Czego możemy nauczyć się od psychopatów?

fot.123rf

Wiele osób, którym opowiadałem, że byłem na oddziale zamkniętym dla psychopatów, z przerażeniem komentowało: „To musi być najbardziej niebezpieczne miejsce na ziemi”. No właśnie nie jest. Najbardziej niebezpiecznym miejscem są oddziały dla psychicznie chorych, czyli na przykład schizofreników. Oni są niebezpieczni, bo nieprzewidywalni. Gdy wchodzisz na oddział dla psychopatów, pierwsze, co czujesz, to zimno i emocjonalną sterylność, niczym na sali chirurgicznej. Panuje tam niesłychany spokój, tak jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nie ma tam miejsca na nic nieprzewidzianego. Myślę, że psychopatów boimy się dlatego, że nie boją się posunąć do żadnej granicy.

Potrafią być też czarującymi ludźmi, zdobywać serce i uwagę odbiorcy. A czy mają poczucie humoru?

Poznałem psychopatów z dużym poczuciem humoru, ale to była zwykle ocena innych ludzi, oni sami siebie tak nie postrzegają. Nie potrafią też śmiać się z siebie. Mogą udawać, czyli podejść do tematu bardziej aktorsko, ale nie mają dystansu do siebie. Ktoś, kto z nich zażartuje, może znaleźć się w wielkim niebezpieczeństwie. Wiem, co mówię, bo sam tego doświadczyłem. Na oddziale zamkniętym rozmawiałem z psychopatą – i to złym typem psychopaty. Powiedział, że pokaże mi swój pokój, po czym objął mnie ramieniem i dorzucił: „I obiecuję, że cię nie zabiję”. Kiedy kończyłem już moją wizytę, odprowadził mnie do drzwi i spokojnie powiedział: „Widzisz, obiecałem, że cię nie zabiję i tego nie zrobiłem”. Zacząłem się śmiać i w tym momencie jego twarz się zmieniła – był to najbardziej przerażający moment w moim życiu. On nie żartował, on naprawdę miał na myśli to, co powiedział, a mój śmiech odebrał jako brak szacunku.

Mam wrażenie, że większość świetnych współczesnych seriali jest o psychopatach. „Dexter”, „Breaking Bad”, „House of Cards”.

Tak się składa, że znam Michaela Dobbsa, czyli faceta, który napisał „House of Cards”, jest znanym brytyjskim politykiem. Robiłem z nim kiedyś wywiad. W oryginalnej, brytyjskiej wersji serialu na podstawie jego książki główny bohater ma na imię Francis Urquhart. To niesamowicie inteligentny i skuteczny polityk, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. Spytałem go, czy poznał Francisa naprawdę. Odpowiedział, że ten bohater łączy w sobie cechy wielu ludzi, których poznał podczas swojej politycznej kariery. Ale zdecydowanie Francis i Frank Underwood – jego amerykański odpowiednik, są psychopatami. Czy dobrymi, czy złymi? Na pewno byli zdolni do robienia dobrych, jak i złych rzeczy.

Mnie samego bardzo ciekawiło, co James Bond, gdyby żył naprawdę, napisałby w kwestionariuszu badającym cechy psychopaty. I jaki byłby jego wynik: wysoki czy niski? Pomyślałem, że mógłbym podesłać takie kwestionariusze do scenarzystów filmów o Bondzie i aktorów grających tę postać, i poprosić, by wypełnili je w jego imieniu. I tak też zrobiłem. Obecnie prowadzę takie badania nad trzema bohaterami: Jamesem Bondem, Doktorem Who i Sherlockiem Holmesem, którego ostatnio zagrał Benedict Cumberbatch. Po wstępnej analizie kwestionariuszy okazuje się, że wszyscy trzej zyskują bardzo wysokie wyniki. Co oczywiście nie dziwi (śmiech). Rozmawiałem też kiedyś z Michaelem C. Hallem, grającym Dextera – podręcznikowego psychopatę, czy gdyby mógł ukraść jedną z jego cech, to co by to było. Michael myślał chwilę, a potem odpowiedział: „Umiejętność zachowania zimnej krwi”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »