1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Ludzka psychika jako społeczność – o idei wewnętrznych postaci mówi psychoterapeuta Mateusz Ostrowski

Patrzenie na wewnętrzny świat przez pryzmat postaci jest bardzo pomocne. (Ilustracja: iStock)
Wewnętrzne dziecko, krytyk wewnętrzny, wewnętrzna matka, wewnętrzny ojciec… Na ludzką psychikę można spojrzeć jak na pewnego rodzaju społeczność. Kto do niej należy? Jakie są potrzeby, pragnienia i lęki tworzących ją postaci? W szukaniu odpowiedzi na te pytania pomoże nam psychoterapeuta psychologii procesu Mateusz Ostrowski. Zapraszamy na pierwszy odcinek nowego cyklu jego autorstwa.

Patrzenie na wewnętrzny świat przez pryzmat postaci jest bardzo pomocne, bo potrzebujemy jakiejś narracji o świecie, by móc się w nim poruszać. Już jeden z prekursorów psychoterapii, Carl Gustav Jung, pisał, że personifikacja wewnętrznych treści ułatwia nam pracę z nimi. Co więcej, praca z wewnętrznymi postaciami przemawia do wyobraźni i jest dla nas dość naturalna. Można by zatem rzec, że pasuje do reguł, którymi rządzi się ludzka psychika. Spójrzmy chociażby na nasze sny – są pełne najróżniejszych postaci, które symbolizują różne aspekty nas.

Dla kilkulatków wewnętrzny świat figur bywa wręcz namacalny i często nie do końca odróżniany od rzeczywistości, którą postrzegają dorośli. Wystarczy chociażby pomyśleć o wyimaginowanych przyjaciołach – dla dzieci realnych, a zmyślonych z punktu widzenia dorosłych. W dzieciństwie chętnie bawimy się także w najróżniejsze postaci: „Teraz ty będziesz policjantem, a ja złodziejem” albo „Ty będziesz księciem, a ja królewną”. Kiedy natomiast osiągniemy dojrzałość i próbujemy wytłumaczyć sobie skomplikowaną psychologiczną rzeczywistość, to używanie wewnętrznych postaci przybliża poczucie rozumienia, jak ta rzeczywistość funkcjonuje. Krótko mówiąc, to naprawdę skuteczne i pomocne narzędzie.

Traktor czy kulturysta?

Warto jednak pamiętać o tym, by światem wewnętrznych figur zbytnio się nie ekscytować. Jasne, można, ale nie sądzę, by było to pomocne, bo nie są one niczym innym jak sposobem opowiadania. Językiem służącym do opisu wewnętrznej rzeczywistości, a nie nią samą. Tak jak słowo „dom” nie jest domem, tylko jego reprezentacją, tak i wewnętrzna postać to tylko reprezentacja części psychiki, pewnego wzorca, określonych sposobów zachowań.

Poza tym symbole reprezentujące wewnętrzne części bywają bardzo ulotne. Mogą się dość często i nagle zmieniać. Jednej nocy naszą siłę będzie reprezentował pojawiający się we śnie traktor, a już miesiąc później psychika powierzy tę rolę kulturyście. I też nie warto się do niego przywiązywać, bo najprawdopodobniej wycofa się tak jak wcześniej zniknął traktor. Oczywiście, pewne psychiczne jakości są długoterminowe i przewijają się przez całe nasze życie, jednak wewnętrzna kraina cały czas się zmienia. Można powiedzieć, że jest ona niejako w ciągłym procesie powstawania, zatem ważna jest nie sama postać, a energia, która kryje się pod symbolem. Liczy się kontakt z nią, jej rozumienie i możliwość wyrażania.

Piszę o tym nie bez przyczyny, bo wielu z nas ma tendencję do tego, by entuzjazmować się osiągnięciami swoich wewnętrznych postaci. Ważne wglądy traktujemy jak dzieła sztuki z kolekcji i wzmacniamy tym swoją wartość. „Zobacz, jaka mądra ta moja wewnętrzna wiedźma” albo „co za moc ma ten mój wewnętrzny goryl”… Tymczasem potrzebne jest nie podziwianie tej kolekcji, a pozwolenie, by postaci zaistniały w naszym życiu i wyraziły się poprzez działania czy relacje.

Niezliczona różnorodność

Oprócz tego, że lubimy się do różnych rzeczy przywiązywać i nimi ekscytować, lubimy też upraszczać rzeczywistość. Cenimy typologie i schematy, które oczywiście bardzo się przydają i ułatwiają życie, jednak pamiętajmy, że to tylko uproszczenie. Ta sama zasada obowiązuje w świecie wewnętrznym. Choć prawie każdy z nas, włożywszy wystarczająco dużo pracy, zdoła wyróżnić w swojej psychice uniwersalne postaci, jak dziecko, rodzic czy mędrzec, to ta wewnętrzna wioska jest naprawdę bogata i pojawiają się w niej byty, które mogą wymykać się prostym schematom.

Uproszczenia pomagają, ale też zubożają rzeczywistość. Weźmy chociażby wspomnianego już wewnętrznego krytyka. W rzeczywistości jest to bardzo pojemna kategoria, w której może zmieścić się kilka różnorodnych postaci. Inaczej krytykowali nas bowiem rodzice, a inaczej pan od WF-u, wiec i w innych sytuacjach usłyszymy w głowie ich komentarze. Sprowadzanie wszystkich wzorców do jednej postaci grozi zagubieniem istotnych niuansów.

Niezliczoną wprost różnorodność postaci dostrzegamy również w snach. Szczególnie tych bardziej surrealistycznych, gdzie mnożą się najdziwniejsze okoliczności. Kto tego nie doświadczył!? Sam pewnej nocy walczyłem z kowbojem na udka z kurczaka, a innym razem usłyszałem, że jestem nieślubnym dzieckiem Jana Pawła II… Cała moja i twoja kraina snów aż roi się od najdziwniejszych figur. Zatem patrzmy i na te wewnętrzne postaci, które wymykają się książkowym schematom i są specyficzne tylko dla nas. One również mogą pełnić ważną funkcję. To kolejny argument za tym, by nie ograniczać się wyłącznie do dobrze opisanej i rozpoznanej typologii.

Po owocach poznacie

Postaci można również obserwować pod kątem funkcji, jaką pełnią w naszej psychice. Niektóre z nich to elementy archetypowe do zintegrowania w procesie stawania się pełnią siebie, bo tylko w ten sposób będzie się on dopełniał. Nie można wyciąć sobie na przykład wewnętrznego dziecka czy rodzica, niezbędnym elementem będzie również spotkanie z obrazem płci przeciwnej czy z wewnętrzną mądrością lub mocą.

Są jednak wewnętrzne postaci, które mogą nas we wzrastaniu zatrzymywać, ponieważ wszyscy mamy w sobie wykształcone mechanizmy samoograniczania. Bywają to figury zbudowane na jakimś aspekcie rodzica, nauczyciela czy innego ważnego opiekuna. Głosy, które mówią na przykład: „Nie zajmuj się tym, bo z tego nie będzie pieniędzy”. Warto przy tym pamiętać, że może to być także potrzebny nam głos rozsądku, więc chodzi o to, by rozróżnić, czy dana postać wspiera nas na naszej drodze, czy raczej hamuje. Wcześniej takie hamowanie mogło być nawet bardzo potrzebne jako narzędzie do unikania traumatycznych sytuacji, przychodzi jednak czas, kiedy możemy zweryfikować, czy ten wzorzec nadal nam służy.

Czy stanowisko, jakie zajmuje dana postać w wewnętrznym świecie, jest tym, które naprawdę chcemy jej powierzyć? Zwłaszcza że niektóre figury bywają uwewnętrznionymi oprawcami, bo jeśli doświadczyliśmy przemocy, to w naszej psychice może zagościć trójkąt dramatyczny: ofiara, kat, wybawca. Warto zatem sprawdzać, czy dana postać nie jest częścią tego zestawu. Jeśli okaże się, że tak jest, to dobrze jest rozpocząć terapię traumy i spróbować wyzwolić się z tego trójkąta. Im bardziej bowiem te postaci dominują nasz świat, tym mniej jest w nim przestrzeni dla innych. A to nie dość że przysparza nam cierpienia w życiu, to dodatkowo utrudnia podążanie za czymś, co Jung nazwał mitem życiowym danej osoby.

Niektóre figury mogą być jeszcze mniej „nasze”. Mam na myśli uwewnętrznione wzorce kulturowe, często nawet nie odziedziczone od rodziców, a zaczerpnięte ze świata dookoła, i to nie tylko z zachowań innych ludzi, ale z przekazu społecznego, edukacji, filmów czy nawet reklam. Przykładem może być uwewnętrzniony homofob, z którym często zdarza się mierzyć osobom nieheteronormatywnym, ponieważ skoro wokół funkcjonuje mocny homofobiczny światopogląd, to trudno się całkiem od niego odciąć. Chociaż tego nie chcemy, czasem tworzy on wewnętrzną, często bardzo ukrytą figurę, krytykującą nasze zachowania i wybory.

Co ciekawe, w psychice człowieka mogą się pojawić postacie odzwierciedlające klasowe wzorce społeczne sprzed prawie dwóch wieków. Zdarzyło mi się pracować z ludźmi i grupami, w których odżywał wzorzec feudalny, czyli świat wewnętrznych postaci do złudzenia przypominał strukturę zależności między chłopem, ekonomem i panem.

Warto zdawać sobie z tego sprawę, że wewnętrzne postaci mogą mieć różne funkcje i różne źródło pochodzenia. Poznajmy je, tak jak poznajemy innych ludzi. Zobaczmy, jakie mają wady i zalety, jak czujemy się w kontakcie z nimi. Odkrywajmy je, korzystajmy z ich zasobów, a jednocześnie przyglądajmy się im i zadawajmy sobie pytanie: co mi służy, a co wprost przeciwnie?

I wreszcie… powtarzam do znudzenia. Pamiętajmy, by nadmiernie nie przywiązywać się do świata wewnętrznych postaci, bo przecież chodzi o to, żebyśmy po prostu byli sobą w pełni.

Mateusz Ostrowski, terapeuta pracy z procesem, trener biznesu. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu. Prowadzi terapię indywidualną i dla par oraz warsztaty rozwoju osobistego. Lubi podróże na Wschód i literaturę science fiction; www.mateuszostrowski.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze