1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Dlaczego mózg kocha dobre historie?

Kiedy jesteśmy zaangażowani w historię, podnosi się poziom takich hormonów jak adrenalina i dopamina, zwłaszcza gdy bohater zmaga się z trudnościami, a my kibicujemy mu, nie wiedząc jak skończą się jego zmagania. (Fot. iStock)
Nasz mózg kocha historie. I to dosłownie! W trakcie, kiedy słuchamy opowieści, pobudzane są te same części mózgu, które są szczególnie aktywne na przykład, kiedy jesteśmy zakochani (a także, kiedy pijemy alkohol, zażywamy narkotyki albo uprawiamy seks). Funkcją układu nagrody było motywowanie ludzi do podejmowania działań, które miały ułatwić przetrwanie gatunku. Można więc założyć, że ewolucja uznała opowiadanie i słuchanie historii za równie ważne, co przeżycie i rozmnażanie się.

Co jednak dzieje się z nami, gdy zanurzamy się w historię? Pamiętam moment, w którym poznałam „Cukiernię pod pierożkiem z wiśniami Clare Compton”. OK, to nie to samo, co czytanie o proustowskich magdalenkach, ale miałam wtedy osiem lat i zakochałam się w historii dwóch dziewczynek, które na pół roku, pod nieobecność ojca, wprowadzają się do babcinego domu nad cukiernią z pomalowanymi na malinowo framugami okien. W fabułę książki wplecione były przepisy. Do dziś pamiętam smak oprószonych cukrem pudrem miętówek, których nigdy nie miałam w ustach. Widzę je dokładnie, zawinięte w papierowy rożek. Tak samo jak leżące na blasze rogaliki.

Kiedy jesteśmy zaabsorbowani opowieścią, nasz mózg reaguje tak, jakby wydarzenia, o których słyszymy, naprawdę miały miejsce. Podnosi się poziom takich hormonów i neuroprzekaźników, jak: dopamina, adrenalina, oksytocyna, wazopresyna. Odczuwamy całkiem realne emocje, które mają wpływ na nasze postawy, przekonania i zachowania.

Jak do tego dochodzi?

Dzięki mechanizmowi identyfikacji z bohaterem opowieści. Jest to uczucie, którego doświadczasz, słuchając historii, jakby wszystko to, co przydarza się bohaterowi, przydarzało się tobie. Ten dreszcz ekscytacji, kiedy Grey zasłania ci oczy, paraliżujący lęk, gdy wilk pożera babcię, i przeszywający smutek, gdy umierasz razem z Małym Księciem – to według Brunona Bettelheima, znanego badacza baśni, nie żadne fantazjowanie, lecz mechanizm adaptacyjny niezbędny do przetrwania ludzkości. Identyfikacja (Cohen, 2009) nie tylko sprawia, że przeżywamy emocje, lecz także ma wpływ na to, jak postrzegamy sami siebie i jak sądzimy, że postrzegają nas inni. Dzięki wyobraźni potrafimy na moment zapomnieć, kim jesteśmy, i poczuć, jak to jest być kimś innym. Ćwiczymy tę umiejętność od dziecka i jesteśmy w stanie czuć empatię i rozumieć innych, bawić się i uczyć, odgrywać role, a także używać tej umiejętności do znajdowania innowacyjnych rozwiązań problemów.

Kto nigdy nie zarwał nocy, czytając pod kołdrą? Kto nie siedział w kinie do końca napisów, nawet tych najdrobniejszych, po to tylko, żeby „wrócić do rzeczywistości” ze świata, który przez poprzednie dwie godziny nie wydawał się wcale mniej realny niż kinowy fotel?

Melanie Green i Timothy Brock (Melanie C. Green, 2000) z Uniwersytetu w Ohio badali zjawisko przeniesienia (ang. transportation), które sprawia, że kiedy słuchasz historii, stajesz się niemal jej częścią, „przenosisz się” do alternatywnej rzeczywistości. Emocje, które odczuwasz, są całkowicie prawdziwe, nawet jeśli wywołane historią, która nigdy nie wydarzyła się w rzeczywistości. Cała twoja uwaga jest skoncentrowana na tym, co przeżywają bohaterowie. A większość z nas wykazuje potrzebę wpływania na ich losy (kibicujemy bohaterowi) albo przynajmniej na zakończenie opowieści. Prowadzone w latach 90. badania uchwyciły popularną aktywność, czyli wymyślanie sposobów na zmianę zakończenia opowieści, jeśli to zapisane nie jest po myśli czytelnika. Ba, dzięki poruszającej historii możesz zmienić swoje poglądy, a nawet zachowania w całkiem rzeczywistym świecie.

I, co ciekawe, można przewidzieć w jaki sposób.

Przyjrzyjmy się przez chwilę temu, jak nasz mózg postrzega rzeczywistość. Obiektywnie rzecz biorąc świat, w którym żyjemy, to plamy kolorystyczne, doznania dotykowe, dźwiękowe, zapachowe. Chaotyczna mieszanina bodźców, które w chwili, kiedy docierają do mózgu, są porządkowane i interpretowane za pomocą schematów poznawczych. Bywają przyporządkowywane do różnych kategorii, np. bezpieczne, niebezpieczne, żywe, martwe. Rozpoznajemy w nich przedmioty i ich przeznaczenie, zwierzęta, ludzi. Część z nich budzi w nas emocje, bo mózg rozpoznaje w nich elementy rozmaitych narracji (czyli łańcucha skojarzeń przyczynowo-skutkowych) i „spodziewa się” związanych z nimi następstw. Na przykład bólu, uniesienia albo zadowolenia, pobudzenia, koncentracji. Wiemy już, że reaguje na nie podobnie, jak zareagowałby na rzeczywiste wydarzenia, generując emocje.

Na przykład kiedy słyszysz historię Bena i jego taty. Ben jest radosnym dzieckiem, uwielbia się bawić, ale jego tacie z trudnością przychodzi zabawa z synkiem. To dlatego, że Ben ma raka mózgu. Teraz, po chemioterapii, czuje się świetnie, biega i szaleje jak każdy dwulatek. Jego tata wie jednak, że Ben ma przed sobą ok. sześciu miesięcy życia. Im Ben bardziej się cieszy, tym trudniej tacie utrzymać dobry nastrój, mając świadomość, jak niewiele czasu im zostało. Czuje się tak, jakby on też miał umrzeć razem z synkiem.

Kiedy tę historię czytali uczestnicy badania prof. Paula Zaka, dyrektora Centrum Studiów nad Neuroekonomią Uniwersytetu w Clermont, czuli głównie rozpacz (ang. distress) i współczucie (ang. empathy). Równocześnie monitorowano poziom hormonów: kortyzolu i oksytocyny. Im większy dyskomfort czuli badani, im bardziej współczuli ojcu chłopca, tym wyższy był poziom oksytocyny. Naukowcy postanowili to wykorzystać (naukowcy to ludzie bez sentymentów) i sprawdzić, czy wysłuchanie fikcyjnej, choć prawdopodobnej, historii może zmienić zachowania słuchaczy. Wręczyli badanym pewną kwotę, pozwalając im zatrzymać ją lub przekazać na rzecz fundacji wspierającej badania nad chorobami onkologicznymi u dzieci. Po wysłuchaniu historii pobierali od badanych próbki krwi i badali poziom kortyzolu – hormonu wydzielanego podczas doświadczania stresu, który ułatwia koncentrację, i oksytocyny – „hormonu przywiązania”, sprzyjającego empatii. Okazało się, że mieszanka kortyzolu i oksytocyny otwiera serca i portfele, jednak to wysokość poziomu oksytocyny pozwala przewidzieć prawdopodobieństwo, a nawet wysokość datków.

Kiedy jesteśmy zaangażowani w historię, podnosi się także poziom takich hormonów jak adrenalina i dopamina, zwłaszcza gdy bohater zmaga się z trudnościami, a my kibicujemy mu, nie wiedząc, jak skończą się jego zmagania. Podobnie jest w przypadku, gdy sami robimy ekscytujące rzeczy o niepewnym zakończeniu – skok na bungee, wyścigi w workach albo flirt.
Poziom endorfin wzrasta zaś, kiedy jest nam po prostu przyjemnie, czujemy się zrelaksowani i usatysfakcjonowani, na przykład żartem albo szczęśliwym zakończeniem.

Kluczowe jest jednak potwierdzenie, że fikcyjne opowieści wpływają na zmianę zachowania ludzi w rzeczywistości. Twoje też! I dlatego są nam tak potrzebne, dlatego poświęcamy im czas i jesteśmy w stanie słono za nie płacić.

Fragment książki: „Jak mówić o sobie dobrze” Aleksandry Więckiej

Aleksandra Więcka: story designer, dziennikarka, socjolożka. Moderator design thinking. Łączy storytelling z design thinking i treningiem kreatywności. Uczy innych, jak opowiadać o sobie, markach, firmach. Absolwentka Laboratorium Dramatu i Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej. Wykłada w School of Form w Poznaniu oraz na SWPS i Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Jak mówić o sobie dobrze Aleksandra Więcka Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze