Chorzy z powodu… pracy

Problemy z koncentracją, obniżony nastrój czy przewlekłe zmęczenie mogą być konsekwencją pracy, która truje naszą duszę. (fot. iStock)

Coraz więcej pacjentów przychodzi do terapeutów z dolegliwościami ciała utrudniającymi normalne życie. I coraz częściej okazuje się, że powodem ich kłopotów ze zdrowiem jest praca. Psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz w kolejnym odcinku Terapii Jednego Spotkania wyjaśnia, jak właściwie odczytać to, co chce powiedzieć nasz organizm.

Hania przyszła do mnie skierowana przez swojego lekarza. W korytarzu wyjęła z torby gruby segregator z wynikami badań. Czułam, że to nie będzie łatwa sesja. Pacjenci z dolegliwościami psychosomatycznymi, czyli ci, u których schorzenia fizyczne powstają na skutek przyczyn psychicznych, potrzebują znacznie więcej czasu, by uwierzyć, że ich problemy są skutkiem cierpienia duszy, a nie ciała. Hania sprawiała wrażenie zdezorientowanej. Na stoliku położyła kartkę i długopis. Najwyraźniej czekała na jakieś rady czy wskazówki, a ja zamiast tego przypierałam ją do muru.

KROK 1. Oddzielamy Hanię od jej dolegliwości

– Zanim opowiesz, co ci dolega, powiedz, dlaczego przyszłaś do mnie właśnie teraz – zaczęłam. – Co było tym ostatecznym, decydującym impulsem? – Kontakt do ciebie dała mi moja neurolog, ale endokrynolog też kazała mi iść do terapeuty albo do psychiatry. – Ale ja pytam o to, co wydarzyło się tego dnia albo dzień wcześniej, zanim do mnie zadzwoniłaś – drążyłam temat. – Moja byle jaka koncentracja. Nie mogę się na niczym skupić, w głowie mam pustkę, choć na dziś wzięłam nawet w pracy home office, żeby mieć świeży umysł. – Rozumiem, że masz męczącą pracę – stwierdziłam. – Chyba normalną, taką jak wszyscy – wzruszyła ramionami. – Ja myślę, że to wszystko przez moje pogarszające się zdrowie. Do tężyczki dołączyło Hashimoto, stąd to zmęczenie.

Przeczuwałam, że chodzi właśnie o tężyczkę, nietolerancję pokarmową albo jakąś chorobę autoimmunologiczną. Te schorzenia, zgodnie z moim doświadczeniem, zawsze świadczą o cierpieniu duszy. Zawrotne tempo życia, wymóg wielozadaniowości i natychmiastowych efektów, nienaturalny, narzucony rytm życia, w którym odpoczynek musi być aktywny, a czas pracy wydłużany jest w nieskończoność – przekłada się na nasze podejście do zdrowia. Wszelkie „usterki” ciała muszą być natychmiast zdiagnozowane, zaszufladkowane i wyleczone, zwłaszcza jeśli mamy dwadzieścia parę lat (tak jak moja pacjentka) i do emerytury jeszcze daleko. Niestety – albo na szczęście – z tym ostatnim nie zawsze wychodzi. Do mojego gabinetu trafia coraz więcej pacjentów, u których, pomimo leczenia, objawy tężyczki, choroby Hashimoto czy niedoczynności tarczycy nie mijają, a wręcz przeciwnie – nasilają się i dołączają do nich nowe. Pacjent „oporny na leczenie” odsyłany jest do psychiatry albo terapeuty.

– Podobno zajmujesz się osobami z tężyczką i Hashimoto. Nie mam jeszcze niedoczynności tarczycy, ale moja endokrynolog twierdzi, że to kwestia czasu. Może powinnam już brać leki, bo czasami zasypiam na stojąco, za to w nocy często się budzę…

Biedne te nasze ciała, skoro ich wołanie o pomoc spotyka się jedynie z reakcją typu: brać już hormony czy poczekać? – W sprawie leków musisz porozmawiać ze swoim lekarzem – zaczęłam. – Zanim to zrobisz, spróbujmy spisać twoje dolegliwości.

Jak było do przewidzenia, Hania była internetową ekspertką od tężyczki, Hashimoto, zespołu wypalenia nadnerczy i jeszcze kilku innych chorób typowych dla zapracowanych osób. Jednak nie była w stanie odróżnić, które objawy rzeczywiście u siebie zaobserwowała, a które jedynie powinna mieć. Dużo czasu zajęło mi namówienie jej, by na chwilę zapomniała o chorobach i skupiła się na tym, co dla niej jest trudne, co jej przeszkadza na co dzień. – Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam tej mgły umysłowej, byłam zupełnie innym człowiekiem – powiedziała. Zaproponowałam, żebyśmy wróciły do Hani z tamtych czasów.

Za każdym razem, gdy jako gatunek zmieniamy sposób myślenia o sobie i świecie, potrzebna jest zmiana modelu organizacji naszej pracy, fot. iStock

Krok 2. Szukamy przyczyny zmęczenia

Jeszcze na studiach Hania zajęła się promocją firmy koleżanki swojej starszej siostry. Ponieważ wychodziło jej to dobrze i pojawiali się nowi klienci, założyła jednoosobową działalność gospodarczą. Zarabiała całkiem niezłe pieniądze, miała czas na pracę, ukochaną jogę, a także spotkania towarzyskie. Te ostatnie były poniekąd biznesowe, bo często w ten sposób poznawała nowych klientów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie rodzice, którzy dopytywali się, kiedy wreszcie pójdzie do prawdziwej pracy.

Jak większość z nas, Hania od dzieciństwa słyszała, że praca to ciężki obowiązek, czyli: pot, znój i łzy, że kiedyś się trafi (najczęściej po znajomości) tzw. dobra praca, to trzeba ją szanować, słuchać się szefa i nie da się wygryźć ze stanowiska. Nie wolno chodzić na zwolnienia, „bo mogą cię wyrzucić” i trzeba być zajęta pracą, można nawet udawać, że się coś robi, byle szef nie przyłapał cię na bezczynności.

-Przypomniałam sobie, kiedy postanowiłam do ciebie zadzwonić – powiedziała Hania. – To było następnego dnia po spotkaniu naszego zespołu, które trwało pięć czy sześć godzin. Obudziłam się i nie miałam siły wstać z łóżka.

Poczułam, że mamy pierwszy ważny trop. Od dwóch lat Hania miała „prawdziwą pracę”, w liczącej się na rynku agencji reklamowej. Trafiła do kreatywnego zespołu młodych ludzi. Razem pracowali, razem jedli, często razem spędzali wieczory i weekendy. – Na początku to mi się nawet podobało, w firmie czułam się bardziej u siebie niż we własnym domu. Ale potem zaczęły się problemy ze zdrowiem, zresztą prawie wszyscy je mieli; a to uporczywe migreny, a to bóle żołądka czy wysypki. W pewnym momencie cały zespół zamawiał już tylko bezglutenowy i beznabiałowy catering. Dwie koleżanki od roku są na lekach.

Poprosiłam, żebyśmy porozmawiały o tym dniu, kiedy Hania nie mogła podnieść się z łóżka. – To była taka słabość w całym ciele; kiedy próbowałam wstać do łazienki, kolana się pode mną ugięły i miałam zawroty głowy. – Może to było zmęczenie? – zapytałam. – Ale poprzedniego dnia właściwie niczego sensownego nie zrobiłam. Cały dzień mieliśmy spotkanie.

Tak oto objawił się nam kolejny puzzelek układanki – przekonanie, że najważniejszy jest efekt, natychmiastowy rezultat, coś wymiernego, czym możesz się pochwalić, udowadniając tym samym, że zasługujesz, by być częścią tej wspaniałej firmowej rodziny. – Czy trwające niemal cały dzień spotkania nazwałabyś „nicnierobieniem”? – spytałam. – Nasz szef ciągle powtarza: „Nie fantazjuj, tylko rób”. – Co to znaczy? – No, że liczą się pieniądze, które przynosisz do firmy. – W takim razie po co te wielogodzinne spotkania? – Żeby zrobić burzę mózgów. – Burza mózgów to ważny element pracy… – Zaczęłam. – Może, ale nie przekłada się bezpośrednio na pieniądze.

Okazało się, że to „sypanie pomysłami z rękawa” to w firmie Hani obowiązek, a nie talent, oczywistość, a nie wysiłek, w dodatku ostatnio nie wychodzi jej najlepiej. Problemy z koncentracją nasiliły się zwłaszcza wtedy, kiedy w ciągu dnia miała wiele różnych zadań, np, rano spotkania z klientami, potem dwie godziny na pracę koncepcyjną, przerywane telefonami i mailami, niespodziewana szybka narada w porze lunchu i jeszcze parę innych drobiazgów. – Kiedy po takim dniu wracam do domu muszę jeszcze popracować, bo przez cały dzień niewiele zrobiłam – to zasypiam przed komputerem. Moja lekarka twierdzi…

-Nie tłumacz się chorobą – zdenerwowałam się – przecież takiego kołowrotka nawet najzdrowszy człowiek nie wytrzyma.

Krok 3. Próbujemy potraktować dolegliwości jako sprzymierzeńca

Zmęczenie, podobnie jak ból, jest doświadczeniem bardzo indywidualnym. Każdy z nas odczuwa je inaczej i nikt z zewnątrz nie ma prawa go oceniać. To doświadczenie całkowicie subiektywne i zwykle najzupełniej naturalne. Nadmierne i niemijające mimo odpoczynku zmęczenie, może jednak świadczyć o tym, że nie dbamy o siebie należycie, przepracowujemy się, za mało lub źle śpimy albo próbujemy nakłaniać mózg do zbyt szybkich zmian, np. z pracy koncepcyjnej na wykonawczą.

Poprosiłam, żeby Hania umościła się wygodnie w fotelu, zamknęła oczy i kilka minut obserwowała swój oddech. – Opisz mi cykl twojego oddychania – powiedziałam. – Wdech i wydech – odpowiedziała. – Nie, pełen cykl oddychania to: wdech, zatrzymanie, wydech, zatrzymanie i kolejny wdech. W takim rytmie pracuje cały organizm. Dlatego kiedy pracujesz koncepcyjnie, to zanim przejdziesz do realizacji projektu, musisz zatrzymać się. Najlepiej, gdybyś wtedy usiadła i obserwowała oddech, możesz też wyjrzeć przez okno i popatrzyć na najdalszy widoczny punkt.

-Twoje ciało dosyć ma już poganiania bacikiem, a choroba jest w tym wypadku całkiem niezłym wytłumaczeniem tego, że nie dajesz już rady. I myślę, że żadne lekarstwo tu nie pomoże. – To znaczy, że powinnam zmienić pracę? – spytała. – Na pewno powinnaś zmienić swój sposób podejścia do pracy.

Za każdym razem, gdy jako gatunek zmieniamy sposób myślenia o sobie i świecie, potrzebna jest zmiana modelu organizacji naszej pracy. Zdaniem socjologów, zgodnie z piramidą hierarchii potrzeb Abrahama Maslowa, obecnie jesteśmy na etapie potrzeby samorealizacji. Przestaliśmy traktować pracę jako miejsce, które ma nam zapewnić środki do życia albo prestiż. O wiele ważniejszą motywacją staje się możliwość realizacji własnej pasji, misji, wyrażanie swojej autentyczności, możliwość pracowania zgodnie z naszym naturalnym rytmem. Naszą potrzebą jest praca, która karmi duszę, a nie żądne pieniędzy i zaszczytów ego.

Problemy z koncentracją, mgła umysłowa, pogarszająca się pamięć, obniżony nastrój czy zmęczenie mogą być konsekwencją pracy, która truje duszę. I nie chodzi tu jedynie o samo miejsce, ale też o sposób wykonywania pracy, a jeszcze wcześniej podejście do niej.

Krok 4. Przygotowujemy nowy plan pracy

-Nie wierzysz, że jestem chora – pyta Hania. – Nie jestem lekarzem i nie wypowiadam się na temat stanu zdrowia moich pacjentów. Twoi lekarze wysłali cię do mnie, bo leczenie medyczne nie przynosi oczekiwanych rezultatów – odpowiedziałam spokojnie.

-Wiem, że terapeuta nie daje rad, ale gdybyś mogła chociaż jednym zdaniem powiedzieć, co powinnam zrobić… – Wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie. – No tak, mam mniej pracować, więcej odpoczywać i tak dalej. Takie tam gadanie. – Widzę, że się na mnie zezłościłaś. Po raz pierwszy dostrzegam błysk w twoich oczach. Jak tam twoje zmęczenie? – Rzeczywiście czuję się lekko pobudzona. – Może twoje zmęczenie to skutek tłumionej złości? Złość ma dużą moc i jest dobrą motywacją do zmiany.

Ostatnie 10 minut sesji przeznaczyłyśmy na spisanie indywidualnego planu zmiany sposobu pracy Hani. Cennym źródłem pomysłów okazało się przywołanie sposobu, w jaki pracowała kiedyś, prowadząc własną działalność. Tamta praca realizowała jej potrzebę przyjemności, radości i poczucia sensu. – Pamiętam, że najfajniejsze pomysły rodziły się podczas spotkań towarzyskich; przy miłej muzyce i lampce wina snułam z klientem fantastyczne wizje, potem w domu tuż przed snem tworzyłam zarys projektu, a rano wstawałam ze świeżą głową i mogłam brać się do realizacji – zaczęła. – Skoro dla twojego szefa ważny jest efekt, co stoi na przeszkodzi, żebyś pracowała tak jak wtedy? – Czuję, że właśnie tak chciałabym pracować.

Nasze wewnętrzne poczucie słuszności jest jedynym kompasem na drodze życia. Jeśli uda nam się pokonać stare przekonania na temat pracy, pozbędziemy się lęku, że nas zwolnią i że zabraknie nam pieniędzy, a damy sobie prawo do tego, by to, co robimy, było drogą do realizacji naszych talentów. Gdy odkryjemy swój naturalny rytm aktywności i odpoczynku, praca stanie się naturalną częścią naszego życia, a nie koniecznością.