1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Fatfobia – dlaczego czujemy niechęć do osób otyłych? Rozmowa z Marią Mamczur, autorką książki „Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach”

Fatfobia – dlaczego czujemy niechęć do osób otyłych? Rozmowa z Marią Mamczur, autorką książki „Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach”

Maria Mamczur (Fot. Jakub Szafrański/materiały prasowe Wydawnictwa Krytyka Polityczna)
Maria Mamczur (Fot. Jakub Szafrański/materiały prasowe Wydawnictwa Krytyka Polityczna)
„Niechęć do osób grubych napędza biznes. Trenerki zawstydzają swoje potencjalne klientki, mówiąc: »Rusz tyłek z kanapy, przestań jeść wiadrami frytki i zacznij ćwiczyć«. Na wstydzie z powodu większej masy ciała i fatfobią w Polsce, czyli niechęci wobec osób grubych, zarabiają chirurdzy plastyczni, cała armia dietetyków, zwłaszcza tych którzy uzyskali wiedzę na kilkutygodniowych kursach” – mówi Maria Mamczur, autorka książki „Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach”.

Wiem z własnego doświadczenia, że osobę grubą zrozumieć może jedynie inna gruba. Najbardziej profesjonalna wiedza na temat nadwagi, otyłości, zaburzeń odżywiania nie pomogły mi tak naprawdę zrozumieć rozpaczy pacjentek, towarzyszącej im bezradności w obliczu każdego dodatkowego kilograma. Dziś jestem o 20 kg mądrzejsza i wiem, jak działa fatfobia, co to jest i co znaczy tyć od listka sałaty, a przy tym nie rozpoznawać osoby, którą widzi się w lustrze.
To prawda. Rzeczywiście, jest duża różnica między tym, co odczuwamy wewnątrz, czyli wizerunkiem, do którego przyzwyczaiłyśmy się przez lata, a tym, co się dzieje z naszym ciałem na zewnątrz.

Bywam zła, że muszę ograniczać kalorie, odmawiać sobie jedzenia rzeczy, które lubię. Odczuwam też dużo smutku, dużo zazdrości, kiedy patrzę na młode, szczupłe dziewczyny. Ze łzami w oczach oddaję moje ubrania w rozmiarze 34, bo wiem, że już nigdy ich nie założę. Czasami mam też do siebie pretensję o brak pokory – wcześniej, choć bardzo się starałam, nie byłam w stanie zrozumieć kobiet brykających się z nadwagą.
Bohaterki mojej książki nie raz powtarzały, że jeśli ktoś nie przeżył, nie doświadczył tego, z czym musi się zetknąć osoba z większa wagą, nie jest w stanie zrozumieć, jak żyje i co czuje osoba gruba. Fakt, że sama jestem gruba, pozwalał mi zyskać ich zaufanie.

Kiedy przed laty wspierałam procesy odchudzania moich pacjentek, nadwaga i otyłość były traktowane przede wszystkim jako problemy z wyrażaniem emocji. Dopiero od niedawna w odpowiedzi na zjawisko fatfobii mówi się głośno o tym, że otyłość to choroba. W swojej książce pisałaś o otyłości pierwotnej i wtórnej.
Otyłość pierwotna wynika z dodatniego bilansu energetycznego, czyli jemy więcej, niż potrzebuje organizm, i nie spalamy tego. Wtedy te dodatkowe kalorie odkładają się w komórkach tłuszczowych. Otyłość wtórna wiąże się ze schorzeniami, które spowalniają metabolizm. Często przyczyna tej otyłości nie jest zdiagnozowana. Lekarze zwykle zamiast diagnozować, co jest przyczyną przybierania na wadze, dają radę: „Jedz mniej, więcej się ruszaj”. Mówią to w różny sposób, czasami jawnie deprecjonując osobę, która cierpi z powodu otyłości. Sama zachorowałam na otyłość wtórną, bardzo długo miałam niezdiagnozowaną chorobę tarczycy. Chodziłam do lekarzy, którzy zamiast skierować mnie na badania, które wykluczyłyby (albo potwierdziły) wszystkie inne czynniki wpływające na to, że tyłam od powietrza, mając zdrową i racjonalną dietę, zalecali mi, żebym się więcej ruszała, nie jadła chlebka i ziemniaczków itd.

Przyczyną otyłości wtórnej mogą być: niedoczynność tarczycy, choroba Hashimoto, insulinooporność, choroby przysadki mózgowej, guzy nadnerczy, różne choroby genetyczne oraz zażywnie niektórych leków – hormonalnych, neuroleptyków itp. Znajomość przyczyn otyłości – zarówno pierwotnej, gdzie np. może się okazać, że osoba zajada emocje, jak i wtórnej, za którą stoi jakaś choroba – może sprawić, że przestaniemy oceniać, krytykować, wyśmiewać, zawstydzać czy wykluczać. Historie wielu osób borykających się z nadwagą czy otyłością to opowieści o traumach często sięgających wczesnego dzieciństwa. Na przykład osoby objadające się kompulsywnie mogły być w dzieciństwie niezauważane, psychicznie porzucone przez rodzica, były ofiarami przemocy lub też ponosiły wszystkie konsekwencje życia w rodzinie dysfunkcyjnej.

Nie możemy zapomnieć również o powszechnej obsesji piękna – presji, że musisz wyglądać wspaniale. Jeśli na dodatek ktoś ma deficyt poczucia własnej wartości, jest przekonany, że może to sobie zrekompensować wyglądem. Nie ma społecznego przyzwolenia na wizualną różnorodność. Wszyscy musimy podlegać pewnym kanonom, które są coraz bardziej wyśrubowane. Kiedyś wystarczyło mieć rozmiar 38, by mieścić się w kanonie piękna, dziś od 38 to już granica strefy plus size.

Wydaję mi się, że BMI również jest wyśrubowane.
BMI nie powinno być głównym wskaźnikiem oceny stanu zdrowia. Ktoś może mieć wysokie i dobrze się czuć, a ktoś inny może mieć BMI bliskie normy i mieć problemy metaboliczne.

Jednak BMI jest dobrym narzędziem, które pozwala ocenić, czy mamy do czynienia z nadwagą, czy z otyłością – i którego stopnia – a to jest ważne, bo przekraczając kolejny stopień otyłości, możemy nie poradzić sobie z efektem kuli śniegowej. W takim przypadku nie potrafimy już kontrolować swojego tycia, co jest uwarunkowane fizjologicznie.

Naszym poczuciem głodu i sytości zarządzają hormony. Leptyna jest hormonalnie czynną komórką umiejscowioną w tkance tłuszczowej i zarządzającą poczuciem sytości. Grelina z kolei to hormon chroniący nasz organizm przed niedożywieniem, który znajduje się w komórkach okładzinowych żołądka. Grelina wysyła sygnał do mózgu, że jeszcze jesteśmy głodni, sprawia też, że mamy wyostrzony zmysł smaku i powonienia. Jeśli żołądek jest rozciągnięty, greliny jest więcej i człowiek, który przekracza normę wagową, ciągle jest głodny. W przypadku leptyny wraz z rozwojem tkanki tłuszczowej pojawia się leptynooporność. Nie czujemy sytości. Okazuje się, że po przekroczeniu określonej wagi, np. 100 kg, przestajemy panować nad głodem i sytością, a tym samym nad procesem tycia.

A niemożność zapanowania nad jedzeniem w naszej kulturze fatfobii utożsamiana jest z brakiem silnej woli, nieumiejętnością kontroli.
Obwinianie czy strofowanie kogoś, kto przybrał na wadze, jest bez sensu i szkodliwe bez względu na to, co było przyczyną tej nadwagi. Ponadto sprawia, że człowiek ma poczucie winy i sztucznie indukowanego wstydu, wycofuje się z życia społecznego. Wstyd i niechęć do osób grubych napędzają mechanizmy rynkowe. Przemysł fitness, to maszynka do robienia pieniędzy. Żeruje wręcz na zawstydzaniu tych, którzy mają ciała więcej niż przewiduje norma. Trenerki zawstydzają swoje potencjalne klientki: „Rusz tyłek z kanapy, przestań jeść wiadrami frytki i zacznij ćwiczyć”. Na wstydzie z powodu większej masy ciała i niechęci wobec osób grubych zarabiają chirurdzy plastyczni, cała armia dietetyków, zwłaszcza tych, którzy uzyskali wiedzę na kilkutygodniowych kursach. Jest konflikt pomiędzy lekarzami obesitologami, którzy leczą otyłość, a dietetykami, którzy zachwalają swoje diety cud, obiecując chudnięcie bez wysiłku. Obesitolodzy twierdzą, że większość ich pacjentów to właśnie ofiary diet. Każda kolejna dieta spowalnia metabolizm i prowadzi do katastrofy, jeśli się nie wie, co się robi z własnym ciałem i chce się pójść na skróty. Najgorsze jest, kiedy wpadamy w błędne koło diet. Sama stosowałam różne diety.

Chudłaś?
Chudłam, ale potem metabolizm spowalniał. Zacznijmy od tego, że źle interpretujemy zjawisko jo-jo – tu wcale nie chodzi o to, że osoba po zakończeniu diety wraca do starych nawyków, nadrabia czas głodzenia się, zaczyna się objadać. Efekt jo-jo polega na tym, że jeśli mamy restrykcyjne diety i się głodzimy to nasz organizm nastawia się na przetrwanie i kumuluje energię w komórkach tłuszczowych. Jest to związane z mechanizmem, który naszym przodkom pozwalał gromadzić energię na czas głodu, klęsk żywiołowych czy chorób. Rygorystyczne diety spowalniają metabolizm.

Mój proces tycia to była suma wielu składników. 7 lat byłam wegetarianką – w czasach, kiedy nie było to jeszcze modne. Nie było też łatwo dostępnych zamienników białka roślinnego i ofert takich potraw dla ludzi żyjących w biegu, więc dieta wyłącznie roślinna, bez uzupełnienia białka, znacznie spowolniła mój metabolizm. Na dodatek nie wiedziałam, że zwłókniała mi tarczyca. Byłam też na zakręcie życiowym i stres – oraz związany z nim nadmiar kortyzolu – przeprogramował mój organizm na tryb przetrwania. Tyłam, nie wiedząc dlaczego.

Pisząc książkę, chciałam uzmysłowić ludziom, że automatyczne ocenianie i sprowadzanie osoby grubej do takiego równania: dużo żarcia plus mało ruchu i lenistwo – to jest fatalny błąd, który szkodzi wszystkim. Osoby grube w ten sposób traktowane chowają się, ukrywają w przestrzeni społecznej, ciągle są prowokowane do poczucia winy (zobacz, co sobie zrobiłaś), znikają. Są w naszym społeczeństwie ludzie, którzy z powodu otyłości w ogóle nie wychodzą z domu.

Wiesz, jeśli chodzi o zjawisko fatfobii, to chyba najbardziej porusza mnie niewiedza lekarzy. Sama usłyszałam od znajomej lekarki: miesiąc diety 1200 kcal, jeśli nie schudniesz, to przepiszę ci zastrzyki na odchudzanie (które podaje się osobom chorym na cukrzycę).
No tak, to jest straszne. Nie ma na studiach medycznych obesitologii, czyli specjalizacji zajmującej się leczeniem otyłości. W Polsce jest chyba 400 obesitologów – zbyt mało, biorąc pod uwagę, że ponad 60 proc. społeczeństwa dotyka nadwaga albo otyłość. Nie zapominajmy również, że oprócz czynników psychologicznych i dietetycznych na otyłość wpływa także zła jakość jedzenia. Na przykład glutaminian sodu dodawany do wielu produktów, który podbija smak potraw, ale też uzależnia. Albo te wszystkie syropy glukozowo-fruktozowe, które dodawane są prawie do wszystkiego, czy żywność zawierająca 0 proc. cukru, ale słodzona aspartamem, który powoduje zaburzenia metaboliczne.

Żyjemy w środowisku wybitnie obesitogennym. Kiedyś mieliśmy małe, osiedlowe sklepiki. Zaopatrując się w nich, przy okazji zaliczaliśmy spacer. Dziś zajeżdżasz samochodem do wielkiego supermarketu, wrzucasz do koszyka produkty na zapas, które potem szkoda wyrzucić. Jesz w biegu dania wysokoprzetworzone i… metabolizm siada. Prowadzisz przy tym siedzący tryb życia. Stres stał się już nieodłącznym elementem naszego życia. To wszystko powoduje, że problem z nadwagą i otyłością będzie dotykał coraz większej liczby ludzi.

Od czego zacząć proces świadomego odchudzania?
Przede wszystkim należy zdiagnozować przyczynę otyłości. Iść do lekarza. Zasygnalizować problem: „Tyję, chociaż nie zmieniłam trybu życia i diety”, albo mówiąc wprost: „Choruję na otyłość, proszę mi pomóc”. Lekarz powinien wystawić skierowanie na badania, żeby wykluczyć różne czynniki mogące wpływać na to, że pacjent tyje. Niestety często tak się nie dzieje. Lekarz wręcza folder z dietą śródziemnomorską albo…

Albo proponuje zastrzyki?
Na dodatek po te leki na receptę sięgają nie tylko ci, którzy mają dużą nadwagę czy otyłość, ale też osoby, które chcą znacząco i bez wysiłku schudnąć. Jedynym sposobem, żeby schudnąć, jest odkrycie przyczyn nadwagi i otyłości, wdrożenie leczenia i świadome odżywianie uwzględniające styl życia i indywidualne potrzeby organizmu. Ja np. lubię pracować w nocy, więc ostatni posiłek jem o 20, a pierwszy następnego dnia ok. 12. W jadłospisie uwzględniam indeks glikemiczny, wybieram produkty nieprzetworzone. Biorę też hormon tarczycy, który wyrównuje moje niedobory mające duży wpływ na metabolizm. Być może dzięki temu w ciągu 2 latach schudłam 19 kg.

„Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach”, Maria Mamczur, Wydawnictwo Krytyki Politycznej „Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach”, Maria Mamczur, Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze