1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Minimalizm w życiu - im mniej, tym więcej

Minimalizm w życiu - im mniej, tym więcej

Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? (Fot. iStock)
Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? (Fot. iStock)
Nazwij to, jak chcesz: gruntowne porządki, najprostsza na świecie terapia albo nawet: filozofia życia. Zachęcamy do domowego studium przedmiotu.

Po pierwsze mały test: czy w swojej przestrzeni czujesz się lekko, czy coś cię męczy, przytłacza? Jest tu coś do poprawki, jakaś potrzeba zmiany? Jeśli tak – pomyśl, o których przedmiotach z twojego otoczenia szczerze powiesz, że są ci niezbędne? Że ich widok sprawia ci przyjemność, że harmonizują z tobą i twoim wnętrzem? Jeśli o większości – gratulujemy! Twoja odpowiedź brzmi: „O jednych – tak, a o innych – nie”? Też niezły wynik. Tylko po co trzymasz w swoim otoczeniu te na „nie”?

Według wyznawców minimalizmu, trendu, który zyskuje w zachodnim świecie coraz większe grono zwolenników, gromadzenie świadczy o lęku. Kiedy człowiek gubi się w tym, czego pragnie i kim naprawdę jest, szuka ratunku w rzeczach. Kupowaniem coraz to nowszych sprzętów, ubrań i gadżetów zagłusza strach: przed sobą, przed śmiercią, przed koniecznością wyboru.

„Wypróbuj, kup, dodaj, używaj…” – oto rada zgodna z filozofią naszych konsumpcyjnych czasów. A czemu nie po prostu: zrezygnuj, porzuć, odmów, wyeliminuj, wyluzuj, stwórz wokół i wewnątrz siebie przestrzeń?” – pyta Dominique Loreau, Francuzka na stałe mieszkająca w Japonii, autorka poradników na temat prostoty i umiaru, w tym „Sztuki minimalizmu”. Jej zdaniem nadmiar to zguba, błąd dzisiejszej cywilizacji. Natłok przedmiotów, obowiązków i spraw do załatwienia pozbawia ludzi sił i czyni niewolnikami postępu. Goniąc za nowościami, ułatwieniami, sprzętami 3 w 1, obrastamy coraz większą ilością rzeczy, które zabierają miejsce, czas i energię. A przecież życie jest podróżą. Ciągłą zmianą ludzi, krajobrazu, napływem nowych doświadczeń. Myślimy, że rzeczy dadzą nam stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, a w rzeczywistości są gwoźdźmi, które trzymają nas w miejscu, nie pozwalając ruszyć się na krok w jakimkolwiek kierunku. Prawdziwą pewność według minimalistów daje jedynie wiedza o tym, kim jestem.

Czy byłabyś gotowa spakować się w pięć minut i pojechać na drugi koniec świata? Zabrać ze sobą tylko kilka ubrań i książek, ważne dokumenty, parę osobistych pamiątek, laptop, komórkę, i wyruszyć w drogę? Tak cudownie podróżuje się z niewielkim bagażem, fajnie jest mieszkać w hotelu, gdy niczym nie musisz się przejmować poza tym, jak wypełnić kolejny dzień... Czy chciałabyś wprowadzić tę lekkość w swoje życie? Tak? To uwolnij się od zbędnych przedmiotów. Przestrzeń to potencjał!

Dom do przeglądu

Twoje miejsce na ziemi. Tu się codziennie budzisz i tu powracasz zmęczona po całym dniu. Tu trzymasz swoje prywatne rzeczy, tu zapraszasz bliskich. Dom będzie najlepszym punktem startu na drodze do dobrodziejstw minimalizmu.

Idź do swojego pokoju, na chwilę usiądź w ciszy i zamknij oczy. Pomyśl, na jakim etapie swojego życia się znajdujesz, co chciałabyś jeszcze osiągnąć, o czym zawsze marzyłaś, czego nie lubisz, a co cię cieszy. To jest twój styl, twój odcisk palca, tym się powinnaś kierować. Nie słuchaj innych, nie patrz na modę, sama wiesz, co ci służy, a co nie, uświadom to sobie.

A teraz otwórz oczy, rozejrzyj się dookoła i wytrop przedmioty i sprzęty, które nie odzwierciedlają twojego stylu. Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? Możesz wybrać jeden przedmiot, który w stu procentach wyraża ciebie, np. stół, a potem odnotować wszystkie, które z nim nie współgrają. Nie musisz od razu ich wyrzucać, ważne, żeby zdać sobie sprawę z tego, co do ciebie nie pasuje.

Odnotuj wszystkie sprzęty, które postrzegasz pozytywnie: przyjemne w użyciu, dopasowane, dobrej jakości. To twoje skarby! Przyjrzyj się antykom i pamiątkom po przodkach. Jeśli są ważne, budzą dobre emocje – świetnie, jeśli jednak kojarzą ci się negatywnie – pomyśl, czy nadal powinny zajmować miejsce w twoim świecie. Podobnie z rzeczami, które należały do byłych partnerów, trofeami myśliwskimi, ale też zdjęciami czy obrazami ukazującymi smutnych ludzi lub niepokojące widoki. Według filozofii Wschodu zawierają w sobie negatywną energię chi. Zastanów się też nad antykami. Wprawdzie dodają wnętrzu charakteru, ale w nadmiarze powodują, że mieszkamy nie u siebie, tylko u kogoś. Karmimy się cudzą energią, snujemy nie swoją opowieść. Jeśli chcesz postawić na historię, może lepiej, by była to twoja historia. Wywodząca się z filozofii zen koncepcja wabi-sabi podkreśla urok i wartość przedmiotów, na których widać ślady czasu. Docenia sprzęty wykonane ręcznie, z solidnych materiałów, bez zbędnych ozdób, ale za to służące latami.

– Przypatrując się uważnie każdemu z przedmiotów, zadaj sobie pytanie, czy jest on twoim bliskim przyjacielem, dalszym znajomym, czy może zwykłym nieznajomym – radzi Dominique Loreau. – Czy naprawdę go lubisz? Czy byłoby ci łatwo go zastąpić, gdybyś go zgubiła? (Czy w ogóle byś go zastąpiła?) Czy powinien stanowić część twojego życia?

Kiedy będziesz znała już odpowiedzi na powyższe pytania, będziesz mogła zdecydować, czy chcesz daną rzecz zachować, czy może po prostu czas rozstać się z nią na zawsze.

Miejsce na nowe

„Ludzie gromadzą dobra materialne, aby uniknąć śmierci, ale są tak pochłonięci ich zdobywaniem, że zapominają żyć” – taką tezę stawia autorka „Sztuki minimalizmu”. Pożegnanie z nadmiarem, z rzeczami, to czasem najlepszy sposób, by zrobić w swoim życiu miejsce na nowe wartości czy zdarzenia. Zadaj więc sobie kolejne pytanie: Czy naprawdę potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, którymi na co dzień się otaczasz? Pięciu kompletów kieliszków? Notatek ze studiów, starych rękawiczek, butów sprzed 10 lat? Lampy z bursztynu czekającej na „swój czas”? Ubrań, których nie nosisz od kilku sezonów? Zepsutej maszyny do pisania? Może bardziej przydadzą się komuś innemu, a może ich „przydatność do spożycia” już dawno minęła, a ty trzymasz je tylko z sentymentu. Cenne rzeczy, których nie używasz, a które tylko niepotrzebnie zajmują miejsce, możesz po prostu oddać. Pojawią się wątpliwości, bo być może pomyślisz:

„To marnotrawstwo! Dlaczego mam się pozbywać komody, która wprawdzie jest zbyt wielka, ale zapłaciłam za nią dużo pieniędzy?”. No tak. Ale zostawiając ją w swojej przestrzeni, wcale nie stajesz się bogatsza (stara komoda dawno straciła swoją pierwotną wartość), a poza tym gdybyś musiała się nagle przeprowadzić, i tak nie zabrałabyś jej ze sobą. Może sprzedać? Na meblach, które zagracają dziś twoje mieszkanie, możesz jutro zbić małą fortunę.

„A jeśli będę potem żałowała utraty tych przedmiotów?” – ta myśl może powstrzymywać cię przed redukcją tysiąca drobiazgów w sypialni... I na to jest sposób. Wszystkie drobne rzeczy, co do których jeszcze się wahasz: wyrzucić, oddać czy zostawić, spakuj do pudełka i schowaj do piwnicy. Wróć do niego za pół roku i zanim je otworzysz, postaraj się przypomnieć sobie, co jest w środku. Jeśli nie będziesz potrafiła wymienić choćby jednej rzeczy – sprawa jest oczywista, możesz jednak mimo to zajrzeć do środka, popatrzeć na fanty i spytać siebie: Czy naprawdę odczuwam ich brak? Jeśli tak, zostaw je, nie – możesz powiedzieć: „Żegnajcie”.

Selekcjonując swój dobytek, robisz swoisty rekonesans, sprawdzasz, co na danym etapie życia nadal jest ci potrzebne, a co jedynie zawadza i napełnia dom złą energią. Zamykając rozdział z przeszłości, otwierasz się na zmiany i uwalniasz umysł od trosk. Wyrzucanie nie jest łatwe. To konfrontacja z samą sobą, ale też z pustką, jaka powstaje po rzeczy, z którą się rozstałaś. Bywa tak, że sentyment do danego przedmiotu jest większy niż jego rzeczywista przydatność. I nie chodzi tu nawet o rodzinne pamiątki, tylko o sprzęty czy ubrania, które przypominają młodość albo miłe chwile. A przecież najcenniejsze są same wspomnienia, nie ich substytuty.

Pomijając hoarding, czyli manię zbieractwa, i traumę wojny czy głodu, które pozostawiają nawyk robienia przesadnych zapasów, nic nie tłumaczy bezsensownego gromadzenia rzeczy. Jeśli więc czujesz irracjonalny lęk przed wyrzuceniem czegoś, co nie jest ci niezbędne, pomyśl: „Co najgorszego może się stać, jeśli się tego pozbędę?”. I zastanów się, na ile jest to prawdopodobne i na ile jest to rzeczywiście takie straszne.

Chęć rezygnacji z niepotrzebnych rzeczy powinna zrodzić się naturalnie, obiecywać ulgę, jeśli więc odczuwasz smutek, rozstając się z jakimś przedmiotem, to znak, że nadal dostarcza ci wsparcia, otuchy i jest ci niezbędny. Gandhi mawiał, że nigdy nie powinniśmy rozstawać się z rzeczami, jeśli robimy to z żalem. Ale dodawał, że najłatwiej uwolnić się od trosk związanych z posiadaniem dóbr materialnych, pozbywając się ich.

Redukcja od kuchni

Loreau wspomina o tradycji żydowskiej, która nakazuje, by raz w roku całkowicie opróżnić dom z wszelkiego pokarmu, do najmniejszego okruszka. A gdyby tak zaszczepić ją we własnej kuchni? Uchroniłoby to nas przed przechowywaniem przypraw, które straciły aromat, cukru, który skamieniał, czy herbaty, która zwietrzała. W ich miejsce pojawiłyby się nowe, świeższe zapasy, oczywiście robione z rozwagą. Zakupy są kolejną dziedziną, w której warto wprowadzić zasady minimalizmu, choć nie będzie to łatwe.

Co do jedzenia, najzdrowszym odruchem jest kupowanie go z dnia na dzień – w ten sposób jesz tylko świeże produkty i tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz. Skoro już jesteśmy przy kuchni, warto wprowadzić tu ograniczenia co do ilości sprzętów i naczyń. Najlepiej trzymać się zasady, by mieć tylko tyle kompletów zastawy stołowej, ile używa na co dzień rodzina. W wypadku nagłego przyjęcia na 20 osób, zawsze można wypożyczyć dodatkową zastawę. I jeszcze sprzęty AGD. Poza podstawowymi, jak lodówka, pralka czy kuchenka, reszta to już kwestia odróżnienia potrzeb od zachcianek. Wielcy kucharze większość czynności w kuchni wykonają ręcznie. My nie musimy, możemy przecież skorzystać z dobrodziejstw miksera czy wyciskarki, ale czy taki elektryczny siekacz do pietruszki jest nam naprawdę niezbędny?

I tak od kuchni poczynając, program „eliminacji” można wprowadzać do kolejnych pomieszczeń. W sypialni z powodzeniem wystarczy kilka kompletów pościeli zamiast kilkunastu, w salonie – kilka roślin doniczkowych zamiast małego ogrodu botanicznego. W miejsce kilkunastu obrazków na ścianach w przedpokoju niech zawiśnie jeden, góra dwa, które najbardziej oddają twoją naturę i cieszą oczy. Meble – najlepiej zostawić tylko te wykonane z solidnych, naturalnych materiałów, w jasnych kolorach, pasujące do reszty wystroju i tylko po jednym z każdej kategorii: komoda, łóżko, szafa… No właśnie, szafa! Tu początkująca minimalistka będzie miała prawdziwe pole do popisu. Kiedy już odda ubrania, które są stare, nie pasują do sylwetki i których nie założyła przynajmniej raz w ciągu sezonu, będzie musiała powściągnąć chęć kupowania nowych! A kuszą, mimo że nie pasują do reszty, są zbędne, podobne do tych, które ma. Im mniej, tym więcej! Tak samo z kosmetykami: przyjemniej dba się o siebie, używając niewielkiej ilości produktów. Zresztą, spróbuj sama… A swoją drogą, ciekawa rzecz z tym minimalizmem – jak człowiek zacznie, to nie może się powstrzymać. Radośnie wyrzuca i wyrzuca kolejne zbędne rzeczy…

Minimalizm. 8 razy TAK

Prawdziwa ulga

Pozbawiając się nadmiaru rzeczy, mamy więcej czasu na naprawdę ważne sprawy: spędzanie czasu z bliskimi i na łonie natury, życie we własnym rytmie. Posiadane dobra sprawiają tak naprawdę mnóstwo kłopotów (naprawy, pielęgnacja, strach przed kradzieżą) i wymagają sporych nakładów finansowych. Ograniczając je, nie tracisz, a zyskujesz. Co? Mnóstwo energii, którą możesz spożytkować na ciekawsze zajęcia.

Bardziej przestrzenne wnętrze

Gdy mamy niewiele rzeczy, trudniej o bałagan, porządki zajmują mniej czasu i łatwiej znaleźć to, co akurat potrzebne. Wnętrze nabiera klasy i charakteru, a mieszkańcy stają się bardziej kreatywni. Wybierając jakość zamiast ilości, pozwalamy sobie na luksus niezajmowania się milionem rzeczy naraz i niedokonywania kolejnych wyborów. Możemy pełniej rozkoszować się zwykłymi czynnościami. Doceniamy to, co mamy, i umiemy to szanować.

Lepsze relacje z innymi

Im więcej rzeczy posiadasz, tym bardziej stajesz się słaba i bezbronna – twierdzi Dominique Loreau. Nie przechowując pamiątek po dawnych związkach czy minionych latach, otwieramy się na nowe, rezygnujemy z bagażu przeszłości. Nie przywiązując się do rzeczy, mniej przywiązujemy się do ludzi, nie traktujemy ich jako swojej własności. Łatwiej nam ich wtedy żegnać, gdy chcą odejść. Dajemy innym wolność, a i sami stajemy się bardziej niezależni i samodzielni.

Mniej obciążony umysł

Każda rzecz, którą niepotrzebnie przechowujemy, obciąża umysł. Bo skoro coś mam, czuję się zmuszona tym posługiwać, niezależnie od tego, czy naprawdę tego potrzebuję, czy nie. A bałagan zewnętrzny przekłada się na chaos w sercu i duszy. Gdy otaczamy się zbyt dużą liczbą przedmiotów, mało co nas dziwi i zachwyca. Dokonując ich selekcji, oczyszczamy też umysł i nabieramy ochoty do życia.

Spokojniejsza starość

Gromadzenie i kolekcjonowanie przedmiotów to według psychologów objaw lęku przed śmiercią, przed zniknięciem. Im jesteśmy starsi, tym mocniej się nasila. Powoduje, że obrastamy w rzeczy, które jednak – zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa – zwiększają obawy o przyszłość i zatrzymują w miejscu, a przecież żyć to patrzeć przed siebie. Mniejsze przywiązanie do dóbr materialnych to w perspektywie pogodniejsza starość.

Wewnętrzny spokój

Im bardziej sobie uświadamiamy, że posiadane rzeczy nie czynią nas szczęśliwszymi, tym lepiej rozumiemy, że niezadowolenie, które sprawia, że ciągle chcemy więcej, przeszkadza nam w znalezieniu spokoju serca.

Pogoda ducha

Rezygnując z nadmiaru, mniej się martwimy, mniej tęsknimy, mniej żałujemy. Nie smucimy się, gdy coś tracimy, zwłaszcza jeśli to szybko można zastąpić czym innym. – Nie posiadając nic lub prawie nic, czujemy się wszędzie jak u siebie w domu – twierdzi Dominique Loreau. I dodaje: – Jak wygląda moje życie? Dwie walizki, komputer. Więcej rzeczy zbyt obciążałoby moje dwie ręce.

Nie tak natrętne ego

Zacznij od uświadomienia sobie, że nic nie masz, niczym nie jesteś, a zrobisz pierwszy krok w kierunku wolności – czytamy w „Sztuce minimalizmu”. Kiedy będziesz w stanie powiedzieć sobie, że niczym nie jesteś, wtedy będziesz wszystkim.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kilka rad, które pomogą wprowadzić porządek do mieszkania i... życia

Porządek w jednej strefie swojego życia, przekłada się się na pozostałe.(Fot. iStock)
Porządek w jednej strefie swojego życia, przekłada się się na pozostałe.(Fot. iStock)
Podobno jeśli zrobisz porządek w jednej strefie swojego życia, automatycznie przełoży się on na pozostałe. Dlatego zacznij od najważniejszej przestrzeni – twojego mieszkania.

Dokonaj selekcji rzeczy. Wyrzuć wszystkie niewygodne i niepraktyczne przedmioty i meble, które tylko zbierają kurz, o które wiecznie się potykasz lub zawadzasz. Pozbądź się łatwo tłukących się, delikatnych przedmiotów. Zainwestuj pieniądze w to, co najistotniejsze: porządną podłogę, miękki dywan, funkcjonalne oświetlenie, solidną armaturę łazienkową, proste łóżko. Stroń od nadmiaru rzeczy.

Usuń usterki. Napraw cieknący kran, wymień wiecznie wypadającą klamkę, naoliw zawiasy trzeszczących drzwi, zamontuj w całym mieszkaniu listwy, pod którymi ukryjesz wszelkie kable i przewody.

Zachowaj kilka ważnych osobistych przedmiotów. To twoje talizmany, dlatego nie traktuj ich na równi z innymi przedmiotami. Ale nie otaczaj się zbyt wieloma pamiątkami – to sprawia, że życie zaczyna krążyć bardziej wokół przeszłości niż teraźniejszości.

Jedzenie trzymaj w jednym miejscu. Staraj się mieć tam zawsze niewielki zapas, nie zapychaj jednak lodówki czy spiżarni zbyt dużą ilością żywności. Wyrzuć rzeczy przeterminowane. Nie gromadź resztek.

Zmniejsz hałas. Kupując sprzęty AGD, wybieraj te, które ciszej pracują, zmień dzwonek do drzwi oraz dzwonek telefonu na delikatniejszy i dyskretniejszy, podłogę wyściel tłumiącym odgłos kroków miękkim dywanem. Twój dom powinien być schronieniem przed hałasem na zewnątrz.

Zrób porządek w szafie. Nie wahaj się oddać lub wyrzucić ubrań, w których nie chodzisz co najmniej od roku. Nie zachowuj za małych dżinsów w nadziei, że założysz je, gdy schudniesz – gdy rzeczywiście stracisz na wadze, raczej kupisz sobie nowe. Pozbądź się ubrań ze sztucznych materiałów. Jeśli ciężko ci rozstać się z jakąś kreacją ze względów sentymentalnych, napisz do niej list, w którym zawrzesz wszystko to, co ci się z nią kojarzy i za co jesteś jej wdzięczna, a potem oddaj ją na cele charytatywne. Dbaj o rzeczy, które najczęściej nosisz i w których czujesz się dobrze. Plastikowe lub jednorazowe wieszaki z pralni zastąp kompletem drewnianych. Dzięki nim twoje ubrania nie odkształcą się, wisząc w szafie.

Otaczaj się tylko prostymi przedmiotami. Wybieraj rzeczy wykonane ręcznie, z poszanowaniem tradycji i z naturalnych materiałów. To prawda, zwykle okazują się droższe, ale z czasem przekonasz się, że ich cena jest gwarancją dobrej jakości i trwałości.

Planuj domowy budżet. Co tydzień wyznaczaj sobie określoną kwotę, jaką masz do wydania. Nigdy nie wychodź na zakupy bez dokładnej listy produktów – uchroni cię to przed nieprzemyślanymi, spontanicznymi decyzjami. Zachowuj wszystkie rachunki. Unikaj pożyczek i zakupów na raty. Karty kredytowej używaj wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Kupuj tylko wtedy, gdy masz pieniądze w kieszeni.

Zawsze odkładaj rzeczy na swoje miejsce. Pozwoli ci to uniknąć bałaganu i zaoszczędzi sporo czasu.

Regularnie sprzątaj dom czy mieszkanie. Zawsze miej odpowiedni zapas środków czystości, worków na śmieci i rękawic roboczych. Ogranicz się do kilku niezawodnych środków, nie gromadź zbyt wielu specyfików. Raz w tygodniu zmieniaj pościel, odkurzaj podłogi, dezynfekuj toaletę i rób pranie. Raz w miesiącu odkurzaj i poleruj wszystkie powierzchnie od podłogi po sufit, poleruj i nacieraj woskiem meble, posprzątaj pod łóżkiem i szafkami, przewróć materace w łóżkach na drugą stronę, wypierz ścierki i ręczniki. Raz do roku zrób wielkie sprzątanie.

Spisz ważne telefony. Nawet jeśli masz już je wpisane do pamięci telefonu. Zapisz numery członków rodziny i przyjaciół, ale też kontakt do lekarza, hydraulika, agenta ubezpieczeniowego, banku. Wszelkie ważne dokumenty trzymaj w jednym miejscu.

Nie przechowuj pustych butelek, słoików czy toreb. Wyrzuć stare gazety, pudełka po butach czy kartki świąteczne sprzed kilku lat. Zrób miejsce na nowe.

Warto przeczytać: Dominique Loreau: „Sztuka prostoty”, „Sztuka umiaru”, „Sztuka planowania”, wyd. Czarna Owca 2011.

  1. Styl Życia

Pachnące porządki – naturalne środki do czyszczenia

Naturalne środki czyszczące są skuteczne i bezpieczne dla zdrowia. (Fot. iStock)
Naturalne środki czyszczące są skuteczne i bezpieczne dla zdrowia. (Fot. iStock)
Jedną buteleczką olejku aromatycznego posprzątać dom? Chociaż nie, cała buteleczka to za wiele, bo olejki – oczywiście te czyste, naturalne – są niezwykle wydajne.

Używanie naturalnych olejków eterycznych w domowych porządkach to fajna rzecz, zaraziłam się tym w Stanach – mówi Edyta Tecław, założycielka marki ViaAroma. – Dodaję olejku do płynu do podłóg, żeby pachniało. Ale nie tylko o zapach chodzi. Latem przylatują komary, meszki, przychodzą mrówki. Olejek goździkowy świetnie je odstrasza.

Inne pomysły na naturalne środki czyszczące

  • do dezynfekcji blatu kuchennego: zwilżyć wodą ściereczkę, dodać dwie, trzy krople ulubionego olejku (np. z cytryny), i wytrzeć półki i blaty. Pięknie pachnie i skutecznie dezynfekuje. Olejek jest naturalny, więc nawet jeśli wniknie w nacięcia deski i wejdzie w kontakt z jedzeniem, nic się nie stanie.
  • do czyszczenia umywalek czy kranów też używam olejków: soda, ocet, kwasek cytrynowy plus olejek i wszystko schodzi idealnie.
  • do mycia szyb: ocet, woda, olejek eteryczny. Efekt jest świetny – dodaje Edyta Tecław.
  • do prania (olejek lawendowy lub herbaciany) – to dodatkowa dezynfekcja.

A jeśli masz nawilżacz powietrza, dolej do wody kilka kropli olejku – usunie nieprzyjemne zapachy gotowania i oczyści atmosferę.

  1. Styl Życia

Dzień Matki – wybrane teksty z cyklu "Jak wychowuje"

Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (ilustracja iStock)
Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (ilustracja iStock)
Z okazji Dnia Matki przypominamy artykuły archiwalne z cyklu "Jak wychowuje", w którym nasze rozmówczynie opowiadają o tym, czym jest dla nich macierzyństwo i relacja z dziećmi.

Jak wychowuje

  • Agnieszka Glińska, reżyserka, mama Franka i Janiny: „Myślę, że dzięki moim dzieciom nie zapomniałam siebie w ich wieku, że doskonale pamiętałam, co wtedy wyprawiałam. I byłoby straszliwą hipokryzją, gdybym oburzała się na to czy na tamto”.

  • Agnieszka Holland, reżyserka, mama Kasi Adamik, też reżyserki: „Bliskość między nami jest ważna, ale myślę, że równie ważna, i dla niej, i dla mnie, jest odrębność każdej z nas”.

  • Grażyna Wolszczak, aktorka, mama Filipa:Wychowanie? To stała obecność, towarzyszenie dziecku w zwykłym codziennym życiu. To całe „wychowanie” dzieje się w trakcie, mimochodem. Musi być spójne. Nie można wygłaszać górnolotnych frazesów, które nie mają zastosowania w zwykłym życiu. Wszystkie złote myśli, choćby najszlachetniejsze, wpadają jednym uchem, wypadają drugim”.

  • Gosia Dobrowolska, aktorka od wielu lat mieszkająca w Australii, matka Weroniki: „Obdarowywanie dziecka wszystkim, czego zapragnie, jest o wiele łatwiejsze niż nauczenie, jak na to zapracować. Dawać trzeba, ale wsparcie, system wartości, wzór postępowania w codziennych sytuacjach”.

  • Lidia Popiel, fotografka, mama Aleksandry: „(...) kiedy rodzi się dziecko, zmienia się nasze podejście do świata, nawet nasz charakter, więc przeorganizowanie kalendarza przychodzi naturalnie. Mówi się, że dziecko zabiera czas. A może jest tak, że ten czas mu się daje?”.

  • Paulina Krupińska-Karpiel, mama Jędrka i Tosi: „Co mi jako mamie się nie udało? Na pewno to, że czasem tracę cierpliwość i nakrzyczę na dzieci. A potem mam wyrzuty sumienia. Wtedy je przepraszam, mówię: „Nie chciałam tego zrobić”. Na co Tosia: „Wiem, mamusiu, dorośli tak czasem mają”. I rozkłada mnie na łopatki”.

  • Monika Mrozowska, mama Karoliny, Jagody, Józia i Lucjana: „Moje dzieci nie są wtajemniczane w szczegóły problemów między mną a ich ojcami. Zawsze podkreślam, że to nie ich wina. Mądre i spokojne przeprowadzenie dzieci przez rozstanie rodziców jest możliwe”.

  • Ałbena Grabowska, lekarka, pisarka, mama Juliana, Aliny, i Franka: „Zależy mi na tym, by dzieci były samodzielne, ale jestem nadopiekuńcza. Chciałabym, by same się uczyły, poznawały życie, a ciągle uważam, że to ja powinnam im coś proponować. Zależy mi na tym, żeby oglądały świat, ale boję się, że może im się stać coś złego. Tak więc jako matka składam się z samych sprzeczności”.

  1. Styl Życia

Opanować chaos – czego uczy nas Marie Kondo

Ci, którzy spróbowali sprzątać z Marie Kondo zgadzają się z jej tezą, że porządkowanie jest jak rozmowa z samym sobą. (Fot. iStock)
Ci, którzy spróbowali sprzątać z Marie Kondo zgadzają się z jej tezą, że porządkowanie jest jak rozmowa z samym sobą. (Fot. iStock)
Znam dwie osoby, dla których porządek wokół jest arcyważny, w chaosie czują niepokój, a sprzątanie sprawia im wielką przyjemność, jest formą relaksu! Ale znam dziesiątki innych osób, dla których ład jest tak samo ważny, jednak sprzątanie sprawia im wielką… trudność. Nie lubią tego, nie potrafią wypracować systemu, który pozwoliłby zapewnić sobie tak potrzebny i ważny porządek bez „rwania włosów z głowy”. Właśnie dla takich osób objawieniem jest ona, Marie Kondo – japońska guru porządkowania, gwiazda Netflixa. Jej książki, między innymi ta najgłośniejsza, „Magia sprzątania” sprzedały się w jedenastu milionach egzemplarzy, zostały przetłumaczone na czterdzieści języków! 

Sprząta, bo lubi i sprawi, że Ty też polubisz!

Ta drobniutka, niepozorna Japonka zajmuje się sprzątaniem, porządkowaniem, segregowaniem i wyrzucaniem tego, co zbędne. Umie to robić, lubi to robić, i tego samego potrafiła nauczyć już miliony osób na całym świecie. Zatem nic, tylko czerpać!

W tej zwyczajnej czynności sprzątania zawiera się coś zdecydowanie więcej niż zaprowadzenie porządku w świecie zewnętrznym, Marie przekonuje bowiem, że sprzątając możemy jednocześnie zaprowadzić ład w swoim świecie wewnętrznym i trzeba przyznać, że to motywuje podwójnie! Bo brak chaosu w głowie i sercu to coś, czego współczesny człowiek potrzebuje chyba najbardziej. Według Kondo sprzątanie ma i może sprawić, że poczujemy się… szczęśliwi!

Marie twierdzi, że zwykle większość z nas popełnia na wstępie zasadniczy błąd – sprzątamy po kolei poszczególne pomieszczenia: kochania, łazienka, salon, pokój dziecka, itd. To niewłaściwa metoda, w ten sposób dokładamy sobie pracy. Należy skupić się na kategoriach – na przykład w pierwszej kolejności (bo to najłatwiejsze) skupiamy się na segregacji ubrań. Mamy je przecież w różnych pomieszczeniach: sypialni, pokoju dziecka, przedpokoju, itd. Marie Kondo zaleca więc sprzątanie tematyczne: jednego dnia zabieramy się za ciuchy, kolejnego na przykład za książki, trzeciego zabawki dzieci. Tylko wtedy będziemy mieć pełen obraz stanu posiadania i to pozwoli nam odpowiednio się z nim rozprawić!

Wyrzucić bez łez

Magazynujemy, kupujemy kolejne pudełka, pudła, wciąż układamy, przekładamy i tak bez końca. Marie zaleca, by tego nie robić. No dobrze, tylko jak zdecydować, co na pewno nie jest mi już potrzebne? Czy nie będę żałować, kiedy coś wyrzucę, czy nie będę musiała za kilka miesięcy odkupić tego, czego zaraz się pozbędę? Niektórzy polecają, że jeśli mamy jakieś rzeczy „niepewne”, „dyskusyjne”, odłóżmy je na jakiś czas i wróćmy „do tematu” za kilka tygodni, miesięcy. Marie ma inny pomysł – przekonuje, że najlepszym sposobem jest zostawienie tylko tych rzeczy, przedmiotów, które sprawiają nam radość! Namawia, by skupić się na tym, co chcemy zatrzymać, a nie na tym, czego chcemy się pozbyć. Tłumaczy, by każdą rzecz po kolei wziąć do ręki i zadać sobie dość proste pytanie: „Czy to daje mi radość?”, jeśli tak – zostawić, jeśli nie – pozbyć się bez bólu, no bo przecież nie ma powodu, by płakać po czymś, co nie daje nam radości, prawda?

Kiedy należy skończyć pozbywanie się rzeczy? Marie Kondo zapewnia, że każdy z nas będzie wiedział, że dotarł do punktu: meta. Poczujemy wtedy, że już nie potrzebujemy niczego więcej wyrzucać.

Teraz… origami!

Sprzątanie z Marie Kondo to nie tylko wyrzucanie, to również odpowiednie układanie tego, co zdecydowaliśmy się zostawić. Na przykład odpowiednio ułożone ubrania zajmują zdecydowanie mniej miejsca, a także dzięki temu mamy szansę dokładnie wiedzieć, co posiadamy. Technice właściwego, pionowego układania ubrań Marie poświęciła oddzielną książkę – „Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce”.

Sekretem jest tu podobno nadawanie składanym rzeczom kompaktowych kształtów, robienie z nich „małych pakuneczków”. W pierwszej kolejności należy upodobnić kształt ubrania do prostokąta. Potem składamy je na pół i ponownie na pół lub na trzy razy. Jeśli boimy się, że wszystko się wygniecie, Marie uspokaja – ubrania gniotą się nie od liczby złożeń, ale od przyłożonego nacisku.

I życie staje się lepsze

Ci, którzy spróbowali sprzątać z Marie Kondo zgadzają się z jej tezą, że porządkowanie jest jak rozmowa z samym sobą, gdy – nawet w kontekście przedmiotów – zadajesz sobie pytania, co daje ci radość, automatycznie dowiadujesz się czegoś o sobie. A potem – zapewniają – zyskujesz motywację do tego, by działać dalej, porządkować kolejne obszary swojego życia. Pozbywać się kolejnych przestrzeni, które nie dają ci radości, a wręcz są toksyczne.

Kondo tłumaczy, że przedmioty, którymi jesteśmy otoczeni odzwierciedlają historię podjętych przez nas decyzji, a sprzątanie pozwala, by dokonać swoistego bilansu – co za nami oraz czego chcemy w przyszłości. Lepszej przyszłości.

  1. Psychologia

Odchodzę… i co dalej? W jaki sposób kończymy relacje?

Rozstanie to przeżycie traumatyczne. Otwiera całą przestrzeń do spekulacji, co by było gdyby, do oskarżania siebie, partnera. Czasami ciągnie się latami, uniemożliwiając ludziom rozpoczęcie sensownego życia. (fot. iStock)
Rozstanie to przeżycie traumatyczne. Otwiera całą przestrzeń do spekulacji, co by było gdyby, do oskarżania siebie, partnera. Czasami ciągnie się latami, uniemożliwiając ludziom rozpoczęcie sensownego życia. (fot. iStock)
Koniec w relacjach z ludźmi jest zawsze trudniejszy niż początek. Na liście najbardziej stresujących wydarzeń w naszym życiu rozwód zajmuje drugie miejsce po śmierci współmałżonka. A zwolnienie z pracy trzecie. Tym większą więc sztuką jest odejść bez strat po obu stronach. Tylko czy to w ogóle możliwe?

Sposób, w jaki się rozstajemy, więcej mówi o nas niż to, jak rozpoczynamy znajomość albo pracę. Wszyscy to wiemy. Jednak gdy przychodzi się rozstać, puszczają wszelkie hamulce. Jeszcze niedawno kochający się ludzie skaczą sobie do oczu, a dotąd zadowoleni pracownicy nasyłają na pracodawcę kontrole, idą „na chorobowe”, kopiują i wynoszą z firmy bazy danych. Mało kto traktuje rozstanie jako krok naprzód, jako zmianę, dzięki której można się rozwinąć i czegoś nauczyć.

Końca wojny nie widać

Ewa (nauczycielka, lat 35) i Piotr (handlowiec, lat 32) rozstają się już cztery lata. Od momentu, kiedy Ewa złożyła pozew o rozwód, odbyło się pięć rozpraw (nie licząc pojednawczej) i jak na razie nie ma finału. Ewa żąda rozwodu z orzeczeniem o winie męża.

Ewa: – Zdradzał mnie przez całe trzy lata, kiedy byliśmy razem, o czym dowiedziałam się oczywiście ostatnia. Niech się przyzna, że to on rozwalił nasz związek. A Piotr przyznać się do winy nie zamierza. Owszem, zdradził, ale to był według niego tylko incydent, za który zresztą żonę przeprosił.

Piotr: – Nie można karać na tysiąc sposobów za jeden czyn. Ewa wyrzuciła mnie z domu, zażądała rozwodu i odszkodowania, nie dopuszcza mnie do córki. A niech powie, dlaczego ją zdradziłem! Sama się o to prosiła!

Ewa: – On ma argument – zdradziłem, bo nie chciałaś ze mną spać. A to nie tak. Bardzo źle znosiłam ciążę, przez cztery miesiące musiałam leżeć plackiem, wymiotowałam. Po urodzeniu Gabrysi przeszłam depresję poporodową. A on wtedy spotykał się z tamtą kobietą!

Każde z nich robi wszystko, żeby dowieść, że racja jest po jego stronie. Niczym innym teraz nie żyją. Zbierają przeciwko sobie dowody, namawiają świadków do zeznań, utrudniają sobie nawzajem życie. I on, i ona doskonale wiedzą, jak najmocniej dopiec drugiemu – posługując się dzieckiem. Dosłownie wydzierają sobie Gabrysię (ma pięć lat) z rąk. Któregoś dnia Piotr odebrał ją z przedszkola i nie chciał oddać Ewie. Wezwała policję. Teraz wnioskuje o ograniczenie ojcu praw rodzicielskich. A na wszelki wypadek nie posyła córki do przedszkola, małą opiekują się dziadkowie. Ewa jest skrajnie wyczerpana, od wielu miesięcy na lekach antydepresyjnych. Piotr nie jest już z tą trzecią, zmienia partnerki, z nikim nie chce się wiązać. Liczy na to, że ułoży sobie nowe życie, gdy zakończy stare. Ale końca wojny nie widać.

Zostańmy przyjaciółmi!

Kinga (42 lata, anglistka) i Sławek (również 42, politolog i informatyk) od dwóch lat są po rozwodzie. Poznali się na drugim roku studiów. On wywiesił kartkę, że poszukuje tłumaczki dla zespołu, którego koncert przygotowywał, ona zaoferowała pomoc. Wybuchła wielka miłość. Ewa rozpoczęła nawet drugie studia na naukach politycznych, żeby mogli być jak najbliżej. Szybko wspólnie zamieszkali. Na ostatnim roku wzięli ślub, dwa lata potem zostali rodzicami Kuby. Razem pracowali (założyli firmę informatyczną), robili zakupy, gotowali, sprzątali, odpoczywali. Znajomi mówili o nich: „Ci do siebie przyklejeni”.

Coraz lepiej im się powodziło, firma się rozrastała. Trzy lata temu zatrudnili kilkoro nowych pracowników, w tym kolegę Sławka z liceum. Niedługo potem, po raz pierwszy w czasie 19 lat znajomości, wyjechali oddzielnie: on w interesach do Krakowa, ona, razem z kilkoma pracownikami firmy, na branżowe targi do Poznania.

Kinga: – Do dzisiaj nie wiem, jak to się stało. Po prostu zakochałam się i już. W Jacku. Serce zabiło mi mocniej, jak tylko zobaczyłam go po raz pierwszy. Ale nową miłość dopuściłam do głosu dopiero na tym wyjeździe. Może dlatego, że nie było obok mnie Sławka. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. On wyprowadził się z domu, wniósł pozew o rozwód. Nie było orzekania o winie, podziału majątku przed sądem i walki o syna.

Sławek: – Wszystko uzgodniliśmy. Dom jest dla Kingi i syna, dla mnie konto i samochód. Niedawno zresztą kupiłem obok ich domu działkę, będę się budował. Firmę nadal prowadzimy razem.

Kinga: – Dla dobra syna bardzo zabiegałam o to, abyśmy pozostali przyjaciółmi. I chyba się udało. Mamy już swoje nowe związki, często spotykamy się całymi rodzinami, nasze dzieci się lubią. Ostatnio byliśmy wszyscy razem na wakacjach.

Ponieważ brzmi to tak pięknie, że aż nieprawdziwie, usiłowałam dowiedzieć się, jak w tym czworokącie czują się nowi partnerzy Kingi i Sławka. Odmówili rozmowy.

Pani już tu nie pracuje

Krystyna w ubiegłym roku obchodziła 55. urodziny i 35-lecie pracy w pewnej znanej firmie. Przeszła drogę od sekretarki do dyrektorki administracyjnej. Przeżyła ośmiu prezesów, kilkunastu kierowników. Przez wszystkich chwalona jako sumienna, pracowita, oddana firmie. Nie zdziwiła się więc, gdy jej bezpośredni przełożony oznajmił: „Ubierz się elegancko i 10 maja jedź do centrali”. Pewnie dadzą mi nagrodę, pomyślała, bo 10 maja firma miała świętować jubileusz. W przeddzień Krystyna poszła do fryzjera i kosmetyczki. Tamto majowe popołudnie pamięta do dziś. Wyciągnęła z szafy markową garsonkę, szpilki, założyła sznur pereł. – I jeszcze wróciłam po aparat, żeby jakiś ślad po tej uroczystości został. Spodziewałam się nagrody, bo to była okrągła rocznica, a firma miała się czym chwalić. Wchodzę uśmiechnięta do biura prezesa, a on bez żadnych wstępów wręcza mi zwolnienie. I podniesionym tonem mówi: „Od jutra już tu pani nie pracuje”. Po czym przez pół godziny perorował, jakim to on był dobrym szefem, co on to dla firmy zrobił, jak długo tolerował ludzi ze „starego rozdania”, czyli między innymi mnie. Gdy otworzyłam usta, żeby powiedzieć, co o tym myślę, przerwał mi: „Rozmowę uważam za zakończoną”. Co miałam robić, uniosłam się honorem i podpisałam.

Okazało się, że na jej miejsce zatrudniono młodą dziewczynę, jak się plotkuje, kochankę prezesa. Zmieniono tylko nazwę jej stanowiska. Krystyna wniosła sprawę do sądu. Wie, że ma małe szanse na wygraną, bo wypowiedzenie przecież podpisała. Walczy tylko o swoją godność.

Pomocne lektury: Jakub Jabłoński „Rozwód. Jak go przeżyć?”, W.A.B. 2008; Marshall B. Rosenberg „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy”, Jacek Santorski & Co 2008; Martin E.P. Seligman „Prawdziwe szczęście”, Media Rodzina 2008; Maciej Bennewicz „Coaching, czyli restauracja osobowości”, G&J 2008.