Będąc rodzicem zadbaj o twoje wewnętrzne dziecko!

„Nie wiem sama, czy będę dobrą matką. Bardzo pragnęłam dziecka, ale teraz jestem przerażona. Boję się, że ono mnie ograniczy, że moje życie się zmieni. Nie będę mogła robić tylu rzeczy. Ale przecież wiele kobiet potrafi się nie zatracić w macierzyństwie, mieć czas na własne przyjemności. To chyba tylko kwestia organizacji. Prawda?” – mówi do mnie przyjaciółka oczekująca dziecka. „A może to była pochopna decyzja, ale wiesz, tak bardzo chciałam dziecka – te wszystkie ciuszki są takie słodkie!” – dodaje. – Ale chyba nie chciałaś dziecka, bo ci się spodobał sweter dla bobasa? Chcesz się pobawić lalkami? – pytam ostrożnie. „No nie. Pewnie, że nie. Ale to taki kolejny etap. Odhaczyliśmy już z Markiem tak wiele na życiowej liście i przyszła pora na dziecko” – dopowiada.

– Nie martw się, będziesz świetną matką. Najpierw jednak, zanim zaczniesz wychowywać swoją córkę, musisz zrobić coś trudniejszego – mówię. – Wychować swoje Wewnętrzne Dziecko. Inaczej może zrobić się nieznośne. Umów je na spotkanie ze swoim emocjonalnym dorosłym – podpowiadam. I trochę mimowolnie się zastanawiam, czy mówi to moje Wewnętrzne Dziecko, czy Dorosły.

„Dzieci” mają głos, czyli syndrom niedojrzałości

„Nie wytrzymam! No ileż można! Mnie też się coś od życia należy!” – krzyczą kobiety z okładek kolorowych pism dla rodziców. „Przecież, gdy będę nieszczęśliwa, swoje niezadowolenie przeleję na rodzinę. Moje zachcianki są więc ważne! Zresztą ja chcę, i basta!”. Ale czy na pewno? Czy jesteś w takim razie dorosła, a może zamieniłaś się w Króla Maciusia? Z pewnością bez mądrego dorosłego doradcy nie będziesz dobrze rządziła królestwem. „Ale przecież dorośli w ogóle nie myślą o dzieciach! Gdyby się nimi przejmowali, byliby milsi! I dawaliby im zawsze słodycze!” – krzyczy podlotek w twojej głowie. Dzisiejszy dorosły jest bardziej dzieckiem niż kiedykolwiek wcześniej. Ma czas i pieniądze, żeby poprawiać sobie humor coraz to nowszymi zabawkami. A gdy ktoś mu je chce zabrać, złości się. Dzisiejszy dorosły często nie ma ochoty zakładać rodziny, przecież musi się najpierw wyszaleć – wszyscy (no, prawie wszyscy) przecież tak mówią. Tylko kiedy nadchodzi ten czas? Gdy „zabawki” zajmą cały pokój? I jak w ogóle rozpoznać swoją dorosłość?

To proste – dojrzałość to niezależność. I nie chodzi tu wcale o lokatę w banku na czarną godzinę. Autonomia to niezależność od pieniędzy, ale też od rzeczy. To także umiejętność uniezależnienia się od swojego wewnętrznego podlotka. Nie sposób nie słyszeć swojego wewnętrznego głosu, co więcej, grzechem jest go zagłuszać, ale równie niebezpiecznie słuchać go bezkrytycznie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »