Człowiek też zwierzę, czyli czego możemy nauczyć się od zwierząt w kwestii podejścia w pracy i relacji w zespole?

Ludzie, posiadając "nowy mózg", czyli korę mózgową, mając możliwość planowania i przewidywania z podstawowymi prawami przyrody, czyli przetrwania i zachowania gatunku. (fot. iStock)

Wiele eksperymentów psychologicznych dotyczących zachowań lub więzi między ludźmi prowadzi się, obserwując zwierzęta. Co nas różni, a co zbliża? Czego możemy się nauczyć od zwierząt, zwłaszcza w kwestii podejścia do pracy i relacji w zespole – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog, socjolog i trenerka biznesu.

Książka Pawła Fortuny i Łukasza Bożyckiego „Animals rationale. Jak zwierzęta mogą nas inspirować” opisuje strategie, które mogłyby posłużyć nam, ludziom, jako przykład – chociażby w organizacji pracy albo życiu rodzinnym.

W psychologii, socjologii, a także w psychologii społecznej od dawna zakłada się, że w wielu kwestiach ludzie i zwierzęta są do siebie podobni. Przełomowa była tu zwłaszcza praca Edwarda Wilsona, amerykańskiego biologa i zoologa, twórcy współczesnej socjobiologii, opisanej w książce „Naga małpa”. Wilson zauważył, że mimo cywilizacji, kultury, mimo rozwinięcia mowy nadal jesteśmy częścią świata zwierząt. I na tej podstawie możemy lepiej zrozumieć niektóre nasze zachowania. Na przykład to, że jako gatunek jesteśmy stadni, a ewolucyjnie uczyliśmy się tworzyć hierarchię w grupie, rozumieć podział na „swoich” i „obcych”. Kiedyś nasze przetrwanie zależało od tego, czy dobrze zdefiniujemy naszą grupę, i tę, która mogła nam zagrażać. Te tendencje pozostały w nas do dzisiaj.

Czy podobnie możemy wyjaśnić naszą powściągliwość wobec zmian? Chociażby na rynku pracy?

Możemy na nią spojrzeć z punktu widzenia tego, co otrzymaliśmy w genetycznym spadku. Ci nasi przodkowie, którzy zbyt szybko wyskakiwali z jaskini, by zobaczyć, co ciekawego dzieje się na zewnątrz, wykluczyli się z puli genów, pożarci na przykład przez tygrysa szablozębnego. Przetrwali ci, u których, owszem, pojawiała się ciekawość, ale którzy byli też ostrożni. Dziś więc często preferujemy bezpieczeństwo i pilnowania swojej strefy komfortu. Dlatego tak bronimy się przed zmianą pracy czy chociażby formy zatrudnienia. Z drugiej strony wciąż najsilniejsze są w nas lęki pierwotne. Dobrze to skomentował Philip Zimbardo, który powiedział, że łatwiej nabawić się lęku przed pająkami niż przed gniazdkami elektrycznymi, choć te ostatnie mogą być dziś częściej przyczyną utraty życia. Mimo całej cywilizacji, którą stworzył człowiek, ewolucja utrwaliła w nas zachowania związane z zagrożeniami naszych przodków. Wiele z nich jest tak zakodowanych w naszym gatunku, bo człowiek nie odszedł całkiem ze świata zwierząt, nadal tym zwierzęciem jest. I nie ma sensu tego wypierać.

Robert Bolesław Zajonc, amerykański psycholog społeczny polskiego pochodzenia, opisał jedno z zachowań identycznych u ludzi i karaluchów: otóż te budzące wstręt owady, gdy mają towarzystwo innych, biegają szybciej. Podobnie zachowują się ludzie. Gdy ktoś monitoruje nasze działania, jesteśmy szybsi, bardziej dokładni.

Przytoczony przez ciebie przykład to tez. efekt facylitacji społecznej. W badaniu chodziło o sprawdzenie, jak obecność innych wpływa na efektywność naszego działania. Facylitacja to ułatwienie, w tym przypadku oznacza, że działamy efektywniej w obecności innych, ale tylko jeśli robimy coś, co jest dla nas łatwe, bo mamy to dobrze opanowane. Natomiast przy czynnościach trudnych, nowych – obecność innych nam przeszkadza. Poziom stresu wzrasta i wykonanie tych zadań jest gorsze – przecież inaczej poprowadzisz prezentację, którą już prowadziłaś kilka razy i przed znanym ci audytorium, a tego luzu i swobody może ci zabraknąć, gdy prezentujesz coś pierwszy raz. Świadomość bycia obserwowanym i ocenianym przez innych podwyższa mobilizację i wpływa na naszą efektywność. To działanie automatyczne, na poziomie organizmu.

