1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Żegnaj kotku! Esemes na pożegnanie – czy warto płakać po takim rozstaniu?

(Fot. iStock)
Ewa Demarczyk śpiewała: „Aż przyszedł list ten (...) »ja więcej nie powrócę już«”. Ale list to co innego niż esemes. A dziś tak się zrywa. Jak się ratować po takim „pa!”, radzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Rozstanie może być dzisiaj esemesowe, mejlowe, messengerowe. Znam kobietę, która dostała esemes: „Klucze zostawiłem w skrzynce na listy”.
Znak czasu. Przecież tak się komunikujemy: esemesowo, emotikonami, mejlami. Zobacz, ile rzeczy się dziś załatwia pocztą elektroniczną i mediami: wyznania miłosne, umawianie się na randki, uwiedzenie. Nawet kłótnie i pouczenia! No więc skoro można się tak oświadczyć, to i rozstać się też tak można. Oczywiście, pojawia się we mnie smutek, że to jednak tak mało ludzkie. Ale też mam poczucie, że media nam spowszedniały. Wszyscy tak szybko żyjemy i jest nam wygodniej zakończyć relację, która już nie rokuje.

Nam? Mężczyznom jest wygodniej!
Oni lubią załatwiać sprawy szybko i bez konsekwencji. Nie muszą wtedy patrzeć w oczy kobiecie, widzieć, że to, co robią, zadaje jej ból. Mężczyzna, który odchodzi, robi to z poczuciem ulgi. Bo skoro odchodzi, to znaczy, że ma dosyć. Znudziła go, zmęczyła, zawiodła, a może nigdy nie była specjalnie ważna. Wszystko jedno, trzeba jednak powiedzieć, dlaczego się odchodzi. Esemes to ułatwienie sprawy kompletnie nieodpowiedzialne, gówniarskie, niedojrzałe. Traktujmy z szacunkiem drugiego człowieka, ale też siebie. Przecież ten mężczyzna tę kobietę wybrał, chciał, by była dla niego ważna. Zainwestował swój czas i emocje. Wspólnie robili wiele rzeczy, wiele przeżyli. Mieli jakieś plany, marzenia. To straszliwe zubożenie też dla mężczyzny – wyrzucić kobietę, z którą żył, do śmieci, jakby była plastikową butelką!

Mocne słowa, ale myślę, że kiedy dostajemy na pożegnanie esemes, możemy się tak poczuć.
Dla mnie, jako dla psycholożki i filozofki, smutne jest też to, że zanim nauczyliśmy się rozmawiać, zaczęliśmy wysyłać esemesy. Zamiast iść w stronę pogłębienia relacji, szacunku dla własnych uczuć i uczuć innych, idziemy ku ich lekceważeniu. A przecież piszemy wciąż o tym, że trzeba rozmawiać, że trzeba poznać siebie i swoje emocje. I że takim ludziom jak ci mężczyźni będzie coraz bardziej pusto i płytko. Dramatycznie wiele nic nieznaczących relacji wyjaławia serce.

W jaki sposób ma sobie poradzić kobieta, która została potraktowana jak butelka?
Przede wszystkim samą siebie potraktować z szacunkiem. A więc ucieszyć się, że uniknęła życia z dupkiem. Kimś, kto okazał się płytki i egoistyczny. Może też sobie pomyśleć, że wiele dobrych i ważnych rzeczy się między nimi nie wydarzyło, że nie czuła tej wyjątkowej jedności i bliskości, bo on nie umiał unieść tego, czym jest miłość – czyli że między dwojgiem ludzi bywa gorąco, ale też zimno, słodko, a potem znów gorzko. Chciał tylko, żeby było słodko i wygodnie. Ta kobieta ma się więc ucieszyć z takiego esemesowego biletu do wolności od bylejakości. To jednak możliwe tylko wtedy, gdy kocha a choćby lubi samą siebie.

Niewiele znam takich kobiet…
No właśnie, jeśli ta kobieta zawiesiła na tym mężczyźnie swoje oczekiwania, jeśli przekonywała samą siebie, że jest jej z nim lepiej, niż było, nie zauważała, że to nie jest uczciwy mężczyzna, to tego rozstania nie doceni! Będzie cierpiała i użyje ten esemes przeciwko sobie. Uzna, że dlatego tak się z nią obszedł bez szacunku, bo jest brzydka, głupia i tak dalej. Ale to nieprawda! Ten mężczyzna tak samo potraktuje każdą inną kobietę. Tak ma, bo nie umie kochać. Bo nie szanuje ani siebie, ani innych. Znam też taką historię, że po trzech latach spotkań, planów na przyszłość, pomieszkiwania razem mężczyzna po prostu przestał się odzywać. Zniknął. Nie pomyślał, że ta kobieta będzie cierpieć, nie wiedząc, co się z nim stało, że będzie zadręczać się myślami: miał wypadek, zginął?

Czyli to brak empatii u mężczyzn jest powodem takich zniknięć i esemesowych rozstań?
Nie tylko u mężczyzn. Kobiety, które zawierzają szybko i łatwo mężczyznom, często żyją w iluzjach, swoich rojeniach. Kiedy dostaną taki esemes, są w rozpaczy i złości: „Przecież on mi obiecał, że zawsze będzie mnie kochał”. Tak, obiecał. Tak, nie dotrzymał słowa i odszedł. Ale czego one by oczekiwały? Czy tego, że jak się mężczyźnie spodoba inna kobieta, jak go ktoś inny zafascynuje, a nawet jak się w kimś innym zakocha – to jednak powinien zostać? Wyrzec się samego siebie, swoich uczuć, pragnień, bo obiecał? Przecież jakby tak zrobił, nikomu nie dałoby to szczęścia.

No ale wtedy byliby…
…razem? To ja dziękuję! Nie chcę miłości, która jest jak więzienie z dożywotnim wyrokiem. Ludzie mogą przestać się kochać, mogą zakochać się w kimś innym. Takie rzeczy się dzieją. Trzeba się pogodzić z rzeczywistością. Ale też rozstanie tekstem: „Kochana, mam cię dość”, „Nie czekaj, nie odezwę się już”, „Znikam, ale jak mi się zachce, to wrócę” – to także ucieczka od prawdy. A ona brzmi: zawsze zadajemy ból, odchodząc od tego, kto chce z nami być. Ale ten ból nie musi być aż taki. Nie wolno dobijać porzucanego człowieka, okazując mu, że nic dla nas nie znaczy.

Czy coś może usprawiedliwiać takie formy rozstania?
Jeśli mężczyzna wie, że kobieta, z którą chce się rozstać, jest z gatunku choleryczek czy histeryczek, bywa zawzięta i wciąż ma do kogoś urazy – to taka forma rozstania może go jakoś tłumaczyć. Ale wtedy powinien uczciwie napisać: „Dziękuję ci za wszystko, co było, ale więcej już nie będzie”.

Zastanówmy się, skąd taka histeria w czasie rozstania może się brać. Może stąd, że tylko kiedy mężczyzna mówi kobiecie, że jest piękna, zgrabna, że ją chce – to ona czuje się cenna? U nas nadal dziewczynki wychowuje się tak, aby uznawały ocenę mężczyzny za wyznacznik swojej wartości. W takiej sytuacji rozstanie to katastrofa.

Dlaczego mężczyźni tak lekceważą emocje kobiet, z którymi żyli?
Bywa, że kobieta się zakochuje i myśli, że mężczyzna też ją kocha, bo okazał jej zainteresowanie. Tymczasem to znaczyło tylko tyle, że chce mieć z nią romans. I nic więcej. Ale kobiety takie słowa odczytują jako wyznanie miłości na całe życie. Już zawieszają firanki. Mężczyźni czują się osaczeni.

Takim kobietom też brak empatii?
Są skupione na tym, czego one chcą i co czują. Roją sobie, czego chce mężczyzna albo co mu da szczęście. Postępują tak bezdusznie nie dlatego, że są złe i zachłanne, ale dlatego że całe życie czekają na mężczyznę, żeby z nim być. Tak je wychowano, nauczono, że są wartościowe tylko wtedy, kiedy są czyjeś. Dlatego nawet kiedy mężczyzna uczciwie mówi: „Ja ci więcej niż weekend nie mogę dać”, traktują jego słowa jako zadanie: przekonać go, żeby dał więcej.

Najlepiej wszystko.
Kobiety zaczynają wtedy mężczyznom matkować, żeby ich przekonać, że są niezbędne. A mężczyźni tego nie znoszą. Mamusie to oni już mieli. Zazwyczaj też nazbierali do tych matek wiele urazów, więc multiplikowanie tej relacji to dla nich pomyłka. Mężczyźni od tych matkujących im partnerek opędzają się jak od much. Kobiety jednak nie chcą zobaczyć, że to nie ten kontrakt, i jeszcze bardziej się starają, jeszcze więcej dają. Mężczyźnie może nawet przez jakiś czas być na rękę taki układ. Kobieta myśli więc, że ugrała swoje. Ale mężczyzna po jakimś czasie czuje się znudzony, zmęczony. No i jeśli wtedy pozna inną, taką, która jest wyzwaniem– to napisze esemes na pożegnanie.

Czyli to kobieta jest winna, że on ją tak tym esemesem zdzielił między oczy?
Ona sama siebie nie szanowała, więc i on jej nie uszanował. A wtedy jest prawdziwa tragedia, bo ona dała więcej, niż miała, a więc kiedy on odchodzi, ona zostaje z niczym, a nawet z ogromnym debetem na poczuciu wartości.

Znajoma dowiedziała się – też z esemesa – że mężczyzna, z którym mieszkała od roku, chce nadal się z nią spotykać, ale już nie jako jej partner. Chciałby mieć furtkę, gdyby spotkał kogoś ciekawszego.
Jeśli kobieta chce być uczciwa wobec siebie i wobec mężczyzny, a szuka czegoś na poważnie, to może mu podziękować. Albo zgodzić się, jeśli też chce tylko towarzystwa na weekendy. Oczywiście, może też pójść w pretensje. Ale co wtedy zyska? Nic poza tym, że zostanie z tymi pretensjami. „Mógł mi wcześniej powiedzieć, że szuka tylko zabawy, to by było uczciwie”. Zgadza się, ale może on sam tego nie wiedział? A może gdyby ona już mu nie wieszała firanek, ale odsunęła się, żeby on poczuł, że musi o nią zabiegać, to nie szukałby innej partnerki na życie? Byłoby cudownie, gdyby kobiety przestały chcieć od razu wychodzić za mąż. A tak by było, gdyby bardziej siebie ceniły. Byłoby cudownie, gdyby nie myślały, że kochają na śmierć tylko dlatego, że mają ochotę na seks.

Bywa jednak też, że autor esemesów wraca, a wtedy kobieta…
Bardzo często go przyjmuje. A on wraca, bo nie było mu tak wygodnie z tamtą. No to kupił czekoladki i ona go wpuściła. Zapytałam kobietę, która mi właśnie taką historię opowiedziała: Za ile były te czekoladki? Za 20 złotych? Speszyła się i zaczęła bronić, że przedtem nic jej nie przynosił, a teraz przyniósł. No i (niestety) go wpuściła. Dlaczego to zrobiła? W tym czasie, kiedy go nie było, ona nie wzmocniła siebie, nie okazała sobie szacunku. Bo też najczęściej kobiety marnują ten czas na staranie, aby on wrócił. Nawet jeśli przychodzą wtedy na psychoterapię, to po to, żeby zapytać: „Co ja mam zrobić, żeby on wrócił?”. A powinny zapytać: „Co ja mam zrobić ze sobą, żebym nie chciała, żeby wrócił?”. Jeśli pokochałyby siebie, to mogłyby wybierać, przebierać w mężczyznach.

Powiedzmy, że on puka do drzwi. Ma te czekoladki, kwiaty. I co wtedy kobieta, która już kocha siebie, robi?
Sprawdza, dlaczego wrócił. „Co cię do mnie sprowadza?”. Usłyszy pewnie: „Jesteś jedyna…”. Nie daje się jednak uwieść. Dalej szuka prawdy: „No ale nie byłam kilka miesięcy temu. Co się stało, że teraz jestem?”. „Zrozumiałem, że to ty!”. „Dobrze, a co konkretnie zrozumiałeś?”. Niezależnie od tego, co mężczyzna powie, kobieta powinna stwierdzić: „Dajmy sobie czas”, powinna powiedzieć, na czym jej zależy. Ale jeśli ona siebie całą zawiesiła na tym mężczyźnie, od razu rzuci mu się w ramiona, bo on ją kocha. A przecież on ją zranił, zdradził, porzucił i jeszcze zlekceważył tym esemesem. Czy za to wszystko wystarczy te 20 złotych?

Dlaczego kobietom wystarczają czekoladki?
Boją się, że jak zaczną wymagać, jak będą stawiać przed mężczyzną zadania, wyzwania, to on machnie ręką i pójdzie sobie. W głębi serca one czują, że to żadna miłość. Są jednak też przekonane, że one takiej prawdziwej miłości, która przenosi góry, nie są warte. Dla kobiety esemes: „żegnaj, lalka”, powinien być jak hasło do rozpoczęcia pracy nad sobą, nad swoim poczuciem wartości, nad swoją kobiecością, nad tym, aby samej sobie dać miłość i troskę. Jeśli kobieta na tym się nie skupi, to żaden dobry związek jej się nie przytrafi. Ja bym więc w odpowiedzi na esemes „pa!” odpisała: „dziękuję!”, i odetchnęła z ulgą. Wreszcie mam czas, żeby zastanowić się nad tym, czego ja chcę, bo już nie muszę zadowalać jego! 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze