fbpx

Między wypaleniem a rdzewieniem

Między wypaleniem a rdzewieniem
fotochannels.com

O tym, jak praktycznie radzić sobie ze stresem, mówi specjalista w tej dziedzinie, psychoterapeuta, trener i doradca biznesu Wojciech Eichelberger, współzałożyciel Instytutu Psychoimmunologii, który zajmuje się m.in. profilaktyką przeciążenia i wypalenia stresem.

Mam wrażenie, że wszędzie mówi się o stresie. Jest sens poświęcać temu cały cykl?
– Wypalenie stresowe staje się udziałem tak wielkiej liczby ludzi, że warto być mądrym przed szkodą. Żyjemy w trudnych czasach. Coraz większa ilość informacji, ogromne tempo życia i zmian, konkurencja i rywalizacja, mieszanie się kultur, ewolucja obyczajów, ról społecznych i partnerskich, zanik bliskich więzi z ludźmi, konieczność ciągłego uczenia się – wszystko to bardzo nas obciąża. Ale obiektywne, zewnętrznie uwarunkowane obciążenie – czyli presja – to jeszcze nie stres. Stres jest stanem subiektywnym, wewnętrznym. Jest jedną z możliwych odpowiedzi naszego ciała i umysłu na tę zewnętrzną presję. Odpowiedź ta pojawia się wtedy, gdy zaczyna nam brakować energii pozwalającej radzić sobie z trudnymi okolicznościami.

Czyli gdy sytuacja nas w jakimś sensie przerasta?
– Gdy nasze zasoby energetyczne nie wystarczają, by się uporać z presją wywołaną daną sytuacją. Jest to stan groźny, w którym nasz psychiczny i biologiczny potencjał przestaje się odpowiednio regenerować i zbyt szybko go ubywa.

Jedziemy na rezerwach?
– Których bezkarnie nie możemy nadużywać, jeśli nie chcemy doprowadzić się do stanu wypalenia. Dlatego tak niebezpieczny jest przewlekły stres. Ale nie u każdego trudne okoliczności wywołują stres. Ci, którzy lepiej gospodarują zasobami swojej życiowej energii, potrafią nawet wielką presję przyjmować jako wyzwanie. Wyzwania doświadczamy, gdy mamy wystarczający zapas energii, aby z daną sytuacją się uporać. Z kolei długotrwałe przebywanie w sytuacji zbyt małej presji, zwane rdzewieniem, którego doświadczamy, gdy mamy za mało obciążeń, a za dużo energii, jest dla nas równie niebezpieczne jak doświadczanie stresu. W obu wypadkach słabnie immunologiczna bariera, a więc wzrasta ryzyko zdrowotne i spada nasza emocjonalna i intelektualna wydolność.

Czyli „nic mi się nie chce”?
– No właśnie. Dobrze widać to na przykładzie osób przez dłuższy czas bezrobotnych, wielu rencistów, emerytów, rentierów. Również sportowców, którzy gwałtownie przerwali karierę i, co za tym idzie, treningi. Podobnie może się czuć człowiek, który jedzie na pierwszy dłuższy urlop po paru latach wytężonej pracy. Gdy znika motywująca presja, mamy znacząco mniej wydatków energetycznych, zaczynamy chorować, wpadamy w depresyjne nastroje, uwiąd woli i bezsilność.

Niektórzy twierdzą jednak, że istnieje dobry stres w przeciwieństwie do stresu złego. Czyli taki, który mobilizuje, a nie demobilizuje.
– Tak zwany dobry stres to pojęciowe nieporozumienie. Równie dobrze można by mówić o dobrym nowotworze. Stres to stan chorobowy, który prowadzi do wyczerpania energii życiowej, a więc jest groźny dla życia. Zabija nas. To, co potocznie nazywa się dobrym stresem, w istocie jest wyzwaniem. Czyli wspaniałym stanem optymalnego dla nas dociążenia, presji, która nie przekracza z jednej strony granicy wypalenia, a z drugiej rdzewienia. Ludzie tego nie wiedzą, choć wydaje się, że na temat stresu napisano i powiedziano już tak wiele.

To definiuje również przedmiot naszych rozważań. Jak znaleźć ten złoty środek i jak się w nim utrzymać.
– Czyli jak się nie wypalać i nie popadać w stagnację. Trzeba zachowywać się jak doświadczony sportowiec, który tak dobiera swoje obciążenia startowe i treningowe, by osiągać coraz wyższy poziom możliwości, ale się nie przeciążać.

Ktoś, kto nie ma tej świadomości, może próbować za pomocą jednego ekstremum leczyć drugie i w ten sposób kompletnie się rozchwiać.
– Dokładnie tak. Będziemy rozmawiać o tym, jak sprawić, by nasze życie było ciekawym i wartościowym wyzwaniem, a nie wieczną udręką lub nudą i marnotrawieniem talentów oraz możliwości.

Rozumiem, że wyzwanie wiąże się zawsze z przekraczaniem jakichś ograniczeń, pomysłów na siebie, lęków…
– Tak. I dlatego wyzwania uruchamiają w nas zasoby, których istnienia często nie podejrzewamy. Dzięki temu się rozwijamy.

 

Skoro sensem życia jest rozwój i odpowiadanie na wyzwania, skąd w nas ta częsta chęć, żeby nic nie robić?– Nicnierobienie to zrozumiała potrzeba człowieka przemęczonego. Organizm krzyczy: dajcie mi czas i okazję do odzyskania sił. Wtedy warto posłuchać jego głosu.

Jeśli po dobroci nie posłuchamy i nie zmienimy stylu życia, to nas coś dopadnie?– Nie da się bezkarnie uprawiać rabunkowej gospodarki swoimi zasobami życiowymi. Choroba to kosztowna ostateczność, której należy za wszelką cenę unikać. By potem wyjść z ciężkiej choroby lub wypalenia, potrzeba miesięcy kuracji i starań, a często także rewolucji w stylu życia i w systemie wartości. Inaczej nam nie włączą prądu. Instynkt samozachowawczy zachowuje się jak dyspozytor w elektrowni miejskiej, który wyłącza zasilanie peryferyjnych dzielnic, kiedy są braki w dostawie prądu. Albo jak bank, który wstrzymuje kredytowanie zadłużonej firmy. Żeby nam włączyli prąd czy otworzyli kredyt, musimy przedstawić taki plan restrukturyzacji firmy, który przekona bank, że będziemy przynajmniej spłacać odsetki.

A co zrobić, kiedy próbujemy odpoczywać, ale głowa nam nie pozwala? Zadręczamy się myślami. Da się wyłączyć głowę?
– Wtedy niezbędne są leki, które wyciszają gonitwę negatywnych myśli, plus psychoterapia. Wyjście z wypalenia jest prawie jednakowo trudne i kosztowne jak wyjście z uzależnienia. Dlatego profilaktyka wypalenia jest tak ważna. By była możliwa, musimy wiele się nauczyć. Np. kontrolować wywieraną na nas presję. Ona tylko do pewnego stopnia jest obiektywna, bo mamy określone obowiązki. O części decydujemy sami. Dlatego musimy się nauczyć używać takich trudnych słów, jak: nie, dosyć, za dużo, nie mogę, nie dam rady, nie zgadzam się.

Z tym się wiąże konieczność i umiejętność odpuszczenia sobie.
– O to chodzi. Świat nie chce nas wykończyć, to my sami siebie wykańczamy, bo wydaje nam się, że gdy zaczniemy odmawiać, ów świat nas odrzuci, uzna za niepotrzebnych słabeuszy. Trzeba przestać w to wierzyć. Z drugiej strony musimy przyjąć taki styl życia, który będzie odtwarzał i rozwijał nasz energetyczny potencjał. Musimy przyjrzeć się temu, jak jemy, jak oddychamy, jak śpimy, jak się odnosimy do siebie samych i jak się zachowujemy w relacjach z innymi… Wśród czynników ryzyka decydujących o ciężkich zachorowaniach i przedwczesnej śmierci aż 54 procent jest związanych ze stylem życia. To znaczy, że mamy większościowe udziały w firmie „Moje zdrowie”. Pakiet kontrolny. Ponoć przeciętny ludzki genotyp daje możliwość przeżycia 120 lat. Tymczasem średnia życia polskich mężczyzn to nieco ponad 70 lat.

Wszystko, o czym mówimy, bardzo przypomina biznes. Jesteś autorem programu odnowy, który uczy, jak zarządzać sobą, czyli firmą z konkretnym kapitałem początkowym, w której mamy większościowy udział…
– Bo w metaforze biznesowej jasno widać, o co tu chodzi. Program obejmuje osiem rozdziałów i nazywa się „8 razy O” (bo tak się składa, że wszystkie zaczynają się na literę o). Są to umiejętności decydujące o naszej odporności zarówno na choroby, jak i na przeciążenie. Te rozdziały to: oddychanie – podstawowe zasilanie, bez którego nic się nie wydarzy. A prawie wszyscy źle oddychamy w przeciążeniu, zagrożeniu i walce. Obecność, czyli zdolność bycia świadomym tego, co tu i teraz dzieje się w naszym życiu. To wiąże się z umiejętnością kontrolowania nawykowego zamartwiania się i snucia ponurej wizji przyszłości lub nieustannego przeżuwania tego, co było, przebywania w izbie pamięci i uprawiania swojej martyrologii. Kolejny rozdział to oparcie w sobie – czyli dobry, świadomy kontakt z ciałem, mocne stanie na nogach, wewnętrzna podpora w mocnym kręgosłupie, w mocnym brzuchu i aktywnej przeponie. Następne to odreagowanie i odpoczywanie. Potem: odpuszczanie – czyli trening odmawiania, zdolność do regulowania wewnętrznej i zewnętrznej presji, o której mówiliśmy. Następnie opiekowanie się sobą – czyli zdolność do bycia własnym wymagającym i wspierającym trenerem – i wreszcie – odżywianie.

Z tego, co mówisz, wynika, że pierwsze O, z jakim musimy się zmierzyć, to odpowiedzialność…
– To dobry zamiennik dla opiekowania się sobą. O to w tym chodzi – o wzięcie odpowiedzialności za jakość własnego życia. To klucz do stworzenia sytuacji, w której nasz pobyt na tym świecie będzie satysfakcjonujący, pożyteczny i radosny.

Program „8 razy O” uczy zarządzania swoimi zasobami energetycznymi i radzenia sobie w sytuacjach dużej presji. Obejmuje osiem rozdziałów: oddychanie, obecność, oparcie w sobie, odreagowanie, odpoczynek, odpuszczanie, opiekowanie się sobą, odżywianie.

Przejdź do programu 8 x O