1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ważne chwile samotności - nie bój się ich

Ważne chwile samotności - nie bój się ich

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wiele osób boi się samotności. Zagłusza ją na różne sposoby. Czego się boimy? Tego, co usłyszymy w ciszy? Własnych myśli i uczuć? Tymczasem chwile samotności są każdemu z nas niezwykle potrzebne. Jak je dobrze wykorzystać?

Bywa tak, że nie chcemy być sami, bo nie umiemy o siebie zadbać, zaakceptować siebie w pełni takim jacy jesteśmy. Świat zewnętrzny i inni ludzie są nam potrzebni, abyśmy czuli się spełnieni i bezpieczni, bo cenimy siebie tylko wówczas, gdy inni nas potrzebują.

Jesteś sama? Posłuchaj siebie

Jesteś sama. W domu panuje cisza. Jest pusto. Nie ma do kogo otworzyć ust, nikt nic od ciebie nie chce. Zostałaś sama ze sobą. Czujesz się nieswojo? Wyłącz radio, telewizor, odłóż komórkę. Usłysz ciszę. Wyjrzyj przez okno. Co widzisz? Stare drzewo na podwórku? Ptaka wzbijającego się w niebo? Przechodniów na ulicy? Skup się na tym, obserwuj. Potem usiądź wygodnie. Poczuj ciężar swojego ciała, poczuj podłogę pod stopami. Koncentruj się na odczuciach w ciele, pozwól by umysł się uspokoił.
Wiele odczuć i emocji gubimy w codziennym zgiełku, zagłuszając je i oddalając się od siebie.
Dopuść do głosu uczucia. Najpierw pojawią się pewnie te trudniejsze. Tęsknota? Lęk? Żal? Gniew? Pozwól sobie na przeżycie tego, co się w tobie pojawia. Bądź w kontakcie ze sobą, dopóki nie pojawi się ulga i spokój. W takim stanie ducha zaczniesz jaśniej myśleć, więcej widzieć, lepiej słyszeć. Jeśli przez dłuższy czas nie pozwalałaś sobie na kontakt ze sobą, może się okazać, że idziesz z życiem na zbyt daleko posunięty kompromis.

To właśnie w chwilach samotności, kiedy jesteśmy sam na sam ze swoimi myślami, możemy doświadczyć siebie na głębszym poziomie. Nawet krótkie momenty odosobnienia przeżyte świadomie wzmacniają nas i pozwalają zrozumieć, kim teraz jesteśmy i czego aktualnie potrzebujemy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nigdy nie jest za późno, by odnaleźć swój talent

Nigdy nie jest za późno na wspaniałą przygodę ze swoimi talentami, może nawet okazać się ona przygodą życia. (Fot. iStock)
Nigdy nie jest za późno na wspaniałą przygodę ze swoimi talentami, może nawet okazać się ona przygodą życia. (Fot. iStock)
U niektórych ujawnia się bardzo wcześnie, inni odkrywają go dopiero w dojrzałym wieku. Jeszcze inni twierdzą, że los nie był dla nich łaskawy i cierpią, bo nie chcą być przeciętni. Mamy dobrą wiadomość: każdy ma w sobie talent, a nawet talenty. Trzeba je odkryć i nauczyć się z nimi obchodzić.

Bohatera książki Ursuli K. Le Guin „Dary”, Orreca z rodu Casprów, los obdarzył dzikim talentem unicestwiania ludzi, a to najbardziej niebezpieczna moc ze wszystkich, jakimi władają okoliczne rody. – Aby panować nad darem, musisz go używać. Inaczej on użyje ciebie – mówi mu ojciec. Ale chłopiec nie chce, boi się siły swojego daru, nie jest też do końca pewien, czy go rzeczywiście ma, skoro nie czuje, kiedy go używa. No bo skąd właściwie wiadomo, że jest w nas talent?

Porozmawiaj ze sobą

– Po raz pierwszy zobaczyłam farby, gdy miałam 3–4 lata. I dostałam objawienia. Wiedziałam, że będę malować – mówi Anna Wachaczyk, malarka, rzeźbiarka. – Moi rodzice nawet się ucieszyli, bo czemu nie, niech dziecko maluje. Kupili mi kredki, farby i wymalowałam nimi wszystkie ściany. Z czasem malowałam coraz częściej. Nie obchodziło mnie, czy to się komuś spodoba, ważne było, żeby mnie się podobało. Byłam niesamowicie żądna wiedzy.

Błagała rodziców, żeby kupowali jej książki o sztuce, a kiedyś było o nie bardzo trudno. Usłyszała, że w Łodzi, nie tak daleko od rodzinnego Płocka, jest liceum plastyczne. I tak długo męczyła rodziców, aż ją tam puścili.

– Od początku uważałam, że to jest wyjątkowa sprawa: ja i malowanie – wyznaje Ania. – To, że zdałam do liceum plastycznego, było pierwszym potwierdzeniem, że mogę się do tego nadawać. Choć bardziej niż na opinii nauczycieli zależało mi na opinii kolegów i koleżanek, ludzi, którzy startowali z takiego samego poziomu jak ja. Kiedy okazało się, że organizują plener malarski i sami mamy wybrać, kto na niego pojedzie – klasa wybrała mnie. Poczułam się wielka!

Aż przyszło załamanie. – Zdałam świetnie dyplom i nie dostałam się na wymarzone studia – ASP w Krakowie. Jakbym dostała obuchem w głowę – opowiada. – Zaczęłam się zastanawiać, co to znaczy. Że nie mam talentu? Że mi się skończył? Zainteresowałam się prywatną szkołą w Warszawie. Egzaminy były trudne, ale tym razem zdałam. Pomyślałam: „W tym Krakowie to nie mieli racji, jednak mam talent”. Potem była warszawska ASP i talent „wrócił” na dobre.

Mówi, że tak jest przez całe życie. Choć jest pewna, że ma talent, to zdarzają się chwile załamania. Bo jak nie dostajesz się na studia czy przez jakiś czas nie kupują twoich obrazów, to zaczynasz się zastanawiać, czy ty w ogóle potrafisz malować. Ale z drugiej strony, gdyby jej ktoś powiedział teraz, że nie ma talentu, to by mu po prostu nie uwierzyła. Jeśli byłby to jakiś znawca tematu, poszłaby spytać innego.

Psycholog twórczości Aneta Bartnicka-Michalska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej twierdzi, że osoby bardzo uzdolnione zazwyczaj mają wysokie poczucie własnej wartości. – One bardzo dobrze wiedzą, że coś im w duszy gra. Czują się inne. Z drugiej strony zdarza się im powątpiewać w swoje zdolności, co jest naturalnym elementem procesu dojrzewania i tworzenia. Ktoś, kto przestaje wątpić, łatwo może zacząć uważać się za osobę omnipotentną, wtedy trudno będzie mu podtrzymywać w sobie chęć dalszego rozwijania swojego kunsztu – dodaje.

Ważny jest też rozmiar tego powątpiewania. Czy to jest coś bardziej w rodzaju: „jeszcze się muszę wiele nauczyć”, czy całkowite negowanie swoich umiejętności. To pierwsze podejście jest jak najbardziej rozwojowe. A porażki? Zdarzają się nawet najlepszym. Jeśli jednak ktoś ma prawdziwy talent, szybko się podniesie i zacznie nad sobą pracować. Bo chęć robienia tego, co mu w duszy gra, jest silniejsza od strachu przed ponownym niepowodzeniem.

– Zdarza się, że ktoś, kto uważa, że śpiewa najlepiej na świecie, przeżyje poważne rozczarowanie, biorąc udział w jakimś castingu. Bo nie dość, że nie jest wcale najlepszy, to są inni, śpiewający równie dobrze jak on. Porażka nie musi jednak oznaczać, że nie jest osobą utalentowaną. Sam talent to często za mało. Trzeba nad nim pracować, szkolić go, a często o tym zapominamy – tłumaczy Bartnicka-Michalska.

Dlatego tak ważne jest, na kogo utalentowana osoba trafi w życiu, jakich będzie miała nauczycieli. Czy dostrzegą w niej iskrę bożą, czy pomogą ją rozwijać. Wiele zależy też od najbliższego otoczenia: bliskich, rodziny. Nic dziwnego, że tak szybko i spektakularnie rozwijają się np. kariery muzyków, którzy przyszli na świat w rodzinie wirtuozów, czy dzieci rodziców zainteresowanych ich rozwojem od najwcześniejszych lat i nie narzucających im żadnych życiowych wyborów. A jeśli ktoś nie miał tyle szczęścia?

– Jeżeli nie pochodzisz z domu, w którym inwestowało się w odkrywanie i rozwijanie zdolności, to pewnie miałeś ograniczone możliwości poznania pełni swoich talentów. Jako osoba dorosła masz możliwość zrekompensować sobie to, czego wcześniej nie zrobili dla ciebie bliscy, a więc zainteresować się sobą, tym, co lubisz, co cię pociąga, a co niekoniecznie jest zgodne z tym, czego oczekują od ciebie inni. Żeby rozpoznać i rozwijać w sobie talent, wszyscy potrzebujemy wspierać siebie zarówno w rozpoznawaniu zdolności, jak i odważnemu ujawnieniu ich otoczeniu, a więc wyróżnieniu się – mówi psycholog.

Jeśli nie masz wsparcia bliskich, znajdź je w sobie. Być innym, wyjątkowym, oznacza także być zauważanym i nie zawsze rozumianym. Trzeba będzie dużo samozaparcia, by poradzić sobie z ciężarem opinii innych. Z obawy przed ośmieszeniem czy zawiścią wielu woli się nie wychylać, pozostać w swojej bezpiecznej kryjówce. Aneta Bartnicka-Michalska uważa jednak, że jeśli naprawdę mają talent, w końcu będą musieli skonfrontować go z „publicznością”.

– Do tego trzeba odwagi, bo opinia, którą usłyszymy, niekoniecznie musi być pochlebna. Co wtedy? Nic. To, co nie podoba się jednym, może być wartościowe dla innych, dlatego warto poszukiwać swojego pola działania i wspierających ludzi. Przecież nie każdy rozpozna nas jako nieoszlifowane diamenty. Poza tym nie każdy z nas musi mieć talenty wybitne. Umieć docenić i cieszyć się tym, w czym czujemy się dobrze i do czego mamy smykałkę, to podstawa – mówi.

Pułapki geniuszu

Aneta Bartnicka-Michalska opowiada historię młodego chłopaka, bardzo uzdolnionego matematycznie: – W szkole i liceum wygrywał olimpiady, konkursy, ale za sugestią rodziny poszedł na studia medyczne. Po pierwszym semestrze był najsłabszy w grupie. Człowiek, który szedł przez życie z etykietką geniusza, który nie musiał się specjalnie uczyć, bo wszystko przychodziło mu łatwo, nagle okazuje się najmniej lotny. Zrezygnował z medycyny, zaczął studiować matematykę i równolegle informatykę. Z dwoma tak trudnymi kierunkami długo nie wytrzymał. W rezultacie nie skończył żadnych studiów, nie pracuje, jest zniechęcony do życia, nie może się odnaleźć. Cały czas nosi ciężar ogromnych oczekiwań – otoczenia i własnych. Czegokolwiek się podejmuje, szybko go nudzi. Tak prosta czynność, jak odkurzenie mieszkania, irytuje go, bo jest zbyt przyziemna.

– To przykład niewłaściwego rozumienia talentu: osoba utalentowana jest stworzona do celów wyższych i wszystko ma się jej udawać. A przy pierwszym niepowodzeniu zawala się jej świat. Ten chłopak w szkole nie pracował nad swoim talentem, nie doświadczył żadnej porażki, nie nauczył się obcować ze swoim potencjałem i go rozwijać – tłumaczy psycholog.

W powszechnym przekonaniu człowiek utalentowany jest naznaczony, wybrany, czasem przeklęty. Nie musi doskonalić swojego talentu, bo ten jest idealny i kompletny sam w sobie. To się ma albo nie, a jeśli nie, to jest się skazanym na zwykłe, przeciętne życie. – W rzeczywistości rzadko kiedy jakaś wielka kariera pojawia się na zasadzie rozbłysku – mówi Aneta Bartnicka-Michalska. – Wszyscy podajemy za przykład Mozarta, ale on – wychowany w umuzykalnionej rodzinie – od dziecka ćwiczył gamy, grał na fortepianie i komponował, bo miał do tego warunki. Wiele osób gaśnie właśnie z tego powodu, że hołubi w sobie definicję geniusza, która jest pewnym nieporozumieniem i uproszczeniem. Geniusz to mieszanka wybitnego talentu, otwartości, ciekawości, ale też wytrwałość w wytężonej, codziennej pracy i gotowość ponoszenia licznych kosztów – także psychicznych.

Znajdź 5 swoich talentów

Krzysztof Litwiński, anglista i coach, prowadzi szkolenia z odkrywania talentów i pracy nad nimi. Jego zdaniem, w tej dziedzinie narosło wiele mitów, które jak najszybciej trzeba zburzyć.

– Pierwszy mit: talent jest darem, mocą nie do ogarnięcia. Tymczasem on może być czymś namacalnym i wymiernym. A ponieważ jest wymierny, to jest o wiele mniej subiektywny niż nam się wydaje – mówi. – Drugi mit: talent to coś spektakularnego. Natomiast jest cała gama talentów, które wcale takie nie są. Na przykład „naprawiacz”. Taki ktoś jest często postrzegany jako maruda, ktoś, komu wiecznie coś się nie podoba. A on po prostu widzi, co trzeba zrobić, żeby było lepiej, i robi to.

„Naprawiacz” jest jednym z 34 tzw. talentów neuronalnych usystematyzowanych przez Instytut Gallupa. Inne to m.in. „osiąganie”, „aktywator”, „analityk”, „organizator”, „empatia”, „maksymalista”, „zbieracz”, „czar” czy „pryncypialność”. Pięć spośród 34 dominuje i zasadniczo nie zmienia się przez całe życie człowieka. To, jakie talenty tworzą tę „piątkę” jest już indywidualną kwestią.

Według badaczy z Instytutu Gallupa, w tym Marcusa Buckinghama, który przez blisko 20 lat badał ludzkie cechy pod kątem tych najlepszych, talent to: „każdy powtarzający się u ciebie wzorzec myślenia, odczuwania lub zachowania, który może znaleźć praktyczne zastosowanie”. Skąd się biorą te wzorce? Otóż, tworzą się poprzez wykorzystanie połączeń istniejących w ludzkim mózgu. Do około 3. roku życia w wyniku rozmaitych bodźców ze świata zewnętrznego w głowie każdego człowieka tworzy się niepowtarzalna siatka neuronalna. Do 15. roku życia część połączeń obumiera, a pozostają tylko te, które są najczęściej używane. Przez kolejne 10 lat umacniają się. Jak pisze Buckingham w swoich książkach (m.in. w „Teraz odkryj swoje silne strony”): „I tak właśnie powstajesz Ty – utalentowana, niepowtarzalna osoba, obdarzona zdolnością reagowania na świat w swój wyjątkowy sposób”.

Zdolny inaczej

Jak się przekonać, co jest naszą siłą? Można zrobić test (dostępny na przykład na stronie www.strengthsfinder.com), w wyniku którego zostanie wyłonionych twoich pięć głównych talentów, Można też udać się na warsztaty, na których oprócz wyników testu poznasz także receptę na to, co dalej zrobić z tą wiedzą. Jedną z firm, która prowadzi takie szkolenia, jest Brian Tracy Institute.

– Życie zmusiło mnie do intensywnej pracy nad sobą. Po 25 latach najpierw własnych wysiłków, potem terapii, wreszcie rozlicznych szkoleń, warsztatów i kursów, znam siebie i rzadko coś mnie jeszcze we mnie zaskakuje – opowiada. – Co jak co, ale moje talenty, jak sądziłem, znam na wylot. Tymczasem po warsztatach przygotowujących do wykonania testu odkrywania talentów Clifton Strengthsfinder Gallupa i jego wykonaniu byłem ogromnie zaskoczony wynikami. Potem dowiedziałem się, że tak samo zaskoczona jest zwykle większość uczestników. Nie mogłem zaprzeczyć, że cechy, które mi „wyszły” faktycznie mam, ale żeby nazywać je od razu talentami?! Mało tego: niektóre z nich uważałem, jeśli nie za słabości, to przynajmniej za mało praktyczne i nieprzydatne w życiu. A jednak, popatrzywszy wstecz na wszystkie moje autentyczne, obiektywne, życiowe sukcesy, doszedłem do wniosku, że zawdzięczam je właśnie tym, nowo odkrytym talentom, jak „empatia” czy „bliskość”, a nie mocnym stronom, które mozolnie wypracowałem przez lata. Do tej pory za swoje talenty uważałem systematyczność, organizację czy precyzję. One jednak nigdy nie dały mi sukcesów porównywalnych z tymi, które przyniosło korzystanie z niedocenianych, a wrodzonych talentów neuronalnych. Jak pewnie większość ludzi uważałem, że to, co przychodzi bez wysiłku, nie jest wiele warte, że lepiej pracować nad swoimi słabościami i przekuwać je w atuty - mówi Krzysztof Litwiński,

Zajęło mu trochę czasu zanim pogodził się z tym, że jego największe talenty są zupełnie gdzie indziej, niż myślał. Ale gdy się z nimi w końcu „zaprzyjaźnił”, poczuł ogromną ulgę. – Całe lata mojego życia nagle nabrały sensu, teraz wiem, w co warto inwestować moją energię i gdzie wysiłek przyniesie ponadprzeciętne owoce – opowiada.

Według Instytutu Gallupa, talent łatwo przychodzi, jest dostępny i powtarzalny. No i sprawia radość, dodaje energii. Można go przekuć w mocną stronę, dołączając do niego wiedzę i umiejętności. Oczywiście, możemy wiele zdobyć w jakiejś dziedzinie dzięki wyłącznie wiedzy i umiejętnościom, ale nigdy nie będziemy w tym tak dobrzy, jak ci, którzy oprócz wiedzy i umiejętności mają także „to coś”. – Dlatego logicznie rzecz biorąc powinniśmy się skupiać na rozwijaniu w obszarach, do których mamy talent, bo w ten sposób możemy osiągnąć prawdziwe mistrzostwo, a zrezygnować z tych, do których nie jesteśmy predystynowani – napracujemy się, a i tak nigdy nie dościgniemy tych, którzy mają wrodzoną łatwość, nazywaną talentem, wspartą pracą – tłumaczy Krzysztof Litwiński.

Coach zwraca uwagę na to, że bardzo istotna jest kombinacja talentów u konkretnej osoby. Talenty bowiem wzajemnie się uzupełniają i wpływają na siebie. Warto wiedzieć, jak działa konkretny miks. – Jeśli ktoś ma np. talent „naprawiania” i talent „kontekstu”, zauważy nie tylko, co trzeba zmienić, ale też przewidzi tego wpływ na pozostałe elementy. Zaś ktoś z talentem „naprawiania”, ale z niskim poziomem „empatii”, może irytować, bo bez ogródek wytknie koledze wszystkie niedoskonałości jego w pocie czoła stworzonego dzieła – mówi. – Na co dzień staram się świadomie zarządzać talentami moich pracowników. To bardzo wzmacnia zespół. Przydzielam każdemu takie zadania, w których może być ponadprzeciętnie dobry, a ograniczam obarczanie go tym, do czego nie ma talentu.

Tęsknoty z dzieciństwa

Niespełniona aktorka, pianistka, tancerka, malarz… Znamy wiele takich przypadków. Być może sami czujemy się jednym z nich. Powodów takiego stanu rzeczy może być wiele: bo nigdy nie było okazji się sprawdzić, bo mieszkaliśmy w małym mieście, bo rodzice wybrali dla nas inną ścieżkę, bo mąż, dzieci i trzeba było dokonać wyboru…

Do niezrealizowanych marzeń z dzieciństwa można powrócić w dorosłym życiu. Kupić sztalugi i zacząć malować, zapisać się na lekcje gry na pianinie czy do szkoły tańca. Aby podjąć taką próbę, trzeba jednak wyjść poza utarte społeczne przekonania na temat tego, co nam wolno, a co nie, co w pewnym wieku wypada. Warto się przełamać, bo tęsknota z dawnych lat może zaburzyć spokój życia i rzucać cień na to, kim teraz jesteśmy i co robimy. Psycholog ostrzega jednak przed zbyt hurraoptymistycznym podejściem: – Trzeba być bardzo ostrożnym. To, czego nam kiedyś brakowało, niekoniecznie musi być tym, czego teraz potrzebujemy, bo po prostu jesteśmy już w innym momencie życia i mamy inne potrzeby, a także zdolności mogą być dla nas ważne i warte inwestowania.

A co jeśli czujemy, że zaniedbano w nas jakiś talent, ale do końca nie wiemy, jaki? Szukać. Aneta Bartnicka-Michalska wspomina o kilku ważnych zasadach:

  • Pozwolić sobie go rozpoznać jako umiejętność, ale nie nastawiać się na poszukiwanie znamion geniuszu.
  • Zapomnieć o stereotypach związanych z płcią, wiekiem.
  • Stanąć obok siebie i wyobrażeń na swój temat. Nabrać dystansu. Nasze oczekiwania wobec siebie i opinie otoczenia sprawiają, że często nie doceniamy tego, co faktycznie potrafimy, szukając czegoś, co chcielibyśmy umieć.
  • Zacząć oglądać świat pod kątem zaciekawienia, tego, gdzie przeczuwamy dla siebie jakąś łatwość.
  • Otworzyć się na sposób, w jaki uzdolnienie może się przejawić. Może mamy w sobie talent malarski, ale jego realizacja nie będzie dotyczyła malowania, tylko dekorowania.
  • Zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli odkryjemy w sobie talent w dojrzałym wieku, to prawdopodobnie nie będziemy mogli go rozwijać w takim wymiarze, jak osoby, które pracują nad nim od lat.
  • Być dla siebie przyjacielem. Doświadczać siebie w talentach, a jednocześnie sobie w nich towarzyszyć.

Nigdy nie jest za późno na wspaniałą przygodę ze swoimi talentami, może nawet okazać się ona przygodą życia. Jak mówi Aneta Bartnicka-Michalska, pozwolić sobie na to, żeby mieć talent, oznacza zgodę na to, żeby żyć swoją barwą. Odkrywając go i rozwijając, zaczynamy traktować siebie jako jednostkę wyjątkową. Ta zmiana sposobu myślenia może wielu osobom pomóc na nowo nadać sens ich życiu.

  1. Psychologia

Prawo przyciągania – jak działa? Czym jest w psychologii?

Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Jesteśmy magnesami. Wciąż przyciągamy to, czego pragniemy. I czego się boimy. Poznając Sztukę Przyzwalania, możemy zyskać większy wpływ na nasze życie. Amerykańscy badacze Prawa Przyciągania – Esther i Jerry Hicks – nie mają wątpliwości: podstawę tego świata stanowi dobre samopoczucie.

Nie czujesz się dobrze? Jesteś spięta, niezadowolona, wciąż czegoś ci brakuje? Oznacza to, że odłączyłaś się od nurtu. Że nie pozwalasz dobremu samopoczuciu, by wniknęło w ciebie. Masz wolną wolę – w każdej chwili dokonujesz wyborów. Oczywiście, nie mówisz: „Chcę być niezadowolona, zmęczona, samotna, chcę mało zarabiać”. Ale wybierasz swoje myśli, uczucia, a świat na nie odpowiada, zgodnie z teorią przyciągania. Co na przykład pomyślałaś przed chwilą?

Prawo przyciągania w trzech krokach

Esther i Jerry Hicks twierdzą z całą stanowczością: jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz (a twoje intencje są czyste), nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. Przyjrzyj się swoim myślom – czy są pełne spokoju, ufności, miłości do siebie, czy może raczej frustracji, zniecierpliwienia, zwątpienia w potęgę przyciągania? Czy naprawdę wierzysz, że dostaniesz to, o co prosisz, czy nerwowo rozglądasz się na boki? Nie można zasiać ziarenka i codziennie rozgrzebywać ziemię, żeby sprawdzać, czy kiełkuje. Trzeba zostawić sprawy swojemu biegowi zaufać, że w swoim czasie nasze pragnienie zostanie spełnione. Nie przeszkadzać. Tak działa przyciąganie myślami.

Hicksowie zapewniają: świat zawsze odpowiada na twoje pragnienia. Procedura ich spełnienia jest prosta. Prosisz – to pierwszy krok. Drugi – wszechświat odpowiada. Ale to nie wystarczy. Niezbędny jest trzeci krok – Hicksowie w swojej książce „Proś, a będzie ci dane” nazywają go Sztuką Przyzwalania, wyjaśniając, jak działa prawo przyciągania. Chodzi o to, żeby dostroić się do tej odpowiedzi, zrobić dla niej miejsce.

Często bardziej skupiamy się na tym, czego nie chcemy, niż czego chcemy. Chciałabyś spotkać wspaniałego mężczyznę – nikt tego nie kwestionuje. Ale sprawdź, na ile twoje myśli są spójne z tym pragnieniem. Bo może wyglądają tak: „Nie chcę dłużej być sama, samotność jest straszna”. Chcesz mieć nowy samochód, ale wciąż myślisz o starym – że już ci się nie podoba, że nie jest tak niezawodny jak kiedyś... Sprawdź, jak przekłada się to na twoje emocje. Prawdopodobnie, gdy jesteś całkowicie skoncentrowana na swoim pragnieniu, czujesz się świetnie – masz wrażenie, że to, do czego aspirujesz, jest na wyciągnięcie ręki. Ale wystarczy chwila zniechęcenia – zaczynasz koncentrować się na braku, samopoczucie drastycznie spada... Nowy samochód odjeżdża. A wraz z nim magia przyciągania.

Twoje życie jest odbiciem twoich dominujących myśli – mówią Hicksowie. Jeśli chcesz się stać odpowiedzialnym twórcą swoich doświadczeń, musisz nauczyć się świadomie nimi kierować – to zagwarantuje skuteczność teorii przyciągania. Wybierać te, które wywołują pozytywne uczucia. W ten sposób przesuwasz swoje centrum przyciągania.

Skala Emocjonalnej Orientacji

By sprawniej się w tym wszystkim poruszać, Hicksowie stworzyli Skalę Emocjonalnej Orientacji, porządkującą stany (od tych najprzyjemniejszych po najbardziej bolesne). Najwyższe miejsce na skali zajmują: Radość, Wiedza, Moc, Miłość, Docenienie. Najniższe – Lęk, Rozpacz, Depresja, Bezsilność. Oczywiście, nie zawsze uczucia da się precyzyjnie określić, ale dobrze jest wiedzieć, w jakim mniej więcej miejscu w danym momencie jesteśmy. Nie oceniać – ani siebie, ani innych. Załóżmy, że ktoś znalazł się na samym dole skali – pogrążony w rozpaczy, depresji, bezwolny. I oto jakaś sytuacja wywołuje w nim złość. Więc wścieka się, co być może nie podoba się otoczeniu. Tymczasem wykonał ważny skok – wyszedł z depresji, zaczął inaczej oddychać, pozwolił, by przepłynęło przez niego więcej energii. Jest teraz bliżej życia!

Esther i Jerry Hicks uczą, jak przemieszczać się na Skali Emocjonalnej Orientacji. Jak wzmocnić swoje centrum przyciągania. Jak po prostu poczuć się lepiej. W „Proś, a będzie ci dane” opisali 22 procesy, które mogą być przydatne w tej pracy. Celem każdego z nich jest praktykowanie Sztuki Przyzwolenia, uwolnienie oporu. Autorzy zalecają, by poruszać się małymi krokami, zawsze określając miejsce, z którego startujemy. Trudno przeskoczyć od lęku do entuzjazmu, od wściekłości do miłości. Ale nawet niewielka poprawa ma dużą wartość w kontekście teorii przyciągania!

Weźmy proces o nazwie Koła Koncentracji. Możesz się do niego odwołać, kiedy znajdujesz się mniej więcej na środku emocjonalnej skali – gdzieś pomiędzy znudzeniem a złością. Hicksowie sugerują, by wykonywać go, gdy odczuwasz negatywne emocje, wywołane jakimś zdarzeniem czy sytuacją. Narysuj na kartce duże koło, potem, w jego środku, mniejsze (ok. 5 centymetrów średnicy). Skoncentruj przez chwilę wzrok na małym kole, po czym zamknij oczy i skup uwagę na tym, co wzbudziło w tobie nieprzyjemne emocje. Ustal, czego nie chcesz. To dobry punkt wyjścia, żeby zdecydować, czego pragniesz. Powiedzmy, że nie chcesz czuć się gruba. Chcesz być szczupła. Rzecz w tym, że te dwa stany wydają ci się na ten moment zbyt odległe, a więc i opór przed spełnieniem się pragnienia może być silny. Hicksowie porównują to do próby wskoczenia na kręcącą się szybko karuzelę – o ile nie zwolni, nie uda się nam na nią dostać. Ćwiczenie polega więc na zwolnieniu obrotów i sięgnięciu po myśl, która pozwoli nam zasiąść na karuzeli, a potem stopniowo ją rozkręcać. Chodzi o to, żeby nie szukać ostatecznych rozwiązań, znaleźć tę jedną wspierającą myśl... W przykładzie Hicksów (tym z nadwagą) brzmi ona: „Inni ludzie mieli podobne problemy i znaleźli skuteczne rozwiązania”. Kiedy utrzymujesz taką myśl w świadomości przez co najmniej 17 sekund, zaczną pojawiać się inne, coraz bardziej krzepiące: „Kupię sobie nowe ubrania, to sprawi mi radość”, „Moje ciało będzie odświeżone”, „Poczuję się bardziej witalna”... Zapisujesz te zdania na obwodzie dużego koła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara (od 12 do 11). Ten proces to nic innego jak stopniowe, ledwo dostrzegalne podnoszenie wibracji – tak, by zestroiły się z twoim pragnieniem. To usuwanie przepaści, jaka często tworzy się między stanem, w jakim w danej chwili jesteś, a tym, do którego dążysz. Przerzucanie między nimi mostu.

Sposoby na lepsze samopoczucie dzięki sile przyciągania

A teraz załóżmy, że twoje samopoczucie plasuje się w górnych rejonach skali – między radością a optymizmem. Ale chcesz poczuć się jeszcze lepiej, wzmocnić relację z jakąś osobą, zabezpieczyć się przed spadkiem nastroju albo po prostu dobrze wykorzystać czas (choćby podczas stania w korku czy kolejce). Jeden z najprostszych procesów, po który można sięgnąć w takiej sytuacji, nazywa się Uznanie. Zacznij obserwować swoje otoczenie, aż dostrzeżesz coś, co ocenisz jako ładne, wartościowe, co wywoła w tobie przyjemne odczucia. Zatrzymaj uwagę na tym obiekcie, doceniając jego wygląd, użyteczność. Powiedzmy, że stoisz w kolejce do okienka pocztowego – rzecz się przedłuża, jesteś poirytowana. A mimo to zauważasz:

  • „Jaki ładny, funkcjonalny budynek”.
  • „To świetnie, że utrzymują go w czystości”.
  • „Podoba mi się spokój urzędniczki”.
  • „Ta kobieta przede mną ma bardzo ładną fryzurę”.
  • „To dziecko tak pięknie się uśmiecha”.
  • „Cieszę się, że moje nogi wytrzymują długie stanie”.

Być może z czasem znajdowanie rzeczy, które budzą twoje uznanie, wejdzie ci w krew. Być może nawet, doświadczając uznania dla kogoś lub czegoś, poczujesz gęsią skórkę... To znakomity sposób, by uwolnić się od oporu przed przyjmowaniem. Jak mówią Hicksowie, za każdym razem, kiedy coś chwalisz, rozpoznajesz to, czego pragniesz. Sygnalizujesz światu poprzez przyciąganie myślami: „Proszę o więcej właśnie tego”.

Inny twórczy proces, wymagający już nieco większego zaangażowania, nosi nazwę Magiczna Szkatułka. Najpierw trzeba wyposażyć się w rzeczoną szkatułkę (niech to będzie pudełko, które ci się podoba), potem umieścić na niej napis: „Cokolwiek znajduje się w tej szkatułce – ISTNIEJE”. Teraz zacznij wypełniać pudełko zdjęciami (z czasopism, katalogów), obrazującymi twoje pragnienia. Meble, ubrania, pojazdy, pomieszczenia, miejsca, ludzie... Za każdym razem, gdy będziesz wkładała do szkatułki nowe zdjęcie, wypowiadaj zapisane na niej zdanie. Te obrazki to twoje podpowiedzi dla wszechświata. To tak jakbyś uchylając wieczko szkatułki, by umieścić w niej różne skarby, otwierała drzwi tym wszystkim rzeczom.

Dwa pozostałe procesy przeznaczone są dla tych, którzy lubią pracować na piśmie. Pierwszy to Twórczy Warsztat. Potrzebne będą cztery kartki papieru. Na każdej z nich umieść jeden z nagłówków: Moje ciało, Mój dom, Moje relacje, Moja praca. A teraz zapisz – bez wymuszania – czego pragniesz dla każdego z tych obszarów życia. Najważniejsze rzeczy, np.:

  • „Chcę wzmocnić mięśnie”.
  • „Chcę zrobić remont”.
  • „Chcę kupić nowe meble”.
  • „Chcę spędzać więcej czasu z dziećmi”.
  • „Chcę wyjechać z mężem na wakacje”.

To nie koniec. Wypisz teraz powody, dla których chcesz to wszystko dostać. Na przykład na kartce poświęconej pracy może się pojawić zdanie: „Chcę zarobić więcej pieniędzy…

  • ponieważ zamierzam przeprowadzić się do centrum miasta”.
  • ponieważ chciałabym więcej podróżować”.
  • ponieważ chcę się zapisać na kurs hiszpańskiego”.

Ten proces pomaga nazwać po imieniu pragnienia, doprecyzować, co zamierzasz przyciągnąć. Ukierunkować energię na przyciąganie myślami tego, do czego dążymy. Uzasadnienie, dlaczego czegoś chcesz, pozwala zwiększyć siłę myśli i zmniejszyć opór. Zamiast wdawać się w rozważania, kiedy coś do ciebie przyjdzie, w jaki sposób i czy to w ogóle możliwe – koncentrujesz się na korzyściach, jakie z tego będziesz miała. Dla skuteczności działania zaleca się wykonywanie tego procesu raz w tygodniu przez miesiąc, a później raz w miesiącu.

I jeszcze Księga Pozytywnych Aspektów. Przyda się notes. Zapisz w nim czyjeś imię – przyjaciela, zwierzęcia, miejsca... Chodzi o osoby, stworzenia czy rzeczy, które wywołują w tobie pozytywne uczucia. A teraz odpowiedz na pytania: Co w tobie lubię? Dlaczego cię kocham? Jakie są twoje największe zalety? Pisz tak długo, jak długo będą się pojawiać odpowiedzi, po czym wszystko przeczytaj. Może przejdziesz do kolejnego imienia? A może zapragniesz zapełniać swoją księgę regularnie? Poszukiwanie pozytywnych aspektów sprawia, że znajdujesz ich w codziennym życiu coraz więcej – zapewniają Hicksowie.

Takich ćwiczeń na skuteczne proszenie i przyciąganie myślami proponują znacznie więcej. Jak sugerują autorzy „Proś, a będzie ci dane” – dobrze jest korzystać z tych procesów z otwartością, dystansem... Bo chodzi o to, żeby dobrze się bawić, tworząc własne życie z wykorzystaniem teorii przyciągania.

  1. Psychologia

Nie bój się bać!

Wielu rzeczy, których życie nam dostarcza, w ogóle nie chcemy, udajemy, że ich nie ma, uciekamy przed nimi, a przede wszystkim boimy się (fot. iStock)
Wielu rzeczy, których życie nam dostarcza, w ogóle nie chcemy, udajemy, że ich nie ma, uciekamy przed nimi, a przede wszystkim boimy się (fot. iStock)
Moim pierwszym wspomnieniem jest lęk. Mam jakieś dwa lata, siedzę na nocniku i przeżywam panikę z powodu samotności i pozostawienia. Nikogo przy mnie nie ma! Teraz wiem, że pewnie niania wyszła wtedy na chwilkę do sklepu, ale dla małego to wieczność. Na szczęście drugim świadomym wspomnieniem jest zachwyt nad pięknością zielonego trawnika z żółtymi mleczami. Długo moje życie oscylowało między lękiem a zachwytem.

Jako dzieci przeżywamy wszystko po raz pierwszy. Jako gatunek dostajemy w wyposażeniu lęk egzystencjalny; przed ogromem wszechświata, przed naszą w nim maleńkością i znikomością, brakiem odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. A jeśli się jeszcze doda do tego przeróżne indywidualne historie życiowe, pełne niezrozumień, niedokochań, strat, katastrof i udręk – musimy uszanować i docenić nasze strategie przetrwania, które pozwoliły nam dotrzeć do dnia dzisiejszego. Brawo za naszą dzielność, upór, odwagę i inteligencję w wytwarzaniu wszelkich mechanizmów obronnych!

Ale też biada nam, bo się do tych mechanizmów tak przywiązaliśmy, tak się nimi automatycznie posługujemy, że czasem nazywamy je, o zgrozo, swoją istotą! Jak wrócić do SIEBIE? Jak żyć, czerpać ze swej prawdziwej istoty, a nie z krzywych podpórek, które już się przeżyły i przeszkadzają, zamiast pomagać?

Ponieważ spotykały nas krzywdy, nauczyliśmy się im zaprzeczać, racjonalizować je, wypierać, tłumić lub odwrotnie – rościć sobie z ich powodu specjalne prawa, na zmianę usprawiedliwiać i potępiać siebie i innych.

Wielu rzeczy, których życie nam dostarcza, w ogóle nie chcemy, udajemy, że ich nie ma, uciekamy przed nimi, a przede wszystkim boimy się. Starości i starzenia się, śmierci i umierania, choroby, ubóstwa, zdrady, osamotnienia, porażki, błędu, braku wygranych, krytyki, odrzucenia, bezradności…

Będę w tym miejscu dzielić się z wami swoją wiedzą o tych lękach. Ogromnie mi zależy na tym, żebyśmy je szanowali, ale nie ulegali im, liczyli się z nimi, umieli je nazwać i przeżyć, ale nie byli ich ofiarami.

W świetnej książce A.A. Milne’a (tak, tego od Kubusia Puchatka) pt. „Dwoje ludzi” mąż co prawda kocha swoją żonę, ale jej ciągle nie docenia. Aż do dnia, kiedy biorą udział w poważnej dyskusji z przyjaciółmi o tym, co jest najważniejsze w życiu. Ktoś mówi miłość, inny pieniądze, następni zdrowie, rodzina, bezpieczeństwo… Nagle odzywa się żona: „Najważniejsze to się nie bać!”. Wszyscy milkną z szacunkiem i przyznają jej rację.

Zapamiętałam. I tę prawdę, że z orzekaniem o cudzej mądrości lepiej się nie spieszyć, i tę, jak piekielnie ważne jest NIE BAĆ SIĘ. Można mieć miłość, pieniądze, zdrowie, rodzinę i zewnętrzne bezpieczeństwo, ale jeśli czujemy lęk – zje on radość i zadowolenie ze wszystkiego.

Jest także jednak lęk zdrowy, konieczny do tego, by zachować życie. Ten, który nam nie pozwala włazić po nocy w ciemne, nieznane miejsca czy wsadzać palca w kontakt albo w ogień. Lęk mądry, bez którego bylibyśmy szaleńcami. I jest też ten lęk, do którego odwołuje się umowa społeczna i wychowanie dzieci – że zostaniemy sami, jeśli nie będziemy pasować. Władza, jaką on daje innym nad naszym życiem, jest często nadużywana i przez naszych opiekunów, i przez tych, którzy nami rządzą. Jednak nasza wrażliwość, potrzeba przynależności i bliskości pozwalają nam tworzyć społeczeństwa i wspólnoty, a także rodziny i partnerstwo. Bez tego lęku jest psychopatia.

NIE BAĆ SIĘ to znaczy móc przeżyć lęk i nie stać się jego ofiarą. Trafiłam na cudowny tekst o lęku w „Diunie” Franka Herberta. Pomaga mi zawsze. „Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. To mała śmierć a wielkie umieranie. Stawię mu czoła. Niechaj przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, obrócę oko mojej jaźni na jego drogę. Którędy strach przeszedł, niczego już nie będzie. Tylko ja pozostanę”.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Słowa budują rzeczywistość. Jak mówić, żeby się dogadać?

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Od czego zależą: skuteczność działań, nastrój i dobre relacje z otoczeniem? W ogromnej mierze od sposobu komunikacji. Jak zatem mówić, aby się dogadać? Ćwicz z nami.

Anna chciałaby zdążyć z zakończeniem projektu, nad którym pracuje z zespołem, do końca tygodnia, tak jak przewidziano to w planie. Nie może jednak „podgonić” swojej części pracy, dopóki dane nie zostaną wprowadzone do systemu. Krzysztof, który za to odpowiada, nie przemęcza się zbytnio, jej zdaniem, i równo o 16.00 odchodzi od biurka, nie mając zamiaru zostać ani pięciu minut dłużej w pracy. Anna od kilku dni „miele” w sobie problem, z zamiarem znalezienia najlepszego rozwiązania. Dziś jednak spotkała Krzysztofa w kuchni i gdy zobaczyła, jak niespiesznie popija kawę, cała jej wyniesiona ze szkoleń wiedza na temat rozwiązywania konfliktów uleciała gdzieś w kosmos. Wypaliła: „Kiedy wreszcie nauczysz się dotrzymywać terminów?!”.

Teraz losy konfliktu leżą wyłącznie w rękach Krzysztofa, bo Anna zdecydowanie nie jest w stanie w tym momencie podejść do problemu z empatią. A jaki wybór ma Krzysztof?

Z tarczą czy na tarczy?

Krzysztof może rozegrać sytuację w myśl zasady wygrany – przegrana. „Sama komplikujesz sprawy, ciągle coś dodając do tego, co było ustalone na początku i jeszcze się mnie czepiasz? Ciesz się, że w ogóle to wpisuję, a po nocach nie mam zamiaru siedzieć w pracy!”. Wówczas on wyjdzie z utarczki zwycięsko, a Anna zostanie pogrążona i może nauczy się na przyszłość, że nie warto z nim zaczynać. Krzysztof zareaguje wtedy według schematu: „ja jestem w porządku – to z tobą coś jest nie tak, więc moja racja powinna zwyciężyć”.

Ale jeśli w głębi duszy czuje się winny i uważa, że to właśnie z nim jest coś nie w porządku (zapominając, że Anna zwiększyła ilość materiału, który trzeba opracować, dosłownie w ostatniej chwili), to rozegra konflikt w duchu przegrany – wygrana i zareaguje według schematu: „ty jesteś w porządku, to ze mną jest coś nie tak, więc ty masz rację, a ja powinienem jakoś załagodzić sytuację”. Powie więc: „Ja się starałem zrobić to na czas, ale mam tyle pracy, że nie jestem w stanie dopilnować wszystkich terminów…”. Wtedy nauką, jaką z tej sytuacji Anna wyniesie na przyszłość, będzie przekonanie, że jeśli mocno tupnie, to Krzysztof się podporządkuje i zrobi (albo przynajmniej obieca, że zrobi) to, co ona chce.

Jednak żadne z tych rozwiązań ani nie pomoże się im zaprzyjaźnić, ani nie poprawi atmosfery w firmie. Taki sposób rozmawiania kreuje pozornych zwycięzców, bo atmosfera, jaka powstaje i relacja, jaką się w ten sposób buduje, są raczej mało satysfakcjonujące. W rezultacie każdy jest przegrany.

Wygrana – wygrana

Jeżeli Krzysztofowi uda się nie podchodzić do sprawy emocjonalnie, tylko zrozumie, że optymalnie byłoby znaleźć rozwiązanie dobre dla obu stron – wtedy będzie w stanie tę kiepsko zaczętą rozmowę przekierować na tory komunikacji empatycznej. Czyli swoją postawą stworzy obszar porozumienia, w którym ludzie szanują się nawzajem, współpracując przy rozwiązywaniu problemów, a także zaprosi tam Annę.

Wtedy ich rozmowa mogłaby wyglądać tak:

Krzysztof: Co masz dokładnie na myśli, mówiąc o moim „niedotrzymywaniu terminów”?

Anna: Doskonale wiesz.

Krzysztof: Denerwujesz się, bo myślisz, że nie zdążymy?

Anna: Jak tak dalej pójdzie, to nie zdążymy na pewno, w ostatniej chwili zawsze coś się wali...

Krzysztof: Po prostu chcesz mieć zapas czasu na nieprzewidziane komplikacje?

Anna: Tak.

Krzysztof: Dobra, rozumiem. Ja też chciałbym, żebyśmy skończyli projekt na czas i robię wszystko, żeby tak się stało. Właściwie to, czego potrzebujesz, będzie w systemie jutro około południa. Czy to ci pasuje?

Anna: No, raczej tak.

Krzysztof: Super. Widzisz, ja mam komfort, kiedy pracuję według swojego założonego planu. Jak robi się za duże ciśnienie, to wysiadam. Na razie wszystko idzie dobrze.

Anna: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam, ale się nakręciłam, że nie zdążymy, że będzie afera...

Krzysztof: Chętnie przyjmę od ciebie przeprosinową kawę, jak się to wszystko skończy.

Anna: OK. Stawiam w przyszłym tygodniu.

Taki przebieg rozmowy jest możliwy, kiedy przynajmniej jedna ze stron nie postrzega drugiej osoby jako agresora, którego trzeba zniszczyć, zmusić do działania według własnego pomysłu albo mu się poddać. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć, że druga osoba to ktoś, kto ma własne plany i potrzeby, to możemy zapanować nad tym, żeby komunikacja między nami nie przybrała opresyjnej formy. Najbardziej zaciemniają obraz sytuacji emocje. Sztuką jest trzymać je na wodzy.

Słowa na wojennej ścieżce

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. Relacje oparte na egoistycznym skupieniu na własnych interesach, dominacji służącej ochronie siebie kosztem innych, skutkują stosowaniem komunikacji opresyjnej – wymuszającej określone postawy i zachowania. Relacje skupione na wzajemnej trosce, współpracy i współdziałaniu wiążą się ze stosowaniem komunikacji empatycznej – otwartej na potrzeby wszystkich i szukającej rozwiązań służących każdemu z uczestników.

Życie jest jednak zbyt skomplikowane, by mogło toczyć się według jednego podręcznikowego schematu. Z komunikowaniem się, które jest jednym z przejawów życia, dzieje się podobnie. Większość z nas używa zarówno opresyjnych, jak i empatycznych sposobów porozumiewania się z otoczeniem. Jednak dzięki zwiększaniu swojej świadomości językowej – umiejętności obserwowania, w jaki sposób rozmawiamy z innymi i z sobą samym – możemy mieć wpływ na to, jakie relacje będziemy budować z otoczeniem.

Gdy w naszych myślach i ustach pojawiają się słowa oznaczające osądy i oceny, generalizowanie w stylu „bo ty zawsze…, bo ty nigdy…”, kiedy zamieniamy się w Pytię, wieszcząc przyszłe zdarzenia, by wpływać na innych, albo zaczynamy straszyć, żeby osiągnąć pożądany rezultat, to niech to będzie dla nas znak, że włączyliśmy w sobie (pewnie nieświadomie) opresyjny styl komunikowania się. Warto się wówczas zatrzymać. Za zachowaniami ludzkimi zobaczyć ludzi, a nie własne etykiety na ich temat i w ten sposób próbować „przełączyć się” na komunikowanie empatyczne – oparte na przekonaniu, że wszyscy jesteśmy ważni, wszyscy coś czujemy i czegoś pragniemy, nie wszyscy jednak jesteśmy w stanie mówić o tym bez „nakręcania się” emocjami.

Dzieje się tak wtedy, gdy skupiamy się na jednym słowie, zdaniu, powiedzeniu i w odniesieniu do tego budujemy całą teorię na temat tego, jaki ktoś jest i co z tego wynika. Kiedy tak próbujemy „zatrzymać życie w kadrze” i odnosić się do jego wąskiego wycinka, to zapominamy, że relacja jest czymś płynnym, zmienia się z minuty na minutę, a właściwie z sekundy na sekundę, a to, co ktoś powiedział w danym momencie, nie jest całą opowieścią o tym człowieku. Jeżeli ja będę tą osobą, która zamiast potyczki zaproponuje negocjacje czy mediacje, to zwiększę prawdopodobieństwo, że mój rozmówca zatrzyma się w swoim wojennym pędzie albo przestanie przede mną uciekać, bo zorientuje się, że „agresor” to etykieta, jaką mi nadał, a nie cała prawda o mnie.

  1. Psychologia

Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się czasem, co w życiu jest naprawdę istotne? Co ma dla ciebie największą wartość? Dr Barton Goldsmith napisał listę 10 najważniejszych spraw, które zawsze warto mieć na uwadze. Czy zgadzasz się z nim?

Dr Barton Goldsmith jest znanym, wielokrotnie nagradzanym amerykańskim psychoterapeutą, pisarzem i publicystą. Regularne pojawia się w: CNN, Good Morning America, CBS News, NBC News, The Greg Behrendt Show. Od ponad 30 lat pracuje jako psychoterapeuta specjalizujący się w psychologii życia, miłości i dążeniu do szczęścia. Na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia napisał listę 10 najważniejszych spraw, o których warto w życiu pamiętać i realizować je. Oto one:

1. Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci, to mieć dobre relacje z innymi. W ten sposób dzieci otrzymują lekcję, jak z kimś być.

2. Najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić dla drugiego człowieka, to kochać. Jeśli twój partner czuje się kochany, powstaje silny fundament związku.

3. Najważniejsze, co kobieta może zrobić dla swojego partnera, to być jego cheerleaderką. Bądźcie gwiazdami w swoich oczach.

4. Najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie, to czuć, że jesteś wystarczająco dobra. Nie musisz być najlepsza we wszystkim, aby mieć wspaniałe życie. Nie pozwól nikomu krytykować czegoś, co zrobiłaś, by czuć się dobrze.

5. Najważniejsze w życiu jest to, żeby czuć się kochanym. Naprawdę uważam, że bycie w związku to jedyny sposób, żeby naprawdę poczuć życie w pełni.

6. Najważniejszą rzeczą do zrobienia w życiu jest przyczynienie się do dobrobytu ludzkości. Wiedza o tym, iż będąc tu, sprawiłeś, że świat stał się choć trochę lepszy, powoduje, że życie ma głębszy sens.

7. Najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że jakaś szczególna osoba była dla ciebie dobra. Na przykład nauczyciel w szkole średniej pomógł odkryć ci talent pisarski albo babcia obdarzyła cię bezwarunkową miłością.

8. Najważniejsze jest, aby nie marnować czasu na ranienie siebie takimi emocjami jak: złość, gniew, żal, poczucie krzywdy, chęć odwetu. Praca wewnętrzna nad negatywnymi emocjami pozwoli ci nie tracić cennych minut życia.

9. Najważniejszą rzeczą na świecie są ludzie. Jeśli byłabyś tu sama, jak wyglądałaby ta planeta? Ceń swoje życie i dziel się nim z innymi.

10. Najważniejszą rzeczą w życiu jest poczucie, że żyje się najlepiej, jak się potrafi.