fbpx

Co ona ma lepszego niż ja? Odpowiedzi szuka psychoterapeutka Katarzyna Miller

Co ona ma lepszego niż ja? Odpowiada Katarzyna Miller
Wielu mężczyzn marzy o towarzyszce, która jest zadowolona z życia, radosna, pogodna, przyzwalająca mu na „niestaranie się”. (Fot. iStock)

Dlaczego zdradzamy? Czy na pewno chodzi tylko o seks? A może o coś zupełnie innego? Coś, co sprawia, że życie staje się bardziej radosne, pogodne, a my czujemy się bardziej wyjątkowi, jedyni. 

„Na pewno jest lepsza w łóżku i wyczynia z nim różne świństwa. Zdzira jedna. Dorwałabym ją, to bym jej wszystkie kłaki z głowy powyrywała. Mamusia zawsze mówiła, że chłopom w głowie tylko jedno. I proszę, wydało się. A taki był niby porządny”.

Wiesz, zdziwiłaby się kobiecina, gdyby na przykład zobaczyła, że on z tamtą głównie rozmawia! Albo odrabia z jej dzieckiem lekcje, albo obiera jej cebulę i kroi w kostkę. A ona mu potem mówi: „O, jaki ty jesteś kochany”.

Kiedy ty swojemu powiedziałaś, że jest kochany? No, powiedz uczciwie.

Niewątpliwie dzieje się i tak, że seks z nową kobietą jest szalenie ekscytujący i nierzadko bywa powodem „wbokpójścia”. Ale już najstarsi górale często mówili, że seks jest też przereklamowany. Zdziwiłabyś się, Kochana, ilu mężczyzn marzy głównie o słodkim, świętym spokoju. O towarzyszce, która jest zadowolona z życia, radosna, pogodna, przyzwalająca mu na „niestaranie się”. To właśnie wtedy jemu chce się starać. Tak na- prawdę on od początku najbardziej chce zmienić aurę wokół siebie, zobaczyć wpatrzone w niego z uznaniem oczy, usłyszeć śmiech ze starych dowcipów, które dla nowej kobiety są takie cudownie nowe. Chce się dowiedzieć, że nigdy nie było jej przy nikim tak dobrze (i wcale nie tylko podczas seksu). Chce się poczuć znowu młody, świeży i pierwszorazowy. Upragniony, oczekiwany i wyjątkowy. Jedyny.

A teraz, Miła Moja, pomyśl, czy ty nie chcesz się tak czuć. Nowa, młoda, świeża, pierwszorazowa. Upragniona, oczekiwana i wyjątkowa. Jedyna.

Ty też byś chciała, żeby on ci to dał. On by chciał, żebyś ty mu dała. Ale żadne z was tego nie dostaje. Dlaczego? Bo zainwestowaliście w firmę pod nazwą „związek”, a nie w siebie. Bo: dorabialiście się mieszkania, budowaliście dom, rodziliście dzieci, spłacaliście kredyty lub dalej je spłacacie, chodzicie na obiady do teściów, szukacie lekarstw dla chorego dziecka, opiekunki dla starej matki, z trudem wiążecie koniec z końcem, wyrzekacie się przyjemności, bo trzeba wymienić opony, nie jeździcie na wakacje nad morze, bo macie działkę, przepychacie się, kto ma iść na wywiadówkę, trzeba zrobić w końcu remont, czytacie dziecku bajkę itd., itp. Tak naprawdę związujemy się w pary, bo życie jest wtedy łatwiejsze. A jednocześnie jest przez to coraz uboższe w widzenie siebie wzajemnie jako tych fascynujących, wyjątkowych ludzi, których kiedyś pokochaliśmy.

Jeśli chcesz naprawdę wiedzieć, czy przykładasz się do wzajemnego oddalenia, przyjrzyj się waszym ostatnim rozmowom.

Zdradzona kobieta często zaczyna odmawiać w sobie litanię: „Co ja zrobiłam nie tak?!!!”. I zaczyna obwiniać siebie w bardzo specyficzny sposób: utyłam, starzeję się, mam cellulit, on nie lubił tych moich nowych włosów, już ostatnio wcale nie uprawialiśmy seksu, dla- czego? Nawet nie miałam siły się zastanowić, nawet mi to, szczerze mówiąc, odpowiadało.

Większość par związuje się z powodu obopólnej ochoty i chęci. Kobiecie w takim związku wydaje się, że ma już gwarancję na dobre, spokojne i przyjemne życie. Oferuje przecież swojemu mężczyźnie mnóstwo ważnych rzeczy – fajny, czysty, porządny i ładnie urządzony dom z rosołem w niedzielę. Siebie – ładną, zadbaną i dbającą o jego potrzeby. Czasem nawet (co jest naprawdę straszne) pilnuje dzieci, żeby mu nie przeszkadzały. I nie zauważa, że jej mąż przestał mieć kobietę, gdyż ona zamieniła się w wieloczynnościowy robot damski; w dodatku, pomalutku, coraz bardziej niezadowolony i którego, co najgorsze, nie da się zadowolić.
Na ile znany ci jest taki typ dialogu?
On: „Jest niedziela, zostawmy wszystko, chromolić obiad, pojedźmy sobie wszyscy na wycieczkę, zjemy cokolwiek…”.
Ona: „Jak to cokolwiek? Jakie cokolwiek? Wiesz, jakie tłumy będą? Będziemy czekać w kolejkach… Wiesz, ile to będzie kosztowało? A ja zrobiłam wczoraj bitki”.
On: No to zabierzmy te zrazy w garnek, wsadźmy do koszyka i weźmy z kocem do lasu”.
Ona: A ty wiesz, jakie tam wszędzie będą tłumy? Wszędzie, bo jest ciepło. I kleszcze będą, potem we wszystkich was wejdą, ja was nie domyję i dzieci się porozłażą po lesie… A tak w ogóle to ja nie lubię siedzieć w lesie i na tym koniec!”.

Być może kiedyś z nim jeździła na żagle, bo chciała, żeby ją chciał. A teraz? „Ja tam wody nie lubię, nie pojadę na żadną łajbę!”. Znam wiele przykładów, gdy mąż i ojciec błagał, prosił, żeby popłynąć z nim w rejs po Mazurach, że on wszystko będzie robił, będzie mył tę łajbę, kejował, zwijał szoty, naprawdę wszystko, byle z nim tam być i mu w tym garnuszku na kuchence kawkę ugotować albo fasolkę po bretońsku. I słyszał: „Nie”.
„– Ale dlaczego?
– Bo za dużo wody.
– Ale kiedyś lubiłaś.
– Ciebie lubiłam.
– To już nie lubisz?
– Nie tak jak wtedy…
– No, ale ja właśnie dlatego chcę, żebyśmy pojechali i żeby było jak wtedy.
– Przestań wreszcie mnie męczyć. Bądźże wreszcie poważnym człowiekiem. Są ważniejsze sprawy w życiu”.
I on płynie z dziećmi albo sam, a ty pucujesz mieszkanie na wysoki połysk.

To prawda. Jesteś niezwykle odpowiedzialna, wytrwała, oddana rodzinie i domowi, ale przyznaj, że rodzinie i domowi według twojej wizji. To może być też wizja zaczerpnięta wprost od mamy i babci, ale na pewno nie jest to taka sama wizja jak wizja twojego partnera. Tutaj rozdźwięk między płciami jest bardzo poważny, ponieważ mężczyźni (choć już nie wszyscy) zdają się w sprawie dzieci na partnerkę. Tak przecież było w ich domu rodzinnym, a poza tym tak jest raczej wszędzie dookoła. Ale już w sprawie sprzątania wolałby nie musieć zdejmować butów w progu, a w sprawie gotowania chętnie sam by coś zrobił, gdybyś częściej miała ochotę na podsmażaną kiełbasę.

Facet nieświadomie pragnie rzeczy niemożliwej: żebyś była jak jego mamusia – czyli żeby dom działał bez zarzutu – ale żebyś nie przestała być także jego dziewczyną. Myślę, że gdyby miał wybrać, przytomnie zadając sobie pytanie, czy woli dziewczynę, czy mamusię, wybrałby dziewczynę.

Problem w tym, że twoja mama była dla swojego chłopa, czyli twojego tatusia, prawie na pewno, bardziej mamusią i taką cię też być nauczyła. Tak naprawdę kobiety dostają więcej „lekcji” i przykładów o gotowaniu i układaniu w szafach niż o łożnicy i dawaniu sobie przestrzeni, o dawaniu oddechu bez obrażania się i straty poczucia bezpieczeństwa.

Wracając do rozmowy o wyjeździe na żagle. Rozumiem, że kobieta może bać się wody, tylko dlaczego jeździła ze swoim facetem na żagle jako narzeczona? Przecież go oszukała… Tak samo jest w wypadku wspólnego chodzenia na mecze piłki nożnej albo siatkówki. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że kobieta była w narzeczeństwie zdesperowana i robiła rzeczy, których w istocie nie lubiła, bo bała się, że inaczej nie zdobędzie męża.

I jeszcze ten smutny problem – niemożność zadowolenia robota wieloczynnościowego. W sumie to jest przecież biedna kobieta uzależniona od domowo-zawodowego pracoholizmu. Jednym z jego przejawów jest wieczne pilnowanie, czy domownicy przyszli na czas, czy wszyscy zrobili wszystko, co należy do ich obowiązków. A jeszcze bardziej, czy ona sama wszystko zrobiła. A że nie da się zrobić wszystkiego, jest wiecznie niezadowolona. Z siebie i z nich. I chociaż wiele dzisiejszych nowoczesnych kobiet odchodzi od tego wzorca, to jednak odejście to jest nadal pozorne. Kobiety chcą być idealne. I bardzo złoszczą się na mężczyzn, że oni tego nie muszą. Porządna żona i matka nie rozumie, dlaczego mają iść na pizzę, skoro ona ugotowała bitki. A jemu tak łatwo przychodzi mówić: „To nie sprzątaj, zapłaćmy gosposi” albo: „Nie chce mi się nic robić, będę leżał i czytał gazetę”. „Co by było, gdybym ja leżała i czytała gazetę”, krzyczy ona, bardzo zraniona. Ale kończy się tylko na jej krzyku i płaczu. Ale warto by było, żeby to robiła. Leżała sobie i czytała. Może sobie też popachnieć.

Nie jest prawdą, że mąż i dzieci nie będą się sobą zajmowali, jeśli żona i mamusia ich nie przypilnuje, ponieważ w ich interesie jest pilnować siebie. Dzieciom trzeba mówić: „Nie uczcie się, jak nie chcecie”. A gdy zapytają, co mają robić, wystarczy im odpowiedzieć: „To, co chcecie. To, co lubicie robić”. Niemożliwe? Niemożliwe tylko w takich rodzinach, w których nikt nie wie, czego chce i czego potrzebuje. Bo nikogo czyjekolwiek pragnienia nie obchodzą. Są tylko obowiązki.

A jeśli ktoś kocha grę w garażowym zespole, to mogą się z niego narodzić nowi Skaldowie albo Beatlesi. Gdy ktoś kocha jazdę na wrotkach, może potem (oczywiście nie każdy) występować w cyrku. Natomiast odwrotne pojmowanie problemu, że „jeśli ja ich nie przypilnuję, to oni nic nie zrobią”, oznacza, że się swoich bliskich traktuje jak kretynów.

Dzieci i dorośli wcale nie lubią nic nie robić, a poza tym naprawdę cudowne jest, gdy małe dziecko po prostu przebywa z mamą albo tatą. Gdy ojciec chce ubrać dziecko, często słyszy: „Zostaw, ja to zrobię”, bo ubiera je za grubo. Albo za lekko. Albo w odświętne ubranka na co dzień. Albo codzienne w niedzielę. I wtedy on już dziękuje, bo się dowiedział, że jest do niczego. Podobnie jest z dzieckiem. Ono się dowiaduje, że samo ubiera się zbyt wolno, że przez ten czas matka zdążyłaby zrobić mnóstwo rzeczy, no i w dodatku dziecko, kiedy zmywa, na pewno naświni i ona będzie musiała po nim sprzątać. Tym sposobem dziecko ani nie zdobywa wiedzy o swoich własnych potrzebach, ani nie polubi pomagać mamie. Nauczy się za to wykonywać zadania, których nie cierpi. Powstanie z niego twór na obraz i podobieństwo rodziców.
Trzeba pozwolić sobie na frajdę. Jak najczęściej. Machnąć ręką na obiad, bitki i pojechać na piknik do lasu.

I, Kochana, przestań się zastanawiać, co ona ma lepszego, tylko skup się na tym, co ty masz dobrego.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych. Felietonistka „Zwierciadła” i ekspertka „Sensu”.

Więcej na temat zdrady w książce „Kup kochance męża kwiaty” Katarzyny Miller, Wydawnictwo Zwierciadło.

Kup kochance męża kwiaty
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze