1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zakochanie – czy będzie z tego miłość?

Zakochanie – czy będzie z tego miłość?

Po pewnym czasie zakochanie zaczyna nieuchronnie słabnąć i wtedy nadchodzi czas na prawdziwe tworzenie związku. (fot. iStock)
Jak żyć, jak kochać - tego się uczymy, wchodząc relacje z drugim człowiekiem. A zaczynają się one w radosnym uniesieniu, naiwnym zapatrzeniu. Czyli w zakochaniu. Wokół tego zjawiska powstało wiele teorii.

Jedna z definicji zakochania, cytowana za książką psychologa Martina Roversa „Uzdrowić miłość” brzmi: „Zakochanie nie jest autentyczną formą miłości, ponieważ nie jest aktem całkowicie wolnej woli czy wolnego wyboru. Jest bodźcem dla zachowania gatunku, ale nie jest aktem nakierowanym na jego rozwój czy duchowy wzrost. Jest jednak bliskie miłości, ponieważ służy nawiązaniu międzyosobowych więzi, z których może zrodzić się prawdziwa miłość”. Inna jest taka: „Zakochanie jest czymś, co uderza w nas jak światłość i dlatego tak bardzo przypomina przeżycie mistyczne. W istocie nie wiemy, jak ludzie doświadczają obydwu tych rzeczywistości, tak samo jak nie wiadomo dlaczego one zachodzą. Jeśli ktoś jest tak szczęśliwy, że doświadcza ich obydwu, to odwrócenie od nich oznaczałoby wzgardę dla życia”.

Z koleji teorie, zgodnie z którymi miłość to biochemiczny koktajl, utrzymują, że zakochanie jest jak wypicie substancji chemicznej. Jest to uczucie, które zdarza się nam kilka, a nawet więcej razy w życiu. W chwili, gdy patrzymy w oczy ukochanego, chemiczne substancje, takie jak dopamina czy oksytocyna, biorą w nas górę i sterują naszym zachowaniem. Rozum ustępuje miejsca chemii. Naukowcy dowodzą, że władza tej chemii może trwać od sześciu miesięcy do 2-3 lat. Zakochanie to intensywna relacja, dająca zakochanym złudzenie wieczności tego stanu, pełni, trwania „najszczęśliwszych dni w życiu”.

Elementy, które sprzyjają zakochaniu to: siła podniecenia, uczuciowe uniesienie, cechy ukochanego. Przy pierwszym zafascynowaniu ogromną rolę wydają się odgrywać podobieństwa. Badania przytoczone przez Martina Roversa wykazują, że właśnie podobieństwa wydają się istotnym czynnikiem, który powoduje wzajemne zainteresowanie i ułatwia rozwój związku. Zakochani wskazują na podobieństwa swoich rodzin, osobistych cech, sposobów myślenia, celów, zainteresowań, sposobów spędzania wolnego czasu.

Jednak, skoro można się zakochać, to i odkochać też się można. Po pewnym czasie zakochanie zaczyna nieuchronnie słabnąć i wtedy nadchodzi czas na prawdziwe tworzenie związku. Pary zderzają się wtedy albo z rzeczywistością budowania miłości i wzajemnej relacji, albo dochodzi do zerwania. Ludzie przekonują się, czy jest dla nich dość łatwe być razem i budować związek, czy też nie. Na tym etapie miłość staje się codziennością. Według Martina Roversa, kanadyjskiego psychologa zajmującego się terapią małżeńską i rodzinną, ważniejsze od siły i czasu trwania zakochania jest to, czy po latach wspólnego życia polubisz swojego partnera.

Budowanie miłości i tworzenie więzi

Bez względu na to jak wspaniałe jest uczucie zakochania, by związek trwał i rozwijał się, potrzeba czegoś więcej - trzeba przejść do opowiedzenia się za miłością. Martin Rovers dowodzi, że miłość jest rodzajem „psychozy”, która ujawnia się, gdy przychodzi okazja wypełnienia się naszego życia. Kiedy się zakochujemy, staramy się przyciągnąć partnera o określonych cechach. Szukamy dokładnie takich cech, które mogą ukoić nierozwiązane problemy czy zranienia naszego dzieciństwa. Szukamy wypełnienia naszych niezaspokojonych potrzeb, najczęściej na poziomie nieświadomości (i mają być one wypełnione właśnie przez naszego partnera). Partnerzy działają jakby „w zmowie”, aby odtworzyć schematy zachowań w swoich dotychczasowych bliskich więziach rodzinnych. Cechy, które na początku przyciągnęły partnerów do siebie, mogą zamienić się w sedno ich problemów, kiedy kończy się zakochanie. Rogers nazywa ten proces tańcem zranień. Podaje przykłady, z jakimi zetknął się w swojej pracy w klinice, a które wskazują na przystawalność początkowej fascynacji i tkwiącego w nas wcześniej zranienia. I tak początkowe zauroczenie mężczyzną, który był taki towarzyski i świetnie umiał się bawić, zamienia się w krytykę kogoś, kto jako dziecko nie miał żadnych obowiązków i był rozpieszczany przez matkę. Albo fascynacja kobietą, która zawsze była pomocna i umiała wszystko doskonale zorganizować, przechodzi w postrzeganie jej jako kogoś, kto jako dziecko był nadmiernie odpowiedzialny, bo musiał opiekować się młodszym rodzeństwem.

Kompulsywny proces zakochania pozostanie dla nas całkowicie niezrozumiały, jeśli nie sięgniemy do przeszłości i nie przyjrzymy się naszym obecnym cechom, jako trwającym w nas skutkom dzieciństwa. Na to wpadł już Freud, który zauważył, że kobieta zakochuje się w mężczyźnie podobnym do ojca albo będącym jego przeciwieństwem. A mężczyzna wybiera sobie kobietę przypominająca mu matkę. W pierwszym porywie uczucia szukamy partnera, który według nas potrafi zaradzić temu nieznanemu i znanemu bólowi, doświadczanemu na skutek zranień z dzieciństwa. Jednak jednym z celów dojrzałej relacji miłosnej jest uświadomienie sobie wewnętrznych zranień, aby następnie rozpocząć proces uzdrowienia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze