fbpx

Bajkoterapia dla dorosłych – napisz swoją bajkę

Bajkoterapia dla dorosłych - napisz swoją bajkę
Kiedy słuchasz bajki lub sam ją tworzysz, wkraczasz do magicznego świata emocji, przeczuć i snów. (Fot. iStock)

Kiedy słuchasz bajki lub ją sam tworzysz, wkraczasz do magicznego świata emocji, przeczuć, snów… Świata, w którym wszystko jest możliwe i w którym czucie jest ważniejsze niż myślenie. Słowa same płyną, a ty, ku swojemu zdumieniu, odkrywasz ich ukryty sens. O bajkoterapii dla dorosłych pisze terapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Każdy z nas nosi w sobie własną historię – opowieść, która powstała na długo przed naszymi urodzinami, zlepioną z pokoleniowych przekazów. Z głównym wątkiem zawiązanym w chwili spotkania naszych rodziców, naznaczoną ich niespełnionymi marzeniami, oczekiwaniami w stosunku do nas i snutą dalej z głównych wątków naszego życia. Niestety, najczęściej jest to smutna opowieść, bo nasz mózg zapisuje w pamięci przede wszystkim traumatyczne wydarzenia jako te najbardziej zagrażające przetrwaniu. Na dodatek emocje powstające pod wpływem wydarzeń negatywnych dłużej się utrzymują i są trudniejsze do przeżycia niż te łączące się z wydarzeniami pozytywnymi. Narracja odcina nas od czucia, bo czucie często boli.

Z perspektywy czasu spędzonego na wysłuchiwaniu ludzkich historii wiem, że większość problemów bierze się nie z codziennych wydarzeń, ale z opowieści na temat tego, co nam się przydarzyło. Opowieści, których fabułę podświadomie dopasowujemy do swojej wiodącej historii, np. o dziecku DDA czy dziewczynce opuszczonej przez ojca, która w dorosłym życiu stale jest porzucana przez mężczyzn. A gdyby tak wyjść z roli bohatera opowieści i wejść w rolę narratora? I na przykład napisać terapeutyczną bajkę o porzucanej dziewczynce?

Spotkanie jak ze snu

Pewnego dnia przypadkiem dowiedziałam się o Uli Buyuly, która pisze bajki na zamówienie. Ciekawa byłam, czy w dzisiejszym świecie ludzie w ogóle potrzebują bajek. Moje wnuki zdecydowanie wolą Harry’ego Pottera od Śpiącej Królewny. Kiedyś czytało się baśnie, bo w nich wszystko było możliwe, teraz zastąpiły je fantasy i wirtualna rzeczywistość, którą uwielbiają i dzieci, i dorośli. Pomyślałam jednak, że bajki mogą być dobrym sposobem na opowiedzenie osobistej historii w symboliczny sposób.

Umówiłyśmy się w „Śnie Nocy Letniej” – w „miejscu”, jak nazywa Ula to magiczne atelier w centrum Warszawy. Nazwa to oczywiście tytuł słynnej komedii Szekspira, w której spotykają się dwa światy: ludzki i baśniowy. W „Śnie” można kupić niszowe perfumy, wziąć udział w spotkaniu na temat zapachów albo spotkać się z Ulą w sprawie bajki, a przede wszystkim nasycić oczy i uszy wyglądem atelier. Z jednej strony starodawne ściany, z drugiej współczesne perfumy, ale też święte oleje, a na ścianach nowoczesne grafiki. To trochę sklep, trochę miejsce dla artystów, trochę biuro. Przekraczając próg, automatycznie zostawiasz za drzwiami gwar rozpędzonego miasta i rozdygotane emocje. Tak jakby czas się zatrzymywał. Może dlatego nie każdy ma odwagę tu wejść. Za to każdy zatrzymuje się przed wystawową witryną. Uwagę przyciągają uciekające naczynia (naprawdę mają nogi i ręce) – ceramika znanego włoskiego artysty, który 200-letnim formom nadaje nowe życie.

Pomyślałam, że poproszę Ulę, żeby napisała dla mnie bajkę o stresie – to temat, który dotyczy właściwie nas wszystkich. – Wiesz, ja nie piszę na zamówiony temat. Raz próbowałam, zajęło mi to miesiąc i strasznie się męczyłam. Czuję, że twoja intencja jest z głowy, a nie z potrzeby serca – odpowiedziała.

No jasne, przecież to nie sklep z bajkami, jestem zła na siebie za tę zadaniowość. Staram się zwolnić tempo i odprężyć. Podoba mi się sposób, w jaki Ula pełni honory mistrzyni ceremonii, sprawiając, że nasza relacja rozwija się powoli, świadomie – jak prawdziwa bajka. Rozmowa staje się coraz głębsza, coraz bardziej poza kontrolą, snuje się jak baśniowe wrzeciono…

W pewnym momencie Ula wstaje i mówi: „Chyba mam dla ciebie gotową bajkę” i kładzie na stole wielką księgę. To księga z bajkami, które pisze, a właściwie spisuje, kiedy przychodzą do niej, są wynikiem doświadczania ludzi, spotkań, miejsc czy zasłyszanych słów. Wolno i uważnie przewraca kartki, przy niektórych zatrzymuje się na chwilę. Czuję, że dokładnie wie, na której stronie jest opowieść dla mnie. – Posłuchaj – mówi i zaczyna czytać…

Bajka jest o dziewczynce, która podnosi z ziemi piórko. Podrzuca je, a ono leci do nieba, do anioła. Ostatnie zdanie brzmi: ,,Nadzieja naprawia wszystko, nawet prawe skrzydło anioła”. A ja przecież od kilku miesięcy mam problem z prawym barkiem. Ból pojawił się nagle i pomimo intensywnej fizjoterapii znika na chwilę, a potem znowu się pojawia. Skąd ona o tym wiedziała?

Wracam do domu, ściskając w ręku czarną kopertę, w której jest kartka z moją bajką i ptasie piórko. Wierzę, że to piórko mojego osobistego anioła.

Kobieta na zakręcie

„Wczoraj widziałam kobietę na zakręcie. Stała na skrzyżowaniu i nie wiedziała, czy iść dalej do przodu, czy może żyć tak jak wcześniej. Widziałam też mężczyznę. Nie widział żadnego zakrętu. Zerkał na kobietę”. Zanim się spotkałyśmy, Ula przysłała mi tę krótką bajkę, którą napisała dla siebie, chcąc poradzić sobie z cierpieniem porzuconej kobiety. Była wtedy na etapie rozwodu z mężem, czyli rozstawania się z mężczyzną, którego kochała. Pisanie w tamtym czasie stało się dla niej chwilowym wytchnieniem, ucieczką od myślenia utartymi ścieżkami, przełamywaniem ograniczających schematów. Pustka w głowie, z którą siadała przed monitorem komputera, ale też zaufanie do magii symboliki frazy „dawno, dawno temu” – sprawiały, że bajka rozwijała się niejako sama, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jak to zresztą w bajkach bywa.

Pierwszą napisała 20 lat wcześniej, ta historia właściwie sama do niej przyszła we śnie. Opowiadała o owieczce, której wytarło się futerko, a w wypożyczalni futerek została jedynie skóra wilka. I tak owieczka trafiła do stada wilków, gdzie nikt jej nie rozpoznał, bo była bardziej wilczycą niż te prawdziwe. Bajka kończy się zdaniem: „Musiała wracać do swoich”, tylko nie do końca wiadomo, kim byli ci swoi: wilkami czy owieczkami? Wspomnienie owieczki pozwoliło jej przetrwać korporacyjny czas. Potem przez długie lata bajki nie pojawiały się w jej życiu aż do „Kobiety na zakręcie”.

Później dla Uli przyszedł czas pisania bajek dla innych. Stopniowo stawały się one coraz krótsze, za to słowa zwiększały swoją pojemność – ich znaczenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, w zależności od dnia, czytelnika, jego własnej historii, tego, co komu w duszy gra…

Czy jesteś gotowy na bajkę?

Koniecznie chcę wiedzieć, skąd Ula wiedziała o moim chorym barku. – Sama mi o tym powiedziałaś i to trzy razy – śmieje się. – Najbardziej lubię pisać dla kogoś, kogo nie znam, kogo widzę po raz pierwszy i pewnie nigdy więcej się nie spotkamy. Nawet jeśli proszący o bajkę ma swój pomysł, wiem, że warto poczekać na jakąś głębszą metaforę, która ujawni się w trakcie spotkania. To często jest jakieś zdanie, a czasami jedno słowo, które poniesie opowieść. Wystarczy uważnie słuchać i cierpliwie czekać, a bajka pojawi się, niesiona emocjami rodzącymi się w trakcie tworzenia się relacji – tłumaczy Ula.

Poproszenie o bajkę wymaga odwagi i ufności dziecka. Musisz podjąć świadomą decyzję, czy jesteś gotowy wkroczyć do tej magicznej krainy, bo potem już nic nie będzie takie samo. Bajka jest przewodnikiem po twojej podświadomości, gdzie zdrowy rozsądek nie ma większego znaczenia. Jest rodzajem medytacji, transu – nigdy nie wiesz, dokąd cię poprowadzi. Określony rytm, nieprzypadkowo użyte słowa, częste powtórzenia usypiają analityczny umysł. Przestajesz myśleć, zaczynasz czuć. Zanurzasz się w świat emocji, które nie zrobią ci krzywdy, bo są twoje, ale poruszą ciało. Być może obudzą jakieś dawne rany, po to byś mógł je poczuć, przeżyć, puścić i żyć dalej, może intensywniej, ale na pewno bliżej siebie.

Od czasu spotkania Uli sama napisałam kilka bajek, dwie z nich pomogły mi spojrzeć z dystansu na trudne wydarzenia. Z kolei Ula wprowadziła element pisania bajek do prowadzonych przez siebie warsztatów biznesowych. Wygląda to tak, że uczestnik dostaje temat i polecenie, żeby zaczął od: „Dawno, dawno temu…”. Może sam spróbujesz?