Kluby w Londynie oferują nowy styl zabawy. Obowiązuje w tygodniu lub w niedzielę po południu. Mniej kosztowny i mniej męczący, ponieważ clubbing wcześniej się zaczyna, więc i wcześniej dobiega końca. Akurat, żeby zdążyć na ostatnie metro i porządnie się wyspać przed kolejnym dniem pracy.
The Guardian pisze o nowym zwyczaju w brytyjskiej stolicy. Już przed 20.00 kluby w Londynie są pełne ludzi, którzy zaczęli zabawę tuż po wyjściu z pracy. Dwie godziny później brakuje miejsca na parkiecie, a bohaterowie są trochę zmęczeni. Wydaje się, jakby świt był blisko. A wkrótce po północy lokale zaczynają pustoszeć, mimo że są otwarte do rana.
Wymienia się kilka przyczyn tego fenomenu. Przede wszystkim zmienił się styl zatrudniania – wiele osób ma nienormowane godziny pracy i umowy zadaniowe, więc całonocne szaleństwa nie dla nich. – Dziś już nie pracuje się od 9.00 do 17.00 - mówi jedna z nowoczesnych klubowiczek. Z drugiej strony ważne są ograniczenia w sprzedaży alkoholu przez całą noc, a w końcu kryzys ekonomiczny, który wymusił oszczędności. Dobra passę mają więc te kluby w Londynie, gdzie nie płaci się za wejście, a ceny w barze są niższe niż w klasycznej nocnej dyskotece. Goście wypijają kilka drinków i wychodzą, zanim przestanie kursować metro.