1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Mniej wysiłku i lepsze wyniki w pracy? To możliwe!

Amerykański strateg biznesowy i doradca Greg McKeown zapewnia, że można osiągać zamierzone cele, wkładając w to tylko tyle wysiłku, ile trzeba. Koniec z przemęczeniem i przepracowaniem. (Fot. iStock)
Podczas gdy przez nasz kraj przetacza się dyskusja na temat tego, czy 16-godzinny dzień pracy jest niezbędny do osiągnięcia sukcesu, Greg McKeown formułuje ciekawą tezę: wkładając mniej wysiłku, można osiągnąć lepsze wyniki.

Ten amerykański strateg biznesowy, doradca i mówca motywacyjny zasłynął książką „Esencjalista”. Pisał w niej o tym, jak dokonywać właściwych wyborów rzeczy, w które inwestujemy swoje siły i zasoby. W kolejnej książce postanowił pokazać, jak robić to we właściwy sposób. Czyli taki, który nas nie nadużywa. Bo można osiągać zamierzone cele, wkładając w to tylko tyle wysiłku, ile trzeba. Koniec z przemęczeniem, przepracowaniem i frustracją!

Obietnica

Książkę „To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne” (wyd. MT Biznes) otwiera historia Patricka McGinnisa, który „zrobił wszystko, czego od niego oczekiwano”. Skończył uznane uczelnie, zatrudnił się w renomowanej firmie z sektora finansów i ubezpieczeń. Siedział w pracy od rana do wieczora, czasem przepracowując 80 godzin w ciągu tygodnia. Nigdy nie wychodził z biura przed swoim szefem, nie brał zwolnień zdrowotnych i podróżował służbowo częściej niż prywatnie. Nauczono go, że ciężka praca jest kluczem do sukcesu. On to przekonanie jeszcze rozwinął, bo jego zdaniem już sama ciężka praca była sukcesem. Jeśli ktoś nie siedział wieczorem w biurze, widocznie nie był nikim ważnym – tak uważał. Aż do pewnego dnia, kiedy firma, w której pracował, zbankrutowała. To był dla niego cios. Okazało się bowiem, że wszystkie nadgodziny, wszystkie opuszczone przyjęcia urodzinowe swoich dzieci i niewzięte urlopy – wcale mu się nie zwrócą. W efekcie podupadł na zdrowiu – także psychicznie. Obiecał sobie (i Bogu), że jeśli przetrwa ten okres, gruntownie zmieni swoje podejście do pracy. I zrobił to.

Zrezygnował z etatu na rzecz zewnętrznego doradztwa. Codziennie wracał do domu o 17. Przestał odpisywać na maile w weekendy. Zaczął biegać i lepiej się odżywiać. Zainwestował w kilka start-upów. Dziś zarabia więcej pieniędzy w połowie czasu, jaki spędzał kiedyś w pracy. W dodatku to, co robi, jest dla niego bardziej satysfakcjonujące i mniej irytujące. Zrozumiał, że kiedy nie da się już pracować więcej, trzeba znaleźć inną drogę.

Mniej

To naturalne, że w życiu mamy momenty, kiedy pracujemy więcej, bardziej się staramy, spinamy – oraz takie, gdy odpoczywamy, regenerujemy się, ładujemy baterie. Jak zauważa McKeown, obecnie doszło jednak do chorej sytuacji – coraz więcej z nas bierze coraz więcej na swoje barki. W miejsce naturalnego rytmu pojawiła się harówka bez wytchnienia. Bo skoro nie jesteśmy wykończeni, to widocznie nie robimy wystarczająco dużo.

Jednocześnie każdy z nas z pewnością doświadczył ciekawej rzeczy – że gdy przestajemy się starać ze wszystkich sił, nagle osiągamy lepsze wyniki. Albo zrobiliśmy coś raz, a efektami naszego działania mogliśmy cieszyć się bardzo długo. I właśnie o to w tej metodzie chodzi. Nie da się sprawić, by wszystko w naszym życiu odbywało się bez wysiłku, ale można zadać sobie pytanie: czy to naprawdę musi być takie trudne?

Czyli po pierwsze – upraszczanie. W wielu osobach hasło, by pracować lżej, może budzić opór. Przecież to lenistwo! I głupota – kiedy my będziemy pracować mniej, inni nas przegonią! Ale McKeown tłumaczy: osiąganie celów bez wysiłku nie jest przejawem braku ambicji – jest oznaką sprytu. Poza tym nasz mózg ma naturalną tendencję do upraszczania rzeczy i chodzenia na skróty. Stąd powiedzenie „iść po linii najmniejszego oporu”, używane często pogardliwie jako komentarz do działania, które nie było odpowiednio przygotowane, skomplikowane czy ambitne. Z drugiej strony – czy nie zdarzyło nam się przekombinować, przesadzić z czymś, przestrzelić, za bardzo się postarać? I w efekcie zawalić sprawę? McKeown wyznaje: „Zrozumiałem, że niemal za każdą porażką w moim życiu kryje się ten sam błąd. Kiedy mi się coś nie udawało, rzadko działo się tak dlatego, że za słabo się starałem. Zwykle właśnie starałem się za bardzo”.

Po drugie, wprowadzanie siebie w odpowiedni stan – pozbawiony natłoku myśli i emocji oraz spięcia. Aby go osiągnąć, trzeba oczyścić umysł i serce. Być zrelaksowanym i spokojnym. Wtedy właśnie dzieją się cuda. Przykład? Wracasz po ciężkim dniu do domu. Zmęczona, zirytowana i z bólem głowy. Nie możesz znaleźć pilota do telewizora, dzieci działają ci na nerwy, a do tego zmywarka znów się zepsuła. Ale kiedy zjesz dobrą kolację, weźmiesz ciepły prysznic i dobrze się wyśpisz, wczorajsze problemy wydadzą się małe i śmieszne. To jest właśnie stan bez wysiłku. Jest w nim lekkość, pogoda ducha i radość.

Po trzecie, zabawa. Wiele osób uważa, że rzeczy ważne to jedno, przyjemne – drugie. Tymczasem, jak przekonuje McKeown, oddzielanie pracy od zabawy sprawia, że życie staje się trudniejsze, niż powinno być. „Weźmy na przykład Olego Kirka Christiansena, który majsterkując w pustym magazynie, wpadł na pomysł, by przekształcić swoją upadającą stolarnię w firmę produkującą zabawki. Nazwał ją LEGO, od duńskich słów leg godt, czyli: »baw się dobrze«” – czytamy w „To proste”.

Po czwarte, odpuszczanie. Często tym, co sprawia, że rzeczy stają się dla nas trudne, jest nasze przywiązanie do myśli o tym, że są trudne. McKeown radzi, by darować sobie narzekanie, a postawić na wdzięczność. Pożegnać urazy, zrezygnować z pretensji i zaakceptować rzeczy, na które nie mamy wpływu.

Po piąte, odpoczynek. Kiedy mnożą się obowiązki, dochodzą kolejne zobowiązania lub nastaje kryzys, staramy się im sprostać i upchnąć więcej rzeczy w tym samym czasie. Dodawać, nie odejmować. Choć to może zabrzmieć paradoksalnie – lepszym rozwiązaniem jest zrobić dokładnie odwrotnie. Mniej zamiast więcej. Co potwierdzają wyniki ostatnich badań w dziedzinie fizjologii. „Najlepsi sportowcy, muzycy, szachiści i pisarze doskonalą swoje umiejętności w ten sam sposób: ćwicząc o poranku w ramach trzech sesji po 60–90 minut rozdzielonych przerwami. Ci, którzy robili mniej przerw lub były one krótsze, osiągali gorsze wyniki” – czytamy w „To proste”.

I wreszcie, po szóste, uważność. Stan bez wysiłku oznacza bycie świadomym, czujnym i obecnym, nawet kiedy wciąż bombardują nas informacje i czynniki rozpraszające. Kiedy mamy wyostrzoną uwagę, postrzegamy świat inaczej niż zwykle. Zauważamy rzeczy, które zawsze mieliśmy przed nosem, lecz wcześniej ich nie dostrzegaliśmy, ale też dajemy odczuć innym, że są dla nas ważni.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze