1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Poczucie własnej wartości to moja tarcza ochronna – mówi Marta Lech-Maciejewska, autorka bloga SuperStyler

Marta Lech-Maciejewska – specjalistka marketingu online i autorka popularnego bloga SuperStyler. (Fot. FB SuperStyler)
Lubimy być chwaleni, zauważeni, docenieni. Pragniemy uznania, szacunku, miłości. Myślimy, że to wszystko mogą nam dać inni. Owszem, mogą dać, ale mogą też odebrać. O to, co najważniejsze, czyli o poczucie własnej wartości, musimy już zadbać sami.

Marta Lech-Maciejewska, z zawodu specjalistka marketingu online i autorka popularnego bloga SuperStyler, od dwóch lat prowadzi swój biznes – produkuje jedwabne apaszki z przesłaniem. Do restauracji, w której się umawiamy, wchodzi, a raczej frunie, niczym kolorowy ptak, cała na pomarańczowo. Myślę przez chwilę, że ubiorem chciała zamanifestować temat naszej rozmowy. Ale szybko okazuje się, że w ten sposób manifestuje siebie. Bo kolorowe ubrania to jest styl od dziecka. Wychowała się w małej popegeerowskiej wsi na Mazurach. Mama, z zawodu krawcowa, sama pięknie się ubierała, a dla córki szyła sukienki ze starych zasłon.

– Zawsze mnie to wyróżniało, ale też mi pomagało, bo byłam nieśmiała, miałam dużą wadę wzroku, z tego powodu trochę mnie wyśmiewano. Kolory stanowiły dla mnie coś w rodzaju tarczy ochronnej, dodawały pewności siebie, której wtedy nie miałam.

Rodzi szacunek do siebie i innych

Pewność siebie koreluje z fundamentalną ludzką potrzebą, na której – jak podkreślają psychologowie – opiera się cała konstrukcja naszego życia, czyli z poczuciem własnej wartości. Co to takiego?

Barbara Wójcik, współautorka książki „Zarządzanie sobą”, była trenerka umiejętności psychospołecznych: – To szczególny stosunek do siebie samego, o podłożu emocjonalnym, na który składają się dwie jakości: poczucie godności i wysoka samoocena. Najpierw doświadczam szacunku do siebie jako osoby i uznaję swoje prawo do istnienia, a dopiero na tym fundamencie buduję drugi składnik – wysoką samoocenę. Pierwotne jest jednak poczucie, że jako istota ludzka jestem ważna – tak jak każdy inny człowiek, że szanuję życie swoje i innych. Nowoczesne społeczeństwa wyrażają ten szacunek w swoim prawodawstwie – wobec prawa jesteśmy równi, w czasie katastrof ratuje się wszystkich, nie wybierając, komu udzielać pomocy w pierwszej kolejności. O tak rozumiane poczucie wartości nie trzeba się starać, ono jest dane. I jeśli wiem, że mieszka we mnie cząstka, nazwę ją duchową, taka jak w każdym człowieku – niezależnie od tego, co robi ani czy jego zachowanie jest godne uznania, czy wręcz przeciwnie – to inaczej się czuję, choćbym niczego nie dokonała. Z szacunkiem patrzę na innych, bo w nich też dostrzegam tę cząstkę.

Nathaniel Branden, jeden z prekursorów badań na ten temat, w książce „6 filarów poczucia własnej wartości” pisze: „Są rzeczy, przed którymi nie ma ucieczki. Jedną z nich jest rola poczucia własnej wartości. To podstawowa ludzka potrzeba. Czyni swoje, czy o tym wiemy, czy nie. Od nas zależy, czy spróbujemy odkryć jej dynamikę, czy pozostaniemy jej nieświadomi, ale to drugie sprawi, że będziemy zagadką dla samego siebie, co pociągnie za sobą negatywne konsekwencje”.

Podobnie uważają autorzy książki „Poczucie własnej wartości” Matthew McKay i Patrick Fanning: „Ma ono decydujące znaczenie dla psychicznego przetrwania człowieka. Stanowi jego emocjonalny warunek konieczny. Bez pewnej dozy poczucia własnej wartości życie staje się niezmierne bolesne, a wiele podstawowych potrzeb pozostaje niezaspokojonych”.

Napędza samorealizację

Marta nie ma co do tego wątpliwości. Ale też wie, że poczucie wartości nie jest dane na zawsze: – Życie nauczyło mnie, że to nie jest trofeum, które zdobywamy, wpinamy sobie jak broszkę do klapy: oto już coś osiągnęliśmy i możemy iść dalej.

Jej poczucie wartości raz spadało, innym razem szybowało w górę. Kiedy przyjechała z Mazur, z małomiasteczkowymi kompleksami, na studia do tętniącej życiem stolicy, oczywiście poszło w dół. Wzrosło, gdy dziewięć lat temu założyła bloga, który szybko stał się popularny. Dzisiaj Marta ma ponad 160 tysięcy followerów na Instagramie, drugie tyle czytelników na Facebooku. Wtedy pewności siebie dodawała jej także ciekawa praca – była jedną z niewielu kobiet zajmujących się zautomatyzowaną sprzedażą reklam w przestrzeni online. I w tym męskim świecie się sprawdziła.

Siedem lat temu urodziła syna. Upragnionego, wyczekiwanego.

– Pierwszą ciążę straciłam, więc tym bardziej wydawało mi się, że od razu powinnam pokochać synka. A tak się nie wydarzyło. Zobaczyłam go i jedyne, co czułam, to poczucie winy, że go nie kocham. Lęk przed tym, że moje życie nieodwracalnie się zmieni. Przeżyłam obezwładniający baby blues, który zmiótł w pył moje poczucie własnej wartości.

Do tej pory była bardzo uporządkowaną osobą. Żyła na wysokich obrotach: w kalendarzu zaznaczała spotkania trzema różnymi kolorami, w szafie czekały przygotowane zestawy garsonek i dodatków, bo a nuż natychmiast będzie musiała wyjechać w delegację. A tu nagle pojawia się mały człowiek i pokazuje jej, że nic poza nim się nie liczy.

– Choć mój mąż bardzo mnie wspierał, choć jestem po psychologii i łatwiej mi było zrozumieć to, co się ze mną dzieje – to ciężko przeżyłam początki macierzyństwa. W tamtym momencie w moim organizmie toczyła się przeokrutna wojna, a ja nie wiedziałam, czy kiedykolwiek się skończy. Do tej pory byłam wśród ludzi, zawsze pięknie wyglądałam, a tu raptem ląduję w domu, z kołtunem na głowie i z ciałem, którego nie akceptuję. Oto nagle nikt mnie nie potrzebuje, telefon milczy. Dotychczas myślałam, że jestem niezastąpiona, a okazuje się, że świat sobie beze mnie świetnie radzi. Czułam się fatalnie fizycznie i psychicznie, moje życie legło w gruzach. Najbardziej dołowała mnie myśl, że tak będzie już zawsze, że pojawił się czynnik, czyli dziecko, którego nie mogę z życia wyeliminować, że to macierzyństwo to już na zawsze. Do tego dochodziło dołujące poczucie winy. Ubzdurałam sobie, że skoro nie mogłam urodzić syna naturalnie, to muszę go karmić piersią. Podłączałam się na długie godziny do laktatora, co organizm odczytał: „uwaga, urodziły się siedmioraczki”, i naprodukował tyle mleka, że dostałam zapalenia piersi. Wpadłam w czarną rozpacz. To wtedy najdotkliwiej zderzyłam się z niskim poczuciem własnej wartości.

Wpływa na osobiste spełnienie

Nathaniel Branden pisze, że esencją poczucia własnej wartości jest zaufanie do własnego umysłu i przekonanie, że zasługujemy na to, co dobre. Potęga takiego myślenia o sobie polega przede wszystkim na tym, że motywuje do działania. A jednocześnie zależy od tego, jak działamy. Bo działanie i samoocena pozostają w układzie zwrotnym. Mając wysoką samoocenę, jestem bardziej wytrwała w pokonywaniu trudności. Bardziej uparta i zmotywowana do osiągania celu. A gdy go osiągam – umacniam tym samym obraz samej siebie. „Wartość wysokiej samooceny nie polega wyłącznie na tym, że pozwala nam czuć się lepiej, ale że pozwala ŻYĆ lepiej” – pisze Branden.

Według niego poziom samooceny ma wielki wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia, zarówno zawodowe, jak i prywatne. W dodatku wysokie poczucie własnej wartości koreluje z innymi cechami osobowości, takimi jak: racjonalizm, realizm, intuicja, kreatywność, niezależność, elastyczność, zdolność do radzenia sobie ze zmianą, umiejętność przyznawania się do błędów, życzliwość, gotowość do współpracy. Niskie natomiast ma związek z irracjonalizmem, sztywnością, lękiem przed nowym, nieznanym, z konformizmem, uległością, wrogością wobec innych. Poszukuje bezpieczeństwa, tego, co znane i mało wymagające.

Z kolei Matthew McKay uważa, że zasadniczym budulcem poczucia własnej wartości są tak zwane podstawowe przekonania na temat siebie i wartości w świecie. Na przykład: „Radzę sobie z emocjami i opiniami innych”; „Umiem wyrażać swoje potrzeby, emocje, wyznaczać granice, odmawiać”; „Ufam sobie i innym”. Te przekonania decydują, do jakiego stopnia postrzegam się jako osobę wartościową, bezpieczną, kompetentną, silną, autonomiczną i kochaną. To one w dużej mierze dyktują mi, co mogę, a czego nie wolno mi robić, jak interpretuję wydarzenia w świecie. Od nich zależy również moje poczucie przynależności i obraz tego, jak jestem traktowana przez innych. Często jednak te przekonania ulegają wypaczeniu pod wpływem wczesnych toksycznych relacji, odrzucenia, traumatycznych doświadczeń. Wtedy postrzegam siebie jako osobę bezwartościową, pełną wad.

Jak zawalczyć o swoje poczucie wartości? Marta podkreśla, że jej pomogło działanie. Najpierw pisanie bloga, dzielenie się swoimi przeżyciami z innymi kobietami. I nagle okazało się, że podobnie ma wiele matek, o czym w tamtym czasie się nie mówiło. Podbudowała nie tylko siebie, ale i wiele kobiet.

Dziś siedmioletni Miecio i dwa lata młodszy Zygmunt nadają sens jej życiu. Kocha ich ponad wszystko, ale też realizuje się biznesowo i artystycznie. Nie wyobraża sobie życia bez pracy, bez energii, jaką jej daje. Gdy starszy syn skończył rok, wróciła do firmy, o czym marzyła. Nie uległa presji, że powinna zostać w domu dłużej. – Wreszcie poczułam, że żyję, oddycham, że jestem pełna, wartościowa. Bo dla mnie poczucie wartości to bycie w ruchu, zmiana, sprawczość. Kiedyś stawiałam sobie cel i myślałam, że jak go osiągnę, to się w tym miejscu rozsiądę i tam pozostanę. Dzisiaj dużo więcej frajdy daje mi sama droga, nawet wyboista, niż sam cel. Wolę być w procesie twórczym, poszukiwać, przekraczać swoje Rubikony. Rok temu zaczęłam uczyć się baletu. Uwielbiam kręcenie piruetów, arabeskę, ale przede wszystkim – kocham wyzwania.

Jednym z nich było tworzenie apaszek. Z misją, która polega na wzmacnianiu poczucia wartości kobiet, ich pewności siebie, samoakceptacji, praw. Wszystko zaczęło się od jednej apaszki Hermès, którą dostała od męża (razem prowadzą bloga i firmę Spadiora). Szukała pomysłów, jak ją wiązać, nagrywała filmiki i wrzucała na bloga. Kobiety zaczęły pisać: „No fajnie, ale kogo stać na apaszkę Hermès, dlaczego nie zaprojektujesz swojej?”. „No w sumie racja”, pomyślała.

Cyrk. Usiądź prosto, ucz się pilnie, popraw włosy, bądź grzeczna, ładnie się umaluj, dziewczynkom to nie przystoi. Ile razy wpadłyście w schemat bycia Kobietą? Niestety, listę nakazów i zakazów dostajemy już na sali porodowej i z każdym dniem się ona wydłuża. Chodzimy jak po sznurku, balansując pomiędzy wymaganiami a oczekiwaniami. Czy umiecie się w tym świecie odnaleźć? (Ilustratorka: Renata Krawczyk)

Wspiera życie, podnosi jego jakość

Dwa lata temu zaczęła działać: znalazła dostawców jedwabiu, graficzki, które rysują to, co ona w szczegółach wymyśli. Do tej pory stworzyła 26 zupełnie różnych wzorów apaszek – kolorowych, z brzegami ręcznie rolowanymi, każda z mocnym przekazem.

– Stworzyłam je z myślą o kobietach, które wiedzą, czego chcą, są pewne siebie, choć czasem nie mają odwagi tego zamanifestować. Śmieję się, że to taki modowy Twitter. Na przykład na apaszce o nazwie „Samoakceptacja” przed lustrem stoi dziewczyna. Szczupła, atrakcyjna, ale ona widzi siebie jako otyłą. Większość z nas tak ma: a to biust za duży, a to za mały. Chcę powiedzieć kobietom: trzymajmy same ze sobą sztamę!

Z kolei apaszka „Polki 2.0” przedstawia tłum kobiet, który pokazuje gest z podniesionym do góry palcem. Jedna z czytelniczek napisała jej, że idąc na ostatnią rozprawę rozwodową, zawiązała tę apaszkę. I to dodało jej energii, pomogło godnie zakończyć związek. Marta dostaje od dziewczyn filmiki, na których widać, jak otwierają pudełka z apaszkami i płaczą. – To niesamowite widzieć, jak działają te apaszki. Przekonałam się, że ja wspieram ich poczucie wartości, a one nakręcają moje. Nie wyobrażam sobie życia, pracy i siebie bez ludzi, bez moich obserwatorek.

Myśli nieuczesane. Ta apaszka to zbiór trosk, radości, zmartwień każdej kobiety. Pomiędzy marchewkowymi kosmykami włosów kłębią się myśli każdej z nas. Są tam złamane serca, marzenia, pragnienia i wspomnienia. Są strachy, smutki i sukcesy. Wszystko to na jednej głowie. Kto by to spamiętał? My, kobiety – z pewnością. (Ilustratorka: Renata Krawczyk)

Barbara Wójcik: – Ale korzeń poczucia własnej wartości wyrasta z oparcia w samym sobie. Jeżeli mam to oparcie, to żadna utrata czegoś czy porażka mnie nie złamie.

Dlaczego jeszcze wysokie poczucie wartości jest takie ważne? Według Brandena dlatego, że wspiera życie, podnosi jego jakość. Poszukuje wyzwań i bodźców w postaci wartościowych celów. Im więc pewniejsze poczucie własnej wartości, tym jesteśmy lepiej przygotowani, aby radzić sobie z problemami. Tym bardziej jesteśmy ambitni, nie w sensie osiągania sukcesów, ale pod względem emocjonalnym, intelektualnym, twórczym. Tym bardziej otwarcie, uczciwie i adekwatnie się komunikujemy. Tym lepiej jesteśmy przygotowani do tworzenia życiodajnych, a nie wyniszczających związków. Tym większy mamy szacunek i uczciwość wobec innych. I jak ujawniają wyniki badań – tym jesteśmy szczęśliwsi.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze