Asertywność. Dlaczego pewne rzeczy nie przechodzą nam przez gardło?

fot.123rf

Prowadziłem kiedyś szkolenie dla seniorów w ramach projektu społecznego, mającego przygotować ludzi starszych do tego, by nie dawali sobą manipulować (na przykład w trakcie tych wszystkich promocji, na których sprytni sprzedawcy wciskają emerytom garnki czy kołdry po bajońskich cenach). Tam również rozmawialiśmy o asertywności i tam również użyłem przykładu z sąsiadką. I nagle wstała pewna pani i opowiedziała, że właśnie taki przypadek zdarzył się jej dzisiaj rano. Otóż jej sąsiadka zadzwoniła do niej z propozycją wyjścia „na kijki” (domyśliłem się, że chodzi o nordic walking). Jednak bohaterce tej opowieści nie za bardzo się chciało i wymówiła się złym samopoczuciem. Została w domu, podczas gdy jej koleżanka dziarsko pomaszerowała z kijkami sama. Najlepsze jest jednak to, co stało się potem. Otóż ta, która odmówiła, kolejne dwie godziny spędziła pijąc kawę, zajadając się ciastkami i walcząc z olbrzymim poczuciem winy. No bo przecież skoro odmówiła, to jej koleżance na pewno będzie z tego powodu przykro. Tak się złożyło, że jej koleżanka brała udział w tym samym szkoleniu, więc natychmiast skorzystałem z okazji by poprosić, aby opowiedziała wszystkim co myślała o tej sprawie idąc samotnie z kijkami. I wiesz co odpowiedziała? Otóż nic nie myślała. Zapomniała o tym już w minutę później. Po prostu poszła „na kijki”.

To tylko nam się wydaje, że czynimy komuś wielką przykrość . Otóż nie czynimy, bo większość ludzi nie odbiera tego w tak silnym pryzmacie jak my sami. To tylko my myślimy, że inni nas cały czas obserwują i cały czas o nas myślą. W rzeczywistości myślą o nas o wiele mniej, niż nam się wydaje. I tak naprawdę nie blokuje nas to, że sprawimy innym przykrość (bo w większości wypadków nie sprawimy), ale to, że sami się tą wydumaną „przykrością” zadręczamy. Co więc zrobić w opisanych wyżej sytuacjach? Jakie jest najlepsze wyjście z takiej „opresji”? Spróbuj prostej techniki – sam postaw się w sytuacji kumpla z pracy zapraszającego na piwo, czy sąsiadki wpraszającej się na kolację. I kiedy już „wejdziesz w ich buty”, zastanów się co mógłbyś na ich miejscu usłyszeć, by było to szczere, prawdziwe. Byś się nie obraził i by nie było ci przykro. No i byś więcej nie pomyślał o podobnej propozycji. Ze szkoleń wiem, że większość uczestników po głębokim zastanowieniu już w kilka czy kilkanaście minut znajduje odpowiednie rozwiązanie. Spróbuj!

Tekst: Jarosław Gibas coach, trener

biogram i książki autora