni między kobietami, który nazywała posiestrzeniem. W kręgach akademickich, w dyskursie studiów nad kobietami, siostrzeństwo, czyli sisterhood, jest kategorią drugiej fali feminizmu lat 60. i 70. w kulturze anglosaskiej. Zostało wtedy uznane wręcz za strategię polityczną. Zakładało bowiem sojusz pomiędzy kobietami, który miał na celu zmianę społeczną. Było w nim założenie, o którym mówiła między innymi Gloria Steinem, że wszystkie kobiety doświadczają tych samych opresji ze strony kultury patriarchalnej. Dlatego musimy się zrzeszyć, postawić i wtedy ten patriarchat obalimy. Chwilę potem, w latach 80., przyszła krytyka tej postawy, bo słusznie zauważono, że dotyczy to jedynie pewnej grupy kobiet, znacznie uprzywilejowanej, czyli głównie białych, heteroseksualnych, wywodzących się z klasy średniej. A co z kobietami podpadającymi pod inne kategorie rasowe, klasowe czy psychoseksualne? One doświadczają tej opresji jednak zupełnie inaczej.

M.M.: Dlatego też, wiedząc o tym, próbujemy rozmawiać o siostrzeństwie w Polsce w taki sposób, by nikogo nie wykluczać. Bo doświadczenia kobiet, choć są do siebie podobne, stanowią bardzo szerokie spektrum.
Na pewno kobietom w Polsce bardzo brakuje poczucia więzi z innymi kobietami, kobiecej solidarności. Tęsknią za relacją, jaką obserwują u mężczyzn. Mają wrażenie, że oni jednak lepiej się między sobą dogadują, wspierają się, podczas gdy my toczymy ze sobą różne spory czy wojenki. W badaniu, które przeprowadzałam w 2018 roku, okazało się, że im młodsza grupa, tym bardziej odczuwa ten brak: sześć na dziesięć kobiet do 24. roku życia mówiło, że czują, że inne kobiety cieszą się z ich porażek. Mocny wynik. Poczułam, że to jest też o mnie. Bo w przeszłości wiele kobiet traktowało mnie źle, ale też zdarzało się, że im tę złą energię oddawałam. Pomyślałam, że skoro poczucie braku solidarności jest tak powszechnym doświadczeniem, to dobrze byłoby się temu przyjrzeć bliżej. W 2019 roku razem z Natalią Sosin-Krosnowską i Marianną Grzywaczewską zrobiłyśmy wydarzenie Sisters of Europe Polska, na którym razem z uczestniczkami przyglądałyśmy się zjawisku siostrzeństwa. Bo relacja z innymi kobietami w dużym stopniu dotyczy też relacji każdej z nas ze sobą samą. Siostrzeństwo i jego brak leży w rdzeniu naszej kobiecości.

Tak jakbyśmy to siostrzeństwo utraciły, ale miały jednocześnie przeczucie, że kiedyś mogło ono świetnie funkcjonować?
M.M.: To jeden z tropów, którymi można pójść. Czyli tropem pierwotnego matriarchatu, bardziej lub mniej mitycznego. Ale można też pójść tropem rozmowy o patriarchacie i tego, że wychowuje się nas do rywalizacji ze sobą – o to, która z nas lepiej wypełnia wzorce kobiecości: jest lepszą matką, kochanką, pracownicą – oraz do rywalizacji o mężczyzn. Socjalizacja, której jesteśmy poddawane, sprawia, że wielu z nas jest trudno ufać innym kobietom i budować z nimi wspólnotę opartą na podobnych doświadczeniach życiowych. A szkoda, bo ten brak wsparcia nas osłabia.

S.F.: Muszę przyznać, że sama myślę o braku solidarności głównie akademicko i odwykłam od tego, by skupiać się też na własnych doświadczeniach, ale miałam dziś rano pewną rozmowę, która mi coś uświadomiła. Ten dotkliwy brak siostrzeństwa, który nosimy w sobie, przez to, jak jesteśmy dyscyplinowane do funkcjonowania w kulturze patriarchalnej – także poprzez poddawanie różnym rygorom naszych ciał – jest już odczuwalny od najmłodszych lat. Mnie samej przypomniało to sytuacje z liceum, w których czułam się wykluczona ze względu na wygląd.

M.M.: Ale już sam fakt, że o tym rozmawiamy, że zastanawiamy się, co zrobić, by było nam łatwiej budować tę relację i byśmy były bardziej uwrażliwione na kobiety z innych klas społecznych, jest bardzo istotny. Niedawne protesty na ulicach, organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet i inne organizacje, były namacalnym i naocznym przejawem siostrzeństwa, ale też uświadomiły nam, jak wiele można zyskać, także politycznie, kiedy będziemy swoimi sojuszniczkami, a nie rywalkami.

A może potrzebujemy do tego wyjścia poza krąg rodziny? Polskie społeczeństwo jest nadal bardzo tradycyjne, a rodzina jest w nim największą wartością. Stąd siostrzeństwo kojarzy nam się głównie ze wsparciem w tym najbliższym kręgu. Natomiast inni ludzie, w tym inne kobiety, to są właśnie ci obcy i te obce, które niekoniecznie już ci sprzyjają. Trochę zaczęła to zmieniać kategoria rodziny z wyboru.
M.M.: Masz rację. Z mojego punktu widzenia największym problemem jest jednak patriarchat, w którym my jako dobre, „grzeczne” dziewczyny i kobiety mamy się głównie troszczyć o innych – najpierw o rodzinę, a potem ewentualnie o słabszych, mniejszych i dzieci. Nie o siebie i inne kobiety. W obowiązującym wzorcu kobiecości jest za mało siostrzeńskich przekazów. Za to pojawia się narracja o kobiecych środowiskach jako o kłębowiskach żmij, o plotkowaniu i wbijaniu sobie noża w plecy. Kiedy prowadziłam wywiady jakościowe do mojego projektu z 2018 roku, docierało do mnie mnóstwo takich treści. Jeśli się nas wychowuje we wzajemnej wrogości, to działa to potem jak samospełniająca się przepowiednia.

Ale przecież to ustawia nas na z góry przegranej pozycji. Rezygnujemy z siostrzeństwa i rywalizujemy o mężczyzn, a oni ostatecznie i tak wybierają braterstwo...
S.F.: Bo mężczyźni idą po swoje, a my zostajemy z niczym. Choć nie wszystkie kobiety to zauważają. Jakiś czas temu głośno było o wywiadzie Agnieszki Graff dla „Gazety Wyborczej”, w którym powiedziała o tym, że feminizm nie jest ideą tych, które się dostosowały. Które akceptują patriarchat i próbują na nim skorzystać, czyli próbują grać w tę grę. Marta lubi mówić, że siostrzeństwo to furtka do feminizmu, ale dostrzegamy w nim też wyciągniętą pomocną dłoń, by jakoś poradzić sobie w tym patriarchacie. Choć od razu podkreślę, że cel główny siostrzeństwa jest inny, a mianowicie zmiana dyskryminującego kobiety systemu. Siostrzeństwo jest zatem u źródła ideą feministyczną. Chodzi o to, by wzmacniać się wzajemnie „tu i teraz”, czyli też w patriarchacie, a finalnie zmienić reguły gry. Organizowanie się w polityczne sojusze celem walki o prawa reprodukcyjne; równość w obowiązkach opiekuńczych wobec dzieci i osób starszych, w prowadzeniu domu czy też równość na rynku pracy – są szalenie ważne. Równie ważne jest solidarne wsparcie mniej uprzywilejowanych kobiet; dążenie do tego, byśmy wszystkie i wszyscy – bez względu na status ekonomiczny, kolor skóry, pochodzenie etniczne, wyznanie, wiek, tożsamość psychoseksualną czy orientację polityczną – miały te same prawa i możliwości.

M.M.: Zatem siostrzeństwo to też walka, jak mówi Maja Staśko.

W końcu braterstwo, termin mu pokrewny, wykuwało się na polach walki, było braterstwem broni. My, kobiety, miałyśmy niewiele takich doświadczeń.
S.F.: Za to spędzałyśmy w swoim otoczeniu dużo czasu w domu, stąd łatwiej nam właśnie tu dostrzec siostrzeństwo. Idea braterstwa, co też warto zauważyć, została jednak ekstrapolowana na wszystkich, także na kobiety. Mamy przecież słynne francuskie hasło: „Wolność, równość, braterstwo”.

M.M.: Bardzo często słyszymy taką krytykę: po co zajmować się siostrzeństwem, skoro jest braterstwo, które też wszystkich dotyczy?

S.F.: Tyle że braterstwo zostało zbudowane w oddzieleniu od wartości i sposobów życia kobiet. Oparte na męskim doświadczeniu, a potem zuniwersalizowane. Kobiece doświadczenie wprowadza zupełnie inne wartości, na których też wszyscy mogą skorzystać, jak: opieka, troska, empatia, uważność na inne osoby, brak hierarchii, równość wszystkich jednostek, nie tylko ludzkich, wspólnotowość i współodpowiedzialność. Marzyłoby się nam, by takie właśnie siostrzeństwo też stało się wartością uniwersalną.

M.M.: Wierzymy w to, że rozmowa o siostrzeństwie, tym między kobietami, to też rozmowa o tym, że zmieniamy świat dla wszystkich. Wartości siostrzeństwa to wartości solidarności społecznej: opieka, troska, brak hierarchii, wspólnotowość, współodpowiedzialność. Mówimy o pewnej zmianie społecznej, którą praktykowanie siostrzeństwa mogłoby spowodować.

Czyli ruchy proekologiczne, strajki młodzieży byłyby działaniami w duchu siostrzeństwa?
M.M.: Absolutnie tak. I z tego, co wiem, te organizacje czy stowarzyszenia takimi właśnie wartościami na co dzień się kierują. Na przykład brak hierarchii, radykalna empatia. Taka empatia jest lekarstwem na choroby duszy, potrafi uleczyć rany, które nosimy w sobie od wczesnego dzieciństwa, a nawet te, które dziedziczymy po przodkach.

S.F.: Zobaczcie, wszystko, co nas ratowało podczas pandemii, brało się z energii siostrzeństwa: wzajemna troska, pomoc, wsparcie, rozmowy.

M.M.: Zgadza się, nawet zawody, które nas wtedy ratowały, były typowo siostrzeńskie, bo w Polsce są mocno sfeminizowane: pielęgniarki, nauczycielki. Okazało się, że naprawdę ich potrzebujemy i że to one pomagają temu światu trwać.

S.F.: Dlatego uważamy, że siostrzeństwo powinno być częścią nowego społecznego ładu, w którym pielęgnujemy i praktykujemy wspólnotowość, współodpowiedzialność, solidarność i wspieranie się nawzajem. Ale to się nie wydarzy, jeśli nie będziemy o tym mówić. Dlatego nasz cel jest nie tylko badawczy, ale i aktywistyczny. W naszym raporcie wyszło, że najmniej siostrzeństwa obserwujemy między kobietami, które różnią się statusem materialnym, pochodzeniem etnicznym, orientacją seksualną i wyznaniem.

Jaki byłby zatem pierwszy krok w kierunku praktykowania siostrzeństwa? Droga czytelniczko, zacznij od... głosowania na kobiety, zabrania głosu w obronie niesprawiedliwie potraktowanej koleżanki, spojrzenia inaczej na kobietę, której nie cierpisz?
M.M.: „Najlepsza dieta na świecie: daj wsparcie drugiej kobiecie”. To cytat z Marty Frej, który dobrze podsumowuje, jak należy zrobić ten pierwszy krok, o który pytasz. Po prostu zacząć. Można też zastanowić się nad swoją relacją z innymi kobietami. Jak nam się układało z nimi kiedyś i jak jest teraz. Na ile jest nam łatwo nie oceniać krytycznie innej kobiety, życzyć jej dobrze i wspierać, niezależnie od tego, jak bardzo się ode mnie różni. A potem podjąć wysiłek i każdego dnia oceniać ją trochę mniej. Trochę mniej się porównywać. Pracować nad tym. I niech ta praca dotyczy zarówno naszych szefowych, jak i koleżanek z pracy, naszych sprzątaczek, opiekunek do dzieci czy kobiet na ulicy, które proszą nas o 50 groszy na leki.
S.F.: Ale niech to też będzie refleksja nad tym, co zrobić dalej. Jak mogę wykorzystać swoją pozycję, by wspierać inne kobiety, niezależnie od tego, czy one mnie już wsparły, czy nie. Ale też: czy nie wyzyskuję kobiet, które zatrudniam? Każda z nas ma za uszami niesiostrzeńskie praktyki, ale i pamięta krzywdy ze strony innych kobiet.
M.M.: Krąg przemocy, której doświadczamy od innych kobiet, może zostać przerwany. Każda z nas może to zrobić. Powiedzieć sobie: „Będę starała się wspierać inne kobiety”. Można sobie dać na to określony czas. Miesiąc, pół roku... Zrobić z tego eksperyment. I zobaczyć, jak moje życie się przez to zmieni. A zmieni się na pewno.

dr Sandra Frydrysiak kulturoznawczyni i socjolożka. Pracuje naukowo na obszarach gender studies, dance studies i new media studies. Adiunktka w Instytucie Nauk Humanistycznych Uniwersytetu SWPS; Marta Majchrzak psycholożka, badaczka społeczna, ekspertka Fundacji OFF School, założycielka firmy badawczej Herstories. (Fot. Piotr Maciaszek, Albert Zawada/Agencja Gazeta)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze