1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Mama jest trochę smutna, kochanie. O depresji okołoporodowej

Na świecie mówi się dziś o zespole zaburzeń emocjonalnych okresu okołoporodowego. Oprócz obniżenia nastroju – mieszczą się w nim też zaburzenia lękowe, psychoza, hipomania czy doświadczenia traumy okołoporodowej. (Fot. iStock)
Cudowna ciąża nie wyklucza wystąpienia epizodu depresyjnego tuż po porodzie czy nawet rok później – ostrzega Joanna Frejus, psycholożka i psychoterapeutka. Tym ważniejsze jest, by już wcześniej budować silną sieć wsparcia społecznego, a jeśli zachorujemy – sięgnąć po pomoc specjalisty.

Już ładnych parę lat przeprowadzam wywiady na temat depresji, a przyznam, że o depresji poporodowej będę rozmawiać po raz pierwszy…
Pokazuje to tylko, jak jest postrzegana, jaka jest jej pozycja w hierarchii rozmaitych trudności emocjonalnych. Dotyczy to zresztą całego okresu okołoporodowego, nie tylko samej depresji poporodowej. Wiele kobiet doświadcza obniżenia nastroju oraz innych trudności jeszcze w ciąży, a także już po zakończeniu połogu. Na świecie mówi się więc o zespole zaburzeń emocjonalnych okresu okołoporodowego, w którym mieszczą się też często występujące zaburzenia lękowe, psychoza, hipomania, doświadczenia traumy okołoporodowej i inne. Z jakiegoś powodu wiele osób patrzy na te kwestie z pewną pobłażliwością; są to także tematy interesujące stosunkowo niewielu psychologów klinicznych. Badań przybywa, jednak nadal wiele kwestii pozostaje niejasnych. Do tego wszystkiego dochodzi przekonanie, że okres okołoporodowy po prostu jest trudny i trzeba to zwyczajnie zaakceptować, chociażby ze względu na fizjologię – bo gospodarka hormonalna szaleje. Często więc trudności tych nie traktuje się poważnie, uznając, że same miną.

Niełatwo przychodzi nam przyznanie, że narodziny nowego życia łączą się z tzw. negatywnymi emocjami. Społeczna narracja przepełniona jest raczej szczęściem i zachwytem, mówi się o stanie błogosławionym, a my ze zdziwieniem odkrywamy, że w ciąży i po niej niekoniecznie sypie się na nas brokat z sufitu. Zastanawiamy się, czy to z nami coś jest nie tak… Zatem w grę wchodzi zarówna kwestia oczekiwań społecznych, jak i autotabuizacja, gdy sama nie mówię głośno o tym, czego doświadczam, i nie sięgam po wsparcie.

Czy przebieg ciąży i porodu mogą zwiększać lub zmniejszać prawdopodobieństwo wystąpienia epizodu depresyjnego? Zdarza się przecież, że przechodzimy ciążę fantastycznie, a potem jednak i tak trafiamy do psychoterapeuty.
Cudowna ciąża nie wyklucza, niestety, wystąpienia epizodu depresyjnego po porodzie, a czynników rozwinięcia depresji jest bardzo, bardzo dużo. Warto – w ogromnej szczerości z sobą samą – sprawdzić, czy znajdujemy się w grupie ryzyka.

Do najważniejszych czynników należą wcześniejsze: poronienia, trudne doświadczenia związane z porodem, epizody depresyjne lub inne zaburzenia. Ale też problem w relacji partnerskiej, trudna sytuacja ekonomiczna, niechciana lub zagrożona ciąża, samotne macierzyństwo, brak wsparcia społecznego, stresujące wydarzenia życiowe. Oczywiście trudny przebieg ciąży, w tym jej zagrożenie, również może być kluczowy, podobnie jak choroby obciążające, jak chociażby cukrzyca ciążowa czy pozostałe dolegliwości powodujące dodatkowe ograniczenia.

Zarazem mamy czynniki ochronne: należy do nich właśnie dobry przebieg ciąży, czuła relacja z partnerem, silna sieć wsparcia społecznego oraz duża wiedza o zdrowiu psychicznym. Naszym zadaniem jest przesuwać się na tej skali w odpowiednim kierunku: im więcej czynników ryzyka widzimy, tym więcej ochrony powinnyśmy sobie zapewnić.

Ciekawe wydaje mi się nazewnictwo związane z tą tematyką, często nieodpowiednio używane. Sama jestem mamą trzech córek, a epizod depresyjny pojawiał się u mnie za każdym razem, kiedy kończyły one rok. To już chyba nie jest depresja poporodowa, choć wokół jeszcze pieluchy…
W oficjalnych klasyfikacjach depresją poporodową nazywamy zaburzenie, które występuje w okresie bezpośrednio po rozwiązaniu, do około sześciu tygodni od momentu porodu. Natomiast w praktyce klinicznej widzimy, że wiele osób zaczyna przejawiać objawy depresji dopiero w okolicy pierwszych urodzin dziecka. Z mojego punktu widzenia, czyli z praktyki gabinetowej, wynika, że depresją poporodową możemy nazywać depresję związaną z całym kontekstem macierzyństwa w okresie okołoporodowym. Trwa on od momentu zajścia w ciążę przez kilka pierwszych lat życia dziecka. Nie jest to jednak zgodne z oficjalnym nazewnictwem.

Często, choć nie zawsze, trudności na dalszych etapach wynikają z problemów, które pojawiły się na samym początku, ale nie zostały zauważone. Trzeba jednak podkreślić, że depresja poporodowa czy jakakolwiek inna – to ciągle to samo zaburzenie.

Jak ma się do tego baby blues?
Baby blues, zwany też smutkiem poporodowym, nie jest zaburzeniem, lecz fizjologiczną reakcją kobiety na poród – mam tu na myśli gospodarkę hormonalną. Hormony bardzo wpływają na działanie neuroprzekaźników, a w wyniku porodu i rozpoczęcia karmienia ich poziom bardzo się waha. W efekcie odczuwać możemy dojmujący smutek, ale także euforię, bo charakterystyczne dla tego stanu są szybkie zmiany nastroju bez wyraźnej, obiektywnej przyczyny.

Baby blues rozpoczyna się zwykle do piątej doby po porodzie, trwać może około tygodnia, do dwóch. Mija samoistnie. Natomiast depresja utrzymuje się dużo dłużej i wymaga leczenia. W razie wątpliwości warto sięgnąć do tzw. Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej. Jest to seria pytań dostępnych dzisiaj dla wszystkich w Internecie. Ma ona charakter przesiewowy, nie diagnostyczny – diagnozę, na podstawie pogłębionego wywiadu, i często dodatkowych badań, stawia wyłącznie specjalista. Odpowiedź na te pytania może jednak ułatwić nam podjęcie decyzji o szukaniu pomocy. Warto dodać, że zarówno skala edynburska, jak i słynny test Becka, również używany do samooceny w depresji, standaryzowane są na społeczeństwa anglosaskie. W naszej kulturze mogą więc dawać wynik fałszywie pozytywny.

Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?
Przede wszystkim obniżony nastrój, smutek, który utrzymuje się ponad dwa tygodnie, spadek zainteresowań i niemożność odczuwania przyjemności, spowolnienie psychoruchowe, permanentne zmęczenie, poczucie, że przerastają mnie proste czynności, poczucie beznadziejności, poczucie winy, trudności z koncentracją uwagi, problemy ze snem lub nadmierna senność, a także zmiany apetytu.

Do mniej typowych, ale równie ważnych objawów zaliczamy natomiast złość, rozdrażnienie oraz objawy lękowe. Charakterystyczne dla okresu okołoporodowego są myśli związane z brakiem kompetencji w rodzicielstwie oraz lęk o zdrowie, swoje lub dziecka. Alarmujące powinny być myśli samobójcze oraz dzieciobójcze.

