Bez różowych okularów: poradnik dla pesymistów

123rf.com

Może dlatego, że w dążeniu do szczęścia nastawiamy się na przyszłość, a zapominamy o teraźniejszości

Reprezentujemy instrumentalne podejście do czasu. Cenimy każdy moment, pod warunkiem że przyczynia się do lepszej przyszłości. Tymczasem teraźniejszość po prostu się dzieje. I chodzi o to, żeby czuć te fizyczne doznania tu i teraz. Nie jest to zbyt odkrywcza myśl, ale bardzo w tym pomagają dzieci – żeby za nimi nadążyć, musisz być obecny. Podobnie działa medytacja. Mój nauczyciel duchowy Eckhart Tolle jest jedyną znaną mi osobą, która cały czas jest osadzona w teraźniejszości. Jego postawa bardzo mi imponuje, choć na razie jest dla mnie nieosiągalna.

Współczesna koncepcja szczęścia wyklucza biedę, chorobę, śmierć. Ty przekonujesz, że nie da się być naprawdę szczęśliwym, nie dopuszczając do siebie myśli o śmierci.

W temacie naszej śmierci jest coś nie do pomyślenia, bo nie możemy sobie wyobrazić własnego niebycia w świecie. Jednocześnie trudno udawać, że jesteśmy nieśmiertelni, całe nasze życie byłoby wówczas formą zaprzeczenia, w tym zaprzeczenia naszego człowieczeństwa. To niesamowite, ile ludzkiej aktywności i wysiłku wynika z potrzeby zaprzeczania śmierci. Na szczęście nowoczesna wersja dobrostanu jest zbudowana ponad tym zaprzeczeniem. Tu nawet nie chodzi o dopuszczenie myśli, że kiedyś będziemy starzy i w efekcie umrzemy, tylko o świadomość, że umieramy od dnia narodzin, że to część naszego życia.

W ramach pracy nad książką pojechałeś m.in. do centrum medytacji schowanego głęboko w sosnowych lasach Massachusetts, odwiedziłeś cmentarze w Meksyku, wziąłeś udział w maratonie przemów motywacyjnych. Co z tego zostało w tobie?

Nadal praktykuję medytację. Niezbyt sumiennie, bo nie jestem ani pracowity, ani systematyczny, ale medytuję co najmniej kilka minut dziennie. Wiem, że to teraz modne i wszyscy to robią, ale jest to modne nie bez powodu. Ze stoicyzmu przyjąłem myśl, że nie musisz mieć ochoty na robienie czegoś, żeby zacząć to robić – po prostu masz to zrobić i koniec. W ten sposób na podstawowym poziomie radzę sobie z prokrastynacją, czyli odkładaniem rzeczy na ostatnią chwilę. Po prostu patrzę na zniechęcające mnie do pracy myśli jak na chmury, które przepływają mi nad głową, widzę je, ale mimo to robię swoje. Zacząłem traktować siebie mniej serio, przestałem też drobiazgowo planować najbliższą przyszłość. Zawsze byłem osobą, która wieczorem sobie mówi: „Dobra, kładę się spać o 21.30, wstaję o 5.00 i przez godzinę medytuję, potem dwie godziny piszę, potem…”. Nigdy się nie udawało, ale zawsze wierzyłem, że się uda. Widocznie to był dobry plan dla kogoś innego. Teraz przyjmuję to, co życie mi przynosi, zwłaszcza jeśli jest to ode mnie niezależne, jak kolka mojego dziecka o 3 w nocy. Myślę sobie wtedy: „No trudno, dziś też pewnie nie będę spał”.

Jakie są reakcje czytelników na twoją książkę?

Ci, co wierzą w moc pozytywnego myślenia, omijają ją z daleka, ale na szczęście mnie nie hejtują, bo wtedy nie byliby już tacy pozytywni (śmiech). Najbardziej powszechne komentarze wśród czytelników są takie, że wreszcie ktoś spisał to, o czym od dłuższego czasu sami myśleli.

Oliver Burkeman brytyjski dziennikarz i pisarz. Prowadzi rubrykę poświęconą rozwojowi „Ta rubryka zmieni twoje życie” (This Column Will Change Your Life) w „The Guardian” oraz bloga oliverburkeman.com. Jego książka „Szczęście. Poradnik dla pesymistów” ukazała się nakładem wydawnictwa Muza

Szczęście według pesymisty:

czyli codzienna praktyka Olivera Burkemana

„Stoicka pauza” – uświadomienie sobie, że to mój osąd na temat wkurzającego kolegi z pracy, strasznego korka czy przypalonego jedzenia jest powodem mojego zdenerwowania, a nie sytuacja sama w sobie.

5–10 minut medytacji vipassana o poranku (polega na utrzymywaniu świadomości na naturalnych reakcjach w obrębie ciała) – przez resztę dnia problematyczne myśli i emocje przelatują przez głowę z o wiele mniejszym tarciem.

„Czy masz jakiś problem w tej chwili?” – to pytanie wzięte od Eckharta Tolle jest wspaniałym antidotum na stres o niskim natężeniu.

„Nie ma potrzeby, by się motywować, zanim zabierzesz się do działania” – myśl zapożyczona od psychiatry Shomy Mority pozwala walczyć z prokrastynacją.

Rozróżnienie Alberta Ellisa, twórcy terapii racjonalno-emotywnej, pomiędzy bardzo złym wynikiem działania a totalnie potwornym, czyli wyobrażanie sobie najgorszych scenariuszy stresującej sytuacji – pomaga zminimalizować napięcie i czarnowidztwo.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »