Według badań współcześni dwudziestolatkowie są w równym stopniu krytyczni wobec rzeczywistości, co w niej pogubieni. I nie może być inaczej. W końcu teraz wykuwa się ich charakter (oraz przyszłość). Jak im w tym pomóc albo przynajmniej nie przeszkadzać? Jak zobaczyć w nich siebie?
Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 9/2025.
Indywidualiści i samotnicy. Niepokorni, wręcz egoistyczni. Roszczeniowi, leniwi i skupieni na zabawie. Wiecznie narzekający realiści z tendencją do pesymizmu. Przyklejeni do smartfona, zapatrzeni w influencerów. Psychiczne mimozy… Sporo już powiedziano o pokoleniu wchodzącym właśnie w dorosłe życie, ale próżno w tych wypowiedziach szukać zaciekawienia, sympatii, a co dopiero próby zrozumienia odmiennej perspektywy. „Starczy już poważnych dyskusji o osobach poniżej trzydziestki prowadzonych przez Dorosłych przez duże de. Dwudziestolatkowie to też dorośli i zasługują na to, by uwzględnić ich w rozmowach o ich życiu” – słusznie zauważa dr Meg Jay, amerykańska psycholożka kliniczna i rozwojowa, specjalizująca się w pracy z osobami po 20. roku życia. Dr Jay bywa określana „patronką ambitnej młodzieży”, a jej wystąpienie na TEDx o tym, dlaczego trzydziestka to nie nowa dwudziestka, bije rekordy popularności. W Polsce bardzo dobrze została przyjęta jej poprzednia książka „Supernormalsi”, teraz autorka wraca ze swoim największym bestsellerem „Decydująca dekada. Dlaczego czas między 20. a 30. rokiem życia jest tak ważny” (wydanym po raz pierwszy w 2012 roku) – i jest to książka nie tyle o 20-latkach, co dla 20-latków.
Czytaj także: Pokolenie płatków śniegu – na pozór przekonane o swojej wyjątkowości
Co z pewnością można powiedzieć o współczesnych młodych dorosłych, czyli osobach pomiędzy 18. a 29. rokiem życia? To, że są… inni niż ich rodzice. Bo też żyją w zupełnie innej rzeczywistości. Jeszcze pokolenie wcześniej ludzie w wieku 21 lat zwykle byli już po ślubie i z małym dzieckiem u boku. Edukację kończono na etapie szkoły średniej, ewentualnie studiów, mężczyźni przeważnie pracowali, kobiety – niekoniecznie. W dodatku osoby pracujące mogły spodziewać się, że cały okres aktywności zawodowej spędzą w jednej branży. Prawie wszystkich było stać na kupno mieszkania lub domu. „Przez setki lat dwudziestoparolatkowie z roli synów i córek przechodzili płynnie w role mężów i żon” – zauważa w swojej książce Meg Jay.
Dziś między jednym a drugim etapem otworzyło się nowe okienko rozwojowe. Kolejne studia – proszę bardzo, niezobowiązujące związki – tak, to jest właśnie idealny moment, by w nie wchodzić. Rynek pracy przeszedł prawdziwą rewolucję, wybór jest większy niż kiedyś, ale towarzyszy mu dezorientacja.
Dziś w ciągu całej kariery można zmienić pracę, a nawet branżę kilkukrotnie, tylko nie bardzo wiadomo, od czego właściwie zacząć. Szeroka oferta zatrudnienia w innych miastach lub za granicą sprawia, że trudniej zapuścić korzenie w jednym miejscu i poczuć się członkiem lokalnej społeczności. Okres randkowania też się wydłużył, wiele osób jest w stanie utrzymać się samodzielnie (zwłaszcza jeśli nadal mieszkają kątem u rodziców), a kredyty na mieszkanie oraz ceny nieruchomości odstraszają przed zakładaniem „podstawowej komórki społecznej”. W efekcie młodzi są lepiej wykształceni, bardziej zaangażowani, ale też bardziej wybredni, pełni obaw i niezdecydowani. „Dziś nie do końca wiadomo, gdzie pracować ani czym się zająć zawodowo, ani kiedy i z kim połączyć się w parę – jeśli w ogóle” – podsumowuje dr Jay. A czasy nie są łaskawe – co chwila wybuchają nowe konflikty zbrojne, podczas gdy te już istniejące przybierają na sile, zagrożenie terrorystyczne nie ustaje, w dodatku nagłówki gazet i portali codziennie wieszczą zbliżający się kryzys ekonomiczny i polityczny. Odsetek samobójstw wśród najmłodszych pokoleń rośnie, podobnie jak liczba przypadkowych przedawkowań narkotyków – niektórzy zastanawiają się, czy jest sens w ogóle sprowadzać na ten świat dzieci. „Młodzi z jednej strony czują presję, by korzystać z życia, z drugiej nie mają pewności, jak długo przetrwa ich aktualny rząd (i cała planeta)” – czytamy w „Decydującej dekadzie”. „To wcale nie jest lekkie i swobodne życie” – zauważa dr Jay.
(Fot. materiały prasowe)
Wśród młodych Polaków i Polek nastroje są podobne, co potwierdzają anonimowe wypowiedzi zgromadzone przez psycholożkę, dziennikarkę i redaktorkę Joannę Szulc, ekspertkę projektu MŁODE GŁOWY Fundacji UNAWEZA.
Kobieta, 21 lat: „Polski system edukacji wyposażył mnie w dosyć szeroką wiedzę teoretyczną. Problemy pojawiają się przy wiedzy praktycznej, przy wiedzy na temat faktycznego stanu świata i tego, jak w tym świecie się poruszać i funkcjonować”.
Kobieta, lat 17: „Przeraża mnie to, co dzieje się w polityce i jaki to będzie miało wpływ na moje życie. Chodzi mi zarówno o politykę zewnętrzną, jak i wewnętrzną, bezpieczeństwo, sprawy związane z klimatem, zagrożenie wojną”.
Mężczyzna, 20 lat: „Starsze pokolenia mówią nam, żebyśmy decydowali się na dzieci. Ale gdzie – na ławce w parku? Gdzie mamy je wychowywać? Czym je wykarmić? Jak mamy być obecni w ich życiu, jeśli musimy pracować na spłatę ogromnych rat kredytowych? Ktoś powie, że wyjściem jest kupienie tańszego mieszkania z dala od miasta. Ale tam nie ma dobrych szkół dla dzieci, nie ma pracy, a komunikacja poza dużymi ośrodkami niemal nie działa. Czyli czeka nas głównie praca i dojazdy”.
Kobieta, lat 17: „Myślę teraz głównie o tym, na jakie studia się zdecydować. Mam dobre wyniki w nauce i raczej nie będzie problemu, żeby dostać się na kierunek, po którym mam szansę na dobrze płatną pracę, np. na prawo. Tylko że ja mam inne pasje, zainteresowania: kultura, literatura, teatr. Mam świadomość, że to nie są kierunki, po których będę dobrze zarabiać”.
Mężczyzna, lat 18: „Dla mnie dorosłość to możliwość życia na swój rachunek. Po maturze bardzo chcę się wyprowadzić z domu. Wynajęcie choćby skromnego mieszkania ze znajomymi wiąże się z dużymi kosztami, więc będę musiał dużo pracować. I boję się, czy dam radę studiować. W grę wchodzą tylko studia zaoczne, żeby jakoś to łączyć z pracą. Po prostu nie wiem, czy dam sobie z tym radę”.
Zdaniem Meg Jay okres między 20. a 30. rokiem życia naprawdę ma ogromne znaczenie. Zawsze miał. „Osiemdziesiąt procent najważniejszych zdarzeń w życiu dzieje się przed ukończeniem trzydziestego piątego roku życia” – przekonuje. Do tego czasu ponad połowa ludzi zawiera związek małżeński, znajduje się na etapie randkowania lub mieszka z przyszłym partnerem. „Twoja zdolność zarobkowa zostanie określona podczas pierwszych dziesięciu lat pracy. Twój mózg i osobowość w wieku dwudziestu kilku lat ulegają bardziej dynamicznym zmianom niż w jakimkolwiek innym okresie przed lub po trzeciej dekadzie życia. Twoja sieć znajomych osiąga w tym czasie swoje maksymalne rozmiary. Twoja decydująca dekada pokrywa się ze szczytowym okresem płodności. Jednocześnie są to najbardziej niepewne lata, jakich kiedykolwiek doświadczysz” – przestrzega.
Posłuchaj także: „Szkoła to miejsce, które najmniej przypomina życie”. Neurobiolog tłumaczy, jak nasz mózg zmienia się z wiekiem
Zgadza się z nią Joanna Szulc: – To jest bardzo trudny czas, a jednocześnie w tej dekadzie tkwi ogromny potencjał. Po raz pierwszy tak boleśnie konfrontujemy z rzeczywistością nasze młodzieńcze wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądało dorosłe życie. Z jednej strony dochodzą do głosu nadzieja i entuzjazm że wreszcie nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, a z drugiej przebija się rozczarowanie na zasadzie: „To tak ma to teraz wyglądać?!”. Źródłem największej frustracji są chyba finanse. Mam taką obserwację, że młodym, dopóki wydają pieniądze na własne potrzeby, wydaje się, że jak będą zarabiać na przykład cztery tysiące, to już będzie wypas. Zapominają, że trzeba zapłacić wszystkie rachunki i zapełnić lodówkę. A raz na jakiś czas dochodzą nieprzewidziane wydatki – tego zwykle nie zakładają. Rodzice mogą uprzedzać czy przygotowywać, ale ostatecznie każdy musi to odczuć na własnej skórze. Ktoś powie: „Też mi nowość, taka zmiana zachodzi przecież co pokolenie, a nawet co dekadę”. Tak, ale tym razem zmiana jest naprawdę wielka.
Joanna Szulc maturę zdawała w 1994 roku, czyli w czasie przełomu. – Wiele osób z mniejszych miejscowości, w których zostały zamknięte duże zakłady, miało wtedy pod górkę. Ale ja mieszkałam w dużym mieście, załapałam się więc na zalew nowych możliwości i było mi zdecydowanie łatwiej – wspomina. Dodaje: – Dziś wszyscy stąpamy po kruchym lodzie, nie wiemy, w jaką stronę rozwinie się rynek pracy, czego się dziś uczyć. Do tego mamy za sobą doświadczenie pandemii, wojny za naszą wschodnią granicą i coraz bardziej brunatniejącej mapy świata – jest więc duży niepokój w społeczeństwie, który widać zwłaszcza u młodych kobiet. To zresztą bardzo ciekawa sytuacja. Z badań wynika, że młode kobiety mają bardziej lewicowe poglądy, a młodzi mężczyźni idą w prawą stronę. Rzecz w tym, że to są ludzie, którzy potencjalnie mogą wchodzić ze sobą w związki. Tylko jak to zrobić, skoro każde z nich ma inną wizję świata i inne oczekiwania? – zastanawia się. Ciągle żywy jest w nas także lęk związany z zagrożeniem katastrofą klimatyczną. – Zauważyłam, że kiedy rozmawiam z młodymi dorosłymi, to oni często używają sformułowania: „O ile to wszystko przetrwa”. I ja się im nie dziwię. Żyjemy w czasach galopujących zmian, sama prezydentura Donalda Trumpa codziennie przynosi coś nowego. A przecież żeby jakoś ze spokojem wchodzić w dorosłe życie i móc je zaplanować, trzeba mieć minimum poczucia stabilizacji – zauważa ekspertka MŁODYCH GŁÓW. – Wszyscy mówią o dramatycznej kwestii rynku mieszkaniowego w Polsce. Młodzi po prostu nie wierzą w to, że kiedyś im się uda kupić własne lokum. A ile razy słyszałyśmy, że nie są praktyczni i bujają w obłokach? To wszystko nieprawda! Oni myślą o mieszkaniach, bo myślą też o założeniu rodziny i stabilizacji na przyszłość. Tylko skoro nie mają szans ani na własne M3, ani na stałą pracę, to i z rodziny nici. Czy nie świadczy to o ich dużej świadomości i odpowiedzialności?Zmienia się świat, zmieniają się młodzi, zmieniają się też ich rodzice. – Dziś osoba 60-, 70-letnia może być nadal aktywna, świetnie wyglądać dzięki siłowni czy medycynie estetycznej i niekoniecznie mieć czas, by zajmować się wnukami. Poza tym młodzi często chcą wychowywać swoje dzieci inaczej, niż sami byli wychowywani. Wyjeżdżają do dużych miast, tracąc często więź z rodziną pochodzenia – zauważa Joanna Szulc. – Dlatego ja naprawdę mam dla nich dużo empatii. Mają trudny start i bardzo dużo myślą o tym, jak to życie rozplanować.
(Ilustracja: Katarzyna Bogucka)
Według raportu „Stan młodych 2025”, przygotowanego przez Fundację Ważne Sprawy oraz Fundację More in Common Polska, ten etap w życiu młodych ludzi jest rzeczywiście pełen sprzecznych emocji – z jednej strony 77% badanych uważa, że młodość to czas wielu możliwości, z drugiej 70% młodych odczuwa teraz stres. W dorosłość wchodzą z nadzieją (37%) i entuzjazmem (18%), ale też z lękiem (25%) i niepewnością (49%). – Mówi się, że młodzi mogą dziś wszystko, ale to jest bardziej przekonanie ich rodziców – komentuje Joanna Szulc. – Podam przykład z jednej z moich rozmów: „Tak, teoretycznie mogę studiować za granicą, mój brat już to robi, ale ja mam problem z nawiązywaniem relacji. Boję się wyjechać. Potrzebuję rodziny i grona bliskich znajomych. Wiem, że byłabym za granicą osobą samotną, a tego nie chcę”. Już nie mówiąc o przeszkodach czysto finansowych. Co więcej, młodzi nie chcą wyjeżdżać, bo czują się silnie związani z ojczyzną (82% badanych). Według raportu aż 76% uważa, że Polska jest dobrym krajem do życia, i to przekonanie deklarują niezależnie od płci, wieku czy preferencji partyjnych. 48% twierdzi, że czuje odpowiedzialność za kraj. – Rzeczywiście patriotyczne nastroje wśród młodych są silne – zgadza się ekspertka MŁODYCH GŁÓW. – Tylko trzeba pamiętać, że patriotyzm to wartość, do której ludzie dążą na różne sposoby. Dla jednego to będzie zaciągnięcie się do wojsk obrony terytorialnej, a dla drugiego płacenie podatków, dbanie o przestrzeń miejską i segregowanie śmieci. Pewna młoda rozmówczyni wyznała mi, że najbardziej ją frustruje, iż w tej chwili o jej życiu i kwestiach jej bezpośrednio dotyczących decydują starsi panowie, których konsekwencje tych decyzji w ogóle nie dotkną. Czyli starzy urządzają młodym świat, nawet nie pytając ich o zdanie. A młodzi czują się bardzo zaangażowani, także społecznie. I to też potwierdzają badania. Aż 80% respondentów uważa, że wolontariat i aktywizm pozwalają robić coś dobrego dla świata. 60% deklaruje, że chętnie angażowałoby się społecznie na większą skalę, gdyby miało na to więcej czasu. (Warto dodać, że ten czas w dużej mierze zabierają im media społecznościowe. Młodzi czują, że nie mają nad tym pełnej kontroli – aż ⅓ przyznaje, że nie umie odróżnić prawdy od fałszu w internecie – ale powiedzmy sobie szczerze, kto z nas czuje, że ma dziś nad tym kontrolę?)
Szkoła? Zdaniem 20-latków jest przestarzała, niedostosowana. Brakuje odpowiedniej edukacji zdrowotnej, seksualnej, cyfrowej i komunikacyjnej. Zaufanie do państwa? Prędzej do bliskich. Aż 81% uczestników badania stwierdziło, że rząd bardziej troszczy się o starszych niż o młodych obywateli. – Gdzie mieli okazję doświadczyć wpływu tego państwa? Głównie w szkole, która – według nich – nie przystaje do rzeczywistości, uczy wielu niepotrzebnych rzeczy. Może w opiece medycznej, jeśli mają za sobą doświadczenie choroby przewlekłej czy długotrwałego leczenia. I tu też mogli się bardzo rozczarować, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpłatną opiekę psychologiczną i psychiatryczną, która nadal jest mało dostępna – komentuje Joanna Szulc.
– Młodzi nie czują się traktowani poważnie. Dostają głównie obietnice, za którymi nie idą żadne rozwiązania. Z drugiej strony łatwo dają się złapać na populistyczne hasła typu: wprowadźmy niskie podatki, a edukacja niech będzie płatna. Nie jestem pewna, czy większość z nich wie, z czym to się właściwie wiąże. Prawdopodobnie nie musieli nigdy korzystać ze wsparcia systemowego: zasiłku, renty czy emerytury. Nie są w stanie zobaczyć dalekosiężnych konsekwencji takiej zmiany. I tu jest rola rodziców, żeby zadawali im właściwe pytania, pokazywali kontekst, a nie kwitowali: „Co ty tam wiesz?!”.
I tu dochodzimy do najważniejszego punktu – dla młodych dorosłość to nie metryka, tylko niezależność. Najważniejszym jej wyznacznikiem jest możliwość samodzielnego utrzymania się (56%). Tylko nieliczni wskazują na osiągnięcie pełnoletniości czy założenie rodziny. – No właśnie, a to jest bezpośrednio związane z sytuacją na rynku mieszkań. W Polsce mamy obecnie bardzo dużo „gniazdowników”, czyli dzieci, które długo mieszkają z rodzicami, a to nie jest dobre dla żadnej ze stron. Trudno wtedy o niezależność, także tę emocjonalną. Trudno o niemieszanie się do cudzych spraw – podkreśla Joanna Szulc.
Czytaj także: „Kiedy ja byłam w twoim wieku…”. Konflikt pokoleń, czyli jak (nie) zostać dziadersem
Mimo to młodzi są optymistyczni co do przyszłości: 90% wierzy, że będą żyć na wyższym poziomie niż ich rodzice lub chociaż na równym, a 51% ocenia swoją sytuację finansową jako stabilną. Realnym problemem jest dla nich samotność. Tylko 13% badanych nigdy jej nie doświadcza. Aż 38% przyznaje, że często lub zawsze doświadcza samotności mimo obecności innych ludzi wokół siebie. – Niestety wysoki wskaźnik osamotnienia wychodzi w wielu badaniach, także tych prowadzonych przez MŁODE GŁOWY. Wśród badanych przez nas uczniów aż 37,5% deklarowało, że często jej doświadcza. To bardzo realny problem, bo przekłada się na poczucie braku wsparcia w momencie, kiedy robi się trudno. Brakuje wciąż systemowej edukacji, która uczyłaby młodych nawiązywania relacji, bycia uważnym na osoby wokół siebie, co my, jako projekt MŁODE GŁOWY, staramy się właśnie zmieniać. Nasz bezpłatny program profilaktyczny obejmuje swoim zasięgiem ponad milion młodych osób w Polsce – dodaje ekspertka.
Wreszcie według raportu „Stan młodych 2025” aż 61% młodych woli mniej zarabiać, ale czuć sens swojej pracy. Dla 76% godzenie życia prywatnego z zawodowym jest ważniejsze niż wysokość wynagrodzenia. – Proszę, to są właśnie te sławetne zetki, podobno nastawione roszczeniowo i wygodnickie. Tylko czy my sami uważamy, że to jest w porządku pracować 12 godzin na dobę i nie widywać swoich dzieci? Nie mieć czasu na na spacer, przeczytanie książki, na dbanie o siebie i ważne relacje? To jest ten standard, do którego chcemy przyuczyć nasze dzieci? A może fajniej byłoby ich po prostu posłuchać? Bo oni są po stronie życia. Oczywiście, że przy okazji chcieliby, by im było dobrze i wygodnie, ale na pewno nie oceniałabym tego jako roszczeniowości.
Prędzej jako próbę takiego ustawienia priorytetów, by to życie było też do życia, a nie tylko do harówki – podkreśla Joanna Szulc. I dodaje: – Młodzi często mi mówią, że chcą mieć pracę, która będzie sprawiała im przyjemność, która będzie ich pasją. To nie jest tak, że nie chcą wcale pracować. Chcą, ale z sensem.
„Gdy dwudziestolatki w XXI wieku wstają z łóżka, w głowach mają więcej pytań niż odpowiedzi” – pisze dr Meg Jay. Kiedyś ich rytm dnia wyznaczała szkoła, a życie dzieliło się na kolejne semestry nauki. Umiejętności, talenty – wszystko to regulowały oceny. Ale po studiach znika ten prosty, a jednocześnie sztywny podział. Żadna tabelka już nie mówi im, co mają robić, znikają oceny, które określałyby, jak sobie radzą w życiu. W dodatku utarło się, że lata między dwudziestką a trzydziestką to okres, w którym powinno się szaleć, eksperymentować i nie podejmować decydujących kroków, bo „co ty tam wiesz o świecie”.
W efekcie wiele młodych kobiet i wielu mężczyzn przepuszcza te lata przez palce, marnując ich potencjał transformacyjny i płacąc za to wysoką cenę w kolejnych dekadach. A to błąd! Jak dowodzi dr Jay, okres między 20. a 30. rokiem życia to najlepszy moment, by zabrać się do pracy nad sobą, ale też myśleć przyszłościowo mimo niepewnej teraźniejszości. Autorka ma nawet kilka konkretnych (i zaskakujących) wskazówek.
Po pierwsze, w kwestii pracy – to idealny czas na to, by spróbować zarabiać za granicą, podjąć kolejne studia czy założyć start-up, jeśli takie pomysły chodzą ci po głowie. Nawet jeśli finansowo okażą się klapą, to pomagają ci zbierać twój kapitał społeczny: trenować umiejętności, odnajdywać się w pracy w zespole, a być może także znaleźć mentora. Nawet jeśli zdarzą ci się porażki czy potknięcia, to zbieraj je do koszyka twojego doświadczenia. I nigdy nie zgadzaj się na robienie rzeczy poniżej swoich kwalifikacji – to jest czas, w którym masz się rozwijać, a nie zwijać. „Naturalne talenty”’ nie istnieją, liczy się to, ile czasu spędzisz na szlifowaniu nowej umiejętności – przekonuje.
Po drugie, w kwestii znajomości – dobrze jest mieć swoją grupę wsparcia, rodzinę z wyboru czy własną miejską wioskę, ale nie zapominajcie też o dalszych znajomych i ludziach, których poznaliście przypadkiem lub spotkaliście tylko raz w życiu. To właśnie oni, bardziej niż bliscy znajomi czy przyjaciele, są w stanie wywrzeć ogromny wpływ na wasze życie. Dlatego nie zamykajcie się w bańkach, poszerzajcie horyzonty.
Po trzecie, w kwestii mediów społecznościowych – dr Jay radzi korzystać z nich ostrożnie, bo mimo rewolucyjnych obietnic serwisy takie jak Instagram zamiast zbliżać ludzi do siebie i wzmacniać więzi, sprawiają, że młodość zamienia się w konkurs popularności, w którym bycie najlepszym jest właściwie jedyną opcją. A porównywanie powoduje cierpienie.
Po czwarte, w kwestii miłości – nie bójmy się deklaracji, stałych zobowiązań ani tym bardziej wczesnych małżeństw. Wchodzenie w pozbawione zaangażowania związki „na próbę” tworzy złe nawyki i może podważyć wiarę w miłość. Poza tym im później się pobieramy, tym mniej czasu zostaje nam na pobycie z partnerem czy partnerką przed pojawieniem się dzieci, oczywiście jeśli dzieci też pragniesz.
Po piąte, w kwestii rozwoju – nie martw się, że jeszcze nie wiesz, czego chcesz, często zmieniasz zdanie, nie potrafisz niczego skończyć albo nie umiesz podjąć decyzji – kora przedczołowa (ta odpowiedzialna m.in. za planowanie czy kontrolę impulsów) pełnię rozwoju osiąga właśnie między 20. a 30. rokiem życia. To dobra wiadomość także dlatego, że twój mózg chłonie wtedy informacje oraz tworzy ścieżki neuronalne, które będą ci służyć w następnych dekadach. Dlatego właśnie „decydująca dekada” to zarówno czas ogromnego ryzyka, jak i wielkich szans. Nigdy więcej nie będziesz w takim tempie przyswajać nowych rzeczy i nigdy więcej nie będzie ci tak łatwo stawać się człowiekiem, którym chcesz być – zapewnia Meg Jay. Co więcej, to zaprocentuje w przyszłości.
Danuta Golec, psychoterapeutka, wydawczyni i tłumaczka książek, potwierdza, że wchodząc w kolejne dekady, najpierw otrzymujemy wypłatę z poprzednich. – Jeśli tam coś niespecjalnie się udało, to będzie nam jeszcze trudniej. Dobra dwudziestka zasila lepszą trzydziestkę.
Właśnie wydała książkę pod znaczącym tytułem: „Czyim życiem żyjesz?”. Podtytuł brzmi „Dylematy trzydziestolatków”, bo opisała w niej doświadczenia swoich 30-letnich pacjentów. – To, na czym się skupiam w książce i z czym spotykam się w gabinecie, to kwestie, które można by nazwać tożsamościowymi. Czy wiesz, kim jesteś? Czy czujesz się realnie? Czy czujesz się żywy i odgraniczony? Niezależnie od tego, jakie masz możliwości i warunki. Myślałam, że jest to jakiś rodzaj swoistej epidemii, bo co przychodził do mnie pacjent w okolicach trzydziestki, to z tym samym problemem – przeważnie czuli się wewnętrznie prześladowani przez patologiczne superego. Czyli bardzo wysokie wymagania i bardzo wysokie wewnętrzne kary za to, że ich się nie spełnia. Człowiek żąda wtedy od siebie, by był kimś, kim nie jest. Zamiast rozpoznać, co może, a czego nie, i rozwijać różne rzeczy, właściwie utyka i nic nie robi. Z tym ci ludzie przychodzili na terapię. Ale jak zaczynałam badać i dokopywać się drugiego dna, okazywało się, że oni nie do końca czują się realni. Że trochę są projektem. Że nie wiadomo, czy żyją z mamą, czy z partnerką, jakie są ich plany i jakie potrzeby. I czy te potrzeby są w ogóle ważne. Dużo było w tym rozmemłania i niejasności co do tego, kim się jest. Oczywiście rozmawialiśmy o tym, co było wcześniej, wszyscy mówili, że w ich wypadku wchodzenie w dorosłość było jak jakiś szalony eksperyment. Że ciągle się miotali, nie wiedzieli, czego chcą, studia nie te, to może inne. A może jeszcze inne...
Czytaj także: Bezcenna introspekcja – te 22 ważne pytania pomogą ci lepiej poznać siebie
„Pogłębiona refleksja, umiejętność czekania, czyli znoszenia stanu przejściowej niewiedzy oraz wytrzymywanie frustracji to najcenniejsze zasoby w projekcie zwanym dorosłością” – czytamy w „Czyim życiem żyjesz?”. – I to wszystko są zasoby emocjonalne – podkreśla Danuta Golec. – Myślenie jest bolesne, ale jest niezbędne. Dla mnie dorosłość to bycie na takim etapie mentalnym, w którym jest się w stanie wziąć odpowiedzialność za drugą osobę. Czasem mogą mieć to już nastolatki, a często brakuje tego ludziom bardzo zaawansowanym wiekiem. Nie chodzi o to, że to robisz, tylko że jesteś w stanie postawić czyjś interes przed własnym, być odpowiedzialnym, oddanym jakiejś sprawie lub jakiejś osobie. Że jest pewna konsekwencja w twojej postawie i działaniu. To jest też możliwość używania płatów czołowych, czyli widzenia rzeczywistości w sposób złożony. Często obserwuję u młodych dorosłych bardzo uproszczony obraz świata, bez zauważania, że wszystko ma swoje odcienie – a w takim stanie nie da się podejmować dobrych decyzji. One będą sprawne, będą radykalne, ale nie będą przemyślane. Wreszcie dorosłość to poczucie, że się wie, kim się jest.
(Fot. materiały prasowe)
Osoby, które tego nie wiedzą, zmagają się z bardzo silnym lękiem i stanami na granicy depresyjnych. – To jakbyś się obudziła nocą w hotelu i przez chwilę nie umiała sobie przypomnieć, gdzie jesteś. Przerażający stan – mówi psychoterapeutka. – Ładnie to ujęła Margot Waddell, autorka jednej z książek, którą wydałam – „Światy wewnętrzne”, cytując XIX-wieczną autorkę: W nastolęctwie traktujesz świat jak dojną krowę, która ma wykarmić twoją wyjątkową osobowość, a w dorosłości widzisz już, że cienie padają różnie, w zależności od źródła światła.
Owszem, młodość musi się wyszumieć, to jest czas na zabawę i trwonienie czasu, ale Danuta Golec podkreśla wagę innej zabawy. – Jak spojrzymy na małe dziecko, to ono rozwija się, bawiąc.
Mówi się nawet, że dziecko, które się nie bawi, na pewno jest chore lub mocno zaburzone. Tylko ja nie mówię o rozrywce, ja mówię o zabawie. Zabawie, która jest poznawaniem świata. Oczywiście w dorosłym życiu trochę inaczej poznajemy świat, ale nadal jest w tym przestrzeń na eksperymentowanie, na swobodę. I tylko wtedy, jeśli o tę przestrzeń dbamy, możemy wieść twórcze życie, bo możemy się zaskakiwać różnymi rzeczami. Dlatego niektórzy robią sobie gap year, wykorzystując go na podróże i pracę w różnych miejscach na świecie. Jako studentka wzięłam dziekankę i pojechałam do Londynu. Wszystkie lata studiów tyle mi nie dały! A podczas kelnerowania poznałam więcej typów ludzkich niż na psychologii. Nauczyłam się, jak sobie radzić w obcym kraju, w obcym języku, z obcymi ludźmi. Ale najpierw muszą być w nas zaciekawienie, odwaga i otwartość na nieznane.
Jaką radę miałaby Danuta Golec dla kogoś wchodzącego w dorosłe życie i trochę w tym pogubionego? – Szukaj dobrych i mądrych ludzi. Nie takich, którzy ci powiedzą miłe rzeczy, tylko takich, którzy naprawdę cię widzą. Mogą to być postaci mentorskie, nawet dobrze, by były starsze. To może być terapeuta, ale też nauczyciel, ktoś w rodzinie, sąsiad, przełożony. Nie musisz mieć z nim kontaktu codziennie, ale ważne, żeby wiedzieć, że możesz się do niego zwrócić po radę, kiedy jest źle. Tylko trzeba być bardzo czujnym, bo są ludzie, którzy uwodzą, a nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Jak powiedziała kiedyś Maria Janion – są trzy ważne role w życiu: matka, ojciec i nauczyciel. Szukaj zatem kogoś, kto przeprowadzi cię przez trudny czas. Nauczyciela życia.