1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Profesor Irvin D. Yalom i jego list otwarty do wszystkich zainteresowanych psychoterapią

W książce „Dar terapii. List otwarty do nowego pokolenia terapeutów i ich pacjentów” prof. Irvin David Yalom zawarł swoje osobiste przesłanie dla wszystkich zainteresowanych psychoterapią. (Fot. iStock)
Psychiatra Irvin D. Yalom, emerytowany profesor na Uniwersytecie Stanforda i jeden z największych żyjących autorytetów w psychoterapii – postrzega ją jako dar. Jak wykorzystać go w relacji terapeutycznej, która leczy pacjenta?

Ponad 90-letni Irvin D. Yalom, jeden z pionierów terapii grupowej i terapii egzystencjalnej, wychował rzesze następców. Nadal pracuje, ale pacjenci przypominają mu o tym, że się starzeje. Opowiadają o snach, w których jego gabinet jest pusty lub pełen pajęczyn, niektórzy śniąc, obserwowali jego pogrzeb. „Nawet ci, którzy dopiero zamierzają zostać moimi pacjentami, dołączają do tego chóru i nigdy nie zapominają rozpocząć rozmowy od pytania, czy jeszcze praktykuję” – pisze prof. Yalom w książce „Dar terapii. List otwarty do nowego pokolenia terapeutów i ich pacjentów”. W tym intymnym zbiorze doświadczeń zawarł swoje osobiste przesłanie dla wszystkich zainteresowanych psychoterapią. Czego zatem uczy nas legendarny psychiatra?

Usuwaj przeszkody

Człowiek ma naturalną, wrodzoną skłonność do samorealizacji. Irvin D. Yalom przywołuje przykład swojej nauczycielki Karen Horney, która wierzyła, że wystarczy usunąć przeszkody, a istota ludzka rozwinie się w dojrzałego, spełnionego dorosłego. „Tak jak żołądź rozwija się w dąb” – mówiła. Pogląd ten wywarł na młodym Yalomie ogromne wrażenie i określił jego ścieżkę. Przez kolejne dekady starał się więc usuwać przeszkody z drogi pacjenta. „Nie muszę wykonywać całej roboty; nie muszę zaszczepiać pacjentowi pragnienia rozwoju, uczyć go ciekawości, woli, radości życia, troski, lojalności ani żadnej z mnóstwa tych cech, które czynią nas w pełni ludźmi. Nie; muszę tylko rozpoznać i usunąć przeszkody” – podkreśla. W tym założeniu mieści się głębokie zaufanie do mądrości i mocy tkwiącej we wszystkich żywych istotach: wystarczy nam zdrowa i oczyszczona z przeszkód przestrzeń, by wzrastać, dokładnie tak jak czynią to mogące dożyć tysiąca lat drzewa.

Nie przesadzaj z diagnozą

W terapii lecząca jest relacja i obecność, a nie teoria czy wypełniona tabelka. I chociaż psychiatra zachęca do robienia notatek po każdej sesji, to odradza nadmierny obiektywizm i zbyt poważne traktowanie systemu diagnostycznego. Często młodzi adepci i młode adeptki sztuki terapeutycznej zaczynają od postawienia diagnozy; umieszczenia człowieka pod określonym zaburzeniem, chorobą, diagnozą pasującą do aktualnej klasyfikacji zaburzeń psychicznych (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, DSM, określana przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne). Autor książki przestrzega, że to może narazić na niebezpieczeństwo terapię, która ma ludzką, spontaniczną, twórczą i niepewną naturę terapeutycznej przygody. „Pamiętajmy, że klinicyści, którzy formułowali poprzednie, dziś zarzucone systemy diagnostyczne, byli kompetentni, dumni ze swego dzieła i tak samo przekonani o swojej słuszności jak obecni członkowie komisji opracowujących DSM” – podkreśla.

Patrz przez okno drugiego człowieka

Kilkadziesiąt lat temu prof. Yalom miał pacjentkę z rakiem piersi, która w czasie dojrzewania nieustająco i beznadziejnie walczyła ze swoim ojcem. Liczyła, że w czasie wielogodzinnej jazdy do college’u, dokąd miał odwieźć ją tata, jakoś się pogodzą. Jednak wyczekiwana podróż okazała się katastrofą. „Ojciec zachowywał się dokładnie tak jak zawsze i cały czas psioczył na brzydki, zaśmiecony potok płynący wzdłuż drogi. Ona zaś nie widziała żadnych śmieci w pięknym czyściutkim strumyczku. Nie wiedziała, jak zareagować, i w efekcie resztę podróży spędzili w milczeniu, każde odwrócone w swoją stronę” – czytamy w „Darze terapii”. Gdy po czasie jechała tą drogą i tym razem sama siedziała za kierownicą, dostrzegła dwa strumienie: jeden czysty, drugi zaśmiecony, dokładnie taki, jakim widział go jej ojciec. Patrzyła przez „okno ojca”, ale on już nie żył. „Ta opowieść na zawsze pozostała w mojej pamięci i przy wielu okazjach przypominam ją sobie i swoim studentom: patrz przez okno innego człowieka. Próbuj widzieć świat tak, jak go widzi twój pacjent” – wspomina Irvin D. Yalom.

Przyznawaj się do błędów

Jak każdy człowiek, tak i terapeutki oraz terapeuci czasami się mylą. Donald Woods Winnicott, brytyjski psychoanalityk, któremu zawdzięczamy pojęcie „wystarczająco dobra matka”, uznał kiedyś, że dobre matki od złych odróżnia nie to, że nie popełniają błędów, tylko co z nimi robią. Terapeuci często popełniają błędy, gdy pacjenci poruszają tematy trudne dla nich osobiście, nieprzepracowane, wrażliwe. Yalom został kiedyś zapytany przez pacjentkę, której mąż umierał z powodu raka mózgu, o to, czy myśli o niej pomiędzy sesjami. Odpowiedział, że często myśli o jej sytuacji. Te słowa ją rozwścieczyły. „Jak mogłeś powiedzieć coś takiego – oburzyła się – ty, który mi mówisz, żebym się z tobą dzieliła moimi najskrytszymi uczuciami! Teraz jeszcze bardziej się boję, że mnie nie ma, że każdy myśli o mojej sytuacji, a nikt nie myśli o mnie”. Psychoterapeuta odebrał lekcję i na kolejnej sesji przeprosił, wyjaśniając, że czuł obawy przed jej bólem.

„Każda próba kamuflażu obróci się ostatecznie przeciwko tobie. Na jakimś poziomie pacjent odczuje, że działasz w złej wierze, a terapia na tym ucierpi. Ponadto otwarcie przyznając się do błędu, dajesz pacjentom dobry przykład i jeszcze jeden dowód, że są dla ciebie ważni” – pisze dziś.

Unikaj pozornego wyleczenia

Pacjenci mają tendencję do idealizowania terapeutów, co jest w pewien sposób kuszące dla tych ostatnich. Profesor Yalom nazywa ten mechanizm flirtem z rolą czarodzieja. Jeśli taki flirt musi się wydarzyć, na przykład by zachęcić osobę w głębokim kryzysie do rozpoczęcia terapii, to powinien trwać zdecydowanie krótko i pomóc pacjentowi przejść do autentyczniejszej relacji. Jeśli pacjentka czy pacjent czują się dobrze wyłącznie w obecności terapeuty lub kilka chwil po sesji, natomiast w codziennym życiu nie następuje poprawa – należy zachować ostrożność. Dochodzi bowiem do pozornego wyleczenia, czyli pewnego rodzaju gry, w której terapeuta upaja się poczuciem swojej ważności, rozwagi, a pacjent osiada w biernej roli osoby niezaradnej, zdanej na zewnętrzną pomoc. Tymczasem, jak podkreśla Yalom, to pacjent jest sprawcą swojej poprawy, a terapeuta jedynie go wspiera i podsuwa mu narzędzia.

Dziel się otwarcie dylematami

„Gdy czuję, że zabrnąłem w ślepy zaułek, lub nie wiem, jak zareagować, zazwyczaj oznacza to, że tkwię między dwiema albo więcej sprzecznymi możliwościami. Jestem przekonany, że otwarte podzielenie się dylematem nigdy nie przynosi szkody” – czytamy w liście otwartym. Pewnego razu Yalom miał pacjentkę mierzącą się z kryzysem małżeńskim. Po intensywnej pracy na sesjach kobiecie udało się zacieśnić więź z mężem. Opowiadała potem, jak śmieli się razem, przedrzeźniając niektóre stwierdzenia terapeuty. Małżonków to zbliżyło, jednak on sam poczuł się dotknięty. Mając świadomość, że cel terapii osiągnięty – wahał się, jak zareagować.

„Najsilniejsze było uczucie, że zostałem użyty w złej wierze i że mi się to nie podoba” – wspomina w książce. Ostatecznie zdecydował się ujawnić zarówno swoje uczucia, jak i dylemat, przed którym stanął. „Moja otwartość doprowadziła nas do owocnej dyskusji na temat kilku ważnych kwestii. Pacjentka natychmiast pojęła, że nasz trójkąt jest mikrokosmosem i że inni jej przyjaciele muszą doświadczać uczuć podobnych do moich”.

Wprowadzaj na drogę odpowiedzialności

Dopóki pacjenci trwają w przekonaniu, że za ich problemy odpowiadają inni ludzie, geny czy układ społeczny – dopóty terapeuci mają ograniczone możliwości, bo prawdziwa zmiana wymaga uznania, że nasze podstawowe problemy biorą się z wnętrza. Co z kolei zmusza do stawienia czoła dawnym błędom. Terapeuci niekiedy wypowiadają kwestie w stylu: „zastanawiam się, co cię powstrzymuje przed podjęciem decyzji, która zdaje się być dobra dla ciebie”. Tymczasem każdy pacjent ma prawo do swoich decyzji i tempa, a terapeuta – poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak nadużycia seksualne – musi to tempo i te decyzje uznać. W końcu odpowiedzialność za własne życie wymaga osobistych wyborów. Nawet najlepsza szkoła psychoterapeutyczna nie zastąpi żywej miłości, autentycznego pragnienia spotkania i obecności – a to one leczą.

Polecamy książkę: „Dar terapii. List otwarty do nowego pokolenia terapeutów i ich pacjentów”, Irvin David Yalom, tłum. Anna Tanalska-Dulęba, Wydawnictwo Czarna Owca.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze