fbpx

Co robić, gdy dziecko zadaje intymne pytania?

Co robić, gdy dziecko zadaje intymne pytania?
Dzieci "kupują" wszystko, co usłyszą w domu, dlatego tak ważne jest odpowiedzialne uświadamianie. (Fot. iStock)

Statystyki biją na alarm: coraz więcej coraz młodszych dzieci ogląda pornografię, a o seksie dowiaduje się głównie od swoich kolegów. Ale tak naprawdę od zamierzchłych czasów niewiele się zmienia w dziecięcym zainteresowaniu seksem i sposobach zdobywania wiedzy na ten temat – mówi Wiesław Sokoluk, pedagog, seksuolog kliniczny.

Zauważył pan ostatnio wzrost zainteresowania pornografią wśród swoich najmłodszych pacjentów?
Nie. I niepokoi mnie to, że rodzice i nauczyciele koncentrują się na pornografii jako jedynym zagrożeniu. W latach 90. robiliśmy badania w grupie ośmioklasistów, pytając ich o to, kiedy pierwszy raz oglądali pornografię. Blisko 60 procent z nich odpowiedziało, że w wieku około 11 lat – czyli zaczęli się z nią stykać w latach 80.! Już wtedy dzieci mogły mieć i miały kontakt z tą sferą. Umówmy się: to nie jest żadne novum. Byłoby wręcz dziwne, gdyby z pornografią jako owocem zakazanym kontaktu nie miały, szczególnie jeśli istnieje tak intensywna seksualizacja przestrzeni społecznej. Ale tu też się umówmy, że ona zawsze była, zmieniają się tylko środki i sposób dotarcia do niej. Biorąc pod uwagę intensywność i agresywność seksualizacji współczesnego życia społecznego, nie należy się dziwić, że dzieci w ogóle mają kontakt z pornografią. W tych tendencjach zmieniło się jedno – wiek dzieci wchodzących w kontakt z pornografią. Z moich obserwacji wynika, że on też się stale obniża, ale temu właściwie… też trudno się dziwić.

Kiedyś już pan zauważył, że problemem może być obecność dzieci w sieci. Co jest największym zagrożeniem z nią związanym?
Między innymi dostępność Internetu. Moje pokolenie czy dwa pokolenia wstecz musiały się nachodzić, żeby zdobyć jakieś materiały. Teraz wystarczy kliknąć, a obrazki otwierają się same. Tak jak wspomniałem, nasycenie tej rzeczywistości obrazem może nastręczać nowych problemów. Pani wspomniała o pornografii, która dla wielu zyskała już niemal status szatana. A przecież obraz oznacza całość naszej kultury. Pornografia jest tylko jednym z jej składników, o czym często zapominają i rodzice, i szkoła, obarczając ją mianem największego zła, a bagatelizując inne przekazy, które trafiają do dzieci w Internecie.

Rodzice tak bardzo starają się nałożyć im kolejne bariery w dotarciu do tych złych informacji: kontrole rodzicielskie, ograniczenie wieku w filmach. Co w tych informacjach może rzeczywiście budzić ich niepokój i jak powinni rozmawiać o tym ze swoimi dziećmi?
Wspomniałem już kiedyś, że rodzice w ogóle nie potrafią rozmawiać o seksie – nawet ci, którzy wychowali już licealistów. Często jestem pytany: „A kiedy mamy zacząć uświadamiać dzieci?”. Są takie trzy momenty obligatoryjne dla rodziców, gdy powinni poświęcać dzieciom wzmożoną uwagę. Pierwszym jest moment, gdy idą do przedszkola. To jedna z krytycznych faz rozwoju psychoseksualnego. Niektórzy się oburzają: „No jak to, z małymi dziećmi o tym rozmawiać?!”. Tak, wtedy pojawia się w nich tak zwana ciekawość seksualna, a raczej my to tak określamy w świecie dorosłych. To jest po prostu dziecięca i rozwojowa ciekawość świata i życia, a sfera seksu nie jest wyizolowana od reszty życia. Poza tym mamy wtedy pełen komfort, bo dzieci same nas prowadzą, nic nie trzeba robić, tylko iść za nimi. Drugi taki moment następuje, kiedy dzieci zaczynają dojrzewać i zastanawiają się, co się z nimi dzieje, co się będzie działo, co jest normą, a kiedy należy wołać o ratunek. Będą chciały wiedzieć, czy to, co się z nimi dzieje, jest prawidłowe. Przyjdą i dopytają, jeśli ten dialog wcześniej istniał. Co najciekawsze, jeśli się zaprzepaści okazję do rozmawiania na te tematy z dzieckiem w przedszkolu – to potem już zawsze będzie pod górę. Także przy tym trzecim momencie, gdy wchodzą w obszar szeroko pojętych doświadczeń seksualnych.

Jak odpowiadać na zawstydzające rodziców pytania dzieci?
Jeśli dziecko pyta, zawsze trzeba odpowiadać, jeśli chce się z dzieckiem utrzymać dialog i być pierwszym informatorem. Nie trzeba wykraczać poza pytania. Ale trzeba wiedzieć, co się chce odpowiedzieć, a potem jak. Czyli czy znam odpowiedź, potem wyodrębniam informacje kluczowe, czyli takie, bez których nikomu nie udałoby się odpowiedzieć, i z nich buduję odpowiedź, uwzględniając perspektywę mojego odbiorcy, czyli dziecka.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Myśli pan, że boimy się słowa „seks” w domu i szkole?
Gdy pada słowo na „s”, robi się jakoś niebezpiecznie, prawda? Problem polega na tym, że seksualność to nie tylko „ciupcianie”, do czego sprowadzają ją dorośli, ale wszelkie konsekwencje poznawania i kształtowania się płci. Dzieci mają zresztą swoje określenia na seks i warto je wzbogacać w okresie, gdy struktury językowe jeszcze się u dzieci rozwijają. Mamy język naukowy, prywatny (potoczny) i wulgarny. Jeśli dziecko zna język nauki i prywatny, to gdy przyniesie wulgaryzmy, można powiedzieć: „Tu masz inne, bardziej trafne określenia. Kolega użył tych, bo pewnie nie znał innych, ale ty znasz”. Pokazujemy w ten sposób różnicę między tymi pojęciami.

Obserwuję, że dzieci często kopiują lęki swoich rodziców związane z seksualnością. Dwie dziewczynki w szkolnej szatni mówią do mnie: „Ja, proszę pani, w ogóle nie jestem zainteresowana seksem”, a druga dodaje: „Ja też nie i na pewno nie będę”.
Trudno, żeby dziewczynki ośmioletnie były zainteresowane seksem w znaczeniu tego słowa, jakie ma dla dorosłych. To pokazuje, że dzieci „kupują” wszystko, co słyszą w domu, a nie mają jeszcze umiejętności analizy, więc nie potrafią ocenić, czy to złe, czy dobre. Dlatego tak ważne jest odpowiedzialne uświadamianie, z dala od własnych „robaków w głowie” i uprzedzeń. Super, jeśli rodzice potrafią oddzielić doświadczenia własnej seksualności od wiedzy. Wspaniale, jeśli są pierwszymi rzetelnymi informatorami dla dziecka. Później mogą i powinni skorzystać z wiedzy i wsparcia edukatorów seksualnych, seksuologów, psyochoseksuologów, przedszkolonych terapeutów. Zawsze powtarzam, że najważniejsze dla środowiska, w jakim rozwija się zdrowa seksualność, jest nie tylko to, co rodzice mówią dziecku, ale jacy są dla siebie jako para. Jaka atmosfera panuje w domu, jak się do siebie odnoszą. Później, gdy dziecko wkracza w okres dojrzewania, pojawia się już potrzeba separacji od rodziców i może być trudniej przeprowadzić takie rozmowy. Wkraczają wtedy w taki obszar, gdy za bardzo nie mogą już pomóc, co im pokazuje, że pewien fragment ich relacji z dziećmi ma się ku końcowi.

Czyli rozmawiajmy i bądźmy otwarci? Czy to możliwe w stu procentach?
Wystarczy prosty eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że z naszym dzieckiem, córką, już licealistką, od początku rozmawiamy kulturalnie i otwarcie o seksualności. Nadchodzi czas wakacji, córka wyjeżdża na obóz. Wraca z niego, siadacie wszyscy przy podwieczorku, a ona wam mówi: „Kochani rodzice, chciałam się z wami podzielić informacją o swoim pierwszym seksie z Jurkiem. Sprawdziło się wszystko, co mówiliście. Było wspaniale. Jestem wam głęboko wdzięczna”. I wtedy rodzice spadają z krzesła. Czy są szczęśliwi, bo dziecko obdarzyło ich zaufaniem i opowiedziało o tym? Zastanówmy się.

A kiedy nie potrafią rozmawiać o tych sprawach?
Kiedy są świadomi, że nie potrafią obiektywnie i rzetelnie uświadomić dziecka. Wtedy przydaje się wsparcie specjalisty. Jeśli rodzice czują, że nie będą umieli dobrze dziecka poinformować o zagadnieniach związanych ze sferą seksu, niech tego nie robią sami.

Widzę, że rodzice z mojego pokolenia starają się ze wszystkich sił skontrolować swoje dzieci, zabezpieczyć przed niekorzystnymi wpływami.
Zgadzam się. Inwigilacja totalna.

Mam wrażenie, że często nie widzą, że starając się uchronić swoje dzieci przez złem, wyrządzają im krzywdę. Dotyczy to zwłaszcza rodziców jedynaków. Ale żeby nie było – ja też często robię ten błąd.
I potem ma pani za swoje. Tak jak i ci rodzice. Uprzedzam zawsze, że lękowi rodzice produkują lękowe dzieci. Coś się z tymi młodszymi pokoleniami rodziców porobiło ostatnio, że nie potrafią znaleźć dobrego, spokojnego podejścia do dzieciaków i do ich problemów. A już rodzice jedynego dziecka powinni paradoksalnie nie zwiększać tej kontroli nad nim, tylko kłaść nacisk na jego relacje społeczne, na to, żeby ich dom był otwarty, żeby przepływało przez niego jak najwięcej rówieśników i innych dzieci. Tak żeby mogło samo wyszukać przyjaciół. Poza tym przez nadmiar uwagi wychowuje się dzieci o podwyższonym ryzyku życiowym.

Dzieci są otwarte i nie mają żadnych zahamowań, np. takich jak dorośli, żeby pytać o sprawy związane z cielesnością. Łatwo to zepsuć?
Bardzo łatwo można nauczyć dzieci, że o te sprawy nie warto pytać rodziców. Zaś rodzice powinni wiedzieć, że odcinanie dziecka na siłę od całego tego chłamu seksualnego, który nas otacza w mediach i popkulturze, wcale nie uchroni go przed pornografią. A więc tym bardziej powinni pamiętać o obowiązku dialogu z dzieckiem, i to od małego, aby w pewien sposób zaszczepić je na obecność tych tematów w późniejszym życiu. Dzieci muszą czuć, że mogą u rodziców zweryfikować informację, którą otrzymują od rówieśników i z Internetu. Trzeba im wyjaśniać, że to nie jest prawdziwy świat seksu i bliskości, w prawdziwym, realnym życiu to wygląda inaczej. To jest science fiction dla dorosłych. Konstrukcja wiedzy na temat seksu podawana dziecku powinna być zrównoważona. Z jednej strony dziecko powinno wiedzieć, jak jest naprawdę, jaka jest jasna strona seksu. Z drugiej strony – powinno więc się dowiedzieć, że jest ta ciemna strona, i umieć ją rozpoznawać: „Aha, tu jest coś niebezpiecznego”. Wówczas nawet gdy mają kontakt z pornografią, wytwarzają sobie taki rodzaj filtru na nią: „O, tu sobie ktoś wymyślił takie cuda-wianki, ale to nie o to chodzi w realu”. Dziecko, które wie, że w seksie chodzi o bliskość i relację, a nie o pornografię, będzie się potrafiło lepiej obronić przed nią.

Jakie są typowe zachowania dzieci, które często myli się z seksualnymi?
Zawsze przestrzegam moich studentów i apeluję: „Nie wolno zachowań seksualnych dzieci mylić z zachowaniami dorosłych! Tu nie ma mowy o kalkach. To nie jest to samo”. Jeśli jakieś zachowania dzieci na tym tle powinny budzić niepokój dorosłych, to są to zachowania powiązane z agresją, przemocą wobec drugiego dziecka. Wymaga to dokładnego zbadania. Ważne, czy to było spontanicznie, czy pod przymusem, a to zmienia postać rzeczy. Co mówią dzieci przyłapane na jakichś wstydliwych czynnościach albo na bójce? „To on mnie namówił, ona namówiła!” Będą się bronić, czasem manipulować, szukać kozła ofiarnego. Szalenie trudno wówczas powiedzieć, czy to nieprawidłowe zachowanie i na jakim tle się wydarzyło. Za to łatwo wówczas skrzywdzić dziecko, szukając winnego, bo taka sytuacja jest dla niego traumatyzująca. Natomiast gdyby podejść do takiego zachowania dziecka na spokojnie, zobaczyć, co się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego, może się okazać, że był to na przykład sposób zwrócenia na siebie uwagi. Najgorzej jest zrobić z takiej sprawy aferę, bo ucierpi na tym dziecko, które podobno chcieliśmy chronić.

Nie martwi pana, że w ostatnich statystykach na temat życia seksualnego młodzieży pokutują różne zabobony związane z cielesnością i ciemnota? Dziewczyna 18-letnia pyta, czy to prawda, że jeśli kocha się na stojąco, to nie zajdzie w ciążę.
Proszę pani, jak ja byłem młody i jeszcze niecałowany, to te przesądy też funkcjonowały. Jak się całuje, to się zajdzie w ciążę? – to akurat nie było rzadkie pytanie. Albo – nigdy nie zachodzi się w ciążę od pierwszego razu, tak twierdzili w szczególności chłopcy. Była też druga szkoła: że od stosunku zawsze zachodzi się w ciążę i należy wymyć się prysznicem albo zrobić ciepłą kąpiel po i to spowoduje, że się nie zajdzie. Zawsze będą krążyły jakieś zabobony, zwłaszcza wobec rzeczywistości, która nie jest oswojona. W celu oswojenia tej rzeczywistości, jeśli brak jest dzieciom i młodzieży fachowej wiedzy, będą sobie wymyślać takie legendy, a one będą sobie zdrowo funkcjonować. To naprawdę nie jest nic nowego. Jeśli się nie ma jeszcze demencji starczej, pamięta się, jak było. Mówię wtedy: „Kochani, spokojnie, to wszystko już było. Może trochę inaczej, w innej skali, ale było”. Zmieniają się rekwizyty, ale nie zachowanie. Ono pozostaje takie samo.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>