Co robić, gdy zaobserwujemy u siebie któryś z tych objawów?
W pierwszej kolejności sięgamy po wsparcie wśród bliskich. Ważne, by już zawczasu – gdy planujemy ciążę lub na samym jej początku – zbudować sieć wsparcia społecznego. Dobrze mieć osobę, z którą mogę szczerze i otwarcie porozmawiać, ale także taką, która wesprze mnie instrumentalnie, na przykład gotując mi obiad czy zabierając dziecko na spacer. W kolejnym kroku sięgamy po wsparcie profesjonalne, zwykle zaczynając od konsultacji psychologicznej. Dobrze, by był to psycholog lub psycholożka pracujący z osobami w okresie okołoporodowym. Specjalista stwierdza, czy mamy do czynienia z momentem kryzysowym czy już z zaburzeniem. Jeśli z tym drugim, wówczas skierowane powinnyśmy zostać do psychoterapeuty i, jeżeli sytuacja tego wymaga, także do psychiatry.

W polskich realiach zachowanie tej kolejności może stanowić spore wyzwanie, powiem więc tak: sięgajmy po pomoc tam, gdzie możemy i jak najszybciej. Zdarza mi się sugerować, by kobiety jeszcze w ciąży umawiały sobie wizytę u psychologa na czas po porodzie. Czeka się długo, więc nie jest to fanaberia – a będziemy zabezpieczone. Dodam, że często łatwiej dostać się na konsultację psychiatryczną niż psychologiczną, więc warto z tego skorzystać, podobnie jak z coraz powszechniejszych konsultacji online, które zresztą, przy małym dziecku, mogą być nawet wygodniejsze niż te w formie tradycyjnej.

Jeśli epizod depresyjny, przez który przechodzimy, ma charakter łagodny, terapią pierwszego wyboru będzie zwykle psychoterapia; natomiast jeżeli mówimy o osobie w ciężkim epizodzie depresji, zazwyczaj włączamy równolegle farmakoterapię, oczywiście pod kontrolą lekarza psychiatry. Według wyników badań naukowych, które poznaliśmy do tej pory, medycyna dysponuje już substancjami, które można bezpiecznie przyjmować także podczas karmienia piersią.

Psychoterapia daje narzędzia pozwalające zmierzyć się z trudnościami także w przyszłości, nie tylko na bieżącym etapie życia. Czy kobieta, która chorowała na depresję po urodzeniu pierwszego dziecka, skazana jest na kolejny epizod po następnym porodzie?
Statystyki mówią, że u osoby, która doświadczyła epizodu depresyjnego, a epizod ten nie był leczony, występuje 50-proc. ryzyko doświadczenia kolejnego. Po drugim epizodzie ryzyko wzrasta do 70–80 porc. Po trzecim mówimy już nawet o 90 proc. ryzyka wystąpienia kolejnego. Podkreślam jednak, że chodzi o epizody nieleczone. Psychoterapia, szczególnie w nurcie poznawczo-behawioralnym, dostarcza nam bardzo konkretnych narzędzi, które możemy wykorzystać do profilaktyki, gdy czujemy, że coś dzieje się nie tak, bądź gdy znajdujemy się w momencie życia, który może być u nas wyzwalaczem trudności.

Szykując się do porodu, także wówczas, gdy nie miałyśmy nigdy wcześniej epizodów depresyjnych, warto zadbać o najważniejszy element wyprawki: o wspomnianą wcześniej sieć wsparcia społecznego oraz o wiedzę na temat zdrowia psychicznego. Pogłębiwszy ją, szybciej rozpoznamy niepokojące objawy.

Mówiłyśmy o wsparciu bliskich, czas więc zapytać o partnera. Czy relacja z nim i jego zachowanie może łagodzić lub wzmacniać rozwój choroby?
Relacja z partnerem jest niezwykle ważna i zawsze pytamy o nią podczas wywiadu z pacjentką. Może niesłychanie łagodzić trudności emocjonalne u osoby chorującej, ale może też je nasilać. Pamiętajmy, że moment, w którym pojawia się dziecko, jest jednym z najtrudniejszych, najbardziej rewolucyjnych w życiu, i często na zaopiekowanie się tym, co dzieje się między nami a partnerem, nie wystarcza nam już zasobów. Bywa tak, że przestajemy ze sobą rozmawiać, doświadczamy swoich trudności niejako w pojedynkę, hodujemy wzajemne urazy, kumulujemy trudne emocje. Taki konflikt może być czynnikiem nasilającym depresyjne objawy.

Tymczasem dobra relacja, taka, w której jest miejsce na wszystkie emocje, w której próbujemy się nawzajem rozumieć i, mimo zmęczenia, wspierać – może być jak spadochron w momencie, czasami dość twardego, lądowania w nowej rzeczywistości i chronić nas przed pogłębieniem objawów.

Trzeba wspomnieć również o tym, że na depresję po narodzinach dziecka chorują także ojcowie, partnerzy. Warto zobaczyć ich w tym doświadczeniu. Zwykle mają oni podwójnie trudną sytuację – nie tylko nie otrzymują potrzebnego wsparcia, ale dodatkowo borykają się z presją zapewnienia wsparcia matce dziecka. Lubię porównywać sytuację rodziców do nocy z przymałą kołderką. Aby jedno mogło zaspokoić swoje potrzeby, musi trochę tej kołderki wziąć od drugiego, i tak w kółko. Warto zrozumieć i zaakceptować, że ta kołderka będzie trochę przykrótka przez parę lat. Nie wynika to z braku chęci drugiej osoby, a faktów: oboje mamy za mało zasobów i za mało przestrzeni, aby je uzupełniać.

Nasza uwaga skierowana jest przede wszystkim na dziecko, nawet jeśli staramy się uszczknąć jej choć trochę dla siebie i partnera. I tu pojawia się pytanie: jak depresja poporodowa wpływa na tworzenie się relacji z dzieckiem?
Kobiety doświadczające kryzysów psychicznych w okresie okołoporodowym mają nieraz dojmujące poczucie winy, ale często jest ono nieuzasadnione. Badania pokazują co prawda, że dzieci kobiet chorujących na depresję rzeczywiście mogą mieć rozmaite trudności z własną emocjonalnością oraz z funkcjonowaniem społecznym i poznawczym, ale mówimy tu o depresji nieleczonej, bardzo nasilonej i długotrwałej. Warto pamiętać, że nie zawsze mamy możliwość zapobiec zachorowaniu, ale to, co możemy zrobić, to jak najszybciej sięgnąć po wsparcie, które będzie jednocześnie wsparciem dla naszych dzieci, i pamiętać, że depresję można skutecznie leczyć, że można z niej wyjść, a bycie w depresji w żaden sposób nie świadczy o nas jako matkach.

Zdarza się, że chorując, mamy pod opieką nie tylko niemowlę, ale także starsze dzieci. Czy mówić im o depresji? Wielu osobom wydaje się, że lepiej ukryć ten problem przed maluchami.
Ukrywanie wszystkich trudnych emocji przed dziećmi po pierwsze jest nierealne, po drugie wcale nie ma na nie dobrego wpływu. Ważne jest, żeby rozmawiać z dziećmi również o tym, co trudne, potrzebne jest natomiast odpowiednie zaadaptowanie przekazywanej informacji do momentu rozwoju dziecka, tak, by było w stanie ją przyjąć i zrozumieć. Trzy- czy czterolatkowi nie powiemy, że mama choruje na depresję, bo nic z tego nie pojmie; możemy mu natomiast powiedzieć, że mamie jest smutno, ale sobie z tym poradzi, bo sięga po pomoc i otrzymuje wsparcie. Taki komunikat nie tylko tłumaczy sytuację, ale także uczy dziecko, że przeżywanie trudnych emocji jest w porządku. Modelujemy tym samym prawdziwe, a zarazem czułe podejście do naszych stanów psychicznych i emocjonalnych.

Przy dzieciach starszych, na przykład nastolatkach, możemy już operować terminem „depresja” oraz wykorzystać tę okazję do wprowadzenia tematu zdrowia psychicznego do domowych rozmów. Warto w tych rozmowach podkreślić, że dziecko nie jest odpowiedzialne za nasz stan. Znowu – pokazujemy w ten sposób, że w życiu zdarzają się trudne emocje i sytuacje, ale można o nich rozmawiać, przyglądać się im i nawzajem się wspierać.

Joanna Frejus, psycholożka, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. Autorka profilu o zdrowiu psychicznym w macierzyństwie @omatkodepresja na Instagramie i Facebooku oraz podcastu Radio Czułość. Prowadzi autorski program wsparcia dla mam #CzułeWojowniczki oraz grupy terapeutyczne. Więcej informacji: www.joannafrejus.pl oraz www.czulewojowniczki.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze