Chcesz przestać bać się swoich tajemnic? Postaw na radykalną szczerość!

Radykalna szczerość uczy mówienia prawdy. Zwłaszcza tej niewygodnej i w szczególności tym, na którym nam najbardziej zależy. (Fot. iStock)

Radykalna szczerość uczy mówienia prawdy innym, zwłaszcza tym, na których nam zależy. I zwłaszcza tej prawdy, która jest dla nas najbardziej wstydliwa. Coach Michael Kreuzwieser zapewnia, że w efekcie poczujemy nie tylko większą więź z innymi, ale też doznamy niczym niezmąconego szczęścia i wolności.

Kto jest autorem koncepcji radykalnej szczerości?
To metoda, ale i sposób na życie wymyślony przez Brada Blantona, amerykańskiego psychoterapeutę z 40-letnim stażem. Jego zdaniem mówienie prawdy przynosi więcej korzyści niż jej ukrywanie. Jeśli jesteś szczery ze sobą i innymi, nie angażujesz tak wiele energii w kreowanie fałszywego wizerunku. Z doświadczeń Brada wynika, że większość cierpień i nieszczęść, jakie ściągają na siebie ludzie, wynika właśnie z niemówienia prawdy.

Skoro więc tyle na tym tracimy, dlaczego kłamiemy?
Bo tak jesteśmy wychowywani. Uczy się nas, by prezentować siebie innymi niż naprawdę jesteśmy. Już jako dzieciom nie wolno nam być głośnymi i złymi. Za to mamy robić wiele rzeczy, których nie cierpimy, tylko po to, by lubili nas inni. Powszechna sympatia to nasz cel. I aby go osiągnąć, uczymy się kłamać.

Radykalna szczerość zakłada, że zawsze trzeb mówić prawdę?
Celem tej metody jest tworzenie głębszych, lepszych relacji. A takie możemy budować tylko z poziomu prawdziwego „ja”. Kiedy udaję, tłamszę w sobie prawdę, to czuję wstyd – a kiedy się wstydzę, nie nawiążę z nikim dobrego kontaktu. Odwrotne efekty daje mówienie prawdy – im bardziej siebie otwieram, tym większe szanse na to, że dotrę do drugiej osoby. Bycie szczerym wymaga oczywiście odwagi, ale dodaje też energii. Najbardziej się boimy tego, że inni nie przyjmą dobrze naszej prawdy, przestaną nas lubić i odejdą. W rzeczywistości w większości przypadków nic takiego się nie dzieje.

Czy można się tego nauczyć na warsztatach?
Na pewno można na nich dostać wskazówki i stworzyć zalążki nawyku. Mówienie prawdy należy bowiem praktykować i zajmuje trochę czasu, zanim człowiekowi wejdzie w krew.

Co jest w tym najtrudniejsze?
Pokonanie strachu, wstydu i poczucia winy. Mówiąc prawdę, przezwyciężasz te uczucia i samego siebie. Na przykład jestem smutny, ale to ukrywam. Kiedy podzielę się tym smutkiem z otoczeniem, to jego doznanie najpierw wzrośnie, a gdy dotrze do punktu szczytowego – opadnie, aż zupełnie minie. Tak działa katharsis. Analogicznie jest z innymi uczuciami: złością, ale też radością. Głównym celem radykalnej szczerości jest doświadczanie uczuć, a nie ich racjonalizowanie. I zdanie sobie sprawy, że każde uczucie przychodzi, ale i odchodzi. Każde.

Jak tobie pomogła radykalna szczerość?
Przez długi czas czułem się bardzo samotny i niepowiązany ze światem. Tkwiłem we własnej głowie. Byłem dla siebie szorstki, wręcz okrutny. Winiłem świat za to, że nie daje mi tego, czego potrzebuję, by być szczęśliwym. Kiedy przeczytałem o radykalnej szczerości, zdałem sobie sprawę, że od dawna siebie okłamywałem. Dzięki temu unikałem konfliktów z innymi, za to byłem w permanentnym konflikcie ze sobą. Skrajnie niezadowolony z własnego życia, nie robiłem tego, co chciałem. Co więcej, bałem się powiedzieć, czego chcę, a co dopiero o to poprosić. Robiłem się coraz bardziej wredny dla siebie.

Ile czasu zajęła ci zmiana tej postawy?
Zmiana zaszła natychmiast.

Naprawdę?
O tak (pstryka palcami – przyp. red.). W radykalnej szczerości chodzi o decyzję: „od teraz jestem szczery”. Ale osiągnięcie długotrwałych efektów to proces. W moim przypadku trwa on już od trzech lat.

Co się wydarzało od czasu, gdy podjąłeś decyzję o byciu szczerym wobec siebie i innych?
Pierwsze zmiany nastąpiły w moich relacjach z rodzicami. Do tej pory byłem znudzony za każdym razem, gdy ich odwiedzałem – te wszystkie nasze rozmowy o niczym, którymi nie byłem zainteresowany. Nie mówiłem im też wielu rzeczy o sobie. Gdy podjąłem decyzję o praktykowaniu radykalnej szczerości, zacząłem dzielić się z nimi tym, jak naprawdę wygląda moje życie, uzupełniłem też brakujące informacje. Powiedziałem wprost, że przez kilka lat brałem narkotyki i ostro imprezowałem, że wykonuję tantryczne masaże… Opowiedziałem im wszystko to, czego dotychczas nie chciałem im mówić.

I jaka była ich reakcja?
Zaczęli się śmiać. A ja wcześniej bałem się, że to będzie dla nich za dużo i za wcześnie. Początkowo nastąpiło ochłodzenie w naszych relacjach, ale wiedziałem, że trzeba trzymać się zasady, że zostajesz w kontakcie, aż wszystko się unormuje. Nie uciekasz, nie chowasz się. Trwasz, póki wszystko nie wróci do równowagi.

A dzisiaj jak wyglądają twoje relacje z rodzicami?
Są prawdziwsze. Dzwonię do nich tylko wtedy, gdy tego chcę. I jestem im bardziej wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobili. Wdzięczność zastąpiła dotychczasową złość.
Radykalna szczerość wywołała też zmiany we mnie: jestem spokojniejszy, mam pozytywne nastawienie do życia, czego nie można było powiedzieć o mnie wcześniej. Teraz przez większość czasu jestem szczęśliwy sam ze sobą i odczuwam znacznie mniej bólu w ciele. Nauczyłem się nie ufać swoim myślom, a za to ufać zmysłom. I tego właśnie uczę innych podczas warsztatów: oddzielania myśli od doznań ciała. Bo zazwyczaj to jest pomieszane. Mówimy na przykład: „Jesteś na mnie zły”, a powinniśmy powiedzieć: „Słyszę, że podnosisz na mnie głos i wnioskuję, że jesteś na mnie zły”. Zaczynamy oddzielać obserwacje i doznania od faktów. Największym celem radykalnej szczerości jest nieufanie historiom, które opowiada ci umysł.

To komu lub czemu możemy ufać?
Swoim zmysłom. Oczom, uszom, dotykowi. Radykalna szczerość to forma medytacji, tyle że wypowiadanej na głos. Chcę wytrenować umysł raczej do odnotowywania niż do myślenia. Więc gdy coś się dzieje, mówię na głos, co odbieram zmysłami, co dzieje się z moim ciałem, aż wreszcie dodaję, co o tym wszystkim sądzę. Zamiast powiedzieć: „Ty dupku”, mówię: „Na ostatnich pięciu spotkaniach nie pojawiłeś się, ty dupku” (śmiech). Najpierw opisuję swoje doświadczenia, a potem dopiero wyrażam, co czuję.

Ćwiczycie takie dialogi na warsztatach?
Tak, jest cały szereg ćwiczeń. Wiele dotyczy dzielenia się informacjami, które są trudne do wypowiadania na głos, na przykład: „Świat się nie zawali, gdy powiem innym, że…” – i tutaj osoba mówi o jakimś ukrywanym fakcie ze swojego życia. Albo: „Coś się dzieje z moim ciałem, gdy dzielę się z innymi swoimi tajemnicami…” – i ludzie opisują te doznania. Powoli schodzi się głębiej i głębiej, a relacje między uczestnikami warsztatów stają się coraz silniejsze. Bo kiedy dzielisz się swoją prawdą się z innymi, stajesz się też bardziej wrażliwy.

Z warsztatów, na których byłem, zapamiętałem takie ćwiczenie. Mówisz drugiej osobie: „naprawdę nie chciałbyś wiedzieć, że…” i tu zdradzasz długo skrywaną tajemnicę… To jest radykalne.
W tym ćwiczeniu chodzi o to, by uświadomić sobie, że tak naprawdę nie ma czego ukrywać. Kolejnym krokiem jest podzielenie się swoją tajemnicą z grupą i sprawdzenie, co się wtedy stanie. Zaznaczam, że powinny być to naprawdę rzeczy, o których człowiek obawiał się komukolwiek wcześniej opowiadać. By tylko wtedy można naprawdę poczuć ulgę.
Mamy też ćwiczenie polegające na odgrywaniu ról, tzw. gorące krzesło – wzięte z terapii Gestalt. Ludzie siadają na środku i przed wszystkimi ćwiczą wyznawanie czegoś istotnego swoim krewnym. Opisują, co czuli podczas tych scenek. I zobowiązują się, że przeprowadzą taką rozmowę w realu. Mają opróżnić ciężki plecak, który ciągle ze sobą noszą. Ten plecak jest pełen tajemnic z przeszłości, które ich zjadają od środka; problemów, które nie zostały rozwiązane; uczuć, które jeszcze nie wygasły, a nie były wyrażone. Możesz przez 30 lat ciągle nosić w sobie złość na swoich rodziców, a możesz też pójść do nich i spokojnie im o tym opowiedzieć. Bo gdy opowiesz o swojej złości, to jej w tobie ubywa. Pozbywasz się jej. Stajesz się mniej reaktywny.

Można tę szczerość ćwiczyć, siedząc przed lustrem i mówiąc na głos do siebie samego?
Tak, ale to nie daje takich rezultatów jak rozmowa z drugą osobą. Bo to opinii innych najbardziej się boimy. Można do kogoś napisać, ale zalecamy spotkanie twarzą w twarz albo przynajmniej przez Skype’a – by widzieć tę drugą osobę i jej reakcje. Ciało reaguje czasem zupełnie inaczej niż opisujemy to słowami.

Wyobrażam sobie, że wyznawanie ukrytych tajemnic, przełamywanie tabu – rodzi bardzo silne emocje. Czy nie lepiej mieć kogoś, kto nas wesprze w tym czasie?
Dlatego tak ważne jest, by zacząć tę praktykę w grupie. Zazwyczaj po warsztatach pozostajemy w kontakcie – tworzymy też grupę zamkniętą na Facebooku. Każdy z uczestników opisuje, co stało się w jego przypadku – przyrzeczenie z warsztatów obejmuje także informowanie innych o swoich doświadczeniach z tych przełomowych rozmów. To motywuje innych do działań, daje wsparcie i poczucie, że nie jesteś z tym sam. Celem radykalnej szczerości jest również stworzenie wspierającej społeczności.

3 radykalne ćwiczenia

Usiądź razem z partnerką/partnerem lub bliską ci osobą na 5–10 minut, w ustronnym miejscu, w odcięciu od bodźców z zewnątrz i…

1. …powiedz o tym, co na co dzień udajesz, np. „czasem udaję, że cię słucham, a tak naprawdę myślę o tym, co obejrzę wieczorem na komputerze”, albo „czasem udaję, że jestem zmęczony, gdy nie mam ochoty na seks”.

2. …opowiedz o rzeczy, którą głęboko skrywałeś przed partnerką lub partnerem. Zacznij od: „naprawdę nie chciałbym/chciałabym, byś wiedziała/wiedział, że….”

3. …zdradź, na co masz ochotę, jaką masz potrzebę, która nie została jeszcze (lub od dłuższego czasu) zrealizowana w waszej relacji, np. „Chciałbym, abyś jutro zrobiła mi i przyniosła śniadanie do łóżka. Zrobisz to dla mnie?”. Oczywiście partnerka może się na to nie zgodzić i wtedy też trzeba to przyjąć.