Ciąża – magiczny czas oczekiwania czy trudne przygotowywanie się do nowej roli?

Rozwój medycyny, coraz głębsza wiedza psychologiczna i samoświadomość z pewnością ułatwiają dzisiaj przejście przez doświadczenie ciąży. (Fot. iStock)

Magiczny czas oczekiwania czy trudne doświadczenie przygotowywania się do nowej roli? Temat psychologii ciąży regularnie trafia na nasze łamy. Tym razem skupiamy się na typach przyszłych matek w ujęciu psychoanalitycznym przygotowanym przez Joan Raphael-Leff, wykładowczynię na Uniwersytecie Essex.

Rozwój medycyny, coraz głębsza wiedza psychologiczna i samoświadomość z pewnością ułatwiają dzisiaj przejście przez doświadczenie ciąży. A jednocześnie wymagania stawiane przyszłym matkom, zwłaszcza przez nie same, osiągnęły nieznany wcześniej poziom. W efekcie dla wielu kobiet dziewięć miesięcy oczekiwania na dziecko staje się kolejnym stresującym wyzwaniem, z którym różnie sobie radzi. Jakie znaczenie ma rodzicielstwo dla wewnętrznych procesów kobiety, wyjaśnia w swojej najnowszej książce „Ciąża. Kulisy wewnętrznego świata” psychoanalityczka Joan Raphael-Leff.

Bierny pojemnik czy hojna dawczyni?

Ciąża to osobliwy czas: organizm matki wycisza swój układ odpornościowy, żeby pozwolić częściowo obcemu ciału zamieszkać wewnątrz niej. Zwłaszcza współcześnie, gdy tak wiele wysiłku wkładamy w podkreślanie odrębności, ten cielesny tandem stanowi przedziwne zjawisko. Matka i dziecko są skazani na siebie na dobre i na złe. I zależnie od swojego aktualnego nastroju, ale też tego, czy ciąża była planowana i oczekiwana, czy też nie, kobieta skupia się na pozytywnych lub negatywnych aspektach procesu dawania i brania, traktując siebie w nowej roli bardzo różnie – jako bierny pojemnik, hojną dawczynię, niszczącą trucicielkę lub wymęczoną żywicielkę. Dziecko postrzega więc albo jako niewinnego gościa, kruchą istotę, przyjaznego towarzysza, albo jako obcego, uszczuplającego zasoby energii intruza, który skaził jej wnętrze. Takie współistnienie biegunowych odczuć jest możliwe, o ile kobieta potrafi tolerować własną ambiwalencję wobec ciąży. Może sobie wtedy pozwolić na myślenie o dziecku jako o złożonym zmiennym bycie – czasem niewinnie dojrzewającym w jej wnętrzu, kiedy indziej boleśnie szturchającym ją i męczącym.

Według Joan Raphael-Leff to dobre podejście, bo po porodzie taka matka najprawdopodobniej będzie się uważała za wystarczająco dobrą opiekunkę dla wystarczająco dobrego dziecka. Podczas prowadzonych przez 18 lat badań psychoanalityczka pogrupowała odczucia i postawy macierzyńskie, odzwierciedlające stany emocjonalne kobiet w ciąży. Na początku wprowadziła podział na dwa skrajne typy: Facylitatorki i Regulatorki.

Przez różowe okulary

Typ Facylitatorki idealizuje ciążę. Odbiera siebie i dziecko w kategoriach wyłącznie pozytywnych, fantazjując o nieskazitelnej symbiozie. Po narodzinach Facylitatorka będzie chciała odtworzyć tę szczególną więź, zaprzeczając wszelkim niedoskonałościom życia z niemowlakiem. Po zajściu w ciążę od razu ulega silnym emocjom. Wie, że nie jest już sama i od razu zmienia dietę i nawyki, unikając potencjalnych zagrożeń dla siebie i dziecka. Poprzez ciążę definiuje swoją kobiecość. Czuje się uprzywilejowana, że to ona ma bliższy dostęp do dziecka niż jego ojciec, i bogatsza za sprawą wewnętrznej obecności dziecka. Cieszy się objawami ciąży, nie narzeka na nudności czy ciągłą senność i najchętniej od początku nosi ubrania dla przyszłych matek – nawet zanim jej brzuch się zaokrągli. Ogranicza kontakty ze światem zewnętrznym, a jej uwaga przenosi się do wewnątrz, w stronę procesu, który postrzega jako cudownie magiczny.

W skrajnych przypadkach Facylitatorka usiłuje wyprzeć wszelkie negatywne odczucia związane z ciążą, co pozwala jej utrzymać stan sztucznej szczęśliwości. Swoje lęki lokuje gdzie indziej: obawia się błędu w sztuce medycznej, zanieczyszczeń, szkodliwego jedzenia. Jeśli w czasie ciąży czy porodu rzeczywistość okazuje się brutalniejsza niż jej wizje, zalewa ją poczucie żalu, że „wszystko zostało popsute”. Kiedy zaczyna odczuwać ruchy płodu – niechętnie uznaje go za oddzielny byt, a poród jest dla niej niechcianym momentem przerwania jedynej w swoim rodzaju symbiozy.

Według psychoanalityczki może to być objawem niemożności odseparowania się od własnej matki lub kompensacją poczucia żalu do niej. Zdarza się, że tak przeżywana ciąża to próba przezwyciężenia strachu przed starzeniem się.

Pod kontrolą

Regulatorka postrzega ciążę jako męczący proces powoływania dzieci na świat, ponieważ zaburza jej poczucie kontroli – nad otoczeniem, nad własnym ciałem, nad nurtem życia. Nie ma w niej zgody na nieprzewidywalność, jaką niosą miesiące ciąży, dlatego od samego początku nalega, żeby traktować ją jak dawniej, a do partnera ma żal, że będzie miał dziecko bez przechodzenia przez to wszystko. Sama sobie dowodzi, że nadal jest odrębną, autonomiczną jednostką i nie pozwala sobie ulegać ciążowym dolegliwościom. Nie chce, żeby jej brzuch stał się obiektem zainteresowania, bo traktuje dziecko niczym intruza.

To wrażenie nasila się, gdy zaczyna czuć ruchy dziecka. Może wtedy zacząć z determinacją pielęgnować swoje ciało, żeby odwrócić od tego uwagę, i zwiększać aktywność społeczną, żeby opóźnić wejście w „tryb macierzyński”.

Psychoanaliza mówi, że takie podejśce może wypływać z obawy przed pochłonięciem i wykorzystaniem przez płód, który utożsamiany jest ze złą postacią wewnętrzną. Regulatorka postrzega poród jako sposobność od uwolnienia się od wrogiej energii i żeby ją kontrolować, niejednokrotnie decyduje się na cięcie cesarskie na życzenie. Po drugiej stronie brzucha szybko pojawia się opiekunka lub babcia, które tulą dziecko.

Radość na zmianę z obawą

Z czasem Joan Raphael-Leff uzupełniła swoją systematykę o bardziej zrównoważnony typ Odwzajemniający. Taka matka jest od początku świadoma swoich ambiwalencji: cieszy się z ciąży, a jednocześnie żałuje, że w jej życiu nastąpią nieuchronne zmiany. Ciąża nie dominuje jej życia, ale wzbogaca je i ociepla. Odwzajemniająca przez całą ciążę stara się zachować równowagę między zaabsorbowaniem własnym wnętrzem a zaangażowaniem w świat zewnętrzny, w którym nadal przecież żyje i w niedalekiej przyszłości wychowa swoje dziecko. Ciążę przeżywa jako okres przygotowania, a gdy zbliża się czas porodu, chce jej zakończenia, ponieważ nie może się doczekać, żeby poznać dziecko, które przez tyle miesięcy nosiła w brzucha. Ale i lęka się rozwiązania, starannie się do tego wydarzenia przygotowując. Tak jak podczas ciąży nadal będzie starała się pogodzić ważne dla niej elementy danego życia z tym zupełnie nowym.

W latach swoich obserwacji Raphael-Leff uwzględniła jeszcze czwartą kategorię w typologii ciężarnych kobiet – „dwubiegunową”, w której znajdują się osoby wewnętrznie skonfliktowane, obejmujące obie skrajności – Facylitatorkę i Regulatorkę. Psychoanalityczka podkreśla, że opisane orientacje nie są sztywnymi cechami osobowości, tylko opierają się na bieżącym stanie matczynej rzeczywistości wewnątrzpsychicznej i mogą się zmieniać przy kolejnych ciążach. Zresztą często tak właśnie się dzieje.