1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Eksperyment Zimbardo – skąd się bierze zło w człowieku? 

Zimbardo mówił, że w pewnych okolicznościach „dobrzy ludzie czynią zło”. (Ilustracja: iStock)
Nie trudno stać się gorszym człowiekiem, a już z pewnością gorszą wersją siebie, kiedy uwierzymy, że są jacyś „oni”. Podzielimy ludzi na „my” i „oni”, a potem już tylko krok dzieli nas od tego, by stać się wobec wspomnianych „onych” złym. Dowodzi tego jeden z najsłynniejszych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych eksperymentów w dziedzinie psychologii społecznej. Pokazał on, że w pewnych sytuacjach, okolicznościach każdy z nas może stać się „nagle” oprawcą. 

Eksperyment Zimbardo – piwnica grozy

Eksperyment trwał zaledwie sześć dni, znacznie krócej, niż zakładano. Dlaczego? Bo to, co wydarzyło się już w pierwszych dniach, sprawiło, że eksperyment został przerwany. W 1971 roku amerykański psycholog włoskiego pochodzenia Philip Zimbardo w piwnicach wydziału psychologii Uniwersytetu Stanforda „założył” więzienie. Wcześniej w lokalnej stanfordzkiej gazecie ukazało się ogłoszenie o naborze uczestników do pewnego badania psychologicznego. Oferta wydawała się całkiem ciekawa. Ochotnicy mieli dostać bowiem wynagrodzenie za każdy dzień trwania dwutygodniowego eksperymentu, bo na tyle pierwotnie był on planowany. Warunków nie było wiele: dość dobra kondycja fizyczna i psychiczna, bycie studentem płci męskiej oraz brak konfliktów z prawem. Zgłosiło się wielu kandydatów. Spośród nich wyłoniono grupę 24. 18 miało wziąć udział w badaniu – połowa w roli więźniów, połowa w roli strażników – reszta stała się grupą rezerwową.

Zimbardo o początkach eksperymentu opowiadał tak: – Na podstawie wybranej grupy zwykłych, zdrowych, inteligentnych mężczyzn – przedstawicieli klasy średniej – zaczęło się nasze badanie więziennego życia. W wyniku rzutu monetą chłopcy zostali podzieleni na dwie grupy […]. Należy pamiętać, że na początku naszego eksperymentu nie było żadnych różnic pomiędzy odgrywającymi strażników i tymi, którym przypadła w udziale rola uwięzionych.

„Więźniowie” przebywali w swoich celach przez 24 godziny na dobę, strażnicy pracowali w 8-godzinnym systemie zmianowym. Warunki, w których odbywał się eksperyment, zaaranżowano tak, aby w jak największym stopniu przywoływały prawdziwą więzienną rzeczywistość. W tym celu nawiązano nawet współpracę z miejscową policją – ta aresztowała „skazanych” w ich domach i przewiozła do „więzienia”, czyli do miejsca, w którym odbywał się eksperyment.

Zadaniem uczestników eksperymentu występujących w roli „strażników” było pilnowanie „więźniów”, a także porządku w celach. Mieli oni wolną rękę – sami decydowali, w jaki sposób będą egzekwować posłuszeństwo; zabronione było jedynie stosowanie przemocy fizycznej.

Eksperyment został przerwany po 6 dniach! Do podjęcia decyzji miała namawiać profesora jedna z badaczek, Christina Maslach (która później została jego żoną). Nasilenie patologicznych zachowań uczestników eksperymentu, szczególnie – choć nie tylko – tych występujących w roli strażników, wymknęło się spod kontroli. Drastyczna przemoc psychiczna, którą stosowali wobec „więźniów”, stała się zagrożeniem dla zdrowia i bezpieczeństwa! – Stworzyliśmy niezwykle silnie oddziałującą sytuację – sytuację, w której więźniowie wycofywali się i zachowywali się patologicznie i w której niektórzy ze strażników zachowywali się sadystycznie – mówił Philip Zimbardo.

Zanim przerwano eksperyment, jeden z „więźniów” przeszedł załamanie nerwowe. Inny, z grupy rezerwowej, który dołączył do grupy później – zdecydował się na strajk głodowy.

To nie o mnie! Czy na pewno?

Na profesora Zimbardo posypały się gromy. Jego eksperyment został skrytykowany w środowisku badaczy. Organizatorom zarzucono złamanie wszystkich możliwych norm etycznych, a także wytknięto liczne błędy metodologiczne. Zresztą po latach sam profesor Zimbardo w licznych wywiadach przyznał, że eksperymentowi z 1971 roku można wiele zarzucić, oraz stwierdził, że nie należy go powtarzać. Jednak mimo uzasadnionych krytycznych ocen z badania należy wyciągnąć wnioski… Jak mówił Zimbardo, w pewnych okolicznościach „dobrzy ludzie czynią zło”.

Zapewne wielu z nas pomyśli teraz: „To nie o mnie”, „Ja na pewno nie zachowałbym się w taki sposób”, „Ci ludzie musieli mieć określony rys psychologiczny”; kobiety pomyślą: „Płci żeńskiej to nie dotyczy” itd. Ale czy na pewno? Owszem, być może nie w takiej skali, ale czy z pewnością nie jesteśmy w stanie uważać wspomnianych „innych” za głupszych, bardziej prymitywnych? Czy nie doświadczamy tego na co dzień, dzieląc znajomych, rodzinę, sąsiadów, współpracowników na „lepszych” i „gorszych”, czyli tych, którzy są w zbiorze „my”, i tych w zbiorze „oni”? A ile kroków dzieli nas od tego podziału do bycia kategorycznym, surowym, nietolerancyjnym w postępowaniu wobec „onych”? Na to pytanie niech odpowie sobie każdy z nas.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze