fbpx

Bądź tu i teraz – obecność to najlepsze antidotum na stres i przeciążenie

Bądź tu i teraz - obecność to najlepsze antidotum na stres i przeciążenie
Naukę bycia tu i teraz zaczyna się od oddechu, to podstawa. (Fot. iStock)

Decyzja o byciu tu i teraz zmienia całkowicie stosunek do życia i do świata. Bycie uważnym ma prowadzić do akceptacji siebie. To zgoda na to, czego doznajemy w tej chwili. 

To powszechnie znane zalecenie: być tu i teraz. Określa pewną postawę wobec życia – świadomą i opartą na głębokiej refleksji. Mówią o tym filozofia, zen, New Age, także Jon Kabat-Zinn, nauczając praktyki uważności. Jeśli taką postawę przyjmiemy, nasza egzystencja przestanie być życiem bez zastanowienia, nieświadomym, bezrefleksyjnym. Decyzja o byciu tu i teraz zmienia całkowicie stosunek do życia i do świata. Zaczynamy dostrzegać, że nasze nawyki, zabiegi, codzienna pogoń nie mają wielkiego znaczenia. Skupiamy się na być, a nie na mieć. Niby wiemy, że mamy tylko moment, w którym jesteśmy teraz, ale w praktyce często jesteśmy myślami albo w tym, co było i już nie wróci, albo w planach, które niekoniecznie się zrealizują. „Teraz” dla nas nie istnieje, bo albo coś wspominamy (czegoś żałujemy, coś rozpamiętujemy), albo wręcz przeciwnie, w przeszłości szukamy ukojenia.

Często towarzyskie rozmowy polegają na wyliczaniu tego, gdzieśmy byli, cośmy widzieli, kogo znaliśmy, gdzie mieszkaliśmy. Albo dokąd się wybieramy, co będziemy robić, jakie wyjazdy planujemy albo co kupimy. Dla mnie być to znaczy posiedzieć w ciszy, czuć obecność tu i teraz. Wystarczy być, nie musimy siebie i swojej historii opowiadać ani wysyłać się w przyszłość, obiecywać coś sobie w stylu: jak zrobimy imprezę, to dopiero będzie. Jak jesteśmy w pracy, myślimy o urlopie zaplanowanym za pół roku, a gdy już wyjedziemy, martwimy się, że po powrocie przytłoczą nas obowiązki.

Jedni przenoszą się w przeszłość, inni w przyszłość, a jeszcze inni w stan nieprzytom- ności za pomocą alkoholu lub innych używek. Obecność zakłada, że nie masz zmienionego stanu świadomości, widzisz realnie, co się dzieje. Do tworzenia iluzji nie potrzebujemy zresztą używek, potrafimy się zatopić w odrealnionych oczekiwaniach wobec życia czy wobec siebie. Chcemy się zachowywać inaczej, wyglądać inaczej, fantazjujemy, że jesteśmy kimś innym.

Trudno pogodzić filozofię bycia tu i teraz z nakazem osiągnięć, a otoczenie wymaga, żebyśmy planowali i realizowali cele. Najlepiej skończyć MBA, kupić drogie auto i zrobić karierę za granicą. Bycie uważnym ma prowadzić do akceptacji siebie, zaprzyjaźnienia się ze swoim ja. To też zgoda na to, czego doznajemy w tej chwili. Ważne są oddech, krok, posmak w ustach, to, że chce mi się podskakiwać albo przeciwnie, czuję zmęczenie. To się wydaje ludziom nieciekawe, zaczynamy się tą sferą interesować dopiero, gdy dopadnie nas choroba. Bo przestając być tu i teraz, często sami się w nią wpędzamy. To skutek tego, że wybieramy się gdzieś nie w naszym tempie albo nie w naszą stronę. Tymczasem obecność to najlepsze antidotum na stres i przeciążenie.

Nie widzimy tego, że w chwili obecnej tkwi pełnia. Istotą istnienia jest być tu i teraz. Oddycham, więc jest dobrze, to wystarczy, nawet jeśli właśnie boli mnie brzuch. Zwykle chcemy jak najszybciej być już poza tym doświadczeniem. A przecież nie da się wyrzucić tego czasu bólu brzucha. Skupiamy się na swoich oczekiwaniach, nie przyjmujemy tego, co jest. Być tu i teraz to także powstrzymać się od osądu, co nie jest łatwe.

Gdy człowiek jest obecny, to nie znaczy, że pozostaje ponad wszystkim i nie odczuwa negatywnych emocji. Jeśli się na nie zgadzamy, one trwają i przemijają, robiąc miejsce następnym. W tej chwili mogę czuć złość, ale jeśli nie będę udawać, że jej nie ma, ona minie. Obserwuję swoje emocje i uczucia, czuję je w ciele, staram się ich nie oceniać, pozwalam im płynąć, zmieniać się i przemijać. Jesteśmy źródłem i przestrzenią swojego doświadczania i widzenia świata.

Najbardziej tu i teraz są dzieci. Przeżywają swoją obecność całym sobą, cieszą się całym swoim jestestwem, jak się wściekają, to również całym ciałem, tak samo się zachwycają. Niestety, gubimy gdzieś tę umiejętność. Zaczynamy wpychać siebie w sytuacje, które nie są nasze, w oczekiwania własne i innych. Praca nad sobą, która polega na tym, żeby wrócić do tu i teraz, to praca, by wrócić do żywego, prawdziwego dziecka.

Na co dzień często jemy, nie wiedząc, jak to jedzenie smakuje. Nie koncentrujemy się na prostych czynnościach. Umyć ręce, kroić chleb czy spacerować też można świadomie, z uważnością, a nie na autopilocie. Naukę bycia tu i teraz zaczyna się przez oddech, to podstawa. Kolejne kroki wyglądają następująco: nie spiesz się, bądź cierpliwa, bo wszystko zdarza się w swoim tempie, poddaj się temu, co jest, zachowaj otwarty umysł, nie nadawaj zbyt szybko znaczenia (poczekaj, aż się samo ujawni). Nie wysilaj się, wystarczy odczuwać. Nie ma sensu zaprzeczać temu, co się dzieje.

 

Fragment książki „Życie od A do Z”, w której Katarzyna Miller po raz kolejny dzieli się z czytelnikami swoim terapeutycznym doświadczeniem. Autorka nie ucieka przed trudnymi tematami ani przed podpowiadaniem konkretnych rozwiązań, ale też zachęca do autorefleksji. Nie brakuje tu jej dosadnego poczucia humoru, ciepła, a przede wszystkim – szczerości, dzielenia się bardzo osobistymi historiami. Książka powstała dzięki rozmowom z Dariuszem Janiszewskim, redaktorem „Zwierciadła”. 

 

Życie od A do Z
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>