Marta Urbaniak - Oto szkoła życia według Odyseusza. 7 lekcji, które daje współczesnym grecki heros
00:00
18:59
Na ekranach kin właśnie możemy oglądać ekranizację „Odysei”. Warto jednak pamiętać, że za tą spektakularną produkcją kryje się dzieło
literatury światowej, które w najgłębszej warstwie jest traktatem niosącym ponadczasowe przesłanie – jak przeżyć kryzys, by wyjść z niego wzmocnionym. Oto trening Odyseusza w siedmiu lekcjach.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 09/2026.
Życiowe trzęsienie ziemi zazwyczaj jest niespodziewane. Nagła decyzja o rozwodzie, zwolnienie z pracy, dramatyczna diagnoza medyczna sprawiają, że nasza rzeczywistość odwraca się o 180 stopni. W takich okolicznościach kryzys jest nieunikniony. Jak go przejść, by nas wzmocnił, nie zniszczył?
Okazuje się, że odpowiedź przynosi licząca ponad 3 tysiące lat epopeja, o czym w książce „Drogowskazy Odysei. 7 ponadczasowych lekcji o wytrwałości, tożsamości i wędrówce przez życie” pisze oksfordzka klasycystka i psycholożka kliniczna dr Sam Akbar.
„Odyseja” nie jest wyłącznie mitem – przekonuje autorka – ale traktatem psychologicznym, który opisuje pełen cykl przechodzenia przez kryzys. W gruncie rzeczy nasze współczesne dramaty na poziomie emocjonalnym nie różnią się od tego, co spotykało bohatera wojny trojańskiej w drodze do domu.
Starożytne dzieło dobitnie pokazuje, że porażki i trudności są naturalną częścią egzystencji. I choć wielu z nas utożsamia szczęście z przyjemnym, pastelowym życiem, w którym nie dzieje się nic złego, to właśnie ta trudna i kręta droga kształtuje nas, wzmacnia i rozwija.
Odyseusz, wielki władca Itaki, niepokonany wódz i genialny strateg, wygrywa wojnę trojańską dzięki słynnemu fortelowi z koniem. Po dziesięciu latach krwawych walk planuje powrót do żony i syna w Itace. Nie wie jeszcze, że nie będzie on ani prosty, ani szybki, a bogowie brutalnie zniszczą jego plany, zmieniając podróż w pełną cierpienia tułaczkę. Odyseusz traci kontrolę nad wszystkim – kierunkiem, załogą, sobą samym. W pewnym momencie żałuje, że nie zginął jako bohater pod Troją.
Tymczasem w Itace jego żona Penelopa mierzy się z tłumem zalotników, którzy chcą przejąć tron. Odwleka w czasie moment decyzji, mówiąc, że nie podejmie jej, dopóki nie skończy tkać całunu żałobnego dla teścia. Każdego dnia siada przy krośnie, a pod osłoną nocy skrupulatnie pruje, co utkała. Syn Odyseusza, Telemach, rozmyśla o powrocie ojca, licząc, że ten uratuje rodzinę z opresji.
Sam biernie przypatruje się zalotnikom aż do momentu, kiedy pod postacią starca Mentesa pojawia się bogini Atena i motywuje młodzieńca do działania, podsuwając prosty plan. Telemach wyrusza do Pylos i Sparty, by nauczyć się dorosłości.
Ta część opowieści przedstawia kryzys tożsamości wywołany niespodziewanym wydarzeniem życiowym. Możemy mieć, tak jak Odyseusz, jasno wytyczone plany: długie życie z ukochaną osobą, rozwój firmy, spokojną emeryturę – gdy nagłe tąpnięcie, zdrada, upadłość, choroba wywracają cały nasz świat do góry nogami.
Tracimy nasze punkty orientacyjne i nie wiemy już, kim jesteśmy. To wszystko jest wezwaniem do rozpoczęcia osobistej odysei. By tak się stało, potrzebna jest radykalna akceptacja: uznanie rzeczywistości taką, jaka ona jest, a nie taką, jaką chcielibyśmy, żeby była. Gdy Odyseusz stawiał opór temu, co go spotykało, wikłał się w jeszcze gorsze historie; dopiero kiedy porzucił oczekiwania wobec tego, jak powinna wyglądać jego droga, i zaakceptował, to, co jest – był w stanie działać.
Gra na czas Penelopy pokazuje nam z kolei budowanie poczucia sprawczości, czyli skupianie się na rzeczach, na które mamy wpływ. Krosno jest przestrzenią, którą kobieta może w pełni zarządzać, więc woli przy tym pozostać i odpuścić inne, najpewniej nieskuteczne sposoby walki z zalotnikami. I jeszcze wyjazd Telemacha do Sparty – to odzwierciedlenie znaczenia pierwszego kroku, nawet jeśli nie znamy dalszych. Jest on możliwy dzięki mentorstwu Ateny, czyli wsparciu osoby, która „pozwala ci dostrzec nadzieję w sobie”, jak to kiedyś ładnie ujęła cytowana przez autorkę Oprah Winfrey.
Współczesnym czytelnikom „Odyseja” pokazuje, że kryzys wcale nie wymaga od nas natychmiastowego odzyskania pewności siebie, ale odwagi do uznania faktów, zakończenia żałoby po straconym życiu i podjęcia działania, nawet jeśli będzie to najmniejszy gest.
Wyrzucony na brzeg Odyseusz spędza siedem lat uwięziony na wyspie zakochanej w nim nimfy Kalipso, która oferuje mu wieczną młodość i nieśmiertelność w zamian za pozostanie z nią. Odyseusza jednak to nie przekonuje i wybiera śmiertelne, pełne trudów życie oraz powrót do ukochanej rodziny. Na rozkaz bogów Kalipso uwalnia wojownika, a ten buduje tratwę. Tyle że tratwa wkrótce roztrzaska się w morderczym sztormie wywołanym przez Posejdona.
Wielu ludzi było w takiej sytuacji jak Odyseusz – teoretycznie w raju, a jednak bez poczucia szczęścia. W znienawidzonej, ale świetnie płatnej pracy, w związku, który dawno się wypalił, ale daje iluzję poczucia bezpieczeństwa, z uśpionymi marzeniami, bo ich spełnienie wymagałoby porzucenia stabilności.
To „efekt Kalipso” – sytuacja, w której przestajemy słuchać swojego prawdziwego ja na rzecz komfortu. By się z niego wydostać, potrzebujemy odwołać się do starożytnej inteligencji emocjonalnej opartej na czterech filarach: wrażliwości, czyli odwadze do wyrażania emocji; precyzji w nazywaniu tego, co czujemy; mądrości, by trudne emocje traktować jako wskazówki, a nie coś, co należy zwalczyć; i wreszcie zdolności do działania w zgodzie z wartościami, nawet jeśli emocje popychają nas w kierunku strefy komfortu.
Odyseusz płacze, nieskażony przekonaniem, że mężczyźnie nie przystoi tego robić. Wie, że tęskni za domem i Penelopą, a precyzyjne nazwanie emocji uspokaja go i pozwala myśleć klarowniej. Nie cenzuruje swoich łez. Buduje tratwę, mimo że nie wiadomo, co mu przyniesie wędrówka. To moment, w którym wychodzi z wyuczonej bezradności i bierze odpowiedzialność za swoje życie, zamiast zdawać się na bawiących się nim bogów.
Rozgniewany Posejdon wywołuje sztorm. Wycieńczony, nagi i znowu doświadczony przez los Odyseusz trafi na wyspę Feaków. Spotyka księżniczkę Nauzykaę, która prowadzi go do swoich rodziców, królowej Arete i króla Alkinoosa. Feakowie hołdują świętemu prawu gościnności, ksenii. Kąpią, karmią, ubierają przybysza. Dają mu czas na zagojenie ran. Dopiero później pytają o jego tożsamość i historię. Tak naprawdę to głęboki opis powrotu do równowagi po traumatycznych przeżyciach.
Stan, w którym Odyseusz trafia na wyspę Feaków, odzwierciedla moment głębokiego kryzysu, opisywany słowem kairos. Może to być ucieczka od przemocowego partnera bez grosza przy duszy, bankructwo, wypalenie zawodowe, które na wiele tygodni ścina nas z nóg. To także analogia do uchodźców, którzy łodziami próbują pokonać Morze Śródziemne, uciekając przed wojną i prześladowaniami.
Jaką lekcję możemy z tego wynieść? Powrót do równowagi po traumie nie odbywa się, bo po prostu tego chcemy. Potrzebujemy wsparcia innych ludzi, bezpiecznego otoczenia, w którym zamrożone ciało może odtajać. Tylko dzięki temu nasz układ nerwowy będzie mógł wyjść z trybu walki lub ucieczki i wejść w tryb regeneracji. By wyzdrowieć i zacząć analizować to, co się wydarzyło, potrzebujemy dookoła siebie innych ludzi – swojej rodziny z wyboru.
Ukojony Odyseusz może w końcu wrócić do swojej przeszłości. Płacze, gdy wyjawia Feakom swoje prawdziwe imię. Opowiada między innymi, jak pokonał cyklopa Polifema, który uwięził go wraz załogą w jaskini i pożarł kilkoro z nich. Gdy cyklop zapytał go o imię, przedstawił się jako Nikt. Potem upił Polifema winem i oślepił go naostrzoną maczugą, której tamten używał jako laski. Cyklopi z pozostałych jaskiń nie przyszli mu na pomoc – choć Polifem wykrzykiwał, że Nikt go oślepił. Niestety, Odyseusz na tym nie poprzestał. Gdy uwolniony opływał wyspę, w przypływie próżności zaczął wykrzykiwać swoje prawdziwe imię. Polifem był synem Posejdona i tym nierozważnym, podyktowanym ego aktem Odyseusz ściągnął na siebie gniew władcy oceanów.
Ten wątek pokazuje niebezpieczeństwo, jakie płynie z nadmiernej potrzeby uznania. Gdyby Odyseusz nie wyjawił swojego imienia, dotarłby do Itaki w kilka dni. W życiu przydaje się umiejętność bycia Nikim, niedopuszczania do głosu ego, które może nas oddalić od celu widniejącego już na horyzoncie.
Osoby o „cichym ego”, które skupienie na sobie potrafią podporządkować sprawom ważniejszym, wykazują większą odporność, nawiązują silniejsze relacje i odnoszą trwalsze sukcesy niż te, które zajmują się jego wzmacnianiem. A jednocześnie warto wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Przyznanie się do błędu, tak jak Odyseusz opowiadający o swojej przeszłości Feakom, pozwala nadać głębszy sens temu, co nas spotyka.
Odyseusz, za radą czarodziejki Kirke, wyrusza do Hadesu, by poznać przepowiednię Tejrezjasza. Spotyka matkę Antikleję, o której śmierci nie wiedział, oraz poległych towarzyszy i wodza Agamemnona. Te spotkania zmuszają go do przewartościowania życia. Po powrocie do świata żywych czekają go kolejne wyzwania. Musi przepłynąć między Scyllą a Charybdą, a wybór żadnej z dróg nie jest idealny: zbliżenie do potwora Scylli kosztuje życie sześciu towarzyszy, zbliżenie do wiru Charybdy to ryzyko stracenia całego okrętu.
Wreszcie żeglarze trafiają na wyspę Heliosa, gdzie wszystko wydaje się w najlepszym porządku – Itaka już niedaleko, a załoga jest najedzona i wypoczęta. Jednak pobyt na wyspie się przedłuża, zapasy się kończą, więc pojawia się widmo głodu. Ostrzeżony przez Tejrezjasza Odyseusz zakazuje swoim towarzyszom zabijać bydło, ale podczas jego drzemki ci łamią zakaz. Wściekły Helios zabija wszystkich poza Odyseuszem.
Nasz rozwój odbywa się poprzez dyskomfort. Hades to żałoba, nieprzepracowany żal za tym, co stracone, który nie pozwala ruszyć z miejsca. By iść do przodu, musimy domknąć przeszłość, nawet jeśli wiąże się to z naruszeniem niezagojonych ran. Wybór między Scyllą a Charybdą symbolizuje wszystkie te sytuacje, kiedy musimy „dokonać odpowiedzialnego wyboru między niedoskonałymi opcjami”.
Zabicie trzody Heliosa to moment, w którym mimo zdobytej mądrości napotykamy ograniczenia. Możemy w pełni przepracować żal i krytycznie spojrzeć na własne położenie, ale niektórych okoliczności nie da się skontrolować – zwłaszcza gdy w grę wchodzą inni ludzie. Wyrżnięte bydło odzwierciedla okoliczności, w których chwilowa desperacja wygrywa z dalekosiężną mądrością. To sprawdzian dyscypliny.
Gdy jesteśmy pod presją, lekceważymy własne potrzeby i przekonania: pracujemy mimo wyczerpania i dajemy się skusić propozycjom, które podważają naszą uczciwość. Dopiero zyskanie odporności psychicznej pozwala na mozolne, cierpliwe i powolne osiąganie celów.
Feakowie zawożą śpiącego Odyseusza na Itakę, a ten budzi się zdezorientowany, nie wie, gdzie jest. Gdy przebrany (za radą Ateny) za żebraka idzie do chaty starego świniopasa Eumajosa, spotyka swojego syna Telemacha. Jednak w pałacu nikt go nie rozpoznaje poza wiernym, schorowanym psem Argosem, który wreszcie może spokojnie umrzeć.
Ta część historii uczy nas, byśmy zdefiniowali swój dom. Dla Odyseusza Itaka to Penelopa i Telemach, a nie tylko wyspa ze skalistymi urwiskami i gajami oliwnymi. Co jest domem dla ciebie? Mieszkanie, w którym czujesz się bezpiecznie, a może ludzie, przy których jesteś sobą? Dla przedsiębiorczyni będzie to nie tylko sukces finansowy, ale też wolność czy możliwość dawania pracy innym. Dla osoby ze złamanym sercem – coś, co pozwoli jej po dłuższym czasie poczuć radość. Jeśli nie wiesz, jaka jest twoja Itaka, ryzykujesz, że będziesz bez końca uganiać się za wizjami domu, które nie są twoje.
Gdy Odyseusz budzi się na rodzinnej wyspie, czuje się zagubiony. Paradoksalnie osiągnięcie celu nie zawsze wiąże się z satysfakcją.
Często nie wiemy, co dalej. Doktorat, ukończona książka, przeprowadzka do wymarzonego domu miały dawać radość, a wywołują poczucie pustki... Dlaczego? Gdy twoja Itaka była zdefiniowana wyłącznie pod kątem statusu, po jej zdobyciu satysfakcja nie przychodzi. Dlatego warto odkryć, jak wewnętrznie wzbogaci cię osiągnięcie celu. Wtedy będzie to przystanek na drodze życia, a nie jego meta.
Historia Odyseusza przestrzega nas również przed bezrefleksyjnym wtargnięciem dokądś i oczekiwaniem, że zostaniemy przyjęci z zachwytem. Przebranie za żebraka to metafora ochrony własnych granic i powolnego ujawniania nowego ja. Warto odsłaniać się z rozmysłem, sprawdzając, kto jest lojalny, a kto chce nas wepchnąć w dawne schematy.
Nierozpoznany Odyseusz jest w pałacu szykanowany przez zalotników. Penelopa na wieść o tym, że przybysz zna losy Odyseusza, wzywa go do siebie, a on opowiada swoją historię w trzeciej osobie. Królowa, zgodnie z regułami ksenii, nakazuje umycie stóp przybyszowi. I tak dawna piastunka Odyseusza Euryklea rozpoznaje go po bliźnie nad kolanem. Tymczasem ponaglana przez zalotników Penelopa organizuje konkurs: ten, kto napnie łuk jej męża i przepuści strzałę przez ucha wbitych rzędem 12 toporów, dostanie jej rękę.
Kiedy żaden z kandydatów nie jest w stanie tego zrobić, do zawodów zgłasza się przybyły żebrak – Odyseusz. Napina łuk, a strzała przelatuje przez wszystkie 12 uch. Wtedy Penelopa poddaje mężczyznę ostatniej próbie – każe sługom przestawić ich małżeńskie łoże, na co Odyseusz, który sam wystrugał łóżko z żywego drzewa oliwnego wrośniętego w ziemię, wybucha, że nie da się tego zrobić. Na wyspę wreszcie powraca spokój, ale nie jest to happy end, lecz czas na zebranie sił przed kolejnym wyzwaniem, bo Odyseusz wie, że będzie musiał znów ruszyć w drogę i ubłagać Posejdona o darowanie winy.
Współcześni czytelnicy w tej części historii mogą odnajdywać analogię do powrotu w znane środowisko z nową tożsamością. Nieraz zdarza się, że bliskie osoby nie są w stanie zaakceptować zmian, które się w nas dokonały. Ranią nas uszczypliwości albo umniejszają naszemu rozwojowi.
Jednak czasem warto odpuścić: nie musimy podejmować walki o każdą drobnostkę, skoro nasze poczucie wartości nie zależy od opinii innych, i to jakakolwiek będzie. Najgłębsze relacje, opierające się na harmonii dusz (homophrosyne), są zbudowane na stabilnym fundamencie wspólnych wartości i przeżyć, tak jak niewzruszalne łoże małżeńskie Penelopy i Odyseusza.
Nie bez znaczenia jest też i to, że Odyseusz zostaje rozpoznany nie po atrybutach władcy ani godnej postawie zwycięskiego wojownika, ale po bliźnie na nodze. W życiu jesteśmy znani publicznie z sukcesów, ale te najgłębsze i najbardziej uzdrawiające relacje budujemy z ludźmi, którzy wiedzą, skąd wzięły się nasze rany. Opowiedzenie o swoich przejściach w trzeciej osobie pomaga z kolei zdystansować się od bolesnych przeżyć, spojrzeć na to, co nas spotkało, z większym obiektywizmem i wreszcie zacząć traktować tę poturbowaną część siebie z większym współczuciem.
Odyseusz nie był rozważnym mężem od samego początku. Stał się taki dzięki bolesnej drodze, którą przeszedł. W miarę upływu czasu zaczął wyciągać wnioski ze swojego zachowania, rezygnować z brawury na rzecz planowania i pokory. Z porywczego wojownika stał się dojrzałym strategiem, unikającym niepotrzebnych konfliktów, by nie stracić z oczu głównego celu, który mu przyświecał – powrotu do domu.