1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kiedy zakończyć przyjaźń: 7 powodów

Kiedy zakończyć przyjaźń: 7 powodów

123rf.com
123rf.com
Wszyscy wiemy, jak ważna jest przyjaźń w naszym życiu. Jak głosi stare dziewczyńskie powiedzenie: faceci przychodzą i odchodzą, a dziewczyny zawsze z tobą będą. Czy na pewno?

Kiedy trzeba powiedzieć stop przyjaźni? Oto 7 ważnych powodów:

1. Ty dajesz, oni biorą. Gdy widzisz, że w waszych relacjach nie ma równowagi, a wszyscy są zadowoleni biorąc twój czas, energię i/lub pieniądze, a ty czujesz się emocjonalnie wydrenowana - coś jest nie tak.

2. Zamiast wsparcia i akceptacji, spotyka cię z ich strony głównie krytyka i odrzucenie? Chyba nie o to chodzi w przyjaźni, prawda?

3. Nie możesz im powierzyć sekretów, nie możesz na nich polegać, ani im zaufać.

4. Gdy wydobywają z ciebie to co najgorsze. Jeśli twój przyjaciel jest z tobą tylko wtedy, gdy z nim pijesz, palisz lub imprezujesz całą noc, a nie potrafi z tobą porozmawiać na trzeźwo, przy kawie czy na spacerze - coś tu nie gra.

5. Nie lubią, nie akceptują twojej rodziny, twojego partnera, twoich innych znajomych. A przecież to też bliscy tobie ludzie, po części - też ty sama. Czy możliwe, że nie lubiąc ich, nie lubią też jakiejś części ciebie?

6. Nieustannie ciebie zawodzą. Nie dotrzymują słowa, nie pomagają w trudnych chwilach, ich telefon nie odpowiada, gdy ich potrzebujesz. Angielskie przysłowie mówi: A friend in need is a friend indeed - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A to święta prawda.

7. Gdy chcą mieć z tobą inne relacje niż przyjacielską. To trudne zwłaszcza w przyjaźni damsko - męskiej, gdy twój przyjaciel zaczyna liczyć na romans, gdy twoja przyjaciółka zaczyna zachowywać się zbyt intymnie, albo inaczej, zaczyna traktować cię jak córkę czy młodszą siostrę, zatracając tym samym cechy przyjaźni, których ty potrzebujesz.

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Dlaczego niektóre osoby znajdują się w „zewnętrznym” kręgu przyjaciół, a inne są nam szczególnie bliskie? Czy widzisz możliwość, by daleki znajomy stał się bliskim przyjacielem? Co sprawia, że jedne relacje są silniejsze, a inne słabsze? – pyta Hope Kelaher, terapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Wiele osób zadających sobie te pytania poszukuje odpowiedzi u Arystotelesa, starożytnego greckiego filozofa. Nie bez powodu jego przemyślenia i idee wywołują oddźwięk od tysięcy lat! W Etyce nikomachejskiej Arystoteles przedstawił swoje poglądy na to, jak najlepiej żyć. Dwie z dziesięciu ksiąg poświęcił przyjaźni – i nic dziwnego, uważał ją bowiem za klucz do dobrego życia. Utrzymywał, że przyjaźń może istnieć, jedynie opierając się na wzajemnym dobru pomiędzy dwiema osobami. Wymienił także trzy motywacje dla miłości i przyjaźni: użyteczność, przyjemność i szlachetność. Przyjrzyjmy się im i sprawdźmy, jak mogą przekładać się na nasze życie.

Przyjaźnie użyteczne

To relacje korzystne lub przydatne dla obydwu stron (zgodnie z łacińską maksymą quid pro quo, czyli coś za coś). Przyjaźnie użyteczne zawiera się dla osobistego zysku, nie dla przyjemności, a wszystkie związane z nimi kontakty muszą być wzajemnie opłacalne. W takich relacjach nie spotykamy się z przyjaciółmi dla samego spotkania. W efekcie przyjaźnie te są dość słabe, a więzi, na których się opierają, bywają powierzchowne. Przyjaźń użyteczna może służyć określonemu celowi, ale nie jest nim towarzystwo. Na przykład dana osoba może zaplanować weekendowe wyjście z drugą osobą, ale odwołać je, kiedy pojawi się korzystniejsza propozycja. Początkowo wydaje się, że wspólnym celem jest spędzenie razem czasu, ale z uwagi na powierzchowny charakter przyjaźni, jedna z  osób nie bierze pod uwagę uczuć drugiej, kiedy postanawia zrezygnować z planów. Robi to wyłącznie dla własnej korzyści.

Takie relacje często tworzą się wśród znajomych i podczas poszukiwania nowych przyjaciół. Bodaj najlepszy i najpowszechniejszy przykład przyjaźni użytecznej stanowią kontakty nawiązywane w  nowej szkole lub pracy bądź w nieznanych okolicznościach. Czy zdarzyło ci się kiedyś pójść na imprezę, na której nikogo nie znałeś, aby uniknąć siedzenia w domu w piątkowy wieczór? Usiadłeś w stołówce z grupą popularnych uczniów, aby podnieść swój status społeczny? A może zakolegowałeś się z osobą poznaną na siłowni, aby mieć z kim pogadać podczas treningów, zamiast stać w niezręcznej ciszy? Jeśli tak, to była przyjaźń użyteczna. Takie relacje, choć nie są bardzo znaczące, mogą być przydatne – dlatego wszystkim zdarzyło się, i nadal będzie zdarzało, je zawierać.

Przyjaźń przyjemna

Drugi rodzaj przyjaźni opiera się wyłącznie na uczuciu przyjemności, a celem jest dążenie do jego odczuwania. Takie relacje zwykle nawiązuje się w trzecim kręgu społecznym, wśród około 50 osób, z  którymi spotykamy się na imprezach lub w miejscach publicznych. To bliżsi znajomi, jednak nie aż tak bliscy, by zaliczyć ich do najintymniejszych kręgów. Przypomnij sobie ludzi, z którymi spędzałeś czas na studiach, bo byli zabawni, rozrywkowi lub żądni przygód. Być może coś błyskawicznie cię do nich przyciągnęło. Taka relacja opiera się na naturalnych podobieństwach, ale Arystoteles porównuje ją do przyjaźni „młodych”, ponieważ z czasem zmienia się to, co daje nam przyjemność. W efekcie takie przyjaźnie są zwykle krótkotrwałe. Podobnie jak pierwsze fazy zakochania, kiedy miłość wydaje się przepełniać wszystko i dodaje energii, przyjaźnie przyjemne na początku często dostarczają wspaniałych przeżyć. Z czasem relacja może jednak ulec ochłodzeniu ze względu na swój brak głębi.

Choć przyjaźnie przyjemne bywają nietrwałe, odgrywają istotną rolę nie tylko w spędzaniu czasu, ale także w budowaniu tożsamości. Pomagają nam przekonać się, co i kogo lubimy lub nie lubimy, i dają okazję do rozwijania intymności emocjonalnej z innymi. Przypomnij sobie drużynę sportową, do której należałeś, kolegów z pracy, z którymi wspólnie wychodzicie, albo osoby, z którymi grasz w gry wideo. To pozytywne, przydatne w danej chwili relacje, skupione na określonym rodzaju aktywności. Niektóre z nich mogą się rozwinąć, większość jednak wygasa, kiedy jedna ze stron traci zainteresowanie danym sposobem spędzania czasu. Uważam jednak, że wszyscy możemy, a wręcz powinniśmy, utrzymywać takie relacje.

Przyjaźnie szlachetne

Najbardziej wartościowa przyjaźń, zwana przez Arystotelesa „szlachetną”, opiera się na wzajemnym podziwie i miłości. W idealnych okolicznościach taka relacja może zawierać pewne aspekty przyjaźni przyjemnej, ale w tym wypadku przyjaciel to prawdziwy towarzysz wspierający cię na dobre i na złe. Panuje całkowita wzajemność i otwartość. Przyjaciel bez wstydu mówi ci całą prawdę o sobie i w niczym nie umniejsza to wzajemnej miłości i troski. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie do takich przyjaciół można zadzwonić o każdej porze, z dowolnego powodu, czy chodzi o problemy w pracy, czy złamane serce. To oni nie pozwalają ci się zagubić – zagrzewają do boju, kiedy potrzebujesz motywacji, lub studzą zapał, kiedy staje się niebezpiecznie intensywny. Wiele osób, mówiąc o przyjaźniach szlachetnych, posługuje się określeniami „bratnia dusza” lub „najlepszy przyjaciel”.

Przykłady platońskich bratnich dusz i najlepszych przyjaciół można spotkać w niezliczonych filmach i serialach, jak: Ekipa, Thelma i Louise czy Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mnie przychodzą na myśl Wariatki z Bette Midler. Film opowiada historię dwóch dziewczyn – brunetki i rudej – które pochodzą z  zupełnie innych środowisk i nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak po tym, jak przypadkiem nawiązują znajomość, ich relacja okazuje się trwała. Dziewczynki wyrastają na nastolatki, potem młode kobiety i panie w średnim wieku, wciąż niewiele je łączy, a jednak więź między nimi trwa. W jednej z najbardziej wzruszających i wymownych scen widzimy łączącą je czystą, platoniczną miłość, kiedy dociera do nich, że jedna z nich umiera.

Takie przyjaźnie nie muszą być egzaltowane czy pełne melodramatycznych uczuć – są za to swobodne, pomagają nam się rozwijać i okazują się znacznie trwalsze niż wszystkie pozostałe rodzaje przyjaźni, które dotąd omówiliśmy.

Jak wyglądają twoje więzi? – ćwiczenie

Różne aspekty rzeczywistości, z  jakimi musimy mierzyć się w wieku średnim – praca zawodowa, dzieci, spłacanie kredytów, życie uczuciowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami – nie pozostawiają wiele czasu na nawiązywanie nowych przyjaźni i podtrzymywanie istniejących. Nawet jeśli nie wszedłeś jeszcze w ten etap życia, poniższe ćwiczenie pomoże ci określić, jak dobrze radzisz sobie z podtrzymywaniem więzi ze starszymi i nowszymi przyjaciółmi i, w razie potrzeby, dokonać zmian.

Wymień ostatnich 5 osób, z którymi się kontaktowałeś (przez telefon, esemesa, komunikatory internetowe, wiadomości prywatne).

Czy w tych kontaktach widać jakiś schemat? Na przykład czy komunikowałeś się z jedną osobą, czy z wieloma? Być może znaleźli się wśród nich twój partner, rodzice lub szef. Zastanów się, kogo jeszcze chciałbyś zobaczyć na tej liście – może przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałeś ani nie słyszałeś?

Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak czułbyś się, gdybyś teraz się do niego odezwał i powiedział, że o nim myślałeś? A może potencjalnego przyjaciela, którego niedawno ci przedstawiono – może mógłbyś wykorzystać tę okazję, aby zacieśnić znajomość?

Fragmenty pochodzą z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Przyjaźń w dorosłym życiu – ważniejsza jest jakość niż liczba

Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
W ciągu ostatnich dwudziestu lat opublikowano wiele wyników badań potwierdzających pogląd, że przyjaźń stanowi jeden z najistotniejszych elementów ludzkiego zdrowia, samopoczucia i szczęścia. Jeśli się nad tym zastanowić, to takie stwierdzenie ma sens! – pisze Hope Kelaher w swojej książce „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Pogawędka, aby nadrobić zaległości lub błyskawiczne znalezienie ponownie wspólnego języka ze starym przyjacielem, z którym nie widzieliśmy się od lat, znakomicie wpływa na samopoczucie, podobnie jak zaśmiewanie się do łez z osobistych żartów lub wstydliwych historii z osobą, z którą łączy nas poczucie humoru. Wywołują one uczucie, którego nie da się porównać z żadnym innym, a przy tym są dobre dla zdrowia! Dowiedziono, że przyjaźń i więź emocjonalna z innymi pomagają zmniejszyć ryzyko śmierci i skrócić czas trwania chorób fizycznych i psychicznych, mogą również korzystnie wpływać na zdrowie, przyczyniając się do wydzielania endorfin.

Przyjaciele nie tylko udzielają wsparcia emocjonalnego i społecznego, ale też, z perspektywy ewolucyjnej, zapewniają ochronę, wsparcie praktyczne, a w niektórych przypadkach także pomoc finansową. Przyjaźń stanowi element rozmaitych intymnych relacji, w tym między partnerami i członkami rodziny, ważne jednak, aby odróżnić zaprzyjaźnione osoby z rodziny (krewnych) od przyjaciół. Za przyjaciół uznaje się osoby znajome, z którymi łączy nas więź oparta na emocjonalnej bliskości i wzajemności (czyli dawaniu i braniu w relacji). W przeciwieństwie do przyjaźni rodzinnej, taka przyjaźń jest wynikiem wyboru i może zakończyć się w każdej chwili. W rezultacie poświęcamy więcej czasu i energii na nawiązywanie i podtrzymywanie przyjaźni z osobami niespokrewnionymi.

Liczba a jakość

Dla wielu osób kolejne oczywiste pytanie brzmi: co jest ważniejsze, liczba przyjaciół czy jakość przyjaźni? Wyniki badań wskazują wprawdzie, że zarówno wielkość kręgów społecznych, jak i jakość relacji z ich członkami mają istotne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia, jednak biorąc pod uwagę zobowiązania ciążące na współczesnych dorosłych, nie zawsze da się zachować równowagę między tymi dwoma czynnikami. Co ciekawe, wyniki badań przeprowadzonych przez antropologa i psychologa Robina Dunbara wskazują, że istnieje maksymalna liczba znajomości, jaką każdy z nas jest w stanie podtrzymać w danym momencie. W swoich pracach Dunbar stwierdza, że zdolności poznawcze ludzkiego mózgu wystarczają na utrzymanie jednocześnie relacji ze 150 osobami. Nie wszystkie z nich są naszymi bliskimi przyjaciółmi: część to przygodni znajomi. Wyniki badań wskazują, że z około 50 spośród tych 150 osób mógłbyś znaleźć na proszonej kolacji lub imprezie u wspólnego znajomego. Znacznie mniejszą liczbę ludzi – około 15 – uważamy za przyjaciół, którym możemy w razie potrzeby się zwierzyć lub poprosić ich o wsparcie. Badania Dunbara wykazały też, że każdy z nas ma plus minus 5 osób, które uznajemy za najbliższych przyjaciół i którym możemy wyznać najskrytsze tajemnice, pragnienia i problemy. Granice tej grupy są płynne, a poszczególne osoby mogą przemieszczać się między kręgami przyjaciół i najlepszych przyjaciół.

Cyfrowe platformy, takie jak: Facebook, Snapchat, Twitter czy Instagram doprowadziły wprawdzie do poszerzenia sieci przyjaźni, ale jedno pozostało bez zmian: siła długotrwałych relacji zależy od osobistych kontaktów.

Spotkania twarzą w twarz sprzyjają powstawaniu więzi, jakiej nie da się nawiązać poprzez media społecznościowe.

Udostępnienia i polubienia w internecie nie mogą równać się z pozytywnymi doświadczeniami, takimi jak: osobiste powitania, jedzone razem posiłki czy wspólny śmiech. Takie przeżycia częściej doprowadzają do wydzielania endorfin – hormonów wiązanych z przyjemnością, redukcją stresu i tworzeniem więzi społecznych. Z badań wynika, że co prawda znajomości w mediach społecznościowych łatwo jest nawiązywać i dokumentować, ale wirtualne kontakty nie mogą skutecznie zastąpić przyjaźni w prawdziwym życiu. Najłatwiej wyjaśnić to faktem, że wartościowe relacje wynikają z czasu, a interakcje z wirtualnymi znajomymi zmniejszają ilość czasu i energii, jakie możemy poświęcić na dbanie o osobiste relacje.

Aspekty dobrej przyjaźni

Świadomość, że jesteśmy w stanie utrzymywać kontakty jedynie z ograniczoną liczbą osób, może dodawać otuchy, zwłaszcza tym z nas, dla których zbieranie internetowych znajomości stanowi hobby. Wiąże się jednak z pytaniem, czy nasze przyjaźnie są wystarczająco dobre, a ich jakość –wysoka. Zdaniem wielu osób, odpowiedź na to złożone pytanie ma subiektywny charakter. Większość badaczy zajmujących się tym tematem twierdzi, że wysokiej jakości relacje wyróżniają się wysokim poziomem wzajemnych zachowań pomocowych, współzależności, intymności emocjonalnej i konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Wzajemność

Wyniki nowszych badań wskazują jednak, że istnieje wiele aspektów i wskaźników jakości relacji. Dobre przyjaźnie, zarówno w dzieciństwie, jak i w wieku dorosłym, charakteryzuje wzajemność pochlebstw – przyjaciele często wzajemnie chwalą się za sukcesy, wspierają w przypadku porażek i pomagają wzmacniać poczucie własnej wartości.

Współzależność

Kolejnym aspektem dobrej przyjaźni jest współzależność. Podobieństwo pomiędzy dwiema osobami zapewnia skoordynowaną relację, pozwalającą każdej ze stron czerpać więcej przyjemności i korzyści. Nawet jeśli każda z osób zyskuje na przyjaźni co innego, jest to równie przydatne jak to, co daje drugiej osobie. Na przykład Jen może otrzymywać od Kit wsparcie w swoim związku i udzielać jej wsparcia w sprawach rodzinnych.

Intymność emocjonalna

Trzeci najważniejszy i najlepiej opisany aspekt wysokiej jakości przyjaźni to intymność emocjonalna –pozytywna komunikacja i wzajemne dzielenie się tajemnicami w relacji. Badania nad bliskimi przyjaźniami wśród dzieci wykazały, że te z nich, które określiły poziom intymności w relacji jako wysoki, wskazywały również na wysoki poziom innych pozytywnych cech, co sugeruje, że intymność może stanowić najistotniejszy czynnik w wysokiej jakości relacjach.

Rozwiązywanie konfliktów

Przyjaźń idealna nie istnieje, a nawet najlepsza wykazuje cechy negatywne, warto zatem zbadać również, w jaki sposób rozstrzyga się konflikty w wysokiej jakości relacjach i jak może to przyczynić się do ich dalszego zacieśniania. Wysokiej jakości przyjaźnie zwykle charakteryzują się minimalnym poziomem konfliktów, nie są od nich jednak całkowicie wolne. W gruncie rzeczy taka sytuacja byłaby niepokojąca, a nawet szkodliwa dla relacji. Konflikty rozwiązywane w zdrowy sposób mogą prowadzić do większej intymności i mocniejszej więzi w relacji, zwłaszcza przyjacielskiej. Przypomnij sobie nieporozumienie pomiędzy tobą a jednym z twoich przyjaciół. Zapewne doświadczałeś obaw i niepokoju, zastanawiając się, jak podejść do sprawy, ale kiedy podjąłeś ryzyko i udało ci się ją rozwiązać, poczułeś ulgę wynikającą z rozstrzygnięcia.

Wyobraź sobie na przykład, że od jednego z najbliższych przyjaciół dostajesz esemesa i nie rozumiesz jego wymowy. Druga osoba zwraca się do ciebie w nietypowy sposób, wskazujący, że coś jest nie tak. Być może wyczuwasz gniew przyjaciela. Choć boisz się zaognienia sytuacji, wykonujesz ważny krok i mówisz mu o swoich obawach, a on wyznaje, że rozczarowało go coś, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nie rozstrzyga to konfliktu ani kwestii twojego zachowania, ale możecie teraz otwarcie porozmawiać o napięciu, które wcześniej kryło się pod powierzchnią. Każde z was zna perspektywę i uczucia drugiej strony. Możecie odetchnąć z ulgą i przejść do rozwiązywania problemu. Wynik badań nad konfliktami w relacjach nastoletnich sugerują, że z wiekiem sposób rozwiązywania konfliktów zmienia się z wymuszającego na konstruktywny. W okresie dojrzewania rozwija się empatia – zdolność do rozumienia stanu emocjonalnego drugiej osoby – dzięki której przyjaciele mogą lepiej zrozumieć nawzajem swoje uczucia i punkt widzenia.

Przyjrzyjmy się, jak może wyglądać rozwiązywanie konfliktów w wysokiej jakości przyjaźni. Shay i Jen zaplanowały wspólne wyjście, ale dzień przed nim Shay pracowała do późna i źle się czuje. Wie, że Jen bardzo zależy na realizacji planów, ale jej samej brak do tego energii i motywacji. Wyjaśnia przyjaciółce, że jest bardzo zmęczona, ale obawia się, że rozczaruje ją, rezygnując z wyjścia. Jen istotnie jest zawiedziona, ale mówi Shay, że rozumie sytuację i że na pewno będą jeszcze miały okazję się spotkać. Jen nie ma pretensji do Shay, ich przyjaźń wraca do normy i rozwija się dalej. Bez empatii konflikt w tej sytuacji mógłby rozstrzygnąć się w zupełnie inny sposób, a obie strony czułyby się niewysłuchane, niedostrzeżone i lekceważone. Przyjaciółkom udało się jednak porozmawiać otwarcie, bezpiecznie i konstruktywnie, a rozwiązanie wzmocniło ich relację.

Mam nadzieję, że dotychczasowa lektura uświadomiła ci, że liczy się nie liczba, a jakość relacji. Zwykle mamy około 5 najbliższych przyjaciół, 15 przyjaciół orbitujących wokół nich, 50 znajomych, przy których czujemy się swobodnie na imprezach, i 150 dalszych znajomych. Aby przyjaźnie i więzi były jak najgłębsze, nie należy skupiać się na rozszerzaniu zewnętrznego kręgu znajomych, ale poświęcać czas i energię osobom z najbliższych kręgów społecznych. Trzeba również pamiętać, że najbliżsi przyjaciele mogą w różnych momentach życia przemieszczać się z jednego kręgu do drugiego. Na przykład bliski przyjaciel ze studiów może przestać należeć do kręgu najbliższych przyjaciół po twojej przeprowadzce do innego miasta, ale pozostać wśród piętnaściorga przyjaciół. Takie przejścia pomiędzy kręgami są naturalne, a jeśli znów zdarzy się wam zamieszkać w tym samym mieście, może się okazać, że przyjaciel w naturalny sposób powróci do najbliższego kręgu.

<!--jt:related class="left" src="https://zwierciadlo.pl/js/tiny_mce/plugins/jtinfobox/img/related.png" />

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Potrzeba bliskości - na czym polega czułość i jak poradzić sobie z potrzebą przytulania?

Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany. (Fot. iStock)
Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany. (Fot. iStock)
Czy w czasach krótkotrwałych związków i znajomości przez Internet nie zapomnieliśmy, by być czułym i dobrym – dla siebie, partnera, dzieci…? Z psycholog Katarzyną Grębecką-Romanowską rozmawia Maja Jaszewska.

Czy w czasach krótkotrwałych związków i znajomości przez Internet nie zapomnieliśmy, by być czułym i dobrym – dla siebie, partnera, dzieci…? Na czym polega czułość okazywana bliskim? Z psycholog Katarzyną Grębecką-Romanowską o potrzebie bliskości drugiej osoby rozmawia Maja Jaszewska.

Podejmijmy to wyzwanie i spróbujmy określić, czym jest i na czym polega czułość.
Każdy z nas pragnie czułości i jest do niej stworzony, ale mimo to nie jest łatwo ją zdefiniować. W psychologii mówi się o czułości wtedy, kiedy opisuje się więź, bo jest ona jej immanentną częścią. Dlatego psychologia określa czułość jako podstawową potrzebę, wywodzącą się z relacji matki i dziecka. Opieka nad nowo narodzonym potomstwem wymaga bliskości fizycznej i czułość wywodzi się właśnie z niej. Cała sfera pielęgnacji, dotykania małego dziecka, karmienia go, przewijania, kąpania, pieszczot, przytulania, gdy płacze – ma charakter czuły i buduje więź. Dlatego dzieci z domów dziecka czy z domów, gdzie panuje dysfunkcja emocjonalna, cierpią na zaburzenia więzi. Bez czułości nie ma zdrowej, ciepłej więzi.

Swego czasu przeprowadzono głośne i kontrowersyjne badania na rezusach; odebrano młode matce i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie były dwie kukły – jedna z mlekiem, a druga miękka, szmaciana. Okazało się, że małpie dziecko cały czas siedziało na szmacianej małpie, w którą mogło się wtulić, a tylko na chwilę szło do drewnianej, żeby zjeść. Kiedy dorosło, nie było w stanie nawiązać żadnych relacji z innymi małpami, nie było przystosowane do życia w stadzie. Ostatnim etapem eksperymentu było połączenie dwóch osieroconych małp. Przez pierwszy miesiąc były nierozłącznie sczepione ze sobą. Badanie to dowodzi, że potrzeba czułości rozumianej jako bliskość fizyczna jest bardzo silna u naczelnych, a kiedy nie jest zaspokojona, w późniejszym czasie dochodzi do dysfunkcji w zakresie funkcjonowania w relacji i w grupie.

Nie ma czułości bez dotyku? Czy to jedyny sposób, by została zaspokojona nasza potrzeba bliskości?
Myślę, że każdy postrzega ją trochę inaczej, ale z pewnością musi być w niej bliskość. Można ją okazać też ciepłym, czułym słowem, tonem głosu. Część psychologów twierdzi, że każda rodzina, każdy system wypracowuje sobie swoje wzorce czułości. Jeśli ktoś wie, że jego mama uwielbia dobrą czekoladę, i przyniesie jej tabliczkę w prezencie, może być to dla niej wystarczający gest czułości.

A jeśli ktoś w ramach przeprosin przyniesie ulubioną czekoladę, ale słowo „przepraszam” nigdy nie padnie?
Jeśli tym gestom nie towarzyszy dobra komunikacja, to wręczanie rzeczy czy drobne przysługi mogą być odbierane nie jako gesty czułości, ale coś zastępczego. Moim zdaniem w prawdziwej czułości potrzebna jest taka wrażliwość na drugiego człowieka, żeby umieć trafić w jego potrzeby. A to wymaga uważności. Jeśli więc widzimy, że komuś słowo „przepraszam” jest bardzo potrzebne, spróbujmy je powiedzieć, zamiast wykonywać różne zastępcze gesty.

Czy czułość jest typowa tylko dla bliskich relacji, czy też można być czułym również wobec obcych ludzi? Czy da się zaspokoić potrzebę czułości w kontaktach z nieznajomymi?
Jak najbardziej można. Jest taki fragment czułości, który wydaje się być instynktowny. Jeżeli widzimy małe, bezbronne dziecko, to bez względu na to, czy ono jest nasze, czy nie, jeśli będzie potrzebowało pomocy – ruszymy z nią. Rozczula nas widok wszystkich, którzy są bezradni i potrzebują troski. Dlatego pochylamy się opiekuńczo nad starszymi osobami, głodnymi, chorymi, dziećmi, ale też nad małymi czy potrzebującymi opieki zwierzętami. Ale jeśli nie dostaliśmy w dzieciństwie czułości, troskliwej opieki i ciepła, nie mamy potem odpowiednich zasobów tych dóbr, żeby obdarować nimi inne osoby. Trzeba najpierw samemu się nasycić, żeby później dzielić się z innymi.

Niektórzy wręcz unikają czułości, są nią zażenowani. I to zarówno wtedy, gdy ktoś ich nią obdarza, jak i wtedy, gdy oczekuje się od nich czułych gestów. Przykładem tego może być brak czułości ze strony partnera. Skąd bierze się ten problem?
Często bywa tak, kiedy czułość myli się ze słabością. Szczególnie mężczyźni mają z tym problem. A przecież każdy z nas, nawet najsilniejszy, ma takie momenty w życiu, kiedy potrzebuje słowa wsparcia, zrozumienia i okazania życzliwości. Zdarza się też tak, że obawiamy się okazać czułość naszym bliskim, bo nie wiemy, jak zostanie odebrana albo jakie w nas wzbudzi uczucia. Tak bywa często z czułością pomiędzy rodzicem a dorastającym dzieckiem przeciwnej płci. Rodzice boją się, że ich czułość może być odebrana jako sygnał erotyczny, zarówno przez dziecko, jak i przez nich samych.

Czy nie dowiadując się w dzieciństwie, na czym polega czułość, możemy nauczyć się okazywać ją w dorosłym życiu?
Większość moich pacjentów doświadczyła deficytu czułości w dzieciństwie. Bywa, że rodzice nie potrafią jej dać, co może wynikać z ich własnych deficytów albo lęku związanego z budowaniem relacji. Powstrzymują się przed okazywaniem czułości, tym samym nie dając ani dzieciom, ani sobie możliwości nasycenia się nią. Zdarza się też, że brak czułości jest karą za popełnione przewinienia. Chłód emocjonalny jest jedną z trudniejszych do zniesienia kar, nieraz moi pacjenci mówili: „już bym wolał, żeby ojciec na mnie nakrzyczał, ale on za karę traktował mnie jak powietrze”. Na szczęście zazwyczaj wokół dziecka są inne osoby – dziadkowie, wujkowie, ciocie, nauczyciele czy wychowawcy, którzy mogą dać mu chociaż część tego, co powinno w ramach czułości dostać od rodziców.

Ważnym momentem jest uświadomienie sobie własnej niemocy w tym względzie, bo można być kompletnie nieczułym, ale nie zdawać sobie z tego sprawy. Pierwszym krokiem do zmiany zachowań jest wiedza na swój temat. Tylko wtedy możemy się czegoś nowego uczyć, kiedy wiemy, czego nie umiemy i jakie to ma dla nas i naszych bliskich znaczenie. Osoby, które nie potrafią przyjąć czułości od innych ani poprosić o nią, zazwyczaj nie są też czułe wobec samych siebie.

Czy nie odczuwają one potrzeby bliskości drugiej osoby? Co to znaczy być czułym wobec samego siebie?
Przede wszystkim rozpoznawać własne potrzeby. Nie być wobec siebie zbyt restrykcyjnym i nie karać się nieustannie za wszystko. Zauważać swoje uczucia i pragnienia. Iść za swoimi potrzebami, oczywiście z uwzględnieniem potrzeb innych. Zachowywać się wobec siebie tak, jak by się chciało, żeby inni nas traktowali. Pozwolić sobie na różne emocje, również te trudne – jak złość, lęk, niechęć. Często mamy problem z odczuwaniem złości, uważając, że tylko zły człowiek odczuwa gniew. A przecież wszystkie emocje są nam dane w taki sam sposób, nie wybieramy ich sobie. Nie mamy wpływu na to, co czujemy, jedynie na to, jak wyrażamy nasze uczucia. Umiejętność zaakceptowania samego siebie, zaopiekowania się tym, co w nas słabe, bezbronne – jest właśnie wyrazem czułości.

Skoro problemy z okazywaniem czułości są tak powszechne, a trzeba dodać, że wiele kobiet z potrzebą przytulania skarży się na brak czułości ze strony partnera, co się dzieje, kiedy spotkają się dwie osoby dotknięte deficytem czułości?
Zazwyczaj szukamy takiego partnera, który będzie w stanie zaspokoić to, czego najbardziej nam brakuje. Bywa jednak, że pokazujemy siebie takimi, jakimi pragniemy być, a jak już się zbliżymy do siebie, okazuje się, że tak naprawdę nie mamy tych cech, możliwości, umiejętności, które demonstrowaliśmy na początku. Jeśli w tym krytycznym dla związku momencie skomunikujemy się z partnerem i powiemy sobie otwarcie, czego pragniemy, na czym nam najbardziej zależy, mamy szansę wypracować relację zadowalającą obie strony.

Na ile ważne jest dla dziecka, żeby widzieć wzajemną czułość między rodzicami? Czy może to pomóc w wykształcaniu potrzeby bliskości drugiej osoby?
Czułość między rodzicami jest dla dziecka szkołą relacji partnerskiej. Bardzo często pytam pacjentów, jak wyglądało to u nich w domu. Jeśli dziecko widzi, jak rodzice całują się na przywitanie czy na pożegnanie, jak przytulają się do siebie, siedząc na kanapie, jak głaszczą się i mówią do siebie pieszczotliwie, to uczy się, jak traktować bliskie osoby i okazywać im uczucie. Czułość musi być wzajemna. Nie da się nią obdarować kogoś, kto nie jest na nią gotowy albo najzwyczajniej w świecie od danej osoby jej nie potrzebuje. „Wciskanie” komuś swojej czułości na siłę, bez jego zgody, jest nadużyciem. Wszyscy znamy te koszmarne sceny rodzinne, kiedy to różne ciocie, babcie i znajome rzucają się z uściskami, całusami, tuleniem do dzieci, a te sztywnieją z niechęci.

Może to nie czułość, tylko czułostkowość?
Tak, bo czułość – w przeciwieństwie do czułostkowości – nie jest egoistyczna. W czułości chodzi o wymianę, o spojrzenie na kogoś jego oczami, a w czułostkowości jedynie o ekspresję nadmiaru własnych emocji. A tymczasem podstawą czułości jest wrażliwość na drugą osobę – czego ona chce i w jaki sposób życzy sobie otrzymywać bliskość.

Dlaczego mężczyznom jest trudniej okazywać uczucia? Nie odczuwają np. potrzeby przytulania?
Fizjologia kobiet i mężczyzn różni się, więc nie przeżywamy wszystkiego tak samo, ale to nie znaczy, że mężczyzna ze swej natury pozbawiony jest umiejętności odczuwania miękkich emocji. Natomiast jeśli od najwcześniejszych lat słyszy: „nie płacz i nie pokazuj słabości”, to nic dziwnego, że potem ma problem z okazaniem wrażliwości i czułości. Panuje większe przyzwolenie społeczne na to, żeby kobiety odczuwały i wyrażały bezradność, niemoc i smutek. Dlatego w takich chwilach otrzymują zazwyczaj pocieszenie i wsparcie od bliskich. Mężczyzna co najwyżej usłyszy: „weź się w garść”.

Na ile dobra komunikacja ma wpływ na rozumienie tego, na czym polega czułość między partnerami?
Im gorsza komunikacja, tym częściej zastępujemy czułość czymś innym, a wtedy łatwo o nieporozumienia, poczucie niezrozumienia, a w efekcie deficyty i żal. Często robimy wiele rzeczy „zamiast”. Do najbardziej sztampowych przykładów należy ten, że jak facet umyje kobiecie samochód, to znaczy, że jest wobec niej czuły. Inaczej, bardziej wprost, nie umie tego okazać. Wszystko jest w porządku, dopóki potrafimy też powiedzieć sobie: „kocham cię, więc chcę ci sprawiać przyjemność”. Bo jeżeli się nie komunikujemy, nasze zachowanie może zostać opacznie zrozumiane.

Jak w anegdocie o dwóch siostrach – jedna przez całe życie oddawała drugiej spody kajzerek, myśląc, że siostra je uwielbia, a tymczasem siostra uwielbiała wierzch bułek, ale zjadała spody, bo myślała, że siostra woli wierzchy.
Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany.

Katarzyna Grębecka-Romanowska, specjalista psycholog kliniczny. Przez wiele lat pracowała w Instytucie Psychiatrii i Neurologii i jako wykładowca w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Prowadzi własny gabinet.

  1. Psychologia

Indywidualizm – co to za etap w rozwoju osobistym? Zalety i wady bycia indywidualistą

Indywidualizm ma swoją cenę - grozi odrzuceniem i krytyką, ale w zamian daje zgodę ze sobą. (Fot. Getty Images)
Indywidualizm ma swoją cenę - grozi odrzuceniem i krytyką, ale w zamian daje zgodę ze sobą. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Pierwsza lekcja dorosłości: sprzeciwić się komuś bliskiemu, rodzinie, środowisku – w obronie własnych zasad i odczuć. Grozi odrzuceniem, krytyką, ale w zamian daje zgodę ze sobą. Indywidualizm ma swoją cenę, ale bez niego nie ma rozwoju.

Pierwsza lekcja dorosłości: indywidualizm. Co to znaczy sprzeciwić się komuś bliskiemu, rodzinie, środowisku – w obronie własnych zasad i odczuć. Grozi odrzuceniem, krytyką, ale w zamian daje zgodę ze sobą. Indywidualizm ma swoją cenę, ale bez niego nie ma rozwoju. Kto to indywidualista i co to tak naprawdę oznacza nim być?

Z badań psychologów społecznych wynika, że najbardziej lubimy ludzi, którzy są do nas podobni. Chcemy być tacy jak inni: mieć wokół siebie ludzi, którzy czują, myślą, żyją podobnie – to zupełnie naturalne. Czasami jednak w sercu budzi się tęsknota za byciem indywidualistą, osobą indywidualną, niepowtarzalną, odrębną. Ale ta tęsknota wywołuje lęk: przed odrzuceniem, brakiem akceptacji, krytyką czy samotnością. Jesteśmy istotami stadnymi, nie chcemy żyć sami, poza nawiasem, wykluczeni. Jak przeciwstawić się ludziom, którzy są dla nas ważni? Co się stanie, kiedy to zrobimy? Jak bronić swojego zdania, słysząc słowa: „Jeśli… (myślisz, robisz, czujesz) inaczej niż ja, to znaczy, że mnie nie kochasz”? W obliczu tak mocnego argumentu tłumimy swoją tęsknotę za odmiennością, a tak naprawdę za byciem sobą, indywidualistą. Od czasu do czasu powraca w postaci narzekania, frustracji, poczucia niezrozumienia, izolacji czy egzystencjalnej samotności. Jak znaleźć złoty środek?

Od symbiozy do indywidualności

Kiedy przychodzisz na świat, wydaje ci się, że ty i najbliższa ci osoba, czyli matka, to jedno. Owa symbioza trwa mniej więcej do drugiego roku życia, kiedy to po raz pierwszy zaczynasz mówić o sobie: „ja”. Bunt dwulatka, bezustanne sprawdzanie swojej sprawczości, przekonanie o własnej omnipotencji – to właśnie realizacja rozwojowej potrzeby indywidualności, bycia indywidualistą bądź indywidualistką. Potrzeby, która ma potężną energię, ale niestety z równą siłą jest torpedowana przez rodziców. Szybko dowiadujesz się, że w zamian za miłość, akceptację i przynależność do rodziny musisz podporządkować się normom i zakazom oraz być lojalna w stosunku do rodziny, zapominając o tym, kto to indywidualista. Potem następuje czas porównywania. Słyszysz: „Dostałaś czwórkę? A co dostała Małgosia?”, „Dlaczego nie możesz być tak posłuszna jak Iwonka?”, „Bierz przykład ze swojego brata, on nie sprawia nam takich problemów jak ty”. Kiedy, wkraczając w wiek szkolny, wychodzisz z mniej lub bardziej bezpiecznego domu, szukasz sprzymierzeńców w świecie zewnętrznym, spychając indywidualizm na dalszy plan.

Chcesz być podobna do swoich rówieśników, bo w grupie czujesz się pewniej, zaspokajasz potrzebę akceptacji i przynależności. Kompromisy, podporządkowanie się zdaniu większości, często kosztem własnych potrzeb i pragnień, czy wewnętrzny, stłumiony bunt i rozczarowanie – to cena, jaką za to płacisz. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiasz, w twoim ciele zapisują się wszystkie emocje związane z potrzebą, by stanąć wreszcie po swojej indywidualistycznej stronie.

Zakochanie, pragnienie znalezienia bratniej duszy, swojej „drugiej połówki”, osoby, która – jak ci się wydaje – czuje i myśli podobnie do ciebie, to właśnie tęsknota za odnalezieniem siebie w drugim człowieku. Powrót do stanu symbiotycznej fuzji z matką, symboliczne cofnięcie się do okresu życia płodowego i pierwszych miesięcy po narodzinach. Jednak kiedy minie czas zauroczenia i pojawią się pierwsze oznaki odrębności, do drzwi waszego raju we dwoje może zapukać kryzys.

Razem w związku czy osobno jako indywidualista?

Marek i Agnieszka są małżeństwem od 10 lat. Trafili do mnie, kiedy w związku nastąpił rozłam. – Żona zdradziła mnie, emocjonalnie – powiedział Marek. – To on najpierw mnie oszukał, kupił sportowy samochód bez mojej zgody – dodała Agnieszka. Zanim w domu pojawił się jego motor i jej emocjonalny kochanek, po okresie romantycznej symbiozy obudziły się deficyty, które, jak to najczęściej bywa, zaprowadziły ich do ołtarza. Marek, Dorosłe Dziecko Alkoholików, oczekiwał od partnerki ciągłego zapewniania, że jest najważniejszy, izolował ją od przyjaciół, był zazdrosny o jej pracę. Agnieszka, porzucona przez rodziców we wczesnym dzieciństwie, pragnęła nieustającego zachwytu, adoracji, była zazdrosna, kiedy mąż bardziej zachwycał się ich córką niż nią. Brakowało jej namiętności w związku. Chciała męża kochanka, a nie męża przyjaciela czy ojca ich dzieci. Zamiast mówić o swoich pragnieniach, oczekiwali, że jedno zmieni się dla drugiego. Kiedy to się nie udało, przyszli do mnie, licząc, że wskażę, kto jest winny rozpadowi ich związku, ukarzę winowajcę i wróci sielanka.

„Praca jest dla ciebie ważniejsza niż rodzina”, „Albo twoje hobby, albo ja” – te nawoływania w sprawie lojalności to dylemat każdego z nas. Jeśli dołożyć do tego oczekiwania rodziców, przyjaciół, szefa w pracy – fundujemy sobie niezły konflikt wewnętrzny, stawiając na indywidualizm. Co to oznacza dla naszych relacji? Każdy akt stawania po swojej stronie, ujawnianie swojego indywidualizmu: wygłaszanie i obrona własnego zdania, ale też odmawianie – przez ważne dla nas osoby odczytywany jest jako atak przeciwko związkowi, miłości, rodzinie, przyjaźni czy wspólnej sprawie. Jak być indywidualistką w świecie, w którym „my” stawianie jest na piedestale, a „ja” odbierane jako przejaw narcyzmu czy egoizmu?

Bycie indywidualistą – wady i zalety

Ów wewnętrzny konflikt pomiędzy pragnieniem bycia taką jak inni a potrzebą indywidualności najbardziej widoczny jest u pacjentów, którzy po raz pierwszy trafiają na terapię. „Czy inni pacjenci mają podobne problemy?” – to pytanie, które zwykle pojawia się na pierwszej sesji. W miarę trwania terapii rosną oczekiwania: „Na mnie te metody nie działają, ja potrzebuję indywidualnego traktowania”. I jak tu pogodzić te sprzeczne tendencje? Najtrudniej pracuje mi się z tzw. ortodoksyjnymi outsiderami, którzy nadmiernie podkreślają indywidualizm i swoją odmienność, np. dietą, stylem życia, orientacją seksualną czy szokującymi świat wyborami życiowymi. Komunikat: „Uwaga, jestem inny” to dla mnie informacja: „Tak naprawdę nie wiem, kim jestem, nie znam siebie”. Człowiek, który zna siebie, nie ma potrzeby demonstrowania indywidualności. Jak zatem określić, kto to jest indywidualista? Przede wszystkim taka osoba robi swoje, wtapiając się w tłum. Jej „nie” jest tak naturalne i oczywiste, że nikt nie traktuje jej jako rewolucjonisty czy buntownika. Indywidualista ma swoje zdanie, ale potrafi bezkonfliktowo funkcjonować w świecie. Odmawia, przeciwstawia się bez ranienia drugiej strony, bo wprawdzie podąża za tym, co dla niego najlepsze, ale nigdy nie robią tego kosztem drugiego człowieka. Te wszystkie: „Nie mogę jej tego zrobić”, „Dla mnie najważniejsze jest dobro moich bliskich”, „Nie mam odwagi stanąć po swojej stronie” – to oszustwo. Tak naprawdę lęk przed wyróżnianiem się, przeciwstawianiem się światu czy byciem indywidualistą to obawa przed odkryciem, poznaniem samego siebie.

Boisz się obcego indywidualisty w sobie. Każde „nie”, które tłumisz w gardle (bo jak tu odmówić komuś ważnemu?), wynika z lęku przed nieznanym, który mieszka w twoim wnętrzu. Lojalność wobec rodziny, bliskich czy pracodawcy to potężna siła, ale rozwiązanie tego konfliktu jest możliwe tylko wówczas, kiedy wiesz, czego naprawdę chcesz. Znasz samą siebie na tyle, że czujesz, co jest dla ciebie dobre. Na co się nie zgadzasz, a w jakich sprawach jesteś w stanie pójść na kompromis. Przeciwstawianie się światu na siłę, dla zasady czy z przekory to bunt dwulatka, na który świat zareaguje wzruszeniem ramion. Ilekroć zadaję pacjentowi pytanie: „A czego ty chcesz?”, widzę przerażenie na jego twarzy. Pojawia się racjonalizacja: „Muszę, powinienem, nie mogę, nie wypada, nie potrafię…”. Te wszystkie „musy” i „powinności” istnieją w naszej głowie, wiem, że z nimi się nie dogadam. Siłę do tego, by przeciwstawić się światu i stanąć po swojej stronie indywidualisty, można znaleźć jedynie w ciele, nie w głowie. Symptomy fizyczne to często protest ciała przeciwko nierozwiązanemu konfliktowi „ja–reszta świata”.

U mężczyzn ów konflikt indywidualisty zwykle koncentruje się w klatce piersiowej – w postaci bólu, gniecenia, duszności. U kobiet areną są zwykle okolice brzucha, bioder, miednicy czy narządów intymnych. U obydwu płci konformizm czy uleganie dla świętego spokoju daje o sobie znać w splocie słonecznym, który jest ośrodkiem woli. To właśnie tam, w tzw. dołku, znajduje się centrum twojego: JA JESTEM. Jeśli uda ci się z nim skontaktować, zrozumieć, kto to jest indywidualista, świat z radością przyjmie i zaakceptuje twój indywidualizm.

  1. Psychologia

Grzeczne słówka, czyli co jesteśmy w stanie zrobić, by nie usłyszeć "nie"

Ilustracja: Michał Stachowiak
Ilustracja: Michał Stachowiak
Kiedy ludzie się lubią, jest miło, wszyscy się ze sobą zgadzają i nikt nikomu nie robi nic złego… Choć dla niektórych taka niebiańska wizja relacji międzyludzkich może być pociągająca, to w realnym świecie nie występuje.

Po sposobie formułowania wypowiedzi można rozpoznać skłonność do uległości, agresji, asertywności czy empatii w kontaktach z innymi. Ludzie odbierają takie komunikaty podświadomie, nie muszą być specjalistami od mowy ciała czy komunikacji. Zobaczmy, o czym świadczą poniższe fragmenty e-maili:

„Pozwoliłem sobie napisać w kwestii możliwości wydawniczej w temacie poezji. Przy czym nadmienię, że temat imprintu jest mi znany, jednakże interesuje mnie umiarkowanie. Pytam bardziej o możliwość tradycyjnego wydawnictwa. Jestem ukształtowanym poetą, choć to ciągły proces, działającym w Internecie i zajmującym się poezją od lat. Do tej pory sieciowe działania były dla mnie wystarczające, ale nadchodzi taki czas, kiedy chce się wrócić do klasyki. Zamarzyło mi się słowo drukowane, pachnąca książka, która przejdzie kurzem i patyną”.

„Zwracam się uprzejmie z pytaniem, czy istnieje możliwość przesłania fragmentu pisanej przeze mnie powieści? W celu hipotetycznej oceny lub oszacowania, że powieść, nad jaką pracuję, ma szansę na zainteresowanie ze strony wydawnictwa”.

Czy mnie polubisz?

Jedną z najbardziej typowych cech ludzkich jest strach przed oceną. Jeśli jesteśmy niepewni, jak nasze słowa zostaną odebrane, obawiamy się odmowy i chcemy, żeby inni nas lubili, mamy tendencję do tworzenia barokowych konstrukcji językowych i nadużywania zwrotów: „jeżeli”, „być może”, „nie całkiem”, „w kwestii możliwości”, „marzy mi się” czy „jeślibyś zechciał”… Niechęć do konfliktów to chlubna cecha, dążenie do zgody rzeczywiście spowoduje, że część osób – o podobnych skłonnościach – będzie nas lubić. Jednak z pewnością w bliskim otoczeniu znajdą się również tacy, którzy taką zgodność potraktują jako zaproszenie do tego, żeby nas wykorzystywać. Jeszcze inni będą zastanawiać się, czy nie jesteśmy fałszywi, skoro rzadko bywamy asertywni. Niektórzy uznają nas za „naturalne ofiary”, które nie mają własnego zdania i trzeba nimi zarządzać, bo inaczej sobie w życiu nie poradzą. Tak więc nasze zachowania oparte na dążeniu do zgody mogą przynieść całkiem niespodziewane skutki.

Żeby było miło

Uwewnętrzniony zazwyczaj w dzieciństwie komunikat „bądź grzeczny” (czyli „słuchaj mnie i rób, czego ja chcę”) działa długoterminowo. Podstawowym pewnikiem, na którym – zazwyczaj nieświadomie – opieramy nasz system komunikowania się z otaczającym światem, jest założenie, że musimy być mili i zgodni, żeby inni nas lubi. A jest to założenie błędne.

Można cieszyć się sympatią innych, kiedy wypowiada się odmienne poglądy i prezentuje inne postawy. Świat nie rozpadnie się w gruzy, jeżeli powiemy „nie”, gdy nie będziemy chcieli zrobić tego, czego ktoś się właśnie od nas domaga. Może się natomiast zmniejszyć odsetek znajomych i „przyjaciół”, którzy zadają się z nami, bo dobrze nadajemy się do wykorzystywania i zaspokajania ich potrzeb. Ludzie, którzy chcą, żeby się z nimi zgadzać i robić to, czego sobie życzą (i którzy lubią nas, kiedy się z nimi zgadzamy), chcą, żeby zaspokajać ich potrzeby bez względu na koszty, jakie przy tym ponosimy.

Tylko nie mów „nie”!

Dlaczego uduchowiony poeta i wrażliwy prawdopodobnie pisarz tak „dookoła” zwracają się do wydawnictwa, przedstawiając propozycję wydania ich dzieł? Jakby chcieli poprosić, aby wydawnictwo zrobiło to „mimo wszystko”, jakby zakładali, że druga strona będzie niechętna przystać na ich propozycję. Jeśli rzeczywiście uważają, że ich prace nie nadają się do druku, to brakiem rozsądku jest proponowanie próbek. Więc prawdopodobnie uznają, że materiał jest dobry, ale wydawnictwo może nie chcieć. I tu zaczynają się schody. Piszący nie chcą usłyszeć odpowiedzi odmownej, a jednocześnie podświadomie zakładają, że może ona nastąpić. Więc z jednej strony zachowują się trochę tak, jakby wcale nie prosili: „Pozwoliłem sobie napisać w kwestii możliwości wydawniczej w temacie poezji”, „Zwracam się uprzejmie z pytaniem, czy istnieje możliwość przesłania fragmentu pisanej przeze mnie powieści? W celu hipotetycznej oceny lub oszacowania (…)”. No cóż, skoro sobie ktoś pozwolił, to mu wolno. A pytanie o to, czy istnieje możliwość przesłania czegoś do wydawnictwa, jest zaiste zadziwiające. Sytuacja zaczyna więc wymykać się logice. A to budzi podejrzenie, że kierownicę działań przejęły emocje. W tym wypadku strach.

Kiedy nie chcemy usłyszeć odpowiedzi odmownej? Wtedy, gdy chcemy, by sprawy toczyły się po naszej myśli, bo obawiamy się tego, co się może zdarzyć, gdy wymkną się spod kontroli. Wizja świata w gruzach przesłania zdolność do rozsądnego myślenia. Paradoks sytuacji polega na tym, że za miłymi, nadmiernie ostrożnymi słowami stoi strach przed usłyszeniem „nie”. Boimy się, więc informujemy drugą stronę, że nie jesteśmy agresywni, poddajemy się, tylko niech nie robi nam krzywdy. Czyli niech nie mówi „nie”. Manipulacja? Tak. Pod płaszczykiem zgodności kryje się brak przyzwolenia na odmowę.

Zaproszenie do tańca

Znajomość działania tego procesu pozwala zastanowić się i świadomie wybrać, czy iść dalej drogą nadmiernej grzeczności, czy może coś zmienić w swoim sposobie komunikowania się ze światem. A właściwie z tą częścią świata, która ma podobne zasady porozumiewania się. Zaliczają się do niej: nadmiernie grzeczni, którzy nie ranią się słowami nawzajem, ale też nie są w stosunku do siebie do końca szczerzy; ludzie, którzy chętnie przyjmą naszą grzeczność i uległość, ale w żadnym razie nie czują się zobowiązani do wzajemności; a także osoby nadopiekuńcze, które wyczuwszy niepewność w naszym zachowaniu, zaczną nam matkować, zarządzać nami i skłaniać do realizowania ich pomysłów. Co ciekawsze: takie właśnie cechy uaktywniamy u naszych rozmówców, którzy w innych sytuacjach są w stanie zachowywać się asertywnie i partnersko, ale skoro zapraszamy ich do tańca na naszych zasadach, tańczą w narzuconym przez nas rytmie.

Odcienie szarości

Nadmierna ostrożność w słowach wynikająca z nadmiernej zachowawczości w życiu łączy się przeważnie z pewnego rodzaju głuchotą komunikacyjną: nie umiemy odróżniać zdrowej asertywności od agresji, bo sami mieszamy te dwa pojęcia. Obawiamy się, że zachowując się asertywnie, stajemy się „niemili”, a to już pierwszy krok do bycia odrzuconym przez tych, na których nam zależy. Dlatego dobrze jest zacząć od rozpoznania swoich nawykowych zachowań i sprawdzić, na ile kieruje nami rozsądek, a na ile zachowujemy się nawykowo, bo „zawsze tak robiliśmy”. Poważnym wyzwaniem dla tchórzliwych reakcji może być zgoda na niepowodzenie. Pomyślmy, ile to nam da wolności, kiedy przyjmiemy postawę: „tak, może się nie udać w ten sposób, wtedy poszukam innego rozwiązania. A im szybciej dowiem się, że coś nie może być przeprowadzone według proponowanego przeze mnie scenariusza, tym więcej czasu mogę przeznaczyć na znalezienie alternatywnego”.

Nieskuteczna nadgorliwość

Redaktorka wydawnictwa, które otrzymało zapytania od poety i pisarza, nie była nastawiona na współpracę. Spytała: „A kto ich nauczył tak pisać?”. Skutek barokowych ostrożności w słowach okazał się przeciwny do zamierzonego. Ciekawe, jak by zareagowała na komunikaty przedstawiające konkretną prośbę i dopuszczające możliwość odmowy. Na przykład takie:

„Piszę, żeby zapytać, czy widzicie Państwo możliwość wydania moich wierszy. Dotychczas publikowałem swoje utwory w sieci, jednak pragnę, by zostały wydane drukiem w tradycyjny sposób. Załączam wybrane wiersze z prośbą o opinię i określenie możliwości ich wydania przez Państwa”.

„Chciałbym przesłać Państwu fragment swojej powieści – do oceny i określenia, czy widzicie Państwo możliwość jej wydania. Proszę o informację, jak obszerny powinien być fragment i w jakiej formie ma być przygotowany plik z jego zapisem, żeby na jego podstawie mogli Państwo wyrazić swoją opinię”.