Bez pary nie znaczy bez sensu – dobre strony bycia singlem

Dopóki na świecie są ludzie, to nawet bez partnera mamy szansę, by przeżyć dobrze życie. Może i bez wielkich uniesień, ale z sensem. (fot. iStock)

Jesteś singielką? Psycholożka Hanna Samson pisze, że bez pary nie znaczy: bez sensu. Dopóki na świecie są ludzie, to nawet bez partnera mamy szansę, by przeżyć dobrze życie. Może i bez wielkich uniesień, ale z sensem, a często także z radością.

„Miłość jest iluzją” – stwierdza Magdalena Tulli, znakomita pisarka, w rozmowie z Justyną Dąbrowską, psychoterapeutką i autorką świetnych wywiadów. Ich książka nosi tytuł „Jaka piękna iluzja” i dotyczy wielu aspektów życia, ale my pozostańmy przy miłości. A skoro miłość jest iluzją, to znaczy, że nie istnieje? „Skądże” – odpowiada Tulli. – „Istnieje, ale jako iluzja. Wchodzi się w nią z radością i nadzieją, a wychodzi z rozczarowaniem, bywa, że ledwie żyjąc. Uczucia okazują się nie tym, za co je bierzemy. Wchodzi się w ten ciemny las, zaczynając od wydeptanej ścieżki – a potem wszystko może się zdarzyć. (…) W oszołomieniu potrafimy zapomnieć o samotności, ulegamy złudzeniu, że miłość nas od niej na zawsze ocali. A potem przychodzi odczarowanie”.

Przeżywamy te odczarowania, doświadczamy samotności w związku, a mimo to ciągle wierzymy w odwieczny przekaz naszej kultury, że możemy być szczęśliwe tylko wtedy, gdy znajdziemy drugą połówkę jabłka czy pomarańczy. Podobno każda kobieta marzy o ślubnej sukni, bo po ślubie wiadomo: żyli długo i szczęśliwie. I niby wiemy, że tak dzieje się w bajkach, a w życiu bywa różnie, ale nawet niezbyt dobry związek wydaje nam się lepszy niż samotność!

Coraz więcej osób spędza przynajmniej część swojego życia, nie będąc w związku, ale i tak samotność wydaje nam się nieszczęściem, przed którym należy uciekać. W przekonaniu większości – ludzie samotni to nieudacznicy, biedacy, pechowcy, a przynajmniej osoby niedojrzałe, z którymi coś jest na pewno nie tak, a ich życie jest puste i nudne. I choćby odnosili sukcesy i wydawali się zadowoleni z życia, to nocami na pewno płaczą w poduszkę. Jeżeli wierzymy w to wszystko, to czujemy się niepełnowartościowe bez partnera i trudno nam zaakceptować samotność. Z lęku przed samotnością trwamy w kiepskich związkach lub desperacko szukamy nowych. A co, jeśli związek nam się nie trafi?

Duma bez uprzedzeń

Kilka miesięcy temu w „The Guardian” ukazało się wyznanie kobiety, która ma 54 lata i nigdy nie była w związku. Nie z wyboru. Po prostu nigdy nikt nie zaprosił jej nawet na randkę. Jedyną kartkę walentynkową dostała od kolegi ze szkółki niedzielnej, gdy miała siedem lat. Nazywa siebie „dziewicą związkową”, bo jeśli chodzi o seks, to kilka razy wylądowała w łóżku z przypadkowymi partnerami, ale nic więcej z tego nie wynikło. Pierwszy raz już po studiach z kolegą z pracy, gdy obydwoje byli pijani. Drugi raz z mężczyzną, z którym bawiła się na imprezie i myślała, że jest nią zainteresowany. Rano powiedział, że jest w poważnym związku i chodziło mu tylko o przyjemność. I jeszcze wakacyjny romans z barmanem. 31 lat temu przeżyła swój ostatni raz, choć wtedy nie miała pojęcia, że to jest koniec jej życia seksualnego. Chciała być w związku, mieć rodzinę, ale nic takiego się w jej życiu nie zdarzyło. Dlaczego? – zastanawia się i nie znajduje odpowiedzi. Jest atrakcyjna fizycznie, dobrze ubrana, ma wiele zainteresowań, nie mieszka na pustyni, tylko wśród ludzi. Fakt, że chodziła do żeńskiej szkoły i miała wtedy mało kontaktów z chłopcami, niczego nie tłumaczy, bo wszystkie jej koleżanki z klasy wyszły za mąż. W końcu zaczęła się umawiać z mężczyznami przez agencję randkową, wtedy jeszcze nie było Internetu, ale każde spotkanie okazywało się porażką. Ci mężczyźni do niej nie pasowali, żadnego z nich nie chciała widzieć po raz drugi. Można pomyśleć, że miała zbyt wysokie wymagania, ale równie dobrze mogło być tak, że ci mężczyźni naprawdę nie byli dla niej. Przez cały rok spotkała tylko jednego, który wzbudził jej zainteresowanie – bez wzajemności. Dlaczego tak się stało? Co jest z nią nie tak, że nawet przez chwilę nie miała chłopaka? Że nikt sam z siebie nie zaprosił jej na randkę?

Jej przyjaciółka mówi, że sprawia wrażenie niedostępnej. Mężczyzna dostaje sygnał, że musiałby się bardzo napracować, żeby ją zdobyć, więc odpuszcza. Być może coś w tym jest, a może nie? Może za mało wierzy w siebie? Jest za bardzo zamknięta? Przez wiele lat zadawano jej pytania, czy z kimś jest, a skoro nie, to dlaczego, a ona nie wiedziała, co odpowiadać i wstydziła się swojej samotności. A dlaczego opowiedziała swoją historię na łamach „Guardiana”? Nie dlatego, żebyśmy wiedzieli, że nie miała nigdy chłopaka, ale dlatego, że czuje się z tym znacznie lepiej niż w młodości. Jest przekonana, że byłaby świetną dziewczyną i żoną, smutno jej, że nikt nie dał jej szansy, ale udało jej się zaakceptować samotność. I wierzy, że nie ona jedna jest „dziewicą związkową”. Zamiast wstydzić się tego i ukrywać przed światem, proponuje utworzenie grupy dla osób, które różnią się od innych tym, że żyją bez pary i są z tego dumne!

Mitologia związków

Większość z nas wierzy, że samotność skazuje nas na gorsze życie, ale czy tak jest naprawdę? Doktor Bella DePaulo, psycholożka z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, przez 10 lat badała życie singli i weryfikowała stereotypy narosłe wokół singli i związków. Szybko odkryła, że twierdzenia o pozytywnym wpływie małżeństwa na zdrowie, długość życia i szczęście są mocno przesadzone lub wręcz niezgodne z prawdą. Negatywne stereotypy dotyczące osób bez pary również okazały się dalekie od rzeczywistości. Jeśli patrzymy na samotność przez pryzmat małżeństwa jako pragnienia wszystkich ludzi, to widzimy w życiu singla głównie brak. A z badań DePaulo wynika, że samotność ma swoje dobre strony. Paradoksalnie single są na ogół bardziej spełnieni towarzysko niż osoby w związkach. Są bardziej związani z rodziną i przyjaciółmi, sąsiadami i współpracownikami, podczas gdy małżonkowie oddalają się od innych ludzi i rozluźniają więzi społeczne. Single dbają o swoje relacje z innymi, ale pielęgnują też osobiste pasje, na które w życiu małżeńskim zwykle nie ma przestrzeni. Ale nie koniec na tym. Badania wykazały, że samodzielne życie świetnie wpływa na kreatywność, rozwój osobisty, duchowość. Single mają często większy wkład w społeczeństwo, bywają działaczami i wolontariuszami, są skłonni robić więcej dla innych niż osoby w związkach. Nie mają kogoś, kto przesłania im świat, a to sprawia, że są bardziej otwarci i zainteresowani innymi ludźmi.

Niedawno rozmawiałam z Mileną, piękną czterdziestokilkulatką, która była modelką i ma za sobą kilka nieudanych związków. Nie wie, dlaczego wybierała zawsze niewłaściwych facetów. Była z prawnikiem, z anarchistą, z bankowcem, z lekarzem, z gangsterem, nim zorientowała się, że nim jest, kilku jej mężczyzn miało żony, jeden był kilkanaście lat młodszy. Zawsze okazywało się, że to nie „to” i będąc jeszcze w związku, wchodziła w następny. Ostatni partner zginął w wypadku i po raz pierwszy w życiu jest sama. Boi się samotności, ale nie chce znowu wpakować się w coś bez sensu.

Słucham, zafascynowana jej historią, z której wynika, że w każdym z tych związków była kimś trochę innym i prowadziła inne życie. Dzielę się z nią tą obserwacją, a ona przyznaje, że coś w tym jest.

– Wie pani? Ja nawet inaczej się ubierałam. Z tym chłopakiem chodziłam w mini i kozakach za kolana, a przy bankowcu zaczęłam nosić brązy i szarości, żeby do niego pasować. Kiedy się rozstaliśmy, to oddałam te wszystkie eleganckie ciuchy, bo w ogóle mi się nie podobały – mówi. Milena spędziła całe życie w związkach, umie świetne odczytywać oczekiwania mężczyzn. Kłopot w tym, że nie zna własnych oczekiwań. Nie wie, kim jest, co jest dla niej ważne, jak chce żyć. – Zanim pani wejdzie w kolejny związek, warto nawiązać bliższą relację z samą sobą – podpowiadam.

Samotni czy samodzielni?

Wierzę, że związek z samą sobą zmniejsza nasz lęk przed samotnością. A może raczej przed samodzielnym życiem. Bo co to za samotność, gdy wokół są inni ludzie? Gorzej, gdyby ich nie było! Magdalena Tulli w przywoływanej już książce proponuje taki eksperyment: „Wyobraź sobie, że z jakiegoś powodu zniknęli wszyscy ludzie i zostałaś sama na całym świecie. Możesz jeździć każdym samochodem, pływać każdą motorówką, podróżować, dokąd chcesz, bawić się każdą zabawką, mieszkać we wszystkich domach, we wszystkich ogrodach, wszystko tam jest, wszystko tylko dla ciebie. Czego byś szukała? – Jakiegoś dobrego sposobu odmeldowania się z tego świata” – odpowiada Justyna Dąbrowska, a Magdalena Tulli mówi dalej: „Od razu właściwa odpowiedź, jestem pod wrażeniem. Zwykle jesteśmy świadomi tego, jak ważne są dla nas relacje. Ale po utracie bliskich ludzie żyją dalej. A ten brak, który w bezludnym świecie tak przeraźliwie pozbawiłby sensu naszą egzystencję, że poszlibyśmy szukać pistoletu, żeby się zastrzelić, to brak obecności czyjejkolwiek. Samo istnienie innych ludzi, nie zawsze bliskich, niekoniecznie sympatycznych, jest dla nas wielką wartością, może największą. Jesteśmy częścią większej całości, nasz sens może trwać dzięki temu, że wokół żyją inni ludzie”.

Dopóki na świecie są ludzie, to nawet bez partnera mamy szansę, by przeżyć dobrze życie. Może i bez wielkich uniesień, ale z sensem, a często także z radością.