Jesteśmy też stadni, jak wiele innych gatunków. Jednak oprócz zachowań instynktownych człowiek kieruje się wolną wolą, rozumem.

Ludzie, posiadając „nowy mózg”, czyli korę mózgową, podejmują niejednokrotnie decyzje, które są niezgodne z podstawowymi prawami przyrody, czyli przetrwania i zachowania gatunku. Przykładem są wybory indywidualne, które bywają tragiczne w skutkach dla całej grupy. Znana jest tzw. tragedia wspólnego pastwiska – sytuacja opisana przez biologa Garetta Hardina. Chodziło o wiejskie wspólnoty, które wypasały mleczne krowy na wspólnych pastwiskach – krów pasło się tyle, by trawa na pastwisku mogła odrastać, do czasu aż któryś z rolników, dla zwiększenia swojego zysku, wprowadził dodatkową krowę, co zrobili też następni. Ostatecznie szybko zniszczył całkowicie wspólne dobro, doprowadzając do klęski całego stada. To się dzieje globalnie, na naszych oczach, z całą naszą planetą, którą niszczymy niby „racjonalnym działaniem jednostkowym”.

Wspólna jest światu zwierząt, w tym człowieka, także hierarchia – mocni przywódcy są w stanie pociągnąć za sobą całe stado. Inspirujący menadżerowie uskrzydlają zespoły.

Hierarchia jest nam potrzebna, bo porządkuje stado. Ale jak mówi zoolog Konrad Lorenz, człowiek, w odróżnieniu od innych zwierząt, ma podwójny kłopot, który polega na tym, że z jednej strony jesteśmy hierarchiczni, ale z drugiej terytorialni. U zwierząt jest trochę inaczej – są stada bardzo terytorialne, przemieszczają się, ale za to silne hierarchicznie. To, że my jesteśmy i terytorialni, i hierarchiczni może skutkować m.in. postawami nacjonalistycznymi, ksenofobią i agresją. Zwłaszcza, że hierarchia u ludzi oznacza dostęp do zasobów, a te, jak wiadomo, są ograniczone.

Nie starcza dla wszystkich w równym stopniu. Kto stoi wyżej, ten ma więcej.

Tak, mówimy nawet, że „przetrwają najsilniejsi albo najlepiej przystosowani”. W świecie ludzi dostęp do zasobów reguluje także płeć – socjobiologowie wskazują, że mężczyźni mają więcej, bo są zdecydowanie bardziej hierarchiczni. Kobiety pilnują równości i relacji, a mężczyźni hierarchii, bo to z kolei wiąże się z przekazywaniem genów. Od dawien dawna ten, kto miał więcej władzy, miał więcej pożywienia, a więc, i kobiet, i potomstwa. Według ewolucjonistów dążenie do hierarchii zostało u człowieka wzmocnione i widać to nadal na przykład w organizacjach, polityce i innych grupach. Choć sama obserwuję, że we współczesnym zarządzaniu w firmach bardziej się sprawdza sieciowość, czyli styl poziomy, wielowątkowy, ze zmiennym przywództwem, a nie hierarchiczność, bo ta w biznesie przeszkadza w szybkim, sprawnym, innowacyjnym działaniu zespołów.

Skoro racjonalność wiedzie nas czasem na manowce, to może większy sens ma pójście w stronę natury? Jej prawom podlegamy przecież wszyscy.

Człowiek i cywilizacja, którą stworzył, jest czymś wyjątkowym i fascynującym. Lecz jest jednocześnie kłopotem – co ujawnia się w stanie naszego zdrowia czy w kondycji naszej planety. Zestresowani menadżerowie, którzy musza działać szybko i efektywnie, zapominają się regenerować aż do punktu korozji organizmu.

Wojciech Eichelberger zaleca, by w tej kwestii czerpać inspirację ze świata przyrody – stosować „zasadę kota”! Od tych zwierząt można się nauczyć efektywności wydatkowania i regenerowania energii. Koty śpią, obserwują, wylegują się, a potem szybko i skutecznie działają, polując. Nie marnują energii, tak jak ludzie, co w świecie menadżerskim nazywa się „bieganiem z niezaładowanymi taczkami”. A są skuteczne. Warto przypomnieć sobie proste sprawy, w świecie zwierząt oczywiste – dbanie o organizm, o to, co jemy, o odpoczynek, o sen, o relacje – rodzinne i społeczne. W tym sensie, rzeczywiście, zwierzęta mogą być dla nas inspiracją. Zwierzęta i dzieci – bo w nich to wciąż jeszcze jest naturalne.

 

dr Joanna Heidtman – psycholog i socholog, doradca i coach, wykłada na SWPS i w ICAN Institute.