5 lekcji inspirowanych życiem Marii Skłodowskiej-Curie

Od Marii Skłodowskiej-Curie możemy się wiele nauczyć - nie tylko w sferze nauki, ale przede wszystkim wolności, uporu i konsekwencji. (Fot. BEW PHOTO)

Dziś mija kolejna rocznica urodzin Marii Skłodowskiej-Curie – najbardziej wpływowej kobiety w historii według czytelników „BBC History Magazine”. Czego możemy się nauczyć od wybitnej Polki? Przede wszystkim wolności, uporu i konsekwencji.

Często słucham opowieści o tym, że się nie da. Coś by się chciało, ale brak możliwości, pieniędzy, wsparcia, poczucia własnej wartości… Pławimy się w tych brakach, jakby były bardziej realne niż to, co jest. Nie żyjemy, jak chcemy, bo nie mamy warunków, za to mamy żale, skargi, pretensje. A gdyby tak popatrzeć na Marię Skłodowską-Curie? Tak, wiem, była genialna, a to rzadkość. Ale poza tym była po prostu kobietą, która żyła w niełatwych czasach.

Weźmy taki fakt z jej życiorysu. Maria pragnęła studiować, co w tamtych czasach nie było wcale oczywiste, bo kobiet nie przyjmowano na uniwersytety, mogły wstąpić tylko na Sorbonę. Rodziny nie było stać na taki wydatek, ale ona nie zamierzała rezygnować. Razem ze starszą siostrą, która chciała zostać lekarką, stworzyły więc plan działania. Najpierw Bronka wyjedzie do Paryża, Maria podejmie pracę jako guwernantka w Warszawie i będzie wysyłać siostrze pieniądze. Gdy Bronka skończy studia i urządzi się w Paryżu, Maria przyjedzie do Francji, a Bronka będzie jej pomagać. Jako 18-latka Maria podjęła poważne zobowiązanie i wywiązała się z niego. O kilka lat odroczyła realizację marzeń, lecz o nich nie zapomniała. Ale to tylko jedna z wielu lekcji, jakie nam daje.

Maria Skłodowska-Curie (fot. BEW PHOTO)
Maria Skłodowska-Curie (fot. BEW PHOTO)

Lekcja 1. Żyj najlepiej, jak możesz!

Nie wszystkie przeszkody udaje się pokonać. Czasem musimy zmieniać plany, modyfikować cele, ale zamiast uskarżać się na los i rezygnować z tego, co dla nas ważne – lepiej robić to, co jest możliwe. „Ja zaś myślę, że w każdej epoce można mieć życie interesujące i użyteczne, a o to głównie chodzi, aby go nie zmarnować i móc sobie powiedzieć, jak Jean Christophe (autor Romain Rolland): Jak tylko mogłem” – pisała Maria Skłodowska-Curie do siostrzenicy.

Niewielu z nas ma szansę na Nobla, ale wszyscy możemy robić, co w naszej mocy, żeby żyć jak najlepiej. „Nie można bowiem mieć nadziei na skierowanie świata ku lepszym drogom, o ile się jednostek nie skieruje ku lepszemu. W tym celu każdy z nas powinien pracować nad udoskonaleniem się własnym, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swej osobistej odpowiedzialności za całokształt tego, co się dzieje w świecie. I z tego, że obowiązkiem bezpośrednim każdego z nas jest dopomagać tym, którym możemy się stać najbardziej użyteczni” – oto zadanie, jakie stawia przed nami noblistka.

Lekcja 2. Twórz związek partnerski

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak wiele kobiecych odkryć zawłaszczyli mężczyźni. Tak mogło zdarzyć się również w przypadku Marii Skłodowskiej-Curie, gdyby nie była w związku partnerskim. Ale od początku…

Do podjęcia badań nad promieniotwórczością zainspirowały Marię prace Henryka Becquerela o promieniowaniu emitowanym przez sole uranu. Piotra Curie tak zainteresowały prowadzone przez żonę badania, że porzucił własne plany naukowe i zaczęli pracować razem. 18 lipca 1898 roku wspólnie ogłosili odkrycie nowego pierwiastka promieniotwórczego, który nazwali polonem na cześć kraju pochodzenia Marii. 26 grudnia tego samego roku donieśli o odkryciu kolejnego pierwiastka – radu. W 1903 roku jako pierwsza kobieta we Francji Maria Skłodowska-Curie przedstawiła pracę doktorską „Badanie ciał radioaktywnych”. Komisja orzekła, że jej praca stanowi największy w historii wkład naukowy wniesiony kiedykolwiek przez kandydata na doktora w jakiejkolwiek dziedzinie. Kilka tygodni potem jej mąż dostał telegram informujący o przyznaniu jemu i Becquerelowi Nagrody Nobla. Odpisał, że nagroda należy się również jego żonie, ponieważ razem prowadzili badania, i zaczął usilne starania o uznanie jej roli. Akademia Noblowska musiała się w końcu ugiąć i nagrodę dostali wspólnie.

Wiele kobiet godzi się na to, żeby ich potrzeby były mniej ważne niż męża. To wynik tradycji i wychowania. A gdybyśmy pamiętały o Marii Skłodowskiej-Curie? Po wyjściu za mąż nie zmieniła się w gospodynię domową. Nadal była głównie badaczką, choć trochę nauczyła się gotować, ale jej życie po ślubie nie różniło się wiele od wcześniejszego. Nie zrezygnowała ze swojej pasji nawet wtedy, gdy urodziły się dzieci. Czasem niepokoiła się o córki, które zostawały z opiekunką, rzucała pracę i biegła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Czasem po pracy szyła im ubrania. Była matką, żoną i naukowczynią, a mąż był jej partnerem, wspierał ją, tak jak i ona jego, a nie ograniczał.

Lekcja 3. Jeśli uważasz, że coś trzeba zrobić, zrób to!

W organizacjach, w których pracowałam, co jakiś czas odbywały się zebrania poświęcone planom działania. Mieliśmy wiele pomysłów na to, co „trzeba” zrobić, żeby świat był lepszy, prześcigaliśmy się w szlachetnych ideach, a w końcu dochodziło do pytania, kto to zrobi. Zapadało milczenie. Żartowaliśmy sobie, że zawołamy „Trzebę”, niech to robi, no bo czemu akurat my?

Maria Skłodowska-Curie nie potrzebowała „Trzeby”. Gdy widziała, że warto coś zrobić, robiła to. Jako jedna z pierwszych kobiet na świecie uzyskała prawo jazdy, w dodatku także na samochody ciężarowe. Potrzebowała go, by w czasie I wojny światowej móc samodzielnie jeździć po polach bitew ambulansem wyposażonym w aparat rentgenowski i prześwietlać rannych żołnierzy. Razem ze swoją starszą córką Ireną zorganizowała polową służbę radiologiczną, szkoliła personel, często sama udzielała pomocy. Do końca wojny ich mobilne placówki radiologiczne przyjęły ponad milion pacjentów.

„Moim najgorętszym marzeniem jest powstanie Instytutu Radowego w Warszawie” – wyznała Maria Skłodowska-Curie i utworzyła nowe placówki naukowo-terapeutyczne: Instytut Radowy w Paryżu i w Warszawie.

W życiu prywatnym też bez wahania zastępowała „Trzebę”. „Czasami wydaje mi się, że praca dzieci w dzisiejszych szkołach jest tak nadmierna, że lepiej dzieci potopić niż uczyć w tych szkołach” – wyznała w liście do siostry Heleny. Dzieci nie potopiła, tylko razem z innymi naukowcami stworzyła dla nich nową szkołę – tzw. spółdzielnię, w której oni sami uczyli swoje dzieci. Te miały dostęp do laboratoriów, mogły robić eksperymenty, rozwijać się we własnym tempie. Starsza córka Marii, Irena, również została noblistką, młodsza Ω Ewa – napisała biografię matki.

Lekcja 4. Doceniaj to, co masz, i nie chciej więcej, niż jest ci potrzebne

Kiedy w 1891 roku Maria Skłodowska przyjechała wreszcie do Paryża i wstąpiła na Sorbonę, wynajęła pokój w dzielnicy studenckiej, ponieważ mieszkanie siostry było za daleko. „Mój pokój znajdował się na mansardzie i był zimą bardzo chłodny, zdarzało się nieraz, że woda zamarzała nocą w miednicy. Aby móc zasnąć, byłam zmuszona kłaść na kołdrę wszystkie swoje ubrania. W tym samym pokoiku na maszynce spirytusowej gotowałam obiady. Obiad składał się często z chleba i filiżanki czekolady, z jaj i owoców. Sama wnosiłam niewielkie ilości używanego węgla na szóste piętro” – wspominała w „Autobiografii”. I dodała: „To życie, z pewnego punktu widzenia bolesne, posiadało dla mnie mimo wszystko prawdziwy urok. Dawało mi niezwykle cenne poczucie swobody i niezależności”. Która z nas umiałaby to docenić? Drobne bolączki dnia codziennego potrafią psuć nam nastrój, a co dopiero życie w złych warunkach.

Gdy Piotr zginął w wypadku, rząd francuski zaproponował Marii i córkom rentę po ojcu. Naukowczyni odpowiedziała: „Nie przyjmę żadnej pensji. Jestem dość młoda, by zapracować na siebie i na dzieci”.

Lekcja 5. A co ludzie powiedzą? Niech mówią, co chcą!

Gdy pomyślę o tych wszystkich przygotowaniach do ślubu! Wiele młodych kobiet twierdzi, że wystarczyłaby im skromna uroczystość, ale naciski rodzinne na to nie pozwalają.

Maria Skłodowska wzięła z Piotrem Curie jedynie ślub cywilny. „Nie miałam na sobie żadnej nadzwyczajnej sukni ślubnej i tylko garstka przyjaciół była obecna na ceremonii”. Sukienka była ciemna, żeby Maria mogła potem w niej pracować. Po ceremonii państwo młodzi wsiedli na rowery i ruszyli w podróż poślubną po Bretanii, choć zapewne musiało to szokować. Może szokowało też to, że w czasach, gdy kobiety zakrywały się od stóp do głów, Maria chętnie wkładała kąpielowy trykot, świetnie pływała kraulem. Umiała cieszyć się życiem i z niego korzystać. Była wrażliwa na uroki świata, uwielbiała róże, hodowała je w swoim ogrodzie. Dostrzegała innych ludzi, wspierała młode kobiety, które chciały pracować naukowo. Była silna i niezależna.

Po śmierci Piotra związała się z żonatym fizykiem Paulem Langevinem. Wybuchł głośny skandal, w kierunku Marii popłynęła fala hejtu, Langevin podkulił ogon i wrócił do żony. „W moich czynach nie ma nic, co nakazywałoby mi odczuwać upokorzenie” – powiedziała o tej sprawie Maria. Zapewne nie powinna się wiązać z żonatym mężczyzną, ale to ona decydowała o swoim życiu i brała za nie pełną odpowiedzialność. „Niech każdy z nas, jak jedwabnik, tka swój kokon i nie żąda wyjaśnień, po co i na co. Jeżeli robota nasza będzie dobra, to powiemy sobie, żeśmy się nie gorzej od jedwabników zachowali. Reszta zaś nie od nas zależy” – napisała do swojej siostrzenicy. A może pisała do nas wszystkich?