Codzienne zarządzanie energią – co cię osłabia, a co doładowuje?

Codzienne zarządzanie energią - co cię osłabia, a co doładowuje?
Często na drodze do naszego zdrowia i szczęścia stoimy my sami. Dlatego powinniśmy nauczyć się zarządzać swoją codzienną energią. (Ilustracja: iStock)

Dbasz o siebie, a jednak… Coraz częściej boli cię głowa, nie masz na nic ochoty, nie potrafisz się skupić, a wieczorem padasz bez sił na łóżko. Pora ustalić, którędy wycieka twoja energia.

Amerykańska guru pozytywnej motywacji Regina Brett w jednej ze swoich lekcji z książki „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” wspomina, że kiedy rachunki za ogrzewanie jej rodzinnego i dość starego domu zaczęły gwałtownie rosnąć, postanowili z mężem zlecić wykonanie ekspertyzy. Ich przyjaciel Bill przyniósł specjalny termometr na podczerwień. Celował nim w stronę ściany i na wyświetlaczu odczytywał, ile wynosi odczuwalna temperatura. Szybko ustalili, że ciepło ucieka drzwiami wejściowymi – jedna ściana w korytarzu miała jedynie 11 stopni, druga – 20. Dzięki tej wiedzy natychmiast uszczelnili drzwi i ocieplili ściany – w efekcie rachunki za ogrzewanie spadły o 1/3, a w domu przez całą zimę było ciepło i przytulnie. „Przydałoby się jeszcze urządzenie pozwalające sprawdzić, którędy z nas samych uchodzi energia“ – pisze Brett. Ale przecież każdy z nas z powodzeniem może się obejść bez niego. Wystarczy uważna obserwacja samego siebie. Oraz kartka i długopis.

Co cię osłabia?

Pora sporządzić wykaz czynności, które zwykle pozbawiają nas energii. To może być, tak jak u Reginy Brett, na przykład:

  • 
sprawdzanie raz po raz poczty elektronicznej, Facebooka i Twittera
  • niejedzenie śniadania i lunchu
  • 
plotkowanie, narzekanie, krytykowanie, obwinianie i wątpienie
  • 
oglądanie do późna w nocy filmu, który widziałeś już 20 razy
  • 
mówienie „tak“, kiedy padasz ze zmęczenia
  • 
dokładanie sobie obowiązków, jakby doba mogła trwać dłużej niż 24 godziny
  • 
słuchanie o tragediach, które ciebie nie dotyczą

Ja do tej listy dodałabym kilka swoich punktów:

  • 
nierobienie przerw między poszczególnymi zadaniami
  • wyznaczanie sobie nierealnych terminów na wykonanie pracy
  • 
coraz bardziej nerwowe szukanie komórki lub kluczy, bo nie wkładasz ich do osobnych przegródek w torebce
  • 
zastanawianie się, dlaczego ktoś zrobił to, co zrobił, lub powiedział to, co powiedział, zamiast spytać go o to wprost
  • 
myślenie o tym, że powinieneś się do czegoś zabrać, zamiast wziąć się do roboty
  • chodzenie spać po północy
  • chipsy, słodycze, mocna kawa

A ty? Masz jakieś swoje pomysły? To dobry moment, by dopisać je do tej listy.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Po czym poznać swojego wroga?

Smutna prawda jest taka, że to my sami najczęściej stajemy sobie na drodze do zdrowia i szczęścia. Nie chodzi nawet o to, by wytropić ukryte autosabotaże, tylko zauważać, że połową sukcesu jest sobie nie przeszkadzać. Owszem, świat zewnętrzny i inni ludzie każdego dnia z powodzeniem okradają nas z życiowej energii, ale to od nas zależy, czy im na to pozwalamy. To w końcu my podejmujemy decyzję, na co wydatkujemy zasoby energetyczne.

Dla mnie zawsze najbardziej czytelną oznaką tego, że o siebie nie zadbałam, że siebie nadwerężyłam i wydrenowałam z sił, jest przeziębienie. Inne symptomy, bardziej subtelne i nie tak oczywiste, to ból głowy, brak snu oraz poczucie, że nic mi się nie chce. Nauczyłam się już, skąd się biorą. Najprostsze do rozgryzienia jest przeziębienie, zwykle oznacza bowiem, że za krótko spałam, za lekko się ubrałam, za mało zjadłam i ciągle dokądś pędziłam. Czyli nie zadbałam o zasilenie mojej energii fizycznej.
Winą za ból głowy przez lata obarczałam zmienne ciśnienie atmosferyczne, ale od pewnego czasu wiem już, że pojawia się, kiedy za dużo myślę, zamartwiam się lub popadam w czarnowidztwo. Czyli kiedy drenuję swoją energię umysłową. Z kolei sen zwykle nie chce przyjść po dniu pełnym emocji, czasem płaczu, a czasem złości; bywa też, że bezsenna noc poprzedza dzień, który jest w jakiś sposób dla mnie decydujący – czekam na ważną informację, wyruszam w wymarzoną podróż lub spodziewam się trudnej rozmowy. Jak widać, zwykle wiąże się to z moją energią emocjonalną.

Czwarty typ energii – duchowa, jest chyba najczęściej przez nas zaniedbywana. U mnie jej niski poziom skutkuje poczuciem bezsensu i brakiem ochoty do robienia czegokolwiek. To efekt tego, że nie daję sobie czasu do pobycia sam na sam ze sobą w ciszy, że nie realizuję moich pasji czy nie robię czegoś, co ma dla mnie głębszy sens, co karmi mnie na tym ważnym duchowym poziomie.

Oczywiście najlepiej by było nie dopuszczać do stanów przeciążenia, przemęczenia i wydrenowania, przeważnie jednak ratujemy sytuację po fakcie, wyrównując poziom energii na różne sprawdzone sposoby, zarówno te znane powszechnie, jak i te tylko nasze.

Zatem skoro już ustaliliśmy, którędy uchodzi z nas energia, oszacowaliśmy straty, a nawet nazwaliśmy rodzaj energii, której nam brakuje – pora uszczelnić te miejsca. I znów się doenergetyzować. Regina Brett proponuje zrobić kolejną listę.

Co cię doładowuje?

Oto jej pomysły:

  • modlitwa i medytacja
  • 
afirmacje przyklejane na biurku lub lustrze
  • muzyka country
  • 

robienie jednej rzeczy na raz
  • 
zasada STOP, czyli pilnowanie, by nie czuć się zbyt samotną (S), zbyt trudną w obyciu (T), zbyt osłabioną (O) i zbyt przemęczoną (P)

Dokładam do tego moje:

  • masaż i kąpiel z dodatkiem olejków aromatycznych
  • 
spokojny odpoczynek, bez zerkania w komórkę
  • smaczne, ciepłe jedzenie
  • kontemplacja przyrody
  • taniec lub inna forma ruchu
  • 
czas spędzony wśród zwierząt
  • 
kojący sen, bo jak pisze Regina Brett, „swój sprzęt elektroniczny traktujemy lepiej niż własne ciała. Co noc podłączamy telefony komórkowe do ładowarek, ale sami rzadko śpimy dość długo, by podładować własne baterie”

Dopisz swoje sposoby.

 

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>