Co mówi o nas sposób pisania i mówienia i jak wpływa na nasze nastawienie do życia?

Słowa zawsze mówią prawdę, jeśli nie wprost, to między wierszami. (fot. iStock)

Sposób pisania i mówienia nie tylko zdradza wiele o nas, ale i wpływa na nasze nastawienie. Na czym polega kod liter i słów – wyjaśnia terapeuta Mariusz Jarymowicz.

Kiedy zadzwoniłam, żeby umówić się na wywiad, przedstawiłam się. Czy imię i nazwisko mówią panu już coś o człowieku?

Tak, ale dowiem się więcej, jeśli napisze pani swoje imię i nazwisko na tablicy lub kartce. Od tego właśnie zaczynamy warsztaty „Moc słów i liter”, które prowadzę. Na początku patrzymy na litery jak na obraz. Po umiejscowieniu pani napisu widzę szacunek do autorytetów, więc jeśli pani szef będzie merytoryczny, nie zbuntuje się pani dla zasady. Jednocześnie nie boi się pani osób postawionych wyżej, o czym świadczy zostawienie miejsca na górze kartki, ale napisanie wyrazów w jednej górnej połowie. Napis nie wyjeżdża poza prawą stronę, czyli stara się pani nie przekraczać swoich kompetencji. Mnóstwo osób zaczyna pisać na środku kartki tak, że napis się na niej nie mieści.

Nauczyciele uczyli nas, żeby pisać równo w linijkach

Tak, a jeśli nam nie wychodziło, to z dwojga złego woleli, jeśli zjechaliśmy za bardzo w dól, niż kiedy przekraczaliśmy linijki u góry. To się bierze z archetypów ukrytych w podświadomości. Na górze mieści się świat Boga, idei, struktur nadrzędnych. Dół to korzenie rodzinne, piekło, przeszłe ideologie, które są w nas już wdrukowane. Ludzie, którzy przekraczają górną linię, to jednostki buntownicze, skłonne do wyłamywania struktur lub bujania w obłokach, więc trudno nad nimi zapanować.

Sposób, w jaki rozmieszczamy litery, zdradza, na ile jesteśmy przyziemni, a na ile duchowni. Im bardziej równomiernie zagospodarowujemy przestrzeń, tym bardziej jesteśmy „zbalansowani”, czyli boscy. Mówi o tym wielka litera „B”, która rozpoczyna słowo „Bóg”. Jeśli jej dolny brzuszek jest większy, jesteśmy bardziej zakorzenieni w materii. Kiedy chcemy się bardziej uziemić, powiększajmy go, a jeśli potrzebujemy w życiu więcej duchowości – piszmy większy górny brzuszek „B”. Pismo jest doskonałym narzędziem diagnostycznym, ale też aktywnie terapeutycznym.

Niewiele się zastanawiając, z kilku kolorów markerów wybrałam zielony. Czy to też ma znaczenie?

Oczywiście. To kolor neutralny, oznacza potrzebę spokoju, nierzucania się w oczy. Nie jest pani ekstrawertyczką, która będzie wymachiwała flagą na pierwszej linii i cieszyła się, że rzucają konfetti. Jest pani spokojna, bo ludzie pani ufają. Kolor niebieski lub czarny świadczyłyby o czymś odwrotnym.

Mam długie imię i nazwisko, więc często piszę je w dwóch linijkach.

Imię odnosi się do osobowości, natomiast nazwisko do „ja”. Nazwisko po ojcu lub matce jest potencjałem rodzinnym, a jeśli kobieta nosi nazwisko po mężu, ściślej wiąże się z historią jego roku. Pisanie nazwiska pod imieniem pokazuje, że budowane w sobie wartości przedkłada się nad odziedziczonymi i więcej czerpie z siebie. Pani dystansuje się od rodziny, chociaż nie ma całkowitego odcięcia się, bo nazwisko jest dość blisko.

Jeśli chcemy więcej wziąć od przodków, piszmy nazwisko obok imienia w jednej linii. Wtedy bardziej poczujemy ich wsparcie i lepiej dostrzeżemy wartości, które ze sobą nieśli, i będziemy mieć mocniejsze fundamenty. Jeśli zaś nie chcemy skorzystać z ich doświadczeń, lepiej nie pisać ich nazwiska obok swojego imienia. Gdy chcemy sami sterować życiem i osobowością, ingerujemy tylko w imię.

Czy sam sposób pisania liter niesie jakieś informacje?

To prawdziwa kopalnia wiedzy zarówno o nas, jak i o tym, co się w naszym życiu wydarzyło i jeszcze wydarzy. W analizie pisma ważne jest, czy łączymy litery, czy stawiamy je oddzielnie. Łączenie pokazuje pewność siebie, wynikającą z pewnego rodzaju hermetyzmu, jeśli chodzi o dopływ idei z zewnątrz. Ale jest też równocześnie zamknięciem się i czerpanie doświadczeń głównie z przeszłości. Przerwy między literami wskazują, że w tych obszarach jest miejsce na interakcję ze światem i otoczeniem, przestrzeń na przyjęcie czegoś nowego. Osoby, które piszą litery oddzielnie, nie mają swojego sprecyzowanego światopoglądu, cały czas są jakby w budowie. Zatem jeśli chcemy w swoim życiu zmiany, nowych idei przez jakiś czas podpisujmy się, nie łącząc liter.

Czy w analizie pisma bierze się pod uwagę, w którą stronę jest pochylone?

Pismo pochylone do przodu wskazuje aktywność i niezależność, odchylone do tyłu zwykle należy do kogoś, kto bez problemu się podporządkowuje i bez sprzeciwu wykonuje polecenia. Pionowe pismo rzadko się zdarza i świadczy o zrównoważeniu. Mogłoby się wydawać, że to ideał, ale Chińczycy mówią, że w człowieku musi być więcej męskiej i działającej energii yang niż żeńskiej i pasywnej jin, bo to nadmiar yang daje życie. Gdybym szukał do pracy osoby przedsiębiorczej, nie przyjąłbym kogoś, czyje pismo jest proste. A jeśli potrzebowałbym pracownika, który zrealizuje mój plan, zatrudniłbym kandydata, którego pismo odchyla się lekko do tyłu, bo nie byłaby mi potrzebna jego siła.

Podczas warsztatów uczy pan także kodu liter.

Kartkę, na której na początku zajęć uczestnicy piszą imię i nazwisko, na jakiś czas chowają i w międzyczasie dowiadują się, co jaka litera oznacza. Potem dają im szansę, żeby w grupie zinterpretowali to, co zostało napisane. Sposób, w jaki piszemy litery, wiele mówi o naszej przeszłości i teraźniejszości. „A” jest decyzją. W pani imieniu pierwsze „A” jest oddzielone od „leksandra” , a ostatnie wygląda jak „u”. Czyli kwestia decyzji jest dla pani istotna. Podejmując je, jest pani otwarta na to, co przypływa z góry – świadczy o tym podobieństwo „a” do „u” – ale „a” jest rozciągnięte, więc ten proces wymaga czasu. Poza tym „a” jest połączone z poprzedzającymi je literami, więc podejmując decyzję, bazuje pani na przeszłości. Czyli na rodzinnym kapitale bazuje pani tylko trochę, ale już przy podejmowaniu decyzji bardziej.

Przy literze „d” zawahałam się, dlaczego jest ona dość dziwna. Zwykle piszę „d” inaczej. Czy to coś oznacza na ten moment?

„D” oznacza duszę, dziedzinę, dział, ideę, nowy projekt w życiu. Małe „d” w imieniu lub nazwisku wskazuje na miejsce w naszym życiu, kiedy pewna duża idea kończy się, żeby przejść do następnego etapu. W imieniu Aleksandra jest ono wkodowane i teraz przez panią zmodyfikowane.

Pismo wynika z kinezjologii, czyli z odruchów w naszym ciele. Przekłada to, co jest wewnątrz nas, na świat zewnętrzny. Sposób, w jaki napisała pani literkę „d”, świadczy o tym, że pani wie, ze coś nowego powinno nastąpić i że czeka pani na jakąś informację. Jednocześnie jest pani teraz w takim miejscu, w takich warunkach, z których chciałaby pani uciec. Wnioskuję to z nienaturalnie rozciągniętej litery „r”, która oznacza ruch. Wygląda na to, że chce się pani rzucić już do czegoś następnego.

W procesie analizy pisma najpierw należy uświadomić sobie, co się z nami dzieje, a potem zmienić pismo tak, żeby osiągnąć swoje cele. (fot. iStock)

To prawda, ale nie wiem dokładnie do czego. Czy odpowiednim stawianiem liter mogę sobie w takiej sytuacji pomóc?

Oczywiście. Proszę pisać literę „d” z prostą laseczką, wtedy otworzy się pani na nowe idee, które przyjdą z góry. Takie „d” odetnie też panią od cyklu życia, który się zakończył i pozwoli rozbudować osobowość.

W procesie analizy pisma najpierw należy uświadomić sobie, co się z nami dzieje, a potem zmienić pismo tak, żeby osiągnąć swoje cele. Moje warsztaty prowadzę po to, żeby uświadomić ludziom, czym są litery i słowa i że nimi programujemy samych siebie. Gombrowicz słusznie powiedział, że to nie my mówimy słowa, tylko słowa nas mówią.

Czyli często używane przez nas sformułowania nas programują?

Oczywiście, dlatego unikajmy negatywizmów. Dzieci zadają pytania w taki sposób: „Ładna jest ta rybka, prawda?”, a dorośli najczęściej mówią: „Ładna jest ta sukienka, nie?”. To jest prosty przykład kodowania. Albo mówimy: „No trudno, nie wiem, jak to zrobię, ale muszę”. Czyli programujemy się na mozół. Szafowanie zwrotem „Trzeba to przepracować” podczas warsztatów i sesji indywidualnych rozwoju osobistego jest w moim odczuciu niefortunne. To słaba zachęta do podjęcia określonych działań. Kiedy stoimy przed drzwiami i ktoś mówi: „Spróbuj je otworzyć”, nasz ruch ciała pokazuje, że pokonujemy jakiś opór. Nie będzie go u kogoś, kto usłyszy po prostu: „Otwórz drzwi”. Kiedy urządzamy mieszkanie, mówimy „wykończyć wnętrze” i być może z tego powodu w Polsce nie jest to łatwy proces.

A jeżeli ktoś często przeklina?

Jest taki wyraz jak „kurwa”. W języku angielskim to zakręt, to też urwana kreacja. Jeśli ktoś je często mówi lub pisze, to oznacza, że ma dość tego, co robi, chce przerwać jakiś wątek – myśl, wypowiedź, dyskusję. To jest taki jego bunt, komunikat, że chce urwać i zacząć kreację od początku.

Jak się wyrażać, żeby osiągać swoje cele?

Słowa zawsze mówią prawdę, jeśli nie wprost, to między wierszami. Badajmy, jak działają na nas, jakie uczucia w nas budzą. Jeśli negatywne, zmieńmy je. Patrzmy też na ich najprostsze znaczenie. Jeśli ktoś chciałby być osobą medialną, a w nazwisku ma coś, co sugeruje ciszę i spokój, to musi je zmienić lub przyjąć pseudonim, ale taki, który do niego przemówi. Słowa mają silną moc terapeutyczną, jeśli dotkniemy ich całym sobą. Wtedy już nie jest potrzebne tłumaczenie.