1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

„Na plaży najlepiej wyłączyć ocenianie”. O granicach nagości rozmawiamy z psycholożką Katarzyną Kucewicz

To, że ktoś pokazuje swoje ciało, nie jest jednoznaczne z tym, że chce, by było ono komentowane. (Fot. iStock)
Lato to festiwal różnorodności w wyglądzie. I czasem trudna do zaakceptowania dla niektórych nagość. Czy każdy ma prawo mieć taki kostium, jak uważa, albo wsiadać do autobusu na wpół ubrany – pytamy psycholożkę i seksuolożkę Katarzynę Kucewicz.

Wydawałoby się, że nagość jest dla człowieka czymś zupełnie naturalnym, ale tak jednak nie jest…
Zdecydowanie nie jest. Nasze nastawienie do nagości wynika z tego, jaki mamy stosunek do swojego ciała i jaki z nim mamy kontakt. Choć wiele mówi się od pewnego czasu o ciałopozytywności, ciałoneutralności, to wciąż u sporej grupy osób kompleksy biorą górę, szczególnie kiedy przychodzi taki moment w roku, gdy musimy choć trochę się rozebrać.

Jeśli mamy wiele zastrzeżeń do swojego wyglądu, inne ciała uruchamiają w nas krytyka wewnętrznego, zaczynamy się porównywać. A takie porównywanie się może zepsuć piękne wakacje – zamiast odpocząć, jesteśmy w napięciu i stresie, możemy na przykład nerwowo się zasłaniać, chcieć natychmiast wracać do domu czy zakładać dodatkową warstwę ubrań, ryzykując, że „się ugotujemy”.

Druga kwestia to osobiste granice intymności. Czasem widok roznegliżowanego ciała obcej osoby może wywoływać w nas zawstydzenie, zażenowanie, smutek, obrzydzenie albo pobudzenie, czyli emocje, które są dla nas niewygodne, i w rezultacie możemy reagować złością. Bywa, że czyjeś roznegliżowanie przekracza naszą osobistą granicę intymności.

No właśnie, „czyjeś” – jak dochodzi do tego przekroczenia granic?
Generalnie łatwiej nam tolerować nagość u osób, które znamy, do których mamy pozytywny stosunek, lubimy je. Gorzej z osobami obcymi. Ale istotny jest tu też element przewidywalności versus zaskoczenia. Jeśli jesteśmy na wakacjach i idziemy na plażę, to spodziewamy się, że zobaczymy odsłonięte ciało, kobietę, która opala się topless czy mężczyznę w obcisłych kąpielówkach. Jednak gdy znienacka spotykamy na przykład mężczyznę w samych krótkich spodenkach w autobusie, może nas to nieprzyjemnie zaskoczyć. Wywołać zawstydzenie albo wręcz obrzydzenie.

W naszej kulturze ciało w negliżu wciąż jest elementem tabu; chłoniemy od dziecka przekaz kulturowy, że należy się zakrywać, zasłaniać, nie afiszować się, więc kiedy spotykamy rozebraną osobę, niemalże z automatu może pojawić się w nas szereg myśli typu:„Nie wypada”, „Nie powinno się”, „To w złym tonie”.

Ale z drugiej strony cała gałąź reklamy oparta jest wręcz na nagości albo przynajmniej o nią zahacza. W tym przypadku nie mamy takich problemów.
Jesteśmy od dekad przyzwyczajani do oglądania nagości, więc ona na ekranie czy na zdjęciu nie robi już takiego wrażenia. Poza tym inaczej patrzy się na nagość w bezpiecznym oddaleniu, to efekt widoku jakby zza szyby. Kiedy widzimy kogoś na ekranie komputera czy telewizora, możemy czuć dyskomfort, ale nie będzie on tak spotęgowany jak bezpośrednie przebywanie wśród roznegliżowanych osób.

Tu zaczynamy intensywniej oceniać samego siebie?
Tak. Ale też większą rolę zaczyna odgrywać poczucie bezpieczeństwa. Mówiąc „bezpieczeństwo”, mam na myśli i to, które jest na zewnątrz, i to, które jest w nas samych. Czasem nie czujemy się bezpiecznie w swoim własnym ciele. Nie lubimy go, nie akceptujemy, nie znamy. A kiedy nie lubimy swojego ciała to ono nie jest naszym „bezpiecznym domem”. Ani z łatwością z niego nie wyjdziemy, ani z łatwością nie dopuścimy do niego innych. Trudno przychodzi nam patrzenie na osoby, które swoje ciało kochają i eksponują.

I nie dajemy im wtedy prawa do wyjścia z ich skorupy. Rozebraną kobietę będziemy skłonni oceniać bardzo nieprzychylnie.
Tak. I czasem – co bardzo niebezpieczne – dodamy kontekst seksualny. A wtedy buduje się już cała historia oparta na stereotypach. Tak rodzą się tragiczne w skutkach sytuacje, czasem dochodzi na przykład do wtórnej wiktymizacji ofiar gwałtu, w rodzaju komentarza: „Chodziła nago po plaży, czyli sama się prosiła, sama tego chciała”. Trzeba być bardzo ostrożnym, bo można dać ponieść się fatalnemu upraszczaniu rzeczywistości i skrzywdzić ofiarę swoim osądem, który na przykład zamieścimy w mediach społecznościowych.

To, że ktoś pokazuje swoje ciało, nie jest jednoznaczne z tym, że chce, by było ono dotykane, komentowane, traktowane jak przedmiot. Pamiętajmy o tym.

Załóżmy, że kobieta leżąca na plaży tuż obok mnie opala się topless. Już wiemy, że granice intymności mamy w różnym miejscu, ja czuję, jakby swoją nagością przekraczała moje granice. Czy wolno mi zwrócić jej uwagę? Czy mam prawo ingerować w czyjąś wolność?
Są sytuacje bardzo oczywiste. Na przykład jestem na plaży z dzieckiem i obok mnie ktoś zdejmuje majtki i urządza sobie plażę nudystów, to takie rzeczy uregulowane są po prostu prawnie. Natomiast, kiedy nie podoba mi się, że ktoś obok mnie opala się topless czy ma mocno wycięty kostium, to jednak mój problem, z którym dobrze jest umieć sobie poradzić bez nawiązywania interakcji z tą osobą.

Przenieść się.
Jeśli to pani bardzo przeszkadza, tak. Każda osoba ma prawo mieć taki kostium, jak uważa. Nam się może to nie podobać, ale przecież oprócz awantury wiele tu nie wskóramy. Lepiej więc zadbać o własny komfort i święty spokój niż denerwować się kłótniami, z których niewiele wyniknie.

Myślę, że na plaży najlepiej wyłączyć ocenianie. W głowie, a tym bardziej w języku. Czasem słyszę od pacjentów, że ktoś powiedział w ich stronę: „Ale wieloryb”, „Biała jak trup”, „Stara, a tak się ubrała”, „Nie jedz lodów, bo będziesz wyglądać jak ta pani”… To jest niedopuszczalne i świadczy bardzo źle o osobie pozwalającej sobie na takie uwagi. Niestety wiem, że wypowiadają je i mężczyźni, i kobiety w różnym wieku.

Każdy ma prawo do bikini, szortów czy legginsów – pokolenie Z już to wie, ale starsi wciąż bardzo się krygują i boją tych krzywych, oceniających spojrzeń. Dobrze jest popracować nad dwoma obszarami: dbaniem o siebie w sytuacjach dyskomfortu, ale też nad poskromieniem wewnętrznego krytyka. Te dwie umiejętności bardzo przydadzą się nam wszystkim w kontekście tego, o czym rozmawiamy.

A czy takie same kryteria obowiązują w pozaplażowych okolicznościach. Czy muszę jeść lody w kawiarni w towarzystwie pana bez koszulki czy z takim panem jechać autobusem?
To już jest inna sytuacja. Wejście bez ubrania do autobusu czy do restauracji nie jest zwyczajnie w dobrym tonie. To kwestia kultury osobistej.

I w tym przypadku mogę zwrócić uwagę?
Myślę, że w takich okolicznościach mamy prawo poprosić takiego pana, panią, żeby się ubrali. Ale spójrzmy na sprawę realnie – jeśli ktoś wsiada rozebrany do autobusu czy wchodzi bez koszulki do restauracji, czyli łamie pewne normy, to raczej nie przychyli się do naszej prośby, za to jest wielce prawdopodobne, że odpowie agresją. To popsuje nam samopoczucie, odbierze apetyt i wiele więcej nie da, dlatego zachęcam raczej, by zatroszczyć się o siebie i swój spokój: przesiąść się, wyjść, odwrócić.

Pamiętajmy, że kiedy znajdujemy się w dużym skupisku ludzi, zawsze może zdarzyć się ktoś, kto zachowa się albo będzie wyglądać niekonwencjonalnie, nie dajmy jednak odebrać sobie przyjemności z wypoczynku. Warto również uświadomić sobie jeszcze jedną rzecz – dyskomfort, jaki odczuwamy w związku z czyjąś nagością, wiele mówi nam o nas samych i o tym, nad czym być może powinniśmy popracować.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Autorka książek i wielu artykułów eksperckich. Prowadzi konto @psycholog_na_insta.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze