1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Głęboka medytacja – jak wpływa na przebudzenie intuicji?

Wchodząc w stan obecności, przestajemy myśleć. Odpowiedzi, które do nas płyną, nie mają na celu zapewnienia nam zysku. Taki cel mają podpowiedzi pochodzące z naszego umysłu lub nieświadomości. (Fot. iStock)
Z roku na rok jest coraz bardziej modna. Mówi się o niej jako o świetnym sposobie na relaks oraz rozwój. Nic dziwnego, że zainteresowanie medytacją wzrosło znacznie od wybuchu pandemii, a teraz także wojny. Psychoterapeutka Jolanta Toporowicz mówi jednak o takiej praktyce, która pomaga podejmować właściwe decyzje i iść za podszeptem intuicji.

Czy praktyka medytacji, którą opisuje Pani w książce „MapaJa”, to autorski projekt?
To ubrana w praktykę medytacyjną koncepcja pola informacyjnego, nazywanego także polem bezwarunkowej akceptacji czy polem miłości. Każdy z nas ma do niego dostęp. Musi tylko znaleźć się w stanie głębokiej medytacji, czyli rodzaju skupienia bez udziału rozumu. Wówczas możemy przekroczyć ograniczenia poznawcze, jakie nakłada na nas ego: nasze przekonania, sposoby myślenia i nawykowo przeżywane emocje. Dzięki temu, że w stanie głębokiej medytacji nasze ego ulega rozproszeniu, możemy dostrzec to, co poza nim, czyli wspomniane pole informacyjne, w którym są wszystkie odpowiedzi. Można je nazwać intuicją.

Czy taka medytacja może nam pomóc podjąć decyzję dotyczącą realnego życia?
Podam przykład. Pewien mężczyzna chciał przyjąć zlecenie polegające na zebraniu informacji dotyczących ewentualnych powikłań medycznych po przyjęciu jakiegoś preparatu. Ponieważ miał dostęp do publikacji naukowych z innych źródeł niż te oficjalne, postanowił się tym zająć. Nawet się z tego zlecenia ucieszył, bo ta problematyka była mu bliska. Kiedy jednak zaczął przeczesywać różne publikacje, coś mu przestało pasować, choć wszystkie dane były pozytywne dla tego leku. Ponieważ umiał wejść w stan głębokiej obecności i sięgnąć do pola, zrobił to i zadał pytanie o ten projekt. I pojawiła się w nim wewnętrzna pewność, żeby się tym nie zajmować. Różnica między tym, co odczuł podczas medytacji, a tym, co mówił mu racjonalny umysł, była duża. Postanowił jednak pójść za tą intuicją. I dobrze zrobił! To była prowokacja, chciano go skompromitować jako eksperta.

Ale podjęcie tej decyzji zapewne wiązało się z rezygnacją z różnych korzyści i pragnień?
Wybór zgodny z intuicją, z informacją płynącą z pola bezwarunkowej akceptacji zawsze jest okupiony jakąś stratą. Zazwyczaj tego, co odbieramy jako wartość, czyli: prestiżu, pieniędzy, popularności, wizerunku. Inna moja klientka, która od lat z sukcesem prowadziła firmę, dostała propozycję podpisania dużego kontraktu. Jako osoba racjonalna zrobiła jego ekonomiczną analizę, z której jasno wynikało, że nic na tym nie wygra, a może nawet straci. Ponieważ jednak coś jej podpowiadało, żeby spróbować, sięgnęła do pola informacji, czyli do swojej intuicji, która powiedziała jej, aby nie rezygnować. Nie zdecydowała się jednak zaryzykować. Potem była na siebie zła, że nie zaufała intuicyjnie pozyskanej informacji, bo firma, która w ten biznes weszła, wiele zyskała.

Jeszcze inny przykład: przyszła do mnie na kurs kobieta nieszczęśliwa, będąca od kilku lat w związku z mężczyzną, który był uwodzicielem. Po wglądzie w pole bezwarunkowej miłości zdecydowała się na rozstanie, choć wydawało się jej, że żyć bez niego nie chce. Podczas medytacji dostrzegła, że ten mężczyzna jest niezdolny do miłości. Zobaczyła też, że jest słaba, a całe życie udaje kogoś silnego. I poczuła, że słabość nie jest niczym złym. Co więcej, akceptując siebie prawdziwą, będzie mogła stworzyć relacje z silnym mężczyzną. Czyli takim, przy którym nie będzie musiała udawać siłaczki. Zdecydowała się na rozstanie, choć był to bolesny proces. Ale za rok jej życie było już zupełnie inne, bardziej radosne.

Medytacja może nam pomóc rozwiązać problemy w związkach?
Relacje tworzymy zazwyczaj tak, że łączymy się z partnerami wybranymi z nieuświadomionych przez nas powodów. Odkrycie i przepracowanie tego uwikłania powoduje, że związek może wyewoluować w coś konstruktywnego albo się rozpaść. Kłopot tkwi w tym, żeby zobaczyć rzeczywistość, której nie chcemy widzieć. Większość z nas patrzy na innych, wyobrażając sobie, jacy oni są. Nie mamy nawyku, żeby otwierać się i być ciekawymi ludzi.

Kolejny uczestnik mojego kursu wiązał się z kobietami, które albo go zdradzały, albo wykorzystywały. Ten mężczyzna był wrażliwy, empatyczny, nastawiony na dialog. W trakcie medytacji zobaczył, że kobiety jego życia były wobec niego bezwzględne i nastawione na korzyści. Ale kiedy wracał po medytacji do codziennego życia, racjonalizował tę wiedzę i odrzucał. Dlaczego? Bo korzyści, jakie miał z tych relacji, były dla niego większe niż koszty. To po prostu były atrakcyjne kobiety. Zysk bywa zawarty w subtelnościach. Możemy go szukać, zadając sobie pytanie w stanie medytacji: jaką mam korzyść z tego, że tkwię w tej relacji?

Jak wejść w stan obecności, który pozwala sięgnąć do pola?
Można to osiągnąć poprzez skupienie na oddechu albo na ciele. Wszystko to, co się dzieje w głowie i emocjach, puszczamy, czyli nie zatrzymujemy ani tych myśli, ani obrazów. Kiedy zaczynamy myśleć, wracamy do oddechu i do skupienia na tym, że jesteśmy. Ten stan można wytrenować. Ale to nie wszystko.

Medytacja, a więc dostęp do pola, jest utrudniona, gdy mamy w sobie mnóstwo stłumionych uczuć, nieprzepracowanych ran, bólu, który wyparliśmy. Albo gdy tkwi w nas przekonanie, że jesteśmy samą dobrocią, bo wtedy nasza ciemna strona staje na drodze do pola. Przeszkodą w osiągnięciu stanu głębokiej uważności jest wszystko to, co zepchnięte do podświadomości, bo kiedy wchodzimy w stan uważności, to wszystko się pokazuje.

Potrzebujemy najpierw poznać samych siebie?
Jeśli nie skonfrontujemy się z prawdą o nas samych, możemy mylić dostęp do pola bezwarunkowej akceptacji z projekcjami umysłu. Różnica polega na tym, że informacja, która płynie z naszego „chcenia” i z tego, co mamy nieprzepracowane, daje zadowolenie i poczucie, że nic nie musimy robić: „wszechświat sam się tym zajmie”. To jest postawa popularna u tych, którzy pozornie nawiązują relacje z polem i czekają, aż świat rozwiąże ich sprawy. Informacja, która płynie z wiedzy intuicyjnej, jest inna. Nie niesie uczuć. Daje spokój. Zazwyczaj też wymaga wysiłku we wdrożeniu jej w życie.

Warto pamiętać, że kiedy pojawia się „chcenie”, myślenie o korzyści, to mówimy o ego. Podpowiedzi płynące z pola pozornie skazują nas na trud czy niewygodę, ale pozwalają żyć w zgodzie ze wszechświatem, a to daje poczucie spokoju i głębokiej akceptacji życia. Dlatego warto zaryzykować pozorną stratę czy realną wygodę i iść za tymi sygnałami.

Co zyskujemy?
Poczucie bezsensu, pustki czy utknięcia w rzeczywistości zawsze jest związane z tym, że nie żyjemy zgodnie z przekazem z naszego wnętrza, które mówi, co jest dobre, a co złe. Aby wyzwolić się z tego „utknięcia”, musimy puścić to, co nas w nim trzyma, a to są zepchnięte do nieświadomości emocje, niezagojone rany, lęki i sprawy związane z wizerunkiem – czyli akceptacją swojej ciemnej strony, ale też z korzyściami, na przykład materialnymi.

Od czego zacząć?
Poza nauką samej techniki medytacji potrzebna bywa wiedza psychologiczna dotyczącą nieświadomych mechanizmów, z których człowiek współczesny nie zdaje sobie sprawy. Wszystko podporządkowujemy dziś rozumowi, racjonalności. Tymczasem sfery intuicyjne, prawopółkulowe, pozaegocentryczne nie ulegają racjonalizacji. Nawet jeśli je zrozumiemy, to nie jest to samo, co ich doświadczenie. To taka różnica jak między pójściem w góry a oglądaniem mapy gór. Potrzebna jest też umiejętność odróżniania myślenia i czucia od intuicji.

Dzięki takiej medytacji można odkryć prawdziwą siebie?
Na początku towarzyszy nam przekonanie, że jesteśmy świetni, a ludzie wokół nas kiepscy. Z czasem nabieramy pokory. Znamy swoją ciemną stronę i zaczynamy akceptować siebie, tak jak akceptujemy innych. Poznajemy swoje prawdziwe oblicze. Zyskujemy spokój i, co najważniejsze, przestajemy walczyć. Patrzymy na ludzi ze zrozumieniem i szukamy rozwiązania. Z czasem owocuje to poczuciem godności i wolności. Niezależnie od okoliczności.

Jolanta Toporowicz, psychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem zawodowym. Założycielka i właścicielka Instytutu Rozwoju Osobistego Euphonia. Autorka książki i metody „MapaJa” i rocznego kursu „Zaufać sobie”, łączącego podstawową wiedzę psychologiczną z perspektywą poziomów świadomości ego. Prowadzi kursy, treningi, konsultacje i mentoring.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze