1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Wszystko, co robimy, wpływa na nasz nastrój. Chcesz być szczęśliwy – czerp z życia pełnymi garściami

Brytyjską listę 50 najważniejszych źródeł szczęścia, opracowaną kilka lat temu na podstawie ankiety, otwiera: położyć się spać w świeżej, pachnącej pościeli. Numer dwa to: poczuć, jak słońce opromienia twarz. (Fot. iStock)
Jak być szczęśliwym? Czerpać z życia pełnymi garściami! Tę banalną na pozór odpowiedź przynoszą wieloletnie badania nad jakością życia prowadzone w Norwegii. Wszystko, co robimy, czego się uczymy i co odkrywamy, wpływa bowiem na nasz nastrój – przekonuje prof. Ragnhild Bang Nes w książce „Cudowna kuracja”.

Jakie jest najważniejsze odkrycie w dziedzinie badań nad szczęściem? – takie pytanie zadano Danielowi Kahnemanowi, izraelsko-amerykańskiemu psychologowi, ekonomiście i laureatowi Nagrody Nobla. Uznał on, że jest to poznanie znaczenia genów, które odpowiadają za różnice w odczuwaniu szczęścia i zadowolenia. Ich rolę potwierdzają także najnowsze badania. W jednym z nich brała udział prof. Ragnhild Bang Nes, psycholożka, wykładowczyni na Uniwersytecie w Oslo i badaczka w Norweskim Instytucie Zdrowia Publicznego. Razem z dwoma kolegami wykorzystała dane uzyskane od ponad 50 tys. uczestników projektu „Analiza stanu zdrowia w Nord-Trøndelag” i od około ośmiu tysięcy norweskich bliźniąt. Wszyscy oni odpowiadali na te same pytania dotyczące poziomu radości i zadowolenia z życia. I jak się okazało, od 33 do 50 procent różnic w odczuwaniu szczęścia zawdzięczamy genom. To nie oznacza jednak, że niektórzy są skazani na wieczne poczucie nieszczęścia. Geny bowiem przez cały czas współdziałają z czynnikami środowiskowymi, a ich znaczenie zmienia się w zależności od otoczenia i przeżytych doświadczeń. Odpowiednie podejście do życia może sprawić, że będziemy szczęśliwi niezależnie od naszej genetyki.

W książce „Cudowna kuracja” prof. Bang Nes proponuje kilkadziesiąt technik wywołujących radość oraz dających więcej poczucia sprawczości i sensu. Z przytaczanych przez nią badań wynika, że takie ćwiczenia mają równie dobry efekt jak przyjmowanie leków antydepresyjnych, a nawet lepszy. Zatem warto spróbować!

Banalnie proste

W ramach rozgrzewki zastanów się przez chwilę, co sprawia ci najwięcej radości i kiedy czujesz się najlepiej. To nie muszą być jakieś niezwykłe rzeczy czy wydarzenia, bo okazuje się, że najwięcej szczęścia dają nam zupełnie prozaiczne sytuacje, których na co dzień nie doceniamy. Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii opublikowano listę

50 najważniejszych źródeł szczęścia, opracowaną na podstawie ankiety. Na jej szczycie znalazła się odpowiedź: położyć się spać w świeżej, pachnącej pościeli. Numerem dwa było natomiast: poczuć, jak słońce opromienia twarz. Nieco niżej znalazł się punkt: wyskoczyć z ciasnych dżinsów po zbyt obfitym posiłku. A później cała gama zmysłowych przyjemności, jak świeżo zaparzona kawa lub herbata; czekolada, która powoli rozpływa się w ustach; zapach świeżego chleba, nowej książki, samochodu albo koszonej trawy; wygodne ułożenie się na kanapie; długa kąpiel w wannie, pływanie w morzu lub jeziorze; chrzęst opadłych jesiennych liści pod stopami i przykryty świeżym śniegiem krajobraz.

Jeśli myślisz, że cały trening szczęścia opisany przez norweską psycholożkę oparty jest na takich oczywistościach, to nie bardzo się mylisz. Okazuje się jednak, że nawet to, co pozornie oczywiste, warto powtarzać w nieskończoność, bo, jak wynika z brytyjskiego badania, tylko jedna na osiem osób doświadczała co miesiąc takich prostych przebłysków przyjemności. To oznacza, że większość z nas przeżywa dni i tygodnie bez drobnych radości. Włączenie ich w codzienną rutynę i świadome celebrowanie, to ćwiczenie zaproponowane w książce „na dobry początek”.

Co cieszy wszystkich?

Chociaż przyjemność jest kwestią subiektywną, to jednak okazuje się, że istnieją uniwersalne aktywności, które są źródłem szczęścia dla większości z nas. Dowiódł tego zainicjowany przez brytyjski rząd program, którego celem było opracowanie listy popartych badaniami aktywności poprawiających jakość życia. Grupa robocza, której przydzielono to zadanie, przekopała się przez setki raportów i artykułów naukowych, aż w końcu odkryła najważniejsze, ogólnoludzkie źródła codziennej radości, czyli: budowanie relacji, bycie aktywnym, bycie uważnym, ciągłe uczenie się i dawanie. I znów w sumie nie dokonano żadnych przełomowych odkryć. A może jednak tak, bo przecież w codziennym zabieganiu często myślimy, że szczęście i radość mają związek z dobrami materialnymi i jakimiś szczególnymi osiągnięciami. Tymczasem te pięć mało odkrywczych, codziennych aktywności dostarcza więcej zadowolenia z życia niż większy dom i droższy samochód razem wzięte. W dodatku są one dostępne absolutnie dla wszystkich, można z nich korzystać wszędzie i bardzo łatwo je ze sobą połączyć. „Możesz na przykład iść na spacer z przyjacielem, nauczyć się czegoś nowego z dziećmi albo wypróbować nowy przepis, skupiając się maksymalnie na tym, co robisz” – podsuwa prof. Ragnhild Bang Nes. I radzi od czasu do czasu wprowadzać drobne urozmaicenia, by uniknąć tzw. adaptacji hedonistycznej. Bo jeśli te same aktywności wykonujemy ciągle według jednego schematu, z czasem zaczynają sprawiać coraz mniej radości. Przyzwyczajamy się niemal do wszystkiego i dlatego nieustannie potrzebujemy urozmaicenia. A to kolejna wskazówka dla poszukiwaczy szczęścia: zmienność i różnorodność cieszą.

Szczęście poza kontrolą

Zasilanie swojego konta szczęścia ulubionymi przyjemnościami, aktywnościami i relacjami poprawia jakość życia, nastrój, a nawet zdrowie. Jeśli jednak szukasz głębokiej radości, stale obecnej w życiu, nie możesz opierać się na przebłyskach słońca, smaku rozpływającej się w ustach czekolady, świeżo wyprasowanej pościeli, idealnie urządzonym mieszkaniu czy wyśnionym partnerze życiowym. Dlaczego? Bo wszystko to podlega nieustannej zmianie. „Kiedy rozpaczliwie szukasz bajkowych przeżyć w nadziei, że będą trwały wiecznie, oszukujesz sama siebie. Tańcząc z życiem, musisz być elastyczna, otwarta, akceptująca rzeczywistość i nie za mocno przywiązana do swoich oczekiwań” – czytamy w „Cudownej kuracji”. Jej autorka przestrzega: „Dopóki bardzo zależy ci na tym, żeby twoim dzieciom dobrze się wiodło, żebyś była zdrowa, odniosła sukces w pracy i doczekała złotych godów, dopóty szczęście będzie przypominało statek dryfujący bez kotwicy. Łatwo zapomnieć, że to, co posiadamy, relacje, myśli, radości i obawy, jedynie ubarwia życie, ale nim nie jest. Dlatego wielka siła tkwi w tym, by wiedzieć i akceptować to, że rzeczy i chwile mogą ulec zmianie i że prędzej czy później to właśnie nastąpi. Gdy przestaniesz stawiać opór życiu, poczujesz spokój, a co najważniejsze, uwolnisz się od złości, stresu, lęku i smutku – najczęstszych złodziei szczęścia”.

Rozwiązanie polega więc na tym, by starać się mniej kontrolować to, jak kochasz i przywiązujesz się do otoczenia, unikać myślenia o różnych sytuacjach życiowych jako dobrych lub złych, a starać się je widzieć takimi, jakie są.

To ma sens!

Niektórzy ludzie twierdzą, że wyobrażają sobie życie bez szczęścia, ale gdyby straciło ono sens, byłoby naprawdę kiepsko. Do tego grona należy m.in. Viktor Emil Frankl, austriacki pisarz, psychiatra, twórca logoterapii. W opartej na swoich traumatycznych doświadczeniach wojennych książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” przedstawił śmiałą tezę. Według niego różnica między tymi, którzy przeżyli obóz koncentracyjny, a tymi, którzy w nim zginęli, nie miała wcale związku z kondycją i odpornością fizyczną. Przetrwali ci, którzy mieli swoją wizję przyszłości. Zdaniem Frankla poszukiwanie sensu ma decydujące znaczenie dla jakości życia i zdrowia psychicznego, bo ludzie, którzy dostrzegają sens, zwykle są bardziej zadowoleni, nawet jeśli los ich nie rozpieszcza. Kilkanaście lat później udowodniono związek między zdrowiem fizycznym a sensem życia. Naukowcy z Wielkiej Brytanii przeprowadzili obszerne badanie, z którego wynika, że osoby dostrzegające w życiu głęboki sens, są o 30 procent mniej narażone na przedwczesny zgon. Jak to wytłumaczyć? Być może chodzi o to, że poczucie sensu łagodzi stres, co ma pozytywny wpływ na zdrowie. A może ludzie, którzy doświadczają sensu, częściej prowadzą zdrowszy tryb życia? Z doświadczeń autorki „Cudownej kuracji” wynika jednak, że szczęśliwe życie i to wypełnione sensem mogą się czasami wykluczać. Na przykład wielu ludzi czuje się mniej szczęśliwymi, kiedy na świat przychodzą ich dzieci. To niepopularna teza, ale potwierdza ją badanie norweskich matek, ojców i dzieci, przeprowadzone na 114 tysiącach rodziców. Zespół

prof. Ragnhild Bang Nes odkrył, że zadowolenie młodych mam, zarówno w stosunku do ich partnerów, jak i życia w rozumieniu ogólnym, po porodzie wyraźnie spada, a jednak wiele z nich twierdzi, że dziecko i stworzenie rodziny nadaje ich życiu sens.

Pomóż szczęściu

Dla wielu osób sensem życia jest pomaganie innym. I to właśnie one, zgodnie z teorią przedstawioną w książce, znalazły klucz do szczęścia. Dawanie, wspieranie się i współpraca to coś, co u ludzi jest niemal odruchem bezwarunkowym. „Jesteśmy istotami stadnymi, rozwijaliśmy się we wspólnocie i nie poradzilibyśmy sobie z codziennymi problemami, gdybyśmy nie okazywali sobie wsparcia” – pisze badaczka, dodając, że w związku z tym nie ma nic zaskakującego w tym, że prospołeczne działania są ściśle powiązane z układem nagrody w naszym mózgu. Pokazują to liczne eksperymenty z udziałem dzieci, które naprawdę wyrażają większą radość, dając słodycze kolegom, niż je otrzymując. „To samo dotyczy wielu dorosłych. Ludzie, którzy oddają pieniądze innym, czują się szczęśliwsi od tych, którzy wydają je na siebie. Hojność wywołuje poczucie radości u tego, kto daje i jest jednym z najważniejszych źródeł szczęścia, jakie znamy” – puentuje. To właśnie dlatego tak chętnie wspieramy kampanie społeczne, oddajemy krew, kwestujemy na rzecz chorych, pomagamy uchodźcom, ocieramy łzy przyjaciołom i spieszymy na pomoc ofiarom wypadków. Wszystko to wywołuje te same pozytywne emocje, co seks, dobre jedzenie i inne przyjemności. Czyni nas po prostu szczęśliwszymi.

Mniej oczekuj, więcej doceniaj

Wyobraź sobie, że dajesz z siebie wszystko, a mimo to na zawodach, do których trenujesz od lat, zajmujesz drugie miejsce. Cieszysz się czy jesteś rozczarowana? Badacze Victoria Medvec i Thomas Gilovich z Uniwersytetu Cornella w Stanach Zjednoczonych postanowili sprawdzić, jak działa tzw. myślenie kontrfaktyczne. Przyjrzeli się więc dokładnie sportowcom biorącym udział w Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Ustalili, że złoci i brązowi medaliści niemal zawsze uśmiechali się szeroko, gdy ogłoszono ostateczne lokaty. Natomiast na twarzach srebrnych medalistów nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Dlaczego? Bo szczęście nieodłącznie wiąże się z naszymi oczekiwaniami, punktem odniesienia i tym, na czym się skupiamy. Jeśli więc ciągle myślisz jak srebrni medaliści, dni wydają się pasmem porażek. A tak się składa, że większość z nas ma skłonność do tego, by wciąż rozmyślać o tym, co można było zrobić lepiej, zamiast skupić się na tym, co wyszło wystarczająco dobrze. Rozwiązanie? Myśl jak brązowi medaliści. Porównuj to, gdzie jesteś i co osiągnęłaś, z tym, co mogło pójść gorzej, albo skup się na samym osiągnięciu. Prawdziwi szczęściarze nie zapominają także o wdzięczności. „Kiedy świadomie zaczynasz zwracać uwagę na to, co dobrego spotyka cię w życiu i wyrażasz za to wdzięczność, zyskujesz zdrowie i radość – podkreśla prof. Bang Nes. – Wdzięczność obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu, zmniejsza odczuwanie bólu i obniża ciśnienie krwi. Wywołuje także pozytywne emocje, optymizm i poczucie sprawstwa”.

Jest jeszcze coś. Kiedy wyrażasz wdzięczność, pielęgnujesz także relacje, bo pokazujesz, że inni są dla ciebie ważni. Praktykowanie wdzięczności uznano za jedno z najważniejszych i najdokładniej przebadanych ćwiczeń na szczęście, które pozytywnie wpływa na nasze życie we wszystkich jego aspektach. Każdy musi jednak znaleźć „dyscyplinę”, w której czuje się najlepiej, i systematycznie trenować, bo – jak twierdzi prof. Ragnhild Bang Nes – szczęście to nie stacja końcowa, do której dojeżdżasz raz na zawsze, a nieustająca podróż, wymagająca zmiany stylu życia, otwartości, obecności i ciągłej pracy nad sobą. Nie przerywaj jej, choćby wszystko wokół się waliło i paliło, bo nigdy, nawet po druzgocących kryzysach, nie tracimy zdolności do odczuwania szczęścia. Jest ono niemal nieuniknioną częścią naszego życia.

Polecamy książkę: „Cudowna kuracja”, wyd. Smak Słowa.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze