1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Anima i animus – wewnętrzne płcie, które dopełniają naszą psychikę

Carl Gustav Jung mówił o animusie, czyli wewnętrznym obrazie mężczyzny w psychice kobiety, i o animie, która jest kobiecą figurą w psychice mężczyzny. Im rzadziej walczymy ze swoimi wewnętrznymi postaciami, tym mniej będziemy się niekonstruktywnie kłócić z partnerami życiowymi. (Ilustracja: iStock)
Do dobrego związku trzeba nie dwojga, a czworga – przekonuje terapeuta psychologii procesu Mateusz Ostrowski. Tym razem na swoją kozetkę zaprasza jungowskich animę i animusa, czyli wewnętrzne – i odwrotne do biologicznych – reprezentacje płci, które dopełniają naszą psychikę.

W naszej kulturze jesteśmy mocno przywiązani do swojej płci i do wzorców zachowań, które do danej płci są przypisane. Jednak sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. W kobiecej psychice mieszka męski aspekt, a w męskiej – żeński. O istnieniu takich postaci dużo pisali Carl Gustav Jung oraz jego następczynie i następcy. Mówili oni o animusie, czyli wewnętrznym obrazie mężczyzny w psychice kobiety, i o animie, która jest kobiecą figurą w psychice mężczyzny.

Jednak ludzkość wiedziała o tym na długo przed tezą szwajcarskiego psychiatry. Chińscy myśliciele mówili o energiach Yin (żeńska) i Yang (męska), których połączenie obrazuje znany czarno-biały symbol. Na Dalekim Wschodzie panuje przekonanie, że te elementy przeplatają się w człowieku i muszą być w harmonii, jeśli chcemy zachować psychiczne i fizyczne zdrowie.

Obecność męskich i żeńskich pierwiastków oczywista jest również w filozofii tantrycznej, gdzie noszą one nazwę bóstw z hinduistycznego panteonu. Męska energia to Shiva, a żeńska Shakti. Wszystkie te podejścia są dość zgodne w tym, że żeńska energia to ciemność, woda, księżyc, a męska: światło, ogień i słońce. Żeńska to emocje, poddanie się naturze, przyjmowanie, męska: intelekt i nastawienie na cel, działanie. Reprezentacje takich archetypowych postaci znajdziemy w naszym wnętrzu.

Baśnie, sny i relacje

Wewnętrzna postać o odmiennej płci będzie reprezentowała inne jakości niż te, z którymi się identyfikujemy. Warto poznać swoją drugą połówkę, by wiedzieć, co ona chce nam pokazać.

Będziemy na nią trafiać w różnych miejscach. Po pierwsze, w archetypowe wzorce obfitują wszelakie baśnie. Warto się przyglądać, które nas zaciekawiają – być może ujrzymy w nich swój wewnętrzny obraz kobiety lub mężczyzny. Po drugie, te nasze „drugie połówki” pojawiają się w snach. Po trzecie, ich cechami charakteryzują się często nasze życiowe towarzyszki i życiowi towarzysze. To trochę tak, jakbyśmy dopasowywali męża, partnera czy chłopaka do animusa, a żonę, partnerkę czy dziewczynę – do animy.

Dojrzewanie we dwoje

Te uniwersalne męskie i żeńskie jakości są w nas zawsze, ale same figury będą się zmieniać, co dobrze opisali jungiści. Animus kobiety wraz z jej rozwojem przechodzi w kolejne stadia. Zaczyna się od uosobienia fizycznej siły. W snach mogą się pojawiać różni herosi, ideałem piękna będzie James Bond budzący zainteresowanie tężyzną fizyczną. Krótko mówiąc, animus sprowadza się do samca. Taka wewnętrzna figura zapewnia fizyczne poczucie bezpieczeństwa. Kolejny etap to ktoś, kto ma inicjatywę, podejmuje zaplanowane działania. Sen o prezesie dużej firmy czy prezydencie będzie pokazywał takiego animusa i wskazywał, że na tym etapie życia ważne jest wzięcie spraw w swoje ręce, robienie kariery, dbanie o niezależność. Jeśli to się nie wydarza, to reprezentantem tych cech stanie się mąż czy partner – ktoś, kto będzie załatwiał sprawy. Dalej ważna jest wiedza i edukacja. W nocnym marzeniu może pojawić się profesor czy kaznodzieja. Na tym etapie kobiecie dużo łatwiej już zobaczyć mężczyznę takiego, jakim jest, bez przypisywanych mu kulturowo cech. Ostatni zaś etap to poszukiwanie duchowego znaczenia. Taka wewnętrzna postać może przybrać na przykład formę Gandhiego czy Dalajlamy. Mitologicznym odpowiednikiem będzie Hermes, posłaniec bogów. Taki animus buduje połączenie między świadomością i nieświadomością. Ułatwia zrozumienie tego, z czym się borykamy, również w relacjach.

U mężczyzn proces przebiega podobnie. Zaczyna się od biblijnej Ewy, czyli reprezentacji matczynej, opiekuńczej i karmiącej jakości. Z taką animą mężczyźnie trudno będzie zbudować partnerską relację w związku. Kolejny krok to piękna mityczna trojańska Helena lub jej różne późniejsze odpowiedniczki symbolizujące ideał piękna w danym czasie i miejscu. Z taką animą relacje mężczyzny z kobietami będą krążyć wokół seksu i zdobywania. Chyba że anima zmieni się w Maryję. Wtedy mężczyzna zafascynuje się duchowością, będzie szukał mistycznych przeżyć. Zapowiada się długotrwała relacja, bo w kobiecie nie widzi on już ani matki, ani seksualnego obiektu, ale jest i ryzyko, że będzie zbytnio idealizował jej boską naturę. Wyzwala z tego czwarte stadium animy, czyli Sophia – mądrość, która zstąpiła na ziemię. W relacjach pozwala to mężczyźnie zobaczyć kobietę z jej pozytywnymi i negatywnymi aspektami, bez idealizowania czy demonizowania. Krótko mówiąc, daje szansę na podmiotowe spotkanie dwóch dorosłych osób. Taka anima staje się dla mężczyzny tym, czym Hermes dla kobiety.

Kulturowe trudności

Oczywiście mamy też w psychice obraz odpowiadający naszej biologicznej płci. Mężczyzna identyfikuje się z pewnym zestawem męskich postaw i wzorców, a kobieta z kobiecym. I mimo że mają one pewne archetypowe jakości, to nie są wyłącznie ponadczasowe i uniwersalne. W dużym stopniu zależy to od ról, jakie dane kultura przypisuje płciom. Widać, jak te wzorce zmieniają się na naszych oczach i tradycyjny przechodzi do lamu. Tu rodzi się największy problem: odkrycie, z czym się identyfikuję jako kobieta czy jako mężczyzna, co jest moją naturą, a co wpojonym mi wzorcem.

I dotyczy to obrazu mojej własnej płci, ale również animy czy animusa. Te wewnętrzne figury również mogą być filtrowane przez kulturowe wzorce. Co więcej, te wzorce będą też budować w nas ograniczenia utrudniające kontakt z animą czy animusem. Tradycyjny model wychowywania dzieci wspiera w nich cechy przypisane kulturowo do danej płci. A zatem chłopiec, który ma się nie mazgaić i być dzielny, nie będzie miał w przyszłości łatwego zadania w kontaktowaniu się ze swoją żeńską naturą. Dziewczynka wychowywana na uległą i posłuszną poczuje trudności w integrowaniu swojej męskiej części.

Te kulturowe wzorce bywają trudne dla osób binarnych, ale jeszcze większy kłopot mogą sprawiać osobom niebinarnym, gdyż ich po prostu nie uwzględniają. Co jest specyficzne dla judeochrześcijańskiej kultury, ale już chociażby w Indiach czy Tajlandii znajdziemy trzecią płeć. Wiele rdzennych plemion Ameryki Północnej również wiedziało, że niektórzy ludzie są two-spirit, czyli mają w sobie i męskiego, i żeńskiego ducha.

Wewnętrzne małżeństwo

Najważniejszym zadaniem – w kontekście wewnętrznej figury o przeciwnej płci – będzie udany związek! Zewnętrznej kobiety z wewnętrznym mężczyzną i zewnętrznego mężczyzny z wewnętrzną kobietą. Połączenie dwóch połówek w całość.

Niezależnie od wzorców kulturowych, którym ulegamy, ta druga, wewnętrzna postać będzie na pewno wyposażona w odmienne jakości od tych, z którymi się utożsamiamy. Do nas należy poznanie tej figury i różnych jej aspektów, zrozumienie jej i zintegrowanie jakości, które niesie. Przyniesie nam to poczucie wewnętrznej harmonii: siła połączy się z wrażliwością, emocje z intelektem. To tak jak w prawdziwym związku – kiedy wszystko idzie dobrze, wypełniają nas najróżniejsze pozytywne odczucia.

Odnalezienie harmonii wpływa również na nasze relacje. Im większy mamy bowiem dostęp do kompletu męskich i żeńskich jakości, tym mniej musimy ich szukać u zewnętrznych partnerów. Im rzadziej walczymy ze swoimi wewnętrznymi postaciami, tym mniej będzie niekonstruktywnych i spalających kłótni z towarzyszami życiowymi. Innymi słowy, mniej wtedy projektujemy naszych wewnętrznych treści na męża, żonę, partnerkę lub partnera. Rosną więc szanse na relację, która będzie spotkaniem z realną osobą, z jej zaletami i wadami, bez idealizowania i demonizowania.

Poczucie wewnętrznej harmonii przybliża nas do dobrego związku, ale nie jest jego gwarantem. Można powiedzieć, że udany związek dwóch osób jest tak naprawdę czworokątem. Pokochać się muszą nie tylko dwie osoby, ale również ich wewnętrzne postaci. Jeśli anima z animusem przypadną sobie do gustu, to happy end jest całkiem prawdopodobny.

Mateusz Ostrowski, terapeuta pracy z procesem, trener biznesu. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu. Prowadzi terapię indywidualną i dla par oraz warsztaty rozwoju osobistego. Lubi podróże na Wschód i literaturę science fiction.